Mydło potasowe.

Opublikowano 7 komentarzy

Może nie wiecie ale mydło potasowe to pierwszy rodzaj mydła wytworzony przez człowieka, z popiołu. Potem był potaż, zanieczyszczony pseudo wodorotlenek. Aż w końcu wymyślono produkcję czystego wodorotlenku i tak zostało do dziś. Wodorotlenek potasu jest bardziej reaktywny niż sodowy. Pochłania szybciej i dużo więcej wilgoci a razem z nią dwutlenek węgla z powietrza. Z tego powodu nie ma możliwości kupienia wodorotlenku o zawartości 99%, tak jak NaOH. Droga od produkcji przez pośredników, do mydlarza jest zbyt długa, by udało się utrzymać KOH bez zawartości węglanu potasu. Dlatego też, w kalkulatorze zawsze zaznaczamy opcję 90% wodorotlenku potasu.

Mydło potasowe to pasta.

Zwykle z takim przeznaczeniem je robimy. Jeżeli użyjemy tylko uwodornionego oleju sojowego (nazywanego woskiem sojowym) albo łoju wołowego z dodatkiem soli, oczywiście otrzymamy kostkę potasową. Tylko po co, skoro od kostek mamy wodorotlenek sodowy, no może z ciekawości. Takie mydło zawsze będzie bardziej rozmiękało na mydelniczce. A już na przykład mydła na dualu, czyli na dwóch wodorotlenkach potasowym i sodowym, to zupełnie inna bajka. Ponieważ potasowe pieni się dużo lepiej i właśnie rozmiękcza, warto takie połączenie wykorzystać w mydle solnym, które z zasady wychodzi jak kamień. To samo dotyczy sytuacji, kiedy mamy dużo twardych tłuszczów lub tylko takie recepturze, przykładowo masło mango i olej kokosowy. Korzystnym będzie zwiększyć poślizg i rozmiękczyć (nie zawsze to słowo jest pejoratywnie traktowane w mydleniu) kostkę, aby było przyjemniej jej używać.

Tłuszcze w mydle potasowym.

Żeby mydło potasowe pozostało pastą i nie stało się twardzielem, przy którym łamiemy pazury aby wyjąć ze słoika, staramy się dodawać jak najmniej tłuszczów stałych. To wszystkie te zawierające cztery podstawowe kwasy tłuszczowe, w większej ilości – laurynowy, mirystynowy, stearynowy i palmitynowy. Ja akurat rzadko dodaję do mydeł potasowych masło shea, czy olej kokosowy. Ten drugi z wyjątkiem gospodarczych oczywiście. Korzyści, które dają można zastąpić czym innym. Lanolina, nie utwardza mydeł potasowych a też daje okluzję. Pienistość można podnieść za pomocą polisacharydów, czy innych cukrów. Jeżeli już dodawać twarde tłuszcze to nie w takiej ilości jak się zwykle dodaje do mydeł w kostce. Tutaj naprawdę lepiej ograniczyć się do kilku, kilkunastu procent.

Kwasy organiczne i alkohol.

Główne zadanie kwasów organicznych to konserwacja, wiadomo. Ocet utwardza każde mydło, nawet potasowe – oczywiście nie do kostki, ale widać różnicę. Jednak nie powstaje przyjemny żeluś a bardziej zwarta pasta. Natomiast kwas cytrynowy i mlekowy oraz ich sole, cytrynian i mleczan widocznie rozrzedzają mydło potasowe. Dlatego ich połączenie z większą ilością stałych tłuszczów w jednym mydle uratuje konsystencję gotowego potasowego. Kwasy organiczne w połączeniu z alkoholem tworzą estry (nie tylko to się dzieje w mydle ale nie będę komplikować), to takie substancje nadające zapach, przeróżny. Są wykorzystywane w połączeniu z innymi składowymi w perfumerii. Ponieważ mydło potasowe tak zwane gołe ma swój specyficzny zapach, którego nie potrafią pokryć olejki eteryczne ani zapachowe, w każdym razie nie do końca. Warto stosować to połączenie. Dla mnie kwas cytrynowy i etanol to jest jabłko z gruszką i może czymś jeszcze. Używajcie alkoholu jaki macie, nawet przedgon czy owoce z nalewki zrobią robotę. Alkohole przyspieszają saponifikację, wszystkie. Etanol, gliceryna, ksylitol, tak te ostatnie to też wóda, ze względu na moją ukochaną grupę hydroksylową. Ilość zależy właściwie od niczego, ile macie i jakiej mocy tyle dodajcie, zawsze 50g zwykłej wódki na kilogram tłuszczów to lepiej niż wcale. Sapo kalinus umieszczone w Farmakopei, ma dodatek spirytusu 10% masy tłuszczów i ja się staram tego trzymać jeżeli posiadam spirytus. Zwykle dodajemy je na etapie chwilę przed żelowaniem, kiedy się rozwarstwia i widać, że niedużo brakuje. Można też zastąpić wodę na ług maceratem z dodatkiem alkoholu, kwasu i gliceryny albo glicerytem (wodorotlenek rozpuszcza się też w glicerynie i alkoholach). Etapy saponifikacji, czyli zmydlania są uwiecznione tutaj.

Przetłuszczenie SF.

Ze względu na to, że mydło potasowe daje możliwość dodania różności w każdej chwili, ustawiajcie przetłuszczenie na zero. Jeżeli ustawicie na od razu na dziesięć, to ograniczycie ilość domieszki oleju, na etapie dosmaczania. Już nie będzie można nieudanego potasowego wykorzystać do mycia szyb, bo z taką ilością niezmydlonego tłuszczu, zostaną smugi. Zerowe przetłuszczenie przyspiesza też saponifikację, bo ług będzie zajęty tylko taką ilością kwasów tłuszczowych, które jest w stanie zmydlić. Pamiętajcie, że każdy kwas organiczny podnosi przetłuszczenie. Proste związki reagują szybciej, dlatego najpierw ług zajmie się kwasem cytrynowym czy mlekowym a dopiero potem hydrolizą tłuszczów, na które już go nie wystarczy. Żeby utrzymać przetłuszczenie na założonym poziomie należy przeliczyć dodatkowy wodorotlenek – tutaj. Oczywiście nie jest to aż ważne przy mydłach do ciała, które nie staną się gospodarczymi.

Metoda HP, na ciepło.

Mydło potasowe możemy zrobić, grzejąc ług z tłuszczami aż do przeżelowania. Trzeba wtedy pilnować, by masa mydlana nie wykipiała z garnka lub wolnowaru. Często mieszać, szczególnie uważać na dodatki cukrowe – cukier, miód, słodkie suszone owoce, zioła śluzowe. Zbyt szybkie ich dodanie może stworzyć czarną spaloną maź zamiast mydła, najlepiej dodawać je w momencie, kiedy ług już jest zajęty zmydlaniem. Metoda HP wymaga dodania większej ilości wody, bo grzane mydło odparowuje wodę. Im więcej tłuszczów stałych, tym więcej wody powinniśmy wlać, by twarde kwasy tłuszczowe nie zbiły mydła do tego stopnia, że potem trzeba będzie rozrzedzać. Tutaj przykład mydła do włosów, grzanego.

Metoda CP, na zimno.

Można też zrobić mydło potasowe w słoiku czy w garze, po prostu zalewając ługiem tłuszcze. Zblendować porządnie i mieszać co jakiś czas, aż do przeżelowania. Ponieważ tutaj, nie ma dostarczania ciepła z zewnątrz, nie istnieje też niebezpieczeństwo przegrzania i wykipienia. Są tłuszcze np. olej rzepakowy czy lniany, które bardzo długo się zmydlają. Saponifikacja wydaje się nie mieć końca, można ją przyspieszyć, o tym niżej. Ta metoda potrzebuje tylko tyle wody ile jest wodorotlenku i innych rozpuszczalnych w wodzie substancji. W kalkulatorze ustawiamy stosunek woda:wodorotlenek 1:1, lecz gdy dodajemy kwas cytrynowy czy sól, musimy zwiększyć ilość wody o jego wagę. To ważne, bo inaczej zabiorą wodę potrzebną do rozpuszczenia wodorotlenku. Nie dotyczy to oczywiście glinek czy ziół, bo one się nie rozpuszczają w niczym, tylko dyspergują. Tutaj więcej o tej metodzie.

Metoda #wciepywane 🙂

Wzięła się z lenistwa i chęci spożytkowania tzw. resztek, jak zwykle! Każdy kto robi kosmetyki, robi też różnego rodzaju ekstrakty, maceraty, czy też akurat ma zbyt dużo ziół czy niechcianego produktu spożywczego. Wtedy z pomocą hydrolizy przychodzi właśnie wodorotlenek potasu. Został Wam korzeń żywokostu z glicerytu, a tam jeszcze mnogość polisacharydów i alantoiny. Nie ma nic prostszego. Tworzymy recepturę, odważamy oleje i pozostałości zielska w ilości 10% do nawet 30% masy tłuszczów. Blendujemy aby ułatwić potem pracę KOH. Dosypujemy wodorotlenek i dolewamy płynu, mieszamy do rozpuszczenia wodorotlenku, potem blendujemy i mieszamy jak wyżej, aż do przeżelowania. Dla niewprawnych lepszym będzie zrobienie ługu w osobnym naczyniu i dolanie standardowo do tłuszczów. Uwaga, ta metoda wymaga wydłużonego czasu saponifikacji, bo wtedy mamy gwarancję, że przykładowy korzeń żywokostu rozejdzie się na pastę i nie pozostawi wyczuwalnych kawałków. Dlatego, też mniej blendowania, więcej mieszania i wskazane tłuszcze dłużej zmydlające się. Nie warto wykorzystywać surowca typu płatki maku z maceratu (przypominam maceratio to moczyć a nie zalewać olejem), te blade wymoczki już nie zawierają niczego cennego. Zauważycie po wyglądzie czy zapachu zielska, co jeszcze można wykorzystać. Bardzo trudno lub wcale hydrolizują twarde łodygi i pędy iglaków, więc to sobie darujcie. Takie mydło można zarówno grzać jak i robić na zimno, zachowując zasady konieczne dla każdej z metod. Przykładowe wciepywane tutaj.

Osad i gliceryna. Przechowywanie.

Tak! Mydło potasowe też może mieć osad, zobaczcie tutaj. Dzieje się tak wtedy, gdy zostawiamy je w nieprzykrytym pojemniku lub garnku z nieszczelną pokrywką. Taki osad z węglanu potasu to potash. Wystarczy zamieszać i znika. Dlatego, każde mydło potasowe musi być przechowywane w szczelnie zamkniętym pojemniku, czy zakręconym słoiku. Bez dostępu powietrza nie odparuje też woda, nie zrobi się na wierzchu utwardzona skorupka. Tylko opisujcie słoiki, bo można pomylić z powidłami! Czasem widzę zdjęcia z pytaniem co tu się stało? Widać na nich gęstą masę mydlaną i oddzielonym przejrzystym, jaśniejszym jakby płynem. To gliceryna. W reakcji zmydlania jest produktem ubocznym. W kostkach czasem to objawia się tzw. poceniem. Jeżeli nie mieszamy czy nie używamy mydła potasowego jakiś czas, gliceryna po prostu oddziela się od reszty masy nie niepokojona. Wystarczy zamieszać przed użyciem.

Działanie keratolityczne i emulgacja.

Keratoliza to zerwanie połączeń (mostków siarczkowych w trzeciorzędowej strukturze białek), bez obaw takich mocy mydło potasowe nie ma, bo do tego musiałoby mieć co najmniej pH 12. Dlatego mówimy o jego działaniu keratolitycznym, które tak naprawdę tylko rozluźnia te połączenia, ułatwiając usuwanie martwego naskórka. Znacie rytuał łaźni tureckiej zwany hammam? Jego częścią jest właśnie smarowanie się mydłem potasowym, zostawianie na go na skórze przez kilka, kilkanaście minut, potem spienienie i spłukanie wodą. Gładkość gwarantowana. Skóry wrażliwe muszą uważać, kiedy zaczyna szczypać trzeba już zmywać. Z drugiej strony jest to zabieg na pewno przyjaźniejszy dla cer trądzikowych, naczynkowych niż mechaniczny peeling. A dlaczego tylko mydło potasowe? Dlatego, że kostkami nie ma możliwości się obłożyć, a pasta potasowa idealnie przylega do suchej skóry i na niej pozostaje. Sama piana z kostki ma już tylko działanie podobne do promotorów przejścia, jak saponiny. Mydło potasowe ma też zdolności do emulgowania, łączenia trudnych – proszkowych substancji w maściach. Z wyżej wymienionych powodów jest często składnikiem specyfików galenowych i farmakopealnych np. maści Lenartowicza.

