Dodatki – barwniki.

Wyjściowy kolor mydła zależy od ilości, jakości barwnika, użytych tłuszczów. Im więcej maseł i rafinowanych olejów, tym jaśniejszy odcień mydła otrzymamy. Zastosowane dodatki również mają wpływ na kolor mydła. Sól w ilości 1-3% MT utrwala kolor i nadaje matowości, można ją wykorzystać jeśli chcemy zamaskować przeżelowaną strukturę mydła. Podobnie alkohole rozpuszczalne w tłuszczach np. cetylowy, które dodatkowo emulgują masę mydlaną, dzięki temu kolor jest równomiernie rozprowadzony. Natomiast kwasy octowy, cytrynowy, mlekowy zachowują się inaczej z różnymi barwnikami. Karoteny czyli roślinne naturalne pomarańcze, stają się wyblakłe po czasie. Natomiast roślinne odcienie różowego czyli antocyjany, zyskują dzięki kwasom. Zerknijcie też tutaj aby dowiedzieć się jaki wpływ mają kwasy na kolor.

Barwniki mogą mieć postać proszku. Miki to perłowe, błyszczące sproszkowane minerały – krzemiany z dodatkiem innych tlenków, nadających główny kolor i najczęściej dwutlenku tytanu. Pigmenty matowe to najczęściej tlenki o wyrazistym kolorze lub ultramaryna, bardziej brudzą umywalkę niż miki i kolory naturalne. