Pomarańczowy słonecznik na święta.

Receptura dla wszystkich spóźnialskich, którym przypomniało się, że jednak mydło to świetny prezent świąteczny. Zrobione na początku grudnia mydło sodowe w kostce nie będzie już miało szansy dojrzeć na tyle aby stać się dobrym prezentem. Natomiast potasowemu wystarczą jak najbardziej te trzy tygodnie.

Mnie się święta kojarzą z pomarańczami i gwiazdkami. Wzięłam też pod uwagę, że początek grudnia to niekoniecznie dobry czas na zamawianie półproduktów kosmetycznych przez internet, ze względu na szaleństwo świąteczne. Poza wodorotlenkiem potasu nie ma w nim niczego co byłoby niedostępne w sklepie spożywczym.

Receptura na 600g gotowego mydła, metoda na zimno:

400g oleju słonecznikowego – jaki macie, liczba zmydlania jest taka sama dla każdego (100%)

82g wody destylowanej (20%)

82g wodorotlenku potasu (SF ok. 3%)

skórka otarta z 6 dużych pomarańczy (można tą ilość nawet podwoić)

40g ulubionego oleju, ważne żeby był w barwach pomarańczowych (podniesie SF do ok. 13%)

opcjonalnie eteryczny olejek pomarańczowy

Metodę robienia mydła potasowego opisałam dokładnie tutaj. Dlatego nie będę kolejny raz się o niej rozwodzić. Po prostu wlejcie do pojemnika olej słonecznikowy, można go nieco podgrzać, zmydlanie zajdzie szybciej. Ja do potasów na zimno lubię używać słoików typu wek. Zetrzyjcie skórkę z pomarańczy bezpośrednio do oleju, pilnując aby nie zawierała białej części. Zróbcie ług, ostrożnie – tutaj mamy do czynienia ze stężeniem wodorotlenku 50%, czyli jedna część wody i jedna część KOH, więc będzie burzliwiej niż zwykle. Jak tylko wodorotlenek się rozpuści, wlejcie roztwór ługu do oleju. Miałam w planach użyć hydrolatu anyżowego, który zawiera dużo olejku eterycznego ale koniec końców wykorzystałam wodę destylowaną, żeby nie zaburzyć zapachu pomarańczy.

Teraz trzeba zblendować olej z ługiem, głównie chodzi o to aby skórka pomarańczowa nie pozostała w kawałkach a wtopiła się w mydło, oddając kolor i aromat. Mieszamy co jakiś czas i mydło powinno być gotowe po dwóch godzinach. Jeśli zajmie mu to dłużej, nie przejmujcie się. Dodatki wprowadzamy dopiero na drugi dzień, ponieważ każde mydło potasowe bazowe powinno poczekać choćby jeden dzień na dodatki. To pozwoli mu na dokończenie zmydlania i pozbycie się charakterystycznego zapachu wodorotlenku. Ja po zżelowaniu, nakryłam słoik niezbyt szczelnie folią spożywczą i zostawiłam na noc w spokoju.

dav
Potasowe na zimno, robi się samo. Fot. Mila Wawrzenczyk

Na drugi dzień zauważycie, że aromat pomarańczy nabrał mocy. Choć nawet w trakcie zmydlania był dobrze wyczuwalny. Potasowy proces na zimno ma tę przewagę nad grzaniem, że jednak naturalne aromaty utrzymują się w mydle dużo lepiej. Teraz działamy dalej. Dolewamy super oleju i wtłaczamy go w mydło, mieszając łyżką. Napisałam o oleju w barwach pomarańczowych żeby mydło nie zmieniło koloru. Nie brązowy, nie zielony a odcienie pomarańczowego. Ja użyłam oleju rydzowego, inaczej z lnianki siewnej. Na koniec dodajemy 10g eterycznego olejku pomarańczowego dla podbicia aromatu. Przekładamy od razu do słoiczków docelowych, żeby olejek pomarańczowy nie parował a utrzymał się w mydle.

Oczywiście jeśli chcecie i macie inne półprodukty to możecie ich użyć do tego mydła. Tylko pamiętajcie żeby używać takich, które nie zmienią koloru. To ma być pomarańczowe mydło i kropka! Świetnie będzie prezentował się wmieszany w masę peeling z łupin orzecha włoskiego lub pestek moreli. Na tę ilość mydła wystarczy 5-10%.

Jeszcze jedna kwestia. Napisałam, że można użyć jakiegokolwiek oleju słonecznikowego, jednak w sklepach mamy różne rodzaje. Wytłumaczę o co chodzi, bo mimo tej samej liczby zmydlania różnią się własnościami nadawanymi mydłu. Producenci nazywają oleje jak im się żywnie podoba, więc nie zwracajcie uwagi na nazwę, bo skład chemiczny powie nam wszystko. Ja użyłam w tej recepturze dwóch różnych olejów, jeden high oleic a drugi zimnotłoczony, nierafinowany.

dav
Etykieta oleju słonecznikowego, wysokooleinowego (sunflower oil, high oleic). Kwas oleinowy to ten, którego najwięcej ma w sobie oliwa z oliwek i jest on kwasem jednonienasyconym. Jeżeli na etykiecie widzicie jego przewagę, możecie być pewni, że to właśnie wysokooleinowy olej słonecznikowy, nieważne jak go nazwie producent. W tym przypadku mamy zawsze do czynienia z olejem rafinowanym i zmienionym w trakcie produkcji. Taki olej jest bardzo podobny do oliwy z oliwek, napewno nie w kwesti twardości ale trwałość i pielęgnacja są właściwie identyczne.

Czytajcie etykiety, a nie chwytliwe slogany!

dav
Etykieta oleju słonecznikowego, wysokolinolowego (sunflower oil). Kwas linolowy to ten, którego dużo ma w sobie olej z pestek winogron i jest on kwasem wielonienasyconym. Jeżeli na etykiecie widzicie jego przewagę, możecie być pewni, że to właśnie wysokolinolowy olej słonecznikowy, nieważne jak go nazwie producent. W tym przypadku mamy do czynienia z olejem rafinowanym ale nie zmienionym w trakcie produkcji lub z olejem nierafinowanym, zimnotłoczonym. Taki olej jest bardzo podobny do oleju z pestek winogron, więc i takie własności nada mydłu. Jeśli użyjecie pachnącego nierafinowanego słonecznika to w bonusie dostaniecie dużą ilość wit. E i lecytyny.

Wyszło mi sześć pachnących ciepłem słoiczków. Jeden prezent z głowy 😉 Przypominam, że do karotenowych mydeł, czyli z naturalnymi barwnikami pomarańczowymi (olej rokitnikowy, pulpa z marchwi, pomarańcza, olej z czerwonej palmy) – nie wprowadzamy żadnych kwasów, bo utlenią się i znikną. Co do zapachu, ja w tym mydle po dwóch dniach nie czuję niczego poza pomarańczą. Oczywiście ten aromat nie bucha w nozdrza jak oszalały ale mydła potasowe mają to do siebie, że olejki eteryczne i inne zapachy pokazują moc dopiero podczas użycia a nie w słoiku.

dav
Ho, Ho, ho! Fot. Mila Wawrzenczyk

Świąteczne mydło pomarańczowe

Kolejny pomysł na mydło pod choinkę i zarazem jedno z moich ostatnich w roku. Co nie oznacza, że ostatnie na blogu w tym roku 😉

Pomarańcze kojarzą mi się ze świętami, cóż taki nr pesel. Potem zaczęliśmy je dekorować wbijanymi goździkami, których zapachu szczerze nie znoszę. Postawiłam na coś innego 🙂

dav
Anyżowa droga… Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

250g oleju kokosowego (25%)

250g czerwonego oleju palmowego z miąższu (25%)

250g oliwy z wytłoczyn (25%)

250g oleju ryżowego (25%)

300g wody demineralizowanej (30%)

140g NaOH (co da przetłuszczenie na poziomie ok. 5%)

10g aromatu pomarańczowego syntetycznego + 20g olejku eterycznego pomarańczowego

20g miodu naturalnego

pigment perłowy kosmetyczny, użyłam połyskującego złotem

gwiazdki anyżu

suszone rozdrobnione skórki pomarańczy

Olej palmowy, jedna z kontrowersji dzisiejszego świata. Użyłam nierafinowanego, pochodzącego z kontrolowanych ekologicznych gospodarstw w Ekwadorze. Tyle z etykiety. Czy to prawdziwe informacje, ja tego nie sprawdzę. Jednak cena prawie 19zł za 400ml (ok 350g) wskazuje na duże prawdopodobieństwo. A może na chwyt marketingowy? W każdym bądź razie do mydeł używam w wyjątkowych sytuacjach. Tutaj chodziło mi o barwę, którą można uzyskać też innymi sposobami np. olej marchwiowy, barwniki.

dav
Roztapiamy 🙂 Fot. Mila Wawrzenczyk

Robimy ług. Do wody wsypujemy wodorotlenek, mieszamy – nie wdychając oparów. Roztapiamy tłuszcze. Odmierzamy olejki i mieszamy z miodem – dodamy tę miksturę do masy mydlanej (budyniu). Miód podniesie pienistość gotowego mydła. Możecie użyć samego zapachu syntetycznego ok. 20g na tę ilość tłuszczów. Albo tylko olejku eterycznego ok. 30g na kilogram tłuszczów. Kiedy ług i tłuszcze osiągną podobną temperaturę łączymy blendując. Ja poczekałam do okolic 35 stopni. Do gładkiej masy dodajemy olejki z miodem. Jeszcze chwilę blendujemy i mieszamy na przemian – dokładnie rozprowadzając miód i zapach.

Wcześniej na dno formy wysypałam niewielką ilość rozdrobnionej skórki pomarańczowej – dla dekoracji i podkręcenia zapachu. Wylewamy masę mydlaną, stukamy o blat aby pozbyć się ewentualnych bąbelków powietrza. Wygładzamy. Ja na każdą przyszłą kostkę przeznaczyłam jedną gwiazdkę anyżu. Wciskając dosyć głęboko i pilnując aby nie wadziły w krojeniu.

dav
W świetle świec 😛 Fot. Mila Wawrzenczyk

Przeżelowało równomiernie. Nie przykrywałam, ze względu na dodatek miodu – choć przy tak niewielkiej ilości nie powinno być burzliwie. Pokroiłam po około 9 godzinach. Na tyle twarde i jeszcze elastyczne aby dało się uzyskać gładkie kostki i dobrze odbić pieczątkę. Na kartkę papieru wysypałam cienką warstwę miki, obtaczałam w niej suchą pieczątkę, obstukując nadmiar i odciskałam w mydle. Mika bardzo dobrze przytwierdza się do powierzchni, wręcz ciężko ją zmyć. Dlatego nie ma potrzeby niczym smarować pieczątki.

Wszystko zgodnie z planem. Kolor, zapach pomarańczy dominuje, choć i gwiazdki anyżowe też dokładają aromatu. Pod choinkę będzie gotowe 🙂

bty
Pomarańcza i anyż – dobrana para. Fot. Mila Wawrzenczyk