Dojrzewanie i użytkowanie.

Nie dajcie się zwieść informacjom, jakoby mydło potasowe było do użytku od razu, bo żelowało przecież. Oczywiście można umyć ręce i zróbcie to jeżeli nie macie doświadczenia z takim mydłem. Zobaczycie na własne oczy, że piana jest słaba a zamiast przyjemnego poślizgu, w trakcie mycia dostajecie tępość. Tak właśnie zachowuje się niedojrzałe mydło potasowe. Często też pojawia się zarzut, że maże się na skórze zamiast fajnie pienić. No, więc wróćmy teraz do łaźni tureckiej. Przecież to zaleta jest. Mydła potasowe pienią się zawsze, nawet jeżeli ograniczony do ośmiu kwasów tłuszczowych kalkulator, mówi inaczej. To jest tylko i wyłącznie kwestia użytkowania. Po pierwsze trzeba używać niewielkiej ilości mydła a dużej ilości wody. Jeżeli myjecie włosy to nie wystarczy lekko zwilżyć czuprynę, trzeba ją porządnie namoczyć. Po drugie dojrzałość mydła ma znaczenie ogromne na ilość wytwarzanej piany. W końcu po trzecie, do mycia ciała najkorzystniej używać myjki, nakładając na nią pastę i myjąc mokre (tym razem) ciało.

Rozpuszczanie.

Można pozostawić mydło w formie pasty i używać ze słoika, to się sprawdzi w przypadku maski i używania myjki. A można też zrobić z niego żel lub płyn na kilka różnych sposobów. Dla tych, którzy nie potrzebują żelu natychmiast, polecam zasady i metodę opisane przy gospodarczym żelu do garów. Zalewamy i czekamy aż samo się zrobi. Taki żel będzie zawsze przejrzysty. Jeżeli ktoś chce na szybko i do używania z pompką pianotwórczą (taki rodzaj pojemnika zawsze ratuje zbyt mocno rozrzedzone mydło) albo po prostu jako płyn do prania, to jak najbardziej więcej wody i blendowanie, które uczyni mydło nieprzejrzystym. Podobnie jak przy płynie do prania. Jeśli rozpuszczacie mydło być może trzeba będzie je zakonserwować (konserwanty fazy wodnej). Szczególnie jeśli rozcieńczalnika jest dużo więcej niż mydła lub zawiera ryzykowny materiał roślinny – dużo polisacharydów, niedokładnie przefiltrowany odwar itp. Jest jeszcze jeden sposób na rozrzedzanie, taki z dodatkiem gliceryny i syropu prostego. Dorotka Hajduczek wszystko wyjaśniła u siebie, krok po kroku.

Dodatki i przeróbki.

Taka postać mydła daje wiele możliwości. Przede wszystkim możemy w dowolnym momencie, po tygodniu czy po roku, z łatwością domieszać do niego dodatki. Stworzyć mydło do ciała lub do sprzątania, nawet z pozornie nieudanej receptury. Jak? Łyżką, normalnie, mieszając do dokładnego połączenia. Ostatnio zrobiłam z jakiegoś starego mydła potasowego mleczko do czyszczenia powierzchni. Takiego na zerowym przetłuszczeniu, bez wosków, shea i podobnych niezmydlalnych. Z dwóch części mydła, jednej sody oczyszczonej. Zblendowałam – soda rozrzedza gotowe mydło, upłynnia. Do tego guma ksantanowa rozrobiona w glicerynie, która wytrąciła się sama po takim czasie. Niedużo tej gumy, tak jak do kremów 0,2-0,5% wszystkiego. Guma dla stabilności, lecz i tak lepiej wstrząsnąć przed użyciem. Sody jest za dużo by się rozpuściła a gumy lepiej nie dodawać więcej. Dolałam też blendu minty clean dla zapachu i odkażania. To samo możemy zrobić z mydłem potasowym przeznaczonym do ciała, tutaj podałam kilka różnych sposobów i tutaj też. Do gotowego mydła potasowego można dodać nieudany, rozwarstwiający się krem albo przerobić go na mydłokrem, stosując się do tych wskazówek. Pamiętajcie, że zawsze chodzi o konsystencję i nie dodawanie do gotowego mydła rozmiękających dodatków typu nasiona chia. Każdy dodatek proszku ziołowego, mleka w proszku, glinki zmatowi gotowe mydło, nie przejmujcie się tym. A kiedy już naprawdę nie chce mi się niczego robić, wrzucam garść mydła potasowego do wanny i w takim płynie się moczę.

Bogactwo 🙂 Fot. Mila Wawrzeńczyk

Prezenty na ostatnią chwilę.

Opublikowano Jeden komentarz

Dwa tygodnie do gwiazdki to nie jest już czas na mydło. Nawet potasowe i robione na gorąco. Mydło musi dojrzeć, potrzebuje czasu, każde.

Są jednak takie kosmetyki, które można wykonać w kilka chwil. Oczywiście pomijam kremy i resztę mazideł, wiadomo, że te im młodsze tym lepsze.

Przyznajcie się, że macie głęboko schowane dojrzałe mydła potasowe, z którymi niewiadomo co zrobić?! A ja wiem i powiem.

MydłoPeeling cynamonowy.

Cynamonowe MydłoPeeling. Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na 100g:

64g mydła potasowego bazowego

15g ulubionego oleju

15g mielonych łupin migdała/wiśni

5g mielonego cynamonu

1g eterycznego olejku cynamonowego

Gramy są jednocześnie procentami. Zamieszać i gotowe. Mydło musi być luźne, w formie galaretki wręcz. Jeśli macie zwartą, gęstą pastę wtłoczcie w nią wodę albo jescze lepiej napar lub hydrolat cynamonowy. Okolice 10% dodatku wody będą wystarczające w przypadku mydła wykonanego na samych płynnych olejach. Masła w potasowym mydle zawsze potrzebują więcej wody do otrzymania luźnej konsystencji.

MydłoPeeling z węglem.

MydłoPeeling z węglem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na 100g:

64g mydła potasowego bazowego

15g ulubionego oleju

15g mielonych nasion maku

5g glinki zielonej

1g blendu ATLAS

węgiel aktywny na końcu noża (nie za dużo)

Peeling pomarańczowy.

Peeling pomarańczowy. Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na 100g:

20g mydła potasowego bazowego

20g ulubionego oleju

3g eterycznego olejku pomarańczowego

57g cukru białego drobnego

kurkuma sproszkowana na czubku noża

Najpierw łączymy olej z mydłem na gładką papkę. W tym wypadku mydło potasowe może być zwarte. Jeśli chcecie zrobić peeling różowy np na zblendowanych płatkach róż, zrezygnujcie z mydła. PH mydła nie jest łaskawe dla antocyjanów.

Mydło potasowe po prostu.

Mydło z myjką wykonaną przez Kawa w kąpieli. Fot. Mila Wawrzenczyk

Do mydła bazowego dodajemy ulubione tłuszcze, wzbogacamy wodnym wyciągiem z ziół w granicach 10-20% masy mydła. Dorzucamy myjkę rękodzielniczą, bo potasowe mydła używa się najwygodniej z myjkami. Voila!

Zasady:

  • jako peelingu możemy użyć wszystkiego co jest ścierne i nie pije wody np. nasiona chia się nie nadają, bo zamiast peelingu stworzą gęsty glut
  • wszelkie proszki typu glinki, przyprawy, miki dodajemy na oko, do uzyskania odpowiedniej konsystencji, łatwej w nabieraniu ze słoika
  • uwaga na zbyt duży dodatek glicerytów, może powodować rozwarstwienie
  • nie dodajemy żadnych kwasów do gotowego mydła
  • cukier i sól nie rozpuści się w mydle potasowym, używamy drobnoziarnistych
  • aromaty kosmetyczne mogą zagęszczać
  • konsystencja stabilizuje się na drugi dzień
  • jako dodatek wzbogacający możemy użyć nieudany – rozwarstwiony krem lub masło
  • jeśli chcecie użyć dodatków wodnych pamiętajcie o konsystencji

I jeszcze tutaj pomysły –>

Mleczna sól do kąpieli.

Mleczna sól do kąpieli. Fot. Mila Wawrzenczyk

I ostatnia najprostsza rzecz na świecie.

Receptura na 100g:

4g blendu Floral

2g glinki czerwonej

10g mocznika

10g mleka w proszku

37g soli różowej gruboziarnistej

37g soli z Morza Martwego

Mieszajcie ulubione sole, dobierajcie kolorystycznie olejki i barwniki, którymi mogą być przyprawy. Uwaga na suszone zioła, nie każdy lubuje się w wybieraniu ich z odpływu. Nie polecam moczenia się w cynamonie czy sproszkowanym chilli – te przyprawy zostawcie na peeling.

Musująca sól do kąpieli.

Musująca sól rozgrzewająca. Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na 100g:

2g eterycznego olejku imbirowego

2g eterycznego olejku kadzidłowcowego

2g glinki żółtej

10g sody oczyszczonej

10g kwasu cytrynowego

37g soli kłodawskiej

37g soli z Morza Martwego

Zdarza się, że kule kąpielowe nie chcą trzymać fasonu?. Żaden problem. Kruszymy je dokładnie, dosypujemy soli i mamy wspaniałą tonizującą sól do kąpieli czy moczenia stóp.

We wszystkich pokazanych kosmetykach bardzo ważna jest kompatybilność składników pod względem wpływu na konkretny typ skóry lub funkcję. Rozgrzewający imbir, antycellulitowy cynamon czy ylang afrodyzjak. Należy je wszystkie połączyć z innymi składnikami działającymi synergistycznie.

Do dzieła, jeszcze czas!

Mydło walentynkowe – last minute.

Opublikowano 11 komentarzy

Znów spóżniona, więc znów potas 😉

Mydło potasowe dla miłośników oleju ze słodkich migdałów, bo mamy go tutaj aż 30%. Dlaczego ten olej jest polecany do pielęgnacji wrażliwców, nie wiem za nic w świecie. W nim jest mniej niż 20% tłuszczowych kwasów wielonienasyconych, czyli tych najbardziej pielęgnujących. Tak, ma to również znaczenie w mydle, bo sole stworzone z tych kwasów i wodorotlenku mają właściwości tożsame z samymi kwasami. I nie, ług niczego tu nie żre – poprostu tworzy się nowa substancja – wysoce pielęgnacyjne mydło. Ja w tej recepturze wykorzystałam też jeden z moich ulubionych tłusczczów, olej z pestek winogron, który zawiera dużo kwasu linolowego, co równa się wysokiej pielęgnacji.

Co jeszcze. Jogurt zamiast wody na ług. Pamiętacie, zawiera kwas mlekowy przekształcony w mydle w mleczan i białka mleka, zamieniające się w proteiny łatwiej przyswajalne. Tlenek cynku, nie wiem jak to się dzieje ale moja skóra cierpi bardzo w trakcie sezonu grzewczego. Powinna się wysuszać ale nie, dzieje się zupełnie na odwrót, więc muszę się ratować a cynk radzi sobie bardzo dobrze z nadmiarem sebum. I gwiazda mydła – jarzębina. Bardzo lubię te łatwodostępne owoce, często używam w mydle i innych kosmetykach.

Receptura na około 700g gotowego mydła:

150g oleju ze słodkich migdałów (30%)

150g oleju z pestek winogron (30%)

150g oleju rydzowego (30%)

25g masła shea (5%)

25g oleju rycynowego (5%)

103g zamrożonego jogurtu (20%)

103g wodorotlenku potasu (przetłuszczenie 1%)

25-50g owoców jarzębiny

dodatki: tlenek cynku, mleczan sodu, korund, glinki, olejki eteryczne, peeling

Tłuszcze na mydło potasowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Przygotowanie

Tłuszcze podgrzewamy, po to aby masło shea się roztopiło i co jest ważne przy mydle potasowym wykonywanym na zimno aby zmydlanie nie trwało wieki. Do tłuszczów wrzucamy owoce jarzębiny i blendujemy je, tylko tyle by rozdrobnić. Następnie ług. Do zamrożonego w kostki jogurtu wsypypujemy wodorotlenek potasu, zostawiamy na kilka minut. Jogurt zacznie się roztapiać pod wpływem KOH. Może to potrwać dłuższą chwilę, ale mieszajcie dopiero gdy zacznie się roztapiać, wcześniej nie ma sensu. Jeśli nic się nie dzieje po kilku minutach, dolejcie łyżkę zwykłej wody, to zainicjuje reakcję i przyspieszy tworzenie ługu. Zamrożone płyny na ług gwarantują brak oparów.

Łączymy ług i tłuszcze

Nie czekamy jak przy sodowym, aż temperatury się wyrównają, w mydle potasowym nie ma to żadnego znaczenia. A przy potasowym na zimno, każde studzenie spowoduje wydłużenie procesu zmydlania. Wlewamy ług do tłuszczów i blendujemy krótką chwilę. Blendowanie przy tym mydle sprzyja rozdrobnieniu owoców jarzębiny. Korzystając z gorącej wody po podgrzaniu tłuszczów, wstawiłam naczynie z masą mydlaną do niego i zostawiłam, bez grzania. Oczywiście standardowo wszystko na początku się rozwarstwia a tłuszcze pływają po wierzchu.

Tuż po połączeniu ługu z tłuszczami. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ze względu na dodatek jarzębiny, nie jest to mydło w godzinę. U mnie było gotowe po około trzech godzinach. Tyle co odebranie dzieci ze szkoły i zakupy. Bez blendowania i pilnowania. Owoce pięknie zniknęły w masie mydlanej. Ja tlenek cynku wsypałam od razu przy łączeniu. Tego typu dodatki matują mydło, początkującym może być trudno ocenić czy faza żelowa już zaszła i mydło jest gotowe. Wtedy najłatwiej ratować się wskaźnikami pH.

Gotowe mydło potasowe na jarzębinie. Fot Mila Wawrzenczyk

Gotowe

Jak widzicie, mydło przypomina krem czekoladowy, ale tylko z wierzchu to znaczy brązowy kolor jest tam gdzie mydło ma kontakt z powietrzem i światłem. Jeśli ktoś robił mydło sodowe na jarzębinie to zaobserwował zjawisko przy krojeniu. Tuż po przecięciu kostka ma brązową ramkę a środek żółty, aby po chwili zbrązowieć na całej powierzchni. To jest utlenianie.

Puszczamy wodze fantazji

Kto powiedział, że mydło podarowane z miłości musi być czerwone wizualnie? Tutaj czerwień stanowi moc i wnętrze. Trochę poszalałam i zrobiłam kilka wersji na teraz a resztę mydła schowałam na zaś. To jest właśnie świetne w mydle potasowym, można je doprawiać kiedy się chce. Tak naprawdę wszystkie suche i tłuszczowe dodatki mieszamy na oko a raczej na tak zwaną konsystencję. Mydła z dodatkiem glinek będą bardziej pastą niż galaretką, więc do nich możemy dodać czegoś płynnego. Jednorazowa porcja nie zepsuje się łatwo, tego się nie obawiajcie. Niech poniższe proporcje będą dla Was inspiracją. Zwróćcie uwagę na kosystencję, mydło do stóp jako jedyne nie zawiera żadnego proszku.

Mydło z korundem do twarzy. Do 100g mydła potasowego wmieszałam 40g korundu (grubszej frakcji), 20g oleju macadamia, 10g czerwonej glinki, 10g mleczanu sodu.

Mydło z węglem. Do 200g mydła potasowego dodałam, 40g oleju rycynowego, 20g pumeksu (pył frakcji 000), 5g węgla aktywnego, aromat kosmetyczny męski zapach perfum- kilka kropel.

Mydło peeling do stóp. Do 200g mydła potasowego dosypałam 60g pumeksu (średnia frakcja), 20g oleju avocado, kilka kropel olejku eterycznego z drzewa herbacianego i aromatu kosmetycznego ogórek&aloes.

Mydło do ciała. Do 200g mydła potasowego wkręciłam 40g oleju z pestek winogron, 20g mleka koziego w proszku, 10g glinki czerwonej (miała być żółta 😉 ) i 10g mleczanu sodu, kilka kropel aromatu kosmetycznego sensei.

Różne mydła z jednego potasowego. Fot. Mila Wawrzenczyk

Nie wygląda? Macie jeszcze czas na zrobienie mydłokremu 🙂

Pomarańczowy słonecznik na święta – mydło potasowe.

Opublikowano 30 komentarzy

mydlarzu wszystko masz w domu

Mnie się święta kojarzą z pomarańczami i gwiazdkami. Wzięłam też pod uwagę, że początek grudnia to niekoniecznie dobry czas na zamawianie półproduktów kosmetycznych przez internet, ze względu na szaleństwo świąteczne. Poza wodorotlenkiem potasu nie ma w nim niczego co byłoby niedostępne w sklepie spożywczym.

