Letnie mydło ogórek&aloes.

Lato idzie, ciepłe będzie bo w końcu musi. A jeśli będzie takie sobie to chociaż spróbujmy je przywołać pachnącym i lekkim mydłem.

Lekkim, czyli jakim? Bez wosków, żywic, „ciężkich” maseł z dużą ilością kwasu stearynowego. Pachnące świeżością i delikatne w kolorze. A do tego delikatnie peelingujące, bo nie chcemy zbytnio ścierać naturalnej opalenizny.

Receptura na ok 1,4 kg mydła – wykonujemy metodą na zimno:

400g oliwy z oliwek (40%)

250g oleju kokosowego (25%)

200g masła winogronowego (20%)

100g oleju z pestek winogron (10%)

50g oleju rycynowego (5%)

250g soku ze świeżego ogórka (25%)

50g żelu aloesowego (5%)

134g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 7%)

20g maku

opcjonalnie: aromat kosmetyczny, zielona mika, tlenek cynku

Ogórek ma zastosowanie kosmetyczne, bo świetnie nawilża. Tyle, że jako maseczka, faza wodna w kremie. W mydle działanie jego jest znikome, jednak to nie jest powód aby z niego rezygnować, skoro zbliża się sezon ogórkowy i często będziemy zadawać sobie pytanie, co by tu jeszcze zrobić z tym wiadrem ogórków?

Z umytych, nieobranych ogórków wyciskamy sok. Obojętnie jakim sposobem – ja zblendowałam pokrojone i odcisnęłam przez ścierkę, żeby nie było kawałków. Odmierzamy 150g soczyście zielonego soku i zamrażamy. Od razu w naczyniu na ług. Do takiego zamrożonego krążka wsypujemy odważony wodorotlenek – spokojnie, wszystko się połączy i rozpuści idealnie. Ostrożnie merdamy patykiem.

Wiecie, że mrożenie wody, soków, mleka i reszty płynów na ług zapobiega szkodliwym oparom? Jeśli ktoś nie ma możliwości dobrej wentylacji albo robienia mydła na zewnątrz, polecam. Zresztą bieganie z naczyniem pełnym ługu z jednego miejsca w drugie uważam za tak samo niebezpieczne jak same opary. Do pierwszego potknięcia na kocie albo małym samochodziku…

Resztę soku łączymy z żelem aloesowym i ewentualnie aromatem kosmetycznym – dodamy tą miksturę do budyniu. Ja użyłam gotowego żelu kupionego w sklepie z półproduktami. Zwracajcie uwagę by był bez dodatków. Choć osobiście nie wierzę w jego czystość, bo przecież sok aloesowy jest przydatny przez jakiś tydzień a na moim opakowaniu był roczny termin ważności :/ Cudownie jeśli macie własną roślinę i możecie z niej przygotować żel. Aloes zawiera kwasy organiczne, glikozydy, garbniki i związki antronowe. Także sporo żywicy a miało być bez żywicy 😉 Tutaj głównie zależy nam na glikozydach, które łagodzą podrażnienia. Oczywiście nie otrzymamy skuteczności równej okładom czy maści, jednak jeśli taki problem istnieje (a latem jak najbardziej), to otrzymamy dodatkowy wspomagacz w postaci mydła.

Roztapiamy tłuszcze. Tutaj użyłam wynalazku w postaci masła winogronowego. To nic innego jak uwodorniony czyli utwardzony olej z pestek winogron. I tak jak jestem przeciwnikiem poprawiania natury tak w tym przypadku, nie widzę przeciwwskazań do użycia utwardzonych olejów do mydła. Makadamia, słonecznikowy, awokado i inne można spotkać w postaci masła, którego przecież nie jemy a myjemy się nim a dokładnie powstałymi w czasie zmydlania solami. Masło winogronowe można zamienić w całości na biały olej palmowy z miąższu lub smalec wieprzowy, oczywiście przeliczając recepturę w kalkulatorze, bo zmieni się ilość wodorotlenku.

No dobra ale skoro uwodorniony to znaczy, że skład kwasów tłuszczowych się zmienia, więc jak to ma się do liczby zmydlania. Ma się tak, że nasz płynny olej z pestek winogron składający się głównie z kwasu linolowego, przechodząc w miękkie masło zamienia część kw. linolowego na kwas stearynowy (a miało być bez stearynowego 😉 ). Skoro olej zamienia się w miękkie masło to uwodornienie jest częściowe, więc kwas linolowy nadal jest w naszym maśle winogronowym. Jaka jest proporcja, ja nie wiem, bo jakiż producent wpadłby na to, że taka informacja będzie potrzebna 😉 Na opakowaniu masła winogronowego widnieje informacja, że składa się z tłuszczu uwodornionego i naturalnego. Reasumując. Jeśli przyjdzie nam do głowy użyć uwodornionego tłuszczu, wpisujmy w kalkulator tłuszcz wyjściowy i ustawiajmy przetłuszczenie 7% i więcej. Mnie się nigdy jeszcze nie zdarzyło aby z mydłem było coś nie tak w przypadku użycia tłuszczu utwardzonego.

Ok, róbmy to mydło. Do tłuszczów od razu wsypałam barwniki, malutko na czubku noża. Po to żeby to mydło narzucające nazwą kolor zielony faktycznie takim było, bo niestety ale sam ogórek, mimo soczystego koloru soku i aloes dadzą mydło ledwo zielone przechodzące w beżowe.

dav
Sok ogórkowy do zamrożenia w naczyniu na ług. Fot. Mila Wawrzenczyk

Łączymy w temperaturze 25-30 stopni Celsjusza. Najpierw tylko mieszamy blenderem, następnie kilka razy blendujemy pulsacyjnie. Potem wlewamy pozostały sok ogórkowy z żelem aloesowym i aromatem kosmetycznym. W zależności jaki mamy żel aloesowy może powodować przyspieszenie zagęszczania masy. Ja użyłam zapachu ogórek&aloes, a jakże 😉 Mieszamy dokładnie, znów bzykając blenderem tylko kilka razy. Odstawiamy blender i dosypujemy mak. Rozprowadzamy dokładnie lub trochę mniej dokładnie. Lejemy w formę. Moje nie chciało żelować ale zmusiłam do tego wystawiając owinięte na słońce. Bo ja kocham żelki 🙂

Powinno nadawać się do pokrojenia po 8 – 10 godzinach. Ja walnęłam byka, bo nie odliczyłam tych 50g żelu aloesowego od całej masy soku ogórkowego, więc kroiłam po 14 godzinach, czego nie cierpię. Olej winogronowy i rycynowy sprawiają, że mydło będzie elastyczne przez kilkanaście dni, bez obaw stwardnieje. Generalizując, olej z pestek winogron daje tą elastyczność na stałe, co nie jest tożsame z miękkim mydłem a raczej z bezproblematycznym krojeniem i obrabianiem mydła. Jeszcze mocne grzanie na słońcu + 35% wody wywołało rzeczki glicerynowe. Teraz będzie odparowywać przez lata świetlne 😉

dav
Mydło ogórek&aloes. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Źródło:

Zielarstwo i metody fitoterapii. O ziołach i preparatach ziołowych, dzieje fitoterapii. H. Różański

 

 

Mydło z pumeksem do stóp.

Bardzo lubię drapaki ale takie prawdziwe. Mocno wygładzające choć przyznaję, że trzeba je stosować z uwagą, bo można łatwo zrobić krzywdę skórze.

Dziś przedstawiam mydło z pumeksem o dwóch rodzajach ziarnistości – rozdrobniony grubszy o ziarnistości 1,5 i zmielony na proszek, ziarnistość FFF czyli 0. Ten pierwszy można używać do wymagających części ciała a zmielony ostrożnie też do twarzy (jest łagodniejszy niż korund). Jeśli chodzi o te dwa zastosowania proponuję nie przekraczać 5% masy całego mydła.

