Jak zrobić w grudniu mydło, które zdąży na święta.

Opublikowano 4 komentarze

Otóż nie da się zrobić takiego mydła sodowego, które będzie skończone w ciągu 3 tygodni. W takim czasie nie osiągnie zamierzonych własności. Mydło to sól a w soli są kryształy, one potrzebują czasu na ułożenie swojej struktury. Ta struktura jest odpowiedzialna za twardość, niezbyt szybkie znikanie z mydelniczki, ilość piany, nierozmiękanie i wreszcie dojrzałość, którą czujemy na skórze. Dojrzałe mydło nie tępi się na skórze podczas mycia, ma swój poślizg, jest wydajniejsze, lepiej się pieni. To wszystko można nazwać jakością mydła, na którą warto czekać. To, że w procesie HP, czyli robieniu mydła na gorąco, grzaniu w piekarniku albo potasowym (kiedy obserwujemy żelowanie), otrzymujemy natychmiastowy spadek pH do bezpiecznego poziomu – nie gwarantuje nam jakości. Twierdzenie, że takie mydła są gotowe do użytku po tygodniu jest zwyczajną nieznajomością istoty saponifikacji i jej długofalowych skutków.

Nie przyszłam tu marudzić tylko powiedzieć Wam o sztuczkach, które pozwolą jednak podarować mydło sodowe pod choinkę:

  • nie używajcie olejów w ilości wyższej niż 30% – lepsza twardość, kostka da się obrobić i zapakować bez uszczerbku
  • skupcie się na olejach (czyli tych płynnych 30%), które mają wysoką pielęgnację, a więc dużo kwasu linolowego i linolenowego (dwa ostatnie w tabelce z kalkulatora), zakonserwujecie je, więc bez obaw
  • ustawiajcie w kalkulatorze wodę na maksimum 28%, a nawet 20% – jeżeli korzystacie z proporcji to nie przekraczajcie 2:1 woda:wodorotlenek (NaOH i KOH potrzebują do rozpuszczenia tyle wody ile same ważą)
  • używajcie utwardzaczy – mleczan sodu, kwas octowy i mlekowy, sól – pamiętajcie, że kwas cytrynowy dodatkowo rozmiękcza mydło
  • nie używajcie dodatków uelastyczniających kostkę np. borowina, pulpy owocowe, warzywne
  • nadajcie mydłu wyższe przetłuszczenie, ja tu mam 7% a kwasu nie przeliczałam, co jeszcze dodatkowo je podniesie – im wyższe SF tym mydło jednak łagodniejsze dla skóry, nawet zbyt szybko użyte
  • zadbajcie o okluzję (frakcja niezmydlalna, woski) i nawilżenie – kwasy organiczne, polisacharydy (cukry)
  • zróbcie proste mydło z niewielką ilością dodatków lub ze sprawdzonymi dodatkami, na kombinacje był czas w październiku, raczej pracujcie nad wyglądem, zapachem
  • pilnujcie żeby mydło przeżelowało
  • opowiedzcie obdarowanym o tym co różni mydła od gotowców syndetowych i dlaczego warto na nie czekać – może poczekają do stycznia 😉

Ok, do brzegu – jak zrobić twardą kostkę. Dwie receptury, tak również nie mam dojrzałego mydła na te święta, skandal!

Mydło sodowe na ostatnią chwilę. Rec. Mila Wawrzeńczyk

Floral to nasz blend olejków eterycznych, jak sama nazwa wskazuje kwiatowe połączenie lawendy, dwóch frakcji jagodlinu (ylang) i geranium egipskiego. Popatrzcie na recepturę, MT to znaczy masy tłuszczów. Ponieważ, ten krótki czas nie wydobędzie odpowiedniej ilości piany dodałam cukru, zwykle osiągam takie rzeczy ziołami. A jednak dałam kwasu cytrynowego, bo dla mnie mydło z twardością powyżej 45 jest tym czego ja nie lubię, wolę tą wyważoną 40, jakoś lepiej w dłoni się kręci 😉 Zapach i kolor.

Mydło sodowe na ostatnią chwilę. Rec. Mila Wawrzeńczyk

Gingerbread to kolejny blend olejków eterycznych. Imbir, cynamon, kolendra i pięciofoldowana pomarańcza, która zapobiega zbyt szybkiemu gęstnieniu masy po dodaniu cynamonowego olejku. Tutaj zamiast pianotwórczego cukru jest miód, bardziej pasuje do piernika przecież. I tak samo jak w poprzednim miki plus węgiel.

Oczywiście przy takiej ilości tłuszczów twardych pamiętajcie o umiarkowanym używaniu blendera. Najpierw jego końcówką tylko mieszajcie, mało bzyknięć. Kolory i olejki rozrabiajcie nie w gotowym budyniu, tylko w jeszcze rozwarstwiającej się nieco masie. To zapobiegnie zbyt szybkiemu gęstnieniu masy mydlanej. Cytrusy rozrzedzają masę. Zblendujcie tłuszcze jeszcze przed dolanie ługu i to wszystko zapewni możliwość swirli.

Obsługa kalkulatora tutaj –>>

Mydło na święta nie musi mieć powtykanych pomarańczy. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeżeli teraz zrobicie mydłokrem lub pomarańczowego słonecznika, będą gotowe w trzy tygodnie prawie na tip top. Nie martwcie się są jeszcze kremy, peelingi, sole, kule i syndety! Te dwa ostatnie pokażemy jeszcze przed świętami.

Zrób sobie krem do twarzy.

Opublikowano 12 komentarzy

Kremy jeszcze przede mną, ale jak patrzę na te skomplikowane receptury to niczego nie rozumiem i dlatego nie robię. To jest chyba najczęściej spotykany argument, który widzę. Oczywiście sama mam tendencję do rozbudowanych receptur jednak większość “pierwszych” formulacji już za mną. Lubię synergię, więc rzadko robię proste. Dziś czteroskładnikowy krem do twarzy. Tak, tylko cztery składowe: woda, emulgator, olej i konserwant. Pewnie pomyślicie, że będzie kiepski. Nic z tych rzeczy!

Olej z owoców róży Nazywany olejem młodości. Około 80% składu to lekkie kwasy tłuszczowe. Idealne do skóry twarzy, nie powodują zatykania porów, a więc olej z owoców róży nie jest komedogenny. Łatwo i szybko się wchłania, co daje mu możliwości regeneracyjne i ochronne zewnętrznej warstwy skóry. Karotenoidy, głównie beta karoten mają wpływ na wyrównanie kolorytu skóry. Duża zawartość kwasu askorbinowego, czyli witaminy C zmniejsza przebarwienia. Antyoksydacyjne polifenole, głównie flawonoidy. W końcu wzmacniające naczynka galaktolipidy.

Hydrolat z geranium. Antyseptyka – stop mikroby i antyoksydacja – stop zmarszczki, a to głównie za sprawą monoterpenów obecnych w olejku eterycznym. Świetnie uzupełni olej z róży w regeneracji skóry i wzmocnieniu naczynek. Pełni rolę naprawczą po opalaniu, uszkodzeniach skóry i pękających naczynkach. Ja robię hydrolaty sama, więc zawierają pływające oczka olejku eterycznego. Te same funkcje dotyczą samego olejku eterycznego z geranium. Nie macie hydrolatu, zróbcie napar z zielska, jakie macie w domu, dokładnie go odcedzając aby nie było drobin rośliny w kremie.

Emulgator. Najbardziej lubię plantasens, za jego wszechstronność, jeżeli jesteś przyzwyczajony do olivemu1000 to go użyj – u mnie już poszedł w zapomnienie do kremów na lico. Oba mają szeroki zakres pH, w którym pozostaje stabilne. Są w stanie “uciągnąć” czyli zemulgować bez rozwarstwiania do 50% fazy olejowej. Nie potrzebują koemulgatora. Formulacje na nim nie wymagają dodawania substancji ułatwiającej smarowność np. alkoholu cetylowego.

Konserwant fazy wodnej. Używam głównie gotowego konserwantu składającego się z fenoksyetanolu i etyloheksylogliceryny. Ten alkohol jest najskuteczniejszy w walce ze wszystkimi pleśniami, bakteriami i wirusami a etylowana gliceryna niweluje wysuszenie skóry. Po czasie widzę, że można go dodawać mniej niż zalecane 0,5% w recepturze, bo wspomagany dodatkowo olejkami eterycznymi spokojnie daje radę utrzymać krem w czystości przez co najmniej trzy miesiące. Jego poziom niewywołujący obserwowalnych skutków niepożądanych równa się witaminie E, którą kochamy dodawać do wszystkiego, zwykle w ilościach przekraczających normy. Przekroczyć normy fenoksyetanolu właściwie się nie da, bo te 0,5% jest dużo poniżej jej poziomu.

I tyle na temat składników. Czy można chcieć więcej bioaktywności od kremu? Czytajcie opisy i składy chemiczne używanych surowców.

Receptura na 100g kremu:

faza wodna 70%

69,5g hydrolat

0,5g konserwant fazy wodnej

faza olejowa 30%

24-25g oleju

5-6g emulgatora

Emulgator należy roztopić. Odważcie go do słoika, w którym będziecie emulgować fazy. Może być to słoik dżemowy o pojemności 200-300ml. W osobnym naczyniu odważcie resztę składników. Kiedy emulgator się rozpuści przelejcie do niego te wszystkie pozostałe składniki, uprzednio podgrzane do około 35-40 stopni Celsjusza. Jeśli emulgator się zestali na powrót, potrzymajcie słoik w gorącej wodzie (już bez źródła ognia) przez chwilę mieszając. To potrwa kilka sekund aby emulgator na powrót się roztopił. Zakręćcie słoik i potrząsajcie, jakbyście drinka robili. Kiedy się zemulguje możecie wstawić do naczynia z zimną wodą aby konsystencja zamieniła się z płynnej w stałą. Voila, krem gotowy!

Uwaga! Zwykle widzimy receptury z trzema fazami – wodną, olejową i fazą C dodawaną na końcu, właściwie już po emulgacji a to najczęściej kończy się zwarzeniem kremu, jeśli ktoś nie ma wprawy. Podgrzewanie podgrzewaniu nierówne, stąd biorą się trudności w robieniu kremów. Zapomnijcie o rozpisywaniu kremów na trzy fazy, podkreślcie sobie tylko składniki wrażliwe na temperaturę i je podgrzewajcie nie przekraczając nigdy 50 stopni. Na rozkład substancji ma wpływ korelacja temperatura-czas, a więc 15 sekund w 50°C nie jest w stanie zaszkodzić lub zaszkodzi w minimalnym stopniu. Roztopionemu wcześniej olivemowi, który potrzebuje do tego około 70°C, powrót do postaci ciekłej zajmie naprawdę kilka sekund w temperaturze dwa razy niższej.

Krem do twarzy. Fot. Mila Wawrzenczyk

Krem ma bardzo delikatną konsystencję a jednak utrzymuje się w słoiku. Łatwo się wchłania i pięknie pachnie, kwaskowatością owoców róży i cytrusowym geranium. Takie lubię najbardziej. To nie jest krem do lodówki. Jeśli pominiecie konserwant, przetrzyma w lodówce ze dwa trzy tygodnie, dzięki geranium. Idźcie i róbcie dobierając prosto a skutecznie. Chyba już czas napisać więcej o emulgowaniu, konserwowaniu i tłuszczach!

Lekkie masło do dłoni i ciała suchego też.

Opublikowano 7 komentarzy

Od tygodnia szwędam się po chaszczach. Już czas na pączki a może jeszcze na korzenie i korę, jeśli pączków nie widać. Wyskok na chwilę kończy się godziną zbierania. Za ciepło na rękawice, a jednak po czasie w mitenkach dłonie marzną, skóra robi się sucha i szorstka. Trzeba w takim wypadku mazidła ochronnego, które zniweluje skutki.

Ostatnio pisałam o lanolinie w mydle a dziś zrobiłam mazidło z jej dodatkiem.

Co będzie potrzebne.

Lanolina to jest taki niezmydlalny nieprzepuszczacz tego co chce się dostać z zewnątrz. Lanolinę można zastąpić roślinną “lanoliną” pozyskiwaną z niecierpka albo vege-lanoliną. Wosk pszczeli również tworzy warstwę okluzyjną. Zamiast niego można użyć wosku roślinnego. Myristica pubens u nas błędnie nazywany woskiem laurowym (to ta sama rodzina co wawrzyn czyli laur ale inny gatunek). Oba te składnikie są też wspaniałymi emulgatorami.

Płatki owsiane mające w sobie mnóstwo polisacharydów, a więc cukrów które pełnią rolę nawilżacza. Odwar z korzenia mydlnicy. Odwar to taka odmiana herbaty. Herbata to napar, czyli zioła zalane wrzątkiem, zostawione pod przykryciem i odcedzone. Odwar to zioła zalane wodą i gotowane na wolnym ogniu przez 30 minut (najczęściej), ostudzone i odcedzone. Mydlnica to bogactwo saponin i związków, które działają między innymi zmiękczająco.

Żółtlica jest świetnym ziołem dla skóry wysuszonej. Dodałam do formulacji ekstrakt etanolowy, przy okazji zadziała konserwująco. A robię go tak. Świeże ziele zółtlicy (takie z kwiatkami) zalewam alkoholem etylowym i dopełniam wodą destylowaną aby osiągnąć 20% stężenie etanolu, czyli 1:1. Chodzi mi o ekstrakcję związków czynnych i dezaktywację enzymów odpowiedzialnych za rozkład. Enzymy to białka, do ich denaturyzacji wystarczy 18% stężenie alkoholu – tylko jak to policzyć w pamięci, dlatego daję 20% ;). Maceruje się jakieś trzy tygodnie do czterech, filtruję i mam, bo trwałość minimum rok, w ciemnym miejscu oczywiście. Mam, więc dodaję, nie macie, nie dodawajcie.

Tłuszcze. Masło shea, wiadomo, że nierafinowane dzięki żywicom, woskom i reszty frakcji niezmydlalnej jest przyjacielem skóry i jedną wielką okluzją. Olej lniany. Nasze bogactwo omega-3. Kwas tłuszczowy linoleinowy daje najwyższą pielęgnację. Olej sojowy zawiera lecytynę i witaminę E. Stąd konserwacja fazy tłuszczowej a dokładniej przeciwdziałanie jej utlenieniu, czyli jełczeniu. Pamiętajcie, że te właściwości dotyczą tłuszczów nierafinowanych. Takich z prawdziwej małej tłoczni a nie z marketu.

Konserwanty. To co sie rozpuszcza w fazie wodnej, ją konserwuje, głównie alkohole, kwasy. To co się rozpuszcza w tłuszczach, zapobiega ich utlenieniu, głównie witamina E i A.

Receptura:

faza olejowa 60%

20% masło shea nierafinowane, nie warto rafinatu

15% olej sojowy nierafinowany, jak wyżej

13% olej lniany nierafinowany i jak wyżej

9% wosk pszczeli surowy i znów jak wyżej

3% lanolina bezwodna owcza, ta ciemnożółta lub roślinny odpowiednik

faza wodna 40%

28% napar z płatków owsianych nawilżacz w każdym domu

10% odwar z korzenia mydlnicy, trzeba kopać lub kupić

1,5% ekstrakt z ziela żółtlicy można pominąć (wiosna idzie, zróbcie!)

0,5% konserwant DHA BA lub każdy inny konserwant fazy wodnej

Topimy co trzeba. Shea, wosk i lanolinę. Uwaga edit, nie przegrzejcie shea, bo będzie grudkować i rozwarstwiać się. Wosk i lanolinę należy stopić całkowicie a shea może być tylko podgrzane, blender i tak sobie poradzi.

Topimy stałe w kąpieli wodnej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Resztę odważamy w osobnym pojemniku. Oleje sojowy i lniany. Jeśli nie macie oleju sojowego zastąpcie go słonecznikowym surowym. Jeśli tego również nie macie użyjcie lnianego lub innego płynnego ale pamiętajcie o dodaniu 1-2% witaminy E. Napar z owsa, odwar z mydlnicy, ekstrakt z żółtlicy, konserwant fazy wodnej. To wszystko ma być w temperaturze pokojowej.

Tłuszcze płynne i faza wodna. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kiedy stopią się stałe tłuszcze, blendujemy je przez kilkanaście sekund. Tak, blender to najlepszy homogenizator. Pamiętajcie o ustaleniu takiej ilości masła by końcówka blendera była w stanie objąć wszystko. Pomocne jest wąskie i wysokie naczynie. Ta mieszanina powinna mieć nie więcej niż 40 stopni Celsjusza.

Następnie wlewamy wąskim strumieniem resztę składników. Wiadomo, że oleje wleją się najpierw, bo sa u góry zawsze. Wtedy przestańcie lać, tylko zblendujcie dokładnie, wszystko razem, bo wosk zacznie się zestalać na powrót. Kiedy będzie gładka masa, lejcie już wszystko do końca, blendując. Blendowanie trwało u mnie jakieś kilkadziesiąt sekund. To szybka robota ze względu na lanolinę, wosk i lecytynę z oleju sojowego. Nie rozwarstwia się. Bez obaw nic ze składników nie ucierpi ze względu na tepmeraturę, bo składniki płynne oziębiają masę tych topionych.

Masło do dłoni i ciała. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jak widzicie po składnikach to mazidło sprawdzi się też dla skóry suchej, problematyczne i łuszczącej a nawet jako jeden z wielu kosmetyków dla atopowej. Nie trzymać w lodówce, postoi kilka miesięcy, bo to zależy od higieny przygotowania i warunków przechowywania. Szybko się wchłania, nie zostawia tłustej warstwy, można brać książkę w dłoń.

Pamiętajcie jeszcze o jednym. Konsystencja kosmetyków stabilizuje się zawsze po około dobie. Nie panikujcie więc, że rozpuszczane do żelu mydło, czy krem są zbyt rzadkie!

#kłakisąwszędzie

Prezenty na ostatnią chwilę.

Opublikowano Jeden komentarz

Dwa tygodnie do gwiazdki to nie jest już czas na mydło. Nawet potasowe i robione na gorąco. Mydło musi dojrzeć, potrzebuje czasu, każde.

Są jednak takie kosmetyki, które można wykonać w kilka chwil. Oczywiście pomijam kremy i resztę mazideł, wiadomo, że te im młodsze tym lepsze.

Przyznajcie się, że macie głęboko schowane dojrzałe mydła potasowe, z którymi niewiadomo co zrobić?! A ja wiem i powiem.

MydłoPeeling cynamonowy.

Cynamonowe MydłoPeeling. Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na 100g:

64g mydła potasowego bazowego

15g ulubionego oleju

15g mielonych łupin migdała/wiśni

5g mielonego cynamonu

1g eterycznego olejku cynamonowego

Gramy są jednocześnie procentami. Zamieszać i gotowe. Mydło musi być luźne, w formie galaretki wręcz. Jeśli macie zwartą, gęstą pastę wtłoczcie w nią wodę albo jescze lepiej napar lub hydrolat cynamonowy. Okolice 10% dodatku wody będą wystarczające w przypadku mydła wykonanego na samych płynnych olejach. Masła w potasowym mydle zawsze potrzebują więcej wody do otrzymania luźnej konsystencji.

MydłoPeeling z węglem.

MydłoPeeling z węglem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na 100g:

64g mydła potasowego bazowego

15g ulubionego oleju

15g mielonych nasion maku

5g glinki zielonej

1g blendu ATLAS

węgiel aktywny na końcu noża (nie za dużo)

Peeling pomarańczowy.

Peeling pomarańczowy. Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na 100g:

20g mydła potasowego bazowego

20g ulubionego oleju

3g eterycznego olejku pomarańczowego

57g cukru białego drobnego

kurkuma sproszkowana na czubku noża

Najpierw łączymy olej z mydłem na gładką papkę. W tym wypadku mydło potasowe może być zwarte. Jeśli chcecie zrobić peeling różowy np na zblendowanych płatkach róż, zrezygnujcie z mydła. PH mydła nie jest łaskawe dla antocyjanów.

Mydło potasowe po prostu.

Mydło z myjką wykonaną przez Kawa w kąpieli. Fot. Mila Wawrzenczyk

Do mydła bazowego dodajemy ulubione tłuszcze, wzbogacamy wodnym wyciągiem z ziół w granicach 10-20% masy mydła. Dorzucamy myjkę rękodzielniczą, bo potasowe mydła używa się najwygodniej z myjkami. Voila!

Zasady:

  • jako peelingu możemy użyć wszystkiego co jest ścierne i nie pije wody np. nasiona chia się nie nadają, bo zamiast peelingu stworzą gęsty glut
  • wszelkie proszki typu glinki, przyprawy, miki dodajemy na oko, do uzyskania odpowiedniej konsystencji, łatwej w nabieraniu ze słoika
  • uwaga na zbyt duży dodatek glicerytów, może powodować rozwarstwienie
  • nie dodajemy żadnych kwasów do gotowego mydła
  • cukier i sól nie rozpuści się w mydle potasowym, używamy drobnoziarnistych
  • aromaty kosmetyczne mogą zagęszczać
  • konsystencja stabilizuje się na drugi dzień
  • jako dodatek wzbogacający możemy użyć nieudany – rozwarstwiony krem lub masło
  • jeśli chcecie użyć dodatków wodnych pamiętajcie o konsystencji

I jeszcze tutaj pomysły –>

Mleczna sól do kąpieli.

Mleczna sól do kąpieli. Fot. Mila Wawrzenczyk

I ostatnia najprostsza rzecz na świecie.

Receptura na 100g:

4g blendu Floral

2g glinki czerwonej

10g mocznika

10g mleka w proszku

37g soli różowej gruboziarnistej

37g soli z Morza Martwego

Mieszajcie ulubione sole, dobierajcie kolorystycznie olejki i barwniki, którymi mogą być przyprawy. Uwaga na suszone zioła, nie każdy lubuje się w wybieraniu ich z odpływu. Nie polecam moczenia się w cynamonie czy sproszkowanym chilli – te przyprawy zostawcie na peeling.

Musująca sól do kąpieli.

Musująca sól rozgrzewająca. Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na 100g:

2g eterycznego olejku imbirowego

2g eterycznego olejku kadzidłowcowego

2g glinki żółtej

10g sody oczyszczonej

10g kwasu cytrynowego

37g soli kłodawskiej

37g soli z Morza Martwego

Zdarza się, że kule kąpielowe nie chcą trzymać fasonu?. Żaden problem. Kruszymy je dokładnie, dosypujemy soli i mamy wspaniałą tonizującą sól do kąpieli czy moczenia stóp.

We wszystkich pokazanych kosmetykach bardzo ważna jest kompatybilność składników pod względem wpływu na konkretny typ skóry lub funkcję. Rozgrzewający imbir, antycellulitowy cynamon czy ylang afrodyzjak. Należy je wszystkie połączyć z innymi składnikami działającymi synergistycznie.

Do dzieła, jeszcze czas!

Pomarańczowy słonecznik na święta – mydło potasowe.

Opublikowano 30 komentarzy

mydlarzu wszystko masz w domu

Mnie się święta kojarzą z pomarańczami i gwiazdkami. Wzięłam też pod uwagę, że początek grudnia to niekoniecznie dobry czas na zamawianie półproduktów kosmetycznych przez internet, ze względu na szaleństwo świąteczne. Poza wodorotlenkiem potasu nie ma w nim niczego co byłoby niedostępne w sklepie spożywczym.

Receptura na 600g gotowego mydła, metoda na zimno:

400g oleju słonecznikowego – jaki macie, liczba zmydlania jest taka sama dla każdego (100%)

82g wody destylowanej (20%)

82g wodorotlenku potasu (SF ok. 3%)

skórka otarta z 6 dużych pomarańczy (można tą ilość nawet podwoić)

40g ulubionego oleju, ważne żeby był w barwach pomarańczowych (podniesie SF do ok. 13%)

opcjonalnie eteryczny olejek pomarańczowy

działamy

Metodę robienia mydła potasowego opisałam dokładnie tutaj. Dlatego nie będę kolejny raz się o niej rozwodzić. Po prostu wlejcie do pojemnika olej słonecznikowy, można go nieco podgrzać, zmydlanie zajdzie szybciej. Ja do potasów na zimno lubię używać słoików typu wek. Zetrzyjcie skórkę z pomarańczy bezpośrednio do oleju, pilnując aby nie zawierała białej części. Zróbcie ług, ostrożnie – tutaj mamy do czynienia ze stężeniem wodorotlenku 50%, czyli jedna część wody i jedna część KOH, więc będzie burzliwiej niż zwykle. Jak tylko wodorotlenek się rozpuści, wlejcie roztwór ługu do oleju. Miałam w planach użyć hydrolatu anyżowego, który zawiera dużo olejku eterycznego ale koniec końców wykorzystałam wodę destylowaną, żeby nie zaburzyć zapachu pomarańczy.

ok, można zblendować 😉

Teraz trzeba zblendować olej z ługiem, głównie chodzi o to aby skórka pomarańczowa nie pozostała w kawałkach a wtopiła się w mydło, oddając kolor i aromat. Mieszamy co jakiś czas i mydło powinno być gotowe po dwóch godzinach. Jeśli zajmie mu to dłużej, nie przejmujcie się. Czas zmydlania zależy od wielu czynników, głównie temperatury masy mydlanej jak i otoczenia. Możecie wstawić słoik z masą mydlaną do garna z wrzącą wodą albo opatulić ręcznikiem. Dodatki wprowadzamy dopiero na drugi dzień, ponieważ każde mydło potasowe bazowe powinno poczekać choćby jeden dzień na dodatki. To pozwoli mu na dokończenie zmydlania i pozbycie się charakterystycznego zapachu wodorotlenku. Ja po zżelowaniu, nakryłam słoik niezbyt szczelnie folią spożywczą i zostawiłam na noc w spokoju.

pomarańczowe mydło potasowe
Pomarańczowe mydło otasowe na zimno, robi się samo. Fot. Mila Wawrzenczyk

Na drugi dzień zauważycie, że aromat pomarańczy nabrał mocy. Choć nawet w trakcie zmydlania był dobrze wyczuwalny. Potasowy proces na zimno ma tę przewagę nad grzaniem, że jednak naturalne aromaty utrzymują się w mydle dużo lepiej. Teraz działamy dalej. Dolewamy super oleju i wtłaczamy go w pomarańczowe mydło potasowe, mieszając łyżką. Napisałam o oleju w barwach pomarańczowych żeby mydło nie zmieniło koloru. Nie brązowy, nie zielony a odcienie pomarańczowego. Ja użyłam oleju rydzowego, inaczej z lnianki siewnej. Na koniec dodajemy 10g eterycznego olejku pomarańczowego dla podbicia aromatu. Przekładamy od razu do słoiczków docelowych, żeby olejek pomarańczowy nie parował a utrzymał się w mydle.

to nie musi być pomarańczowe mydło

Oczywiście jeśli chcecie i macie inne półprodukty to możecie ich użyć do tego mydła. Tylko pamiętajcie żeby używać takich, które nie zmienią koloru. To ma być pomarańczowe mydło i kropka! Świetnie będzie prezentował się wmieszany w masę peeling z łupin orzecha włoskiego lub pestek moreli. Na tę ilość mydła wystarczy 5-10%.

uwaga na etykiety

Jeszcze jedna kwestia. Napisałam, że można użyć jakiegokolwiek oleju słonecznikowego, jednak w sklepach mamy różne rodzaje. Wytłumaczę o co chodzi, bo mimo tej samej liczby zmydlania różnią się własnościami nadawanymi mydłu. Producenci nazywają oleje jak im się żywnie podoba, więc nie zwracajcie uwagi na nazwę, bo skład chemiczny powie nam wszystko. Ja użyłam w tej recepturze dwóch różnych olejów, jeden high oleic a drugi zimnotłoczony, nierafinowany.

dav
Etykieta oleju słonecznikowego, wysokooleinowego (sunflower oil, high oleic). Kwas oleinowy to ten, którego najwięcej ma w sobie oliwa z oliwek i jest on kwasem jednonienasyconym. Jeżeli na etykiecie widzicie jego przewagę, możecie być pewni, że to właśnie wysokooleinowy olej słonecznikowy, nieważne jak go nazwie producent. W tym przypadku mamy zawsze do czynienia z olejem rafinowanym i zmienionym w trakcie produkcji. Taki olej jest bardzo podobny do oliwy z oliwek, napewno nie w kwesti twardości ale trwałość i pielęgnacja są właściwie identyczne.

Czytajcie etykiety, a nie chwytliwe slogany!

dav
Etykieta oleju słonecznikowego, wysokolinolowego (sunflower oil). Kwas linolowy to ten, którego dużo ma w sobie olej z pestek winogron i jest on kwasem wielonienasyconym. Jeżeli na etykiecie widzicie jego przewagę, możecie być pewni, że to właśnie wysokolinolowy olej słonecznikowy, nieważne jak go nazwie producent. W tym przypadku mamy do czynienia z olejem rafinowanym ale nie zmienionym w trakcie produkcji lub z olejem nierafinowanym, zimnotłoczonym. Taki olej jest bardzo podobny do oleju z pestek winogron, więc i takie własności nada mydłu. Jeśli użyjecie pachnącego nierafinowanego słonecznika to w bonusie dostaniecie dużą ilość wit. E i lecytyny.

gotowe i pachnące

Wyszło mi sześć pachnących ciepłem słoiczków. Jeden prezent z głowy 😉 Przypominam, że do karotenowych mydeł, czyli z naturalnymi barwnikami pomarańczowymi (olej rokitnikowy, pulpa z marchwi, pomarańcza, olej z czerwonej palmy) – nie wprowadzamy żadnych kwasów, bo utlenią się i znikną. Co do zapachu, ja w tym mydle po dwóch dniach nie czuję niczego poza pomarańczą. Oczywiście ten aromat nie bucha w nozdrza jak oszalały ale mydła potasowe mają to do siebie, że olejki eteryczne i inne zapachy pokazują moc dopiero podczas użycia a nie w słoiku. A pieni się tak ->

dav
Ho, Ho, ho! Fot. Mila Wawrzenczyk

A jako źródło pomysłu “na szybko i z tego co mam w domu” podaję społeczność mydlarzy 🙂

MydłoKrem o wielu twarzach.

Opublikowano 76 komentarzy

Zabierałam się do tego mydła jak pies do jeża. Analizując przepisy na mydłokrem aż mnie skręcało na widok ilości dodawanej gliceryny, dwudobowego rozpuszczania bazy i urąbania całego robota kuchennego przy ubijaniu nasadką do piany, przez pół dnia. Tak, dokładnie tak to wygląda, przynajmniej w recepturach które znalazłam.

Demon lenistwa podpowiada najlepsze rozwiązania, słuchajcie go! Da się to zrobić o wiele mniejszym nakładem pracy i finansów.

Będzie długo, bo choć tu nie ma niczego skomplikowanego, to jednak trzeba zachować kilka zasad.

receptura na ok. 700g bazy mydłokrem potasowo-sodowego:

następnie potrzebujemy jeszcze:

Robimy podstawowe mydłokrem na bazę, metodą HP. Do roztopionych tłuszczów wlewamy ług potasowo-sodowy i grzejemy na wolnym ogniu lub low w wolnowarze. Taki ług robimy jak każdy inny, oba wodorotlenki naraz do wody i rozpuszczamy. Wodorotlenki są dodane są w proporcji pół na pół, czyli 50% sodowego i 50% potasowego. Potasowy dla piany i mazistości kremowej a sodowy dla trzymania fasonu.

Możecie blendować (będzie szybciej) lub tylko mieszać albo zostawić w diabły i napić się wina. Byleby nie spalić i nie odparować zbyt dużo wody- stąd niska temperatura. W takim przypadku wolnowar sprawdza się super.

Powinno wyjść mniej więcej coś takiego na kształt plasteliny 🙂 Kolor zależy od użytej oliwy. Tym się nie przejmujcie, z tego będzie jasne mydłokrem.

hdr
Gotowa dwudniowa baza na MydłoKrem Fot. Mila Wawrzenczyk

i teraz zaczyna się zabawa

Bazy mydłokrem powinno wyjść około 700g, zalewamy ją 600-700g wody i czekamy aż napęcznieje. Trwa  to kilka godzin. Tak, napęcznieje, nie musi się rozpuścić, mogą pozostać kawałki i to nawet duże. Ważne żeby mydło było rozmiękczone, napęczniałe wodą, elastyczne i miękkie. Nie mieszajcie, zostawcie w spokoju. 600g wody da mydło bardziej zwarte, natomiast 700g takie, które będzie trzymać się w słoiku ale i nadawać do pojemnika z pompką. Tego drugiego nie polecam, bo mydłokrem może zmienić konsystencję. Bazę można zalać wodą od razu po zżelowaniu, nie czekając na drugi dzień.

co zamiast wody?

Oczywiście zamiast wody możecie użyć czego dusza zapragnie – mleko, jogurt, napar, odwar, hydrolat – jednak pamiętajcie co wprowadzacie do mikstury. Być może będzie potrzebna konserwacja naturalna, a może wolicie dodać konserwantu ze sklepu z półproduktami. Ja uważam, że dodatki naturalne i gliceryna całkowicie załatwiają temat mikroorganizmów w tego typu mydłach. Ilość płynu można regulować, jeśli wolicie bardziej lejące mydło do używania w butelce z pompką śmiało można użyć więcej wody. Więcej wody można dodać na każdym etapie robienia mydła. Może się zdażyć, że za bardzo zagrzejecie bazę i odparuje więcej wody niż powinno, trzeba ją uzupełnić.

dodatki podstawowe

Kiedy baza mydlana napęcznieje dodajemy do niej kwas stearynowy i masła. Ja użyłam 100g kwasu stearynowego i 200g mango. Topimy wszystko razem, to jeszcze dodatkowo zmiękczy bazę.

dav
Roztapiamy dodatkowe tłuszcze w bazie mydlanej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli tylko kwas stearynowy to 200g. Jeśli tylko masło kakaowe 250g. Mieszanka różnych tłuszczów powinna stanowić około 300g, przykładowo:

100g kwasu stearynowego + 150g masła shea + 50g masła kakaowego

100g kwasu stearynowego + 100g masła shea + 100g masła mango

150g masła kakaowego + 150g masła shea

300-350g shea.

Możecie mieszać jak chcecie byleby poruszać się w wyżej wymienionych tłuszczach. Mydłokrem będziemy ubijać a to właśnie obecny w tych tłuszczach kwas stearynowy sprawia, że konsystencja mydłokremu będzie stabilna. A w gratisie dostaniemy warstwę okluzyjną, która zapobiega wysuszaniu skóry. Pamiętacie, które tłuszcze zawierają kwas stearynowy?

blendujemy 😉

Kiedy tylko masła i/lub kwas stearynowy się roztopią zaczynamy blendować lub miksować robotem. Och tutaj wielbiciele blendowania mogą się wykazać nadmiernością 😉 Najpierw musimy doprowadzić miksturę do gładkości i jednorodnej struktury. Wszystkie nierozpuszczone kawałki bazy mydlanej załatwi blender. Na początku na wolnych obrotach. Bądźcie cierpliwi, to nie trwa długo ale trzeba patrzeć co się dzieje pod końcówką blendera czy miksera. Jeżeli zostawicie kawałki bazy mydlanej, to będą one widoczne w słoiku i wyczuwalne podczas użytku. Nie szkodzi to niczemu ale esteci będą zawiedzeni.

dodajemy glicerynę

Po osiągnięciu emulsji, dodajemy 150-250g gliceryny roślinnej. A po co, przecież mydło zawiera glicerol, bo to produkt uboczny zmydlania? Ano po to żeby mydłokrem zachowało początkową konsystencję. Gliceryna zapobiega wysuszeniu masy mydlanej i dodajemy ją po to aby po miesiącu sięgnąć do słoika i wyjąć mydłokrem a nie wyskrobać zastygłe, wysuszone i ubite mydło. Ja dodałam 200g i to mnie zadowoliło pod względem konsystencji. Do gliceryny jako dodatku podchodzę z rezerwą, bo nigdy mi się nie sprawdziła. Ani w płynie do naczyń ani w mydle żelowym. A tu jest niezbędna, dlatego zanim zaczęłam psioczyć, wypróbowałam to mydło pod prysznicem. No i się zakochałam. Żadnego napięcia skóry, żadnego skrzypienia, tępości. Myjąco – pielęgnujący ideał kremowości. Zamiast gliceryny można śmiało użyć glicerytu ziołowego lub nawet mieszaniny wyciągów na glicerynie i płynie Ringera.

CollageMaker_20180909_185005574
Etapy blendowania masy mydlanej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Na zdjęciu od góry – prawie już gotowe, ale grudki są nadal widocznie. Po środku – mega gładka masa – teraz dodajemy glicerynę. Na dole – masa po dodaniu gliceryny, wyraźnie zaczyna gęstnieć.

Blendujcie, miksujcie, mieszajcie dotąd aż osiągniecie pożądaną konsystencję. Zaufajcie intuicji i obserwujcie co się dzieje pod mieszadłem. Jeśli mydłokrem w trakcie roztapiania i wstępnego ubijania lub nawet już po dodaniu gliceryny, wydaje się zbyt zwarte, twarde dolejcie niewielką ilość dodatkowej wody. Prawdopodobnie zbyt dużo odparowało jej w trakcie robienia bazy a powinno być miękkie i łatwe w obróbce jak krem budyniowy.

A dalej to już tylko fantazja. Glinki, aromaty, olejki eteryczne, pumeks, pestki, barwniki, pielęgnujące oleje, pantenol, witaminy, jedwab.

Jeśli dodajecie proszki – lepiej w początkowej grudkowej fazie. Peelingi, olejki, wszelkie dodatki płynne można wymieszać łyżką, nie trzeba blendować.

Trochę straszna taka ilość dodatkowych tłuszczów. I ja miałam obawy, zupełnie niepotrzebnie. To nadal mydło i nawet z tak dużym przetłuszczeniem myje 🙂

A moje takie. Olej rokitnikowy i eteryczny olejek mirt cytrynowy. Tak, ładniejszy i głębszy niż olejek cytrynowy.

dav
MydłoKrem Cytryna. Fot. Mila Wawrzenczyk

Koniecznie podzielcie się wynikami, bo u mnie to mydło wejdzie w powtarzany kanon 🙂

Świąteczne mydło pomarańczowe

Opublikowano 12 komentarzy

Kolejny pomysł na mydło pod choinkę i zarazem jedno z moich ostatnich w roku. Co nie oznacza, że ostatnie na blogu w tym roku 😉

Pomarańcze kojarzą mi się ze świętami, cóż taki nr pesel. Potem zaczęliśmy je dekorować wbijanymi goździkami, których zapachu szczerze nie znoszę. Postawiłam na coś innego 🙂

dav
Anyżowa droga… Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

250g oleju kokosowego (25%)

250g czerwonego oleju palmowego z miąższu (25%)

250g oliwy z wytłoczyn (25%)

250g oleju ryżowego (25%)

300g wody (30%)

140g NaOH (co da przetłuszczenie na poziomie ok. 5%)

10g aromatu pomarańczowego syntetycznego + 20g olejku pomarańczowego lub 20g olejku pomarańczowego foldowanego lub po prostu 30g eo

20g miodu naturalnego

pigment perłowy kosmetyczny, użyłam połyskującego złotem Helichrysum

gwiazdki anyżu

suszone rozdrobnione skórki pomarańczy

Olej palmowy, jedna z kontrowersji dzisiejszego świata. Użyłam nierafinowanego, pochodzącego z kontrolowanych ekologicznych gospodarstw w Ekwadorze. Tyle z etykiety. Czy to prawdziwe informacje, ja tego nie sprawdzę. Jednak cena prawie 19zł za 400ml (ok 350g) wskazuje na duże prawdopodobieństwo. A może na chwyt marketingowy? W każdym bądź razie do mydeł używam w wyjątkowych sytuacjach. Tutaj chodziło mi o barwę, którą można uzyskać też innymi sposobami np. olej marchwiowy, rokitnikowy, pigmenty perłowe.

dav
Roztapiamy 🙂 Fot. Mila Wawrzenczyk

Robimy ług. Do wody wsypujemy wodorotlenek, mieszamy – nie wdychając oparów. Roztapiamy tłuszcze. Odmierzamy olejki i mieszamy z miodem – dodamy tę miksturę do masy mydlanej (budyniu). Miód podniesie pienistość gotowego mydła. Możecie użyć samego zapachu syntetycznego ok. 20g na tę ilość tłuszczów. Albo tylko olejku eterycznego ok. 30g na kilogram tłuszczów. Kiedy ług i tłuszcze osiągną podobną temperaturę łączymy blendując. Ja poczekałam do okolic 35 stopni. Do gładkiej masy dodajemy olejki z miodem. Jeszcze chwilę blendujemy i mieszamy na przemian – dokładnie rozprowadzając miód i zapach.

Wcześniej na dno formy wysypałam niewielką ilość rozdrobnionej skórki pomarańczowej – dla dekoracji i podkręcenia zapachu. Wylewamy masę mydlaną, stukamy o blat aby pozbyć się ewentualnych bąbelków powietrza. Wygładzamy. Ja na każdą przyszłą kostkę przeznaczyłam jedną gwiazdkę anyżu. Wciskając dosyć głęboko i pilnując aby nie wadziły w krojeniu.

dav
W świetle świec 😛 Fot. Mila Wawrzenczyk

Przeżelowało równomiernie. Nie przykrywałam, ze względu na dodatek miodu – choć przy tak niewielkiej ilości nie powinno być burzliwie. Pokroiłam po około 9 godzinach. Na tyle twarde i jeszcze elastyczne aby dało się uzyskać gładkie kostki i dobrze odbić pieczątkę. Na kartkę papieru wysypałam cienką warstwę miki, obtaczałam w niej suchą pieczątkę, obstukując nadmiar i odciskałam w mydle. Mika bardzo dobrze przytwierdza się do powierzchni, wręcz ciężko ją zmyć. Dlatego nie ma potrzeby niczym smarować pieczątki.

Wszystko zgodnie z planem. Kolor, zapach pomarańczy dominuje, choć i gwiazdki anyżowe też dokładają aromatu. Pod choinkę będzie gotowe 🙂

bty
Pomarańcza i anyż – dobrana para. Fot. Mila Wawrzenczyk

Na ostatnią chwilę – mydło pomarańczowe z tego co mamy w domu!

Świąteczne mydło, czekolada z wanilią

Opublikowano 19 komentarzy

Kto twierdzi, że sklepy bombardują nas świątecznym nastrojem zbyt wcześnie, ten nie jest mydlarzem 😉 Aby obdarować mydłem w grudniu, należy je zrobić na początku października. Oczywiście są wyjątki i to zależy od składników. Ja jednak wyznaję zasadę, że dobre mydło to mydło wyleżakowane, bo dojrzewanie to nie tylko parowanie wody i twardnienie.

Ponieważ nie można bez końca robić kostek pachnących sosną czy cynamonem, mam inną propozycję pod choinkę. Mydło różni się od czekolady tylko zawartością ługu i połyskującej miki 😉 Klasyk po 25% każdego tłuszczu.

Zatem do dzieła 🙂

Receptura na ok. 1,5 kg mydła

250g masła kakaowego (25%)

250g oleju kokosowego (25%)

250g oliwy z wytłoczyn (25%)

250g oleju ryżowego (25%)

300g wody (30%)

140g NaOH (otrzymamy przetłuszczenie ok. 5%)

20g kakao w proszku

20g aromatu waniliowego syntetycznego (lub 30-40g naturalnego)

pigment perłowy kosmetyczny LEDUM

dav
Uwielbiam tę część mydlenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Robimy ług i roztapiamy tłuszcze. Ponieważ tak mi się dzień ułożył, że nie mogłam zrobić mydła naraz. Zostawiłam i ług i tłuszcze w temperaturze pokojowej na 3 godziny – oczywiście w pustym domu! Można i na noc, bo to jest bardzo dobry sposób na samoistne wyrównanie temperatur. Łączymy w temperaturze na tyle niskiej, że zyskujemy czas na zabawę z mydłem, nawet jeśli nie mamy przewagi tłuszczów płynnych.

Do dwóch misek wlałam po 40g roztopionych wcześniej tłuszczów. Do jednej z nich kakao a do drugiej aromat waniliowy – dokładnie mieszając patyczkami. Ten sposób ułatwi dokładne rozprowadzenie barwnika czy zapachu. Łatwiej rozrobić w niewielkiej ilości oleju niż w całym użytym do mydła.

Połączyłam pozostałe tłuszcze z ługiem, blendując krótko do gładkiej emulsji. Podzieliłam masę mydlaną na dwie mniej więcej równe części. Jedna część do miski z aromatem, druga do miski z kakao. Tutaj proponuję jednak bardziej mieszać niż blendować. Ponieważ olejki waniliowe bywają różne, potrafią zamienić masę mydlaną w twardą bryłę, gotowy do krojenia beton. Kakao też jest zagęszczaczem ale nie w takim stopniu. Dlatego najpierw mieszamy, jeśli nic się nie dzieje to możemy bzyknąć blenderem dla lepszego rozprowadzenia składników. U mnie nic się nie działo. Wiem, że dużo tego wygarniania i łączenia. Jeśli użyjecie łopatek silikonowych to żadna kropelka się nie zmarnuje.

Najpierw wylałam na dno formy masę jasną, tak na około 2 cm. Do pozostałej w misce jasnej masy dolałam brązowej w dwóch punktach – takie oczy na środku miski. Zakręciłam patyczkiem trzy kółka w misce i wylałam całość do formy. Ta technika nazywa się In The Pot, znajdziecie bez trudu filmiki instruktażowe. Masy brązowej zostawiłam tyle aby przykryć mydło z wierzchu. Wyrównałam i posypałam gęsto miką. Użyłam do tego solniczki 🙂

dav
Solniczka ze złotym pyłem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Nie okrywałam. Można kroić już po 6-8 godzinach. Ja pokroiłam po 4, jeszcze w fazie żelowania. Co widać po krążku w środku i smugach, bo mydło jeszcze nie było zwarte. Oczywiście to się “ustoi” a nierówności można ściąć kiedy dobrze stwardnieje 🙂

dav
Mydła z olejkiem waniliowym, mogą ciemnieć ale dotyczy to raczej naturalnego eterycznego. Fot. Mila Wawrzenczyk

Pachnie ciepłą czekoladą i wanilią. Mieni się tylko w blasku świec. Ok, w sztucznym świetle też 😉 Dużej piany po nim nie należy się spodziewać. Za to będzie zwarte i nie popłynie na mydelniczce. Lubię używać masła kakaowego do zimowych kosmetyków, bo świetnie chroni skórę. Utwardza i wygładza strukturę mydła. A jego czekoladowy zapach pozostaje na długo.

dav
Jingle bells, jingle bells, jingle all the way 😀 Fot. Mila Wawrzenczyk