Receptura na 600g gotowego mydła, metoda na zimno:

400g oleju słonecznikowego – jaki macie, liczba zmydlania jest taka sama dla każdego (100%)

82g wody destylowanej (20%)

82g wodorotlenku potasu (SF ok. 3%)

skórka otarta z 6 dużych pomarańczy (można tą ilość nawet podwoić)

40g ulubionego oleju, ważne żeby był w barwach pomarańczowych (podniesie SF do ok. 13%)

opcjonalnie eteryczny olejek pomarańczowy

działamy

Metodę robienia mydła potasowego opisałam dokładnie tutaj. Dlatego nie będę kolejny raz się o niej rozwodzić. Po prostu wlejcie do pojemnika olej słonecznikowy, można go nieco podgrzać, zmydlanie zajdzie szybciej. Ja do potasów na zimno lubię używać słoików typu wek. Zetrzyjcie skórkę z pomarańczy bezpośrednio do oleju, pilnując aby nie zawierała białej części. Zróbcie ług, ostrożnie – tutaj mamy do czynienia ze stężeniem wodorotlenku 50%, czyli jedna część wody i jedna część KOH, więc będzie burzliwiej niż zwykle. Jak tylko wodorotlenek się rozpuści, wlejcie roztwór ługu do oleju. Miałam w planach użyć hydrolatu anyżowego, który zawiera dużo olejku eterycznego ale koniec końców wykorzystałam wodę destylowaną, żeby nie zaburzyć zapachu pomarańczy.

ok, można zblendować 😉

Teraz trzeba zblendować olej z ługiem, głównie chodzi o to aby skórka pomarańczowa nie pozostała w kawałkach a wtopiła się w mydło, oddając kolor i aromat. Mieszamy co jakiś czas i mydło powinno być gotowe po dwóch godzinach. Jeśli zajmie mu to dłużej, nie przejmujcie się. Czas zmydlania zależy od wielu czynników, głównie temperatury masy mydlanej jak i otoczenia. Możecie wstawić słoik z masą mydlaną do garna z wrzącą wodą albo opatulić ręcznikiem. Dodatki wprowadzamy dopiero na drugi dzień, ponieważ każde mydło potasowe bazowe powinno poczekać choćby jeden dzień na dodatki. To pozwoli mu na dokończenie zmydlania i pozbycie się charakterystycznego zapachu wodorotlenku. Ja po zżelowaniu, nakryłam słoik niezbyt szczelnie folią spożywczą i zostawiłam na noc w spokoju.

pomarańczowe mydło potasowe
Pomarańczowe mydło otasowe na zimno, robi się samo. Fot. Mila Wawrzenczyk

Na drugi dzień zauważycie, że aromat pomarańczy nabrał mocy. Choć nawet w trakcie zmydlania był dobrze wyczuwalny. Potasowy proces na zimno ma tę przewagę nad grzaniem, że jednak naturalne aromaty utrzymują się w mydle dużo lepiej. Teraz działamy dalej. Dolewamy super oleju i wtłaczamy go w pomarańczowe mydło potasowe, mieszając łyżką. Napisałam o oleju w barwach pomarańczowych żeby mydło nie zmieniło koloru. Nie brązowy, nie zielony a odcienie pomarańczowego. Ja użyłam oleju rydzowego, inaczej z lnianki siewnej. Na koniec dodajemy 10g eterycznego olejku pomarańczowego dla podbicia aromatu. Przekładamy od razu do słoiczków docelowych, żeby olejek pomarańczowy nie parował a utrzymał się w mydle.

to nie musi być pomarańczowe mydło

Oczywiście jeśli chcecie i macie inne półprodukty to możecie ich użyć do tego mydła. Tylko pamiętajcie żeby używać takich, które nie zmienią koloru. To ma być pomarańczowe mydło i kropka! Świetnie będzie prezentował się wmieszany w masę peeling z łupin orzecha włoskiego lub pestek moreli. Na tę ilość mydła wystarczy 5-10%.

uwaga na etykiety

Jeszcze jedna kwestia. Napisałam, że można użyć jakiegokolwiek oleju słonecznikowego, jednak w sklepach mamy różne rodzaje. Wytłumaczę o co chodzi, bo mimo tej samej liczby zmydlania różnią się własnościami nadawanymi mydłu. Producenci nazywają oleje jak im się żywnie podoba, więc nie zwracajcie uwagi na nazwę, bo skład chemiczny powie nam wszystko. Ja użyłam w tej recepturze dwóch różnych olejów, jeden high oleic a drugi zimnotłoczony, nierafinowany.

dav
Etykieta oleju słonecznikowego, wysokooleinowego (sunflower oil, high oleic). Kwas oleinowy to ten, którego najwięcej ma w sobie oliwa z oliwek i jest on kwasem jednonienasyconym. Jeżeli na etykiecie widzicie jego przewagę, możecie być pewni, że to właśnie wysokooleinowy olej słonecznikowy, nieważne jak go nazwie producent. W tym przypadku mamy zawsze do czynienia z olejem rafinowanym i zmienionym w trakcie produkcji. Taki olej jest bardzo podobny do oliwy z oliwek, napewno nie w kwesti twardości ale trwałość i pielęgnacja są właściwie identyczne.

Czytajcie etykiety, a nie chwytliwe slogany!

dav
Etykieta oleju słonecznikowego, wysokolinolowego (sunflower oil). Kwas linolowy to ten, którego dużo ma w sobie olej z pestek winogron i jest on kwasem wielonienasyconym. Jeżeli na etykiecie widzicie jego przewagę, możecie być pewni, że to właśnie wysokolinolowy olej słonecznikowy, nieważne jak go nazwie producent. W tym przypadku mamy do czynienia z olejem rafinowanym ale nie zmienionym w trakcie produkcji lub z olejem nierafinowanym, zimnotłoczonym. Taki olej jest bardzo podobny do oleju z pestek winogron, więc i takie własności nada mydłu. Jeśli użyjecie pachnącego nierafinowanego słonecznika to w bonusie dostaniecie dużą ilość wit. E i lecytyny.

gotowe i pachnące

Wyszło mi sześć pachnących ciepłem słoiczków. Jeden prezent z głowy 😉 Przypominam, że do karotenowych mydeł, czyli z naturalnymi barwnikami pomarańczowymi (olej rokitnikowy, pulpa z marchwi, pomarańcza, olej z czerwonej palmy) – nie wprowadzamy żadnych kwasów, bo utlenią się i znikną. Co do zapachu, ja w tym mydle po dwóch dniach nie czuję niczego poza pomarańczą. Oczywiście ten aromat nie bucha w nozdrza jak oszalały ale mydła potasowe mają to do siebie, że olejki eteryczne i inne zapachy pokazują moc dopiero podczas użycia a nie w słoiku. A pieni się tak ->

dav
Ho, Ho, ho! Fot. Mila Wawrzenczyk

A jako źródło pomysłu “na szybko i z tego co mam w domu” podaję społeczność mydlarzy 🙂

Czarne mydło – savon noir po polsku.

Opublikowano 16 komentarzy

Wszyscy znają maziste savon noir, którego bazą jest oliwa z oliwek i oliwki. Chcę Was namówić do zrobienia innego mydła potasowego, składającego się z naszych rodzimych bogactw, savon noir a po polsku czarne mydło.

czarne mydło

Olej rzepakowy nierafinowany. Zawiera nawet czterokrotnie więcej tokoferoli czyli wit. E niż oliwa z oliwek. Jeśli chodzi o fitosterole, które są zbawienne dla skóry olej rzepakowy ma ich nieporównywalnie więcej niż oliwa. Zarówno tokoferole jak i fitosterole są substancjami z frakcji niezmydlającej się, więc będą obecne w gotowych mydle. Borowina (gładkość), korzeń żywokostu (regeneracja) i owoce jarzębiny (nawilżenie) – dzięki bogactwu składników, które naprawdę długo by wymieniać, skóra pokocha to mydło. Olej z orzechów laskowych. Świetny dla skóry mieszanej, dobrze się wchłania i ma działanie ściągające. Bursztynowy pył. To zmielony bursztyn, który będzie pełnił rolę bardzo delikatnego peelingu, bo dodamy go w niewielkiej ilości. Jest tani i łatwo dostępny, jednak zwróćcie uwagę żeby kupić jakości kosmetycznej a nie odpad po szlifowaniu.

To czarne mydło potasowe zrobimy na zimno, choć może być potrzebne lekkie podgrzanie, ze względu na dużo dodatków i oporny w zmydlaniu olej rzepakowy.

Receptura na ok 700g gotowego czarnego mydła

  • 95g KOH (co da początkowe przetłuszczenie ok. 2%)
  • 40g suszonych owoców jarzębiny
  • 45g oleju z orzechów laskowych (plus ok. 9% do przetłuszczenia)
  • 10g bursztynowego pyłu/korundu – opcjonalnie, dla peelingu

najpierw ług

Korzeń żywokostu i owoce jarzębiny zalewamy zimną wodą w ilości ok 160g, doprowadzamy do wrzenia, gotujemy na malutkim ogniu przez 10 minut. Wszystko razem po ostygnięciu powinno mieć wagę końcową 190-200g. Jeśli brakuje to znaczy, że woda odparowała i należy ją uzupełnić. Odcedzamy żywokost i jarzębinę. Niczego nie wyrzucamy – użyjemy do czarnego mydła i odwaru i ziół! Do zrobienia ługu potrzebujemy 95g odwaru (wcześniej ostudzonego) i 95g wodorotlenku. Wiem, że ciężko wydusić płyn z takiej ilości twardych ziół, jednak nie jest to niemożliwe 🙂 Tutaj już nic nie dolewamy, bo będzie za dużo wody i saponifikacja potrwa wieki. Robimy ług, pozwalamy oparom uciec w bezpieczne miejsce. Zauważycie, że ług jest nadal gęsty i żelowaty – to alantoina z żywokostu – tak ma być.

łączymy savon noir

Do 500g oleju rzepakowego dodajemy borowinę, wyciśnięte owoce jarzębiny i korzeń żywokostu. Blendujemy na gładko, nie trwa to długo. Wlewamy ług i znów ostrożnie blendujemy. Ja robiłam to mydło wieczorem i po prostu zostawiłam je przykryte w niedostępnym miejscu. Rano czarne mydło było gotowe. Z pewnością nie jest to mydło błyskawiczne, jeśli chodzi o metodę potasowe na zimno. Zawiera dużo dodatków, utrudniających zmydlanie. Dodatkowo wody jest nieco więcej niż powinno, ponieważ borowina też ją zawiera. Jeśli po 8 godzinach nadal będzie widoczne rozwarstwienie, podgrzejcie masę mydlaną na średnim ogniu przez kilka minut, mieszając. Oczywiście można podgrzać od razu, nie czekając.

dav
Mydła potasowe używamy z myjką, tak jest najwygodniej. Myjka stworzona przez Emilię Podbielską. Fot. Mila Wawrzenczyk

dodatki do czarnego mydła

Pozwólcie odpocząć mydłu zanim dodacie resztę składników, jeden dzień wystarczy. Następnie dosmaczamy 🙂 Olejem z orzechów laskowych i dodatkowym nierafinowanym rzepakowym, w którym rozprowadzamy pył bursztynowy i ulubiony olejek zapachowy czy eteryczny. Ja użyłam zapach kosmetyczny przypominający bursztyn (nazwa handlowa to białe piżmo) i eteryczne olejki – miętowy i sosnowy. Podbiłam też 5 kroplami dziegciu, bo on w połączeniu z innymi i w minimalnej ilości daje przyjemny, delikatny, ciepły zapach ogniska. Oczywiście wszystkie odatki to już kwestia Waszej wyobraźni.

Nasze rodzime czarne mydło używamy dokładnie tak samo jak inne maziste savon noir. Za pomocą myjki nacieramy nim zwilżoną skórę i zostawiamy na chwilę. W tym czasie możemy umyć włosy 🙂 To mydło działa jak peeling enzymatyczny – jeśli zostawimy je na kilka chwil na skórze, łagodnie usunie martwy naskórek. Mydło nie brudzi wanny i reszty!

Ja się zakochałam, choć to miłość wymagająca sporej pracy, czarne mydło po polsku trafia do moich ulubionych 🙂

czarne mydło savon noir
Polskie bogactwo, czarne mydło po polsku. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeszcze uwaga po czasie. Kalkulując olej rzepakowy, sprawdzajcie skład kwasów tłuszczowych na etykiecie. Na tej podstawie wybierajcie rodzaj oleju w kalkulatorze, bo są trzy. Najzwyklejszy olej rzepakowy dostępnym w każdym polskim sklepie odpowiada w soapcalcu canola oil, czyli zawiera około 60% kwasu oleinowego – na etykiecie często nazywany jednonienasyconym.

Jeżeli chcecie żeby szybciej się robiło i lepiej pachniało, poczytajcie o alkoholu w mydłach potasowych.

Źródło:

Charakterystyka wybranych rynkowych olejów roślinnych tłoczonych na zimno. K. Krygier i inni.

Mydło potasowe na zimno. Bazowe.

Opublikowano 109 komentarzy

Nie lubię mieszać, grzać, pilnować. Nie i już, bo to nudne jak diabli. U nas to nowinka, ale nie krajach, gdzie domowi mydlarze robią mydło dużo dłużej. Na początku nic się nie dzieje, potem rozwarstwia się po każdym blendowaniu. Oblepiony blender chlapie po blacie. Potrzeba zbyt dużo uwagi. Zupełnie niepotrzebnie, bo można zrobić mydło potasowe na zimno, bez blendera, grzania i uwagi.

nie, to nie pomyłka, mydło potasowe na zimno

Wiecie co sprawia, że pasjonuję się mydłem. To, że jakbyśmy nie nazwali procesu jego tworzenia – magia! Jak bardzo byśmy nie starali się nad nim zapanować – niepokorne! A mydło i tak zrobi co trzeba i wykorzysta możliwości przez nas dane zgodnie z niczym innym jak tylko z procesem chemicznym. Tylko i aż 🙂

Pokaże Wam trzy receptury na mydło potasowe na zimno. Są identyczne pod względem saponifikacji, bo zawierają tylko oleje. Różnią się ilością wody, o tym za chwilę. Otrzymamy jasne, bazowe mydło, które można wykorzystać na wiele sposobów i oczywiście łączyć ze sobą, jak każde mydło potasowe.

receptura #1

  • 210g oliwy z wytłoków (70%)
  • 75g wody (25%)
  • 65g KOH (co da przetłuszczenie ok. 1%)

receptura #2

  • 78g wody (20%)
  • 69g KOH (co da przetłuszczenie ok. 1%)
  • 30g wódka lub 15g spirytus

receptura #3

  • 64g wody (21%)
  • 64g KOH (co da przetłuszczenie ok. 1%)

Postępujemy standardowo. Ług i tłuszcze łączymy kiedy osiągną zbliżoną temperaturę, choć w tym wypadku ług może mieć sporo wyższą. Nie ma to znaczenia jak przy mydle sodowym na zimno. Ja łączyłam w okolicach 45 stopni ługu a tłuszcze były tylko ciepłe. Bądźcie ostrożni, bo wodorotlenek potasu jest bardziej reaktywny niż sodowy, co jeszcze pogłębia redukcja wody.

Żadnych blenderów, żadnego grzania i pilnowania. Można zrobić na poczekaniu małą ilość np. ze 100g tłuszczów, bo wystarczy drewniany patyczek do mieszania mydła potasowego na zimno.

Po prostu łączymy i odstawiamy w bezpieczne miejsce. Gdziekolwiek, byleby poza zasięgiem ciekawskich. Tylko opary są niebezpieczne, sam proces zmydlania już nie. A tam się dzieje 🙂

Najpierw gładki budyń.

dav
Po 5 minutach od połączenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Następnie standardowe rozwarstwienie.

dav
Po 30 minutach, moment na dodanie alkoholu jeżeli chcecie przyspieszyć i mieć ładny zapach. Fot. Mila Wawrzenczyk

Potem zaczyna się grzać (samo!) i żelować.

dav
Gotowe. Fot Mila Wawrzenczyk

Po 45 minutach mamy gotowe mydło potasowe na zimno, pH około 8, które samo sobie poradziło 🙂 Stwórzcie własną recepturę!

bardzo ważna zasada – zawartość wody

Podczas podgrzewania mydła potasowego woda paruje, dlatego potrzeba jej więcej, czasem musimy uzupełnić, bo nie można ruszyć mieszadłem. A tutaj nic nie paruje dlatego wodę należy zredukować. Przy recepturze z olejami płynnymi jest to przedział 21-25%. Wszystko zależy od tego jaką konsystencję chcemy uzyskać. Przy niższej zawartości wody otrzymamy mydło maziste i zwarte, takie jak zwykle. Więcej wody, czyli ta górna granica, da nam mydło galaretkowate i rzadsze. Ja wolę to drugie, szczególnie przy bazowych mydłach potasowych, bo łatwiej domieszać do niego glinki, peelingi, oleje itp. Jeśli korzystamy z receptury z masłami należy dodać 25-33%. Ilość wody zwiększamy proporcjonalnie do ilości maseł, czyli tłuszczy stałych w temperaturze pokojowej. Oczywiście zamiast wody można użyć wszystkich innych płynów stosowanych w mydle. Wodę należy też zawsze zwiększyć o wagę kwasu i dodatkowego wodorotlenku, te proszki potrzebują wody tyle ile same ważą.

im wyższe przetłuszczenie, tym zmydlanie trwa dłużej

Nawet do kilku dni. Dlatego nie ma sensu ustawiać go wysokim od razu, bo będziemy dłużej czekać, a chodzi o to aby w końcu odczarować złożoność robienia potasówek. Spróbujcie zrobić niskoprzetłuszczone 0-1% a do gotowego mydła dodajcie mega tłuszczów i innych dodatków ale dopiero na drugi dzień. Prościej się nie da 🙂

Czas zmydlania mydła potasowego na zimno zależy też od rodzaju tłuszczów, więc jeśli nie będzie chciało żelować błyskawicznie, bądźcie cierpliwi, tak ma być. Mimo wydłużonego czasu, dojdzie do skutku. Jeśli nie jesteście cierpliwi, podgrzejcie oporne mydło. Zależy też od dodatku alkoholu, o tym i o zapachu mydła poczytajcie tu.

Ja wymyśliłam sobie potasowy peeling z glinką czerwoną, olejem macadamia, olejkiem eterycznym jagodlin i korundem. Jagodlin to piękniejsza wersja popularnego ylang ylang, pozyskiwana z pierwszej frakcji destylacji. Ma najbardziej kwiatowy zapach.

dav
Propozycja podania 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Do dzieła mydlarze :*