dav
Pumeks w proszku i granulkach. Fot. Mila Wawrzenczyk

Pumeks kojarzy się najczęściej z pielęgnacją stóp. Po co więc najpierw myć a potem śierać, skoro można mieć dwa w jednym. Tak powstało mydło z 20% zawartością pumeksu. Część z grubszym ziarnem zetrze skutecznie zbędny naskórek a część z proszkiem pumeksowym dodatkowo wygładzi. Oczywiście nie mogło zabraknąć ziół. Kwiat dziewanny – rozmiękcza naskórek przez co łatwiej go zetrzeć a korzeń żywokostu zadziała wygładzająco i regenerująco. Taką miksturę polecam też do moczenia stóp 🙂

Receptura na ok 1,5 kg gotowego mydła:

216g oleju kokosowego (24%)

216g oliwy z wytłoków (24%)

216g oleju ryżowego (24%)

216g masła shea (24%)

36g oleju rzepakowego (użyłam nierafinowanego) (4%)

270g wody

123g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 5%)

130g pumeksu miałkiego

130g pumeksu w granulkach

kwiat dziewanny i korzeń żywokostu – po dwie łyżki

10g olejku eterycznego z drzewa herbacianego

20g olejku eterycznego bergamotka

Najpierw robimy ług. Potrzebujemy 135g naparu z kwiatów dziewanny i 135g odwaru z korzenia żywokostu. Kiedy jeden i drugi będą gotowe i ostudzone, łączymy razem, przecedzamy, wyciskamy – powinien powstać gęsty ciemny płyn. Ważymy aby razem było 270g i wkładamy do zamrażalnika. Ja z ziołami na ług postępuję podobnie jak z mlekiem. Niekoniecznie czekam aż płyn na ług zamrozi się na kość ale niech chociaż stworzą się płatki lodu na powierzchni. Do tak przygotowanego płynu wsypujemy wodorotlenek i staramy się aby nie osiągnął wysokiej temperatury – możemy wystawić na dwór w bezpieczne miejsce.

hdr
Połączone razem – odwar z korzenia żywokostu i napar z kwiatów dziewanny. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Odmierzamy olejki eteryczne w jednym naczyniu a pumeksy każdy w osobnym. Czekamy aż ług i tłuszcze osiągną temperaturę pokojową. Kiedy to nastąpi łączymy. Blendujemy dosłownie kilka razy – potem już tylko mieszamy dodając olejki eteryczne. Kiedy masa będzie w miarę jednorodna, taka na pograniczu cienkiego śladu (przy użyciu żywokostu to bardzo ważne, bo on zagęszcza masę), dzielimy ją na dwie równe części. Do jednej wsypujemy pumeks miałki do drugiej ziarnisty. Bardzo dokładnie mieszamy. Żeby spowolnić jeszcze to gęstnienie pojemnik z każdą masą można umieścić w miskach z zimną wodą. Dobrze wymieszane masy wylewamy po kolei do formy.

dav
Gruby ślad. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ja niestety masę przekręciłam co doprowadziło do powstania grubego śladu. Było mi trudno dokładnie rozmieszać pumeksy. Powstało trochę dziur. Na szczęście zawsze można ładnie okroić i uformować 🙂 Tzw. gruby ślad gwarantuje powstanie dziur, bo żadne stukanie o blat nie jest już w stanie wyrównać tak sztywnej masy. Polecam zamiast wylewania naraz całej masy do formy przekładanie łyżka po łyżce i stukanie formą po każdej warstwie. Na pewno nie uda się uniknąć dziur w stu procentach ale będą mniejsze i nie w zatrważającej ilości. Jeśli dodatkowo robimy mydło o dwóch kolorach to nakładamy kolory warstwami na przemian – jeden na drugi. To metoda swirla the spoon plop – co daje po pokrojeniu zebrę albo inne widowisko 🙂 Filmiki dostępne w internecie.

Mydło kroi się bez problemu, mimo zawartości pumeksu. Kroiłam po 10 godzinach, bo pozwoliłam aby przeżelowało – choć bez izolowania nie był to widowiskowy moment. Jego fioletowawy odcień powstał dzięki korzeniowi żywokostu. Do świąt dojrzeje.

dav
Górna warstwa zawiera pumeks ziarnisty a dolna miałki pył. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kto odważny?

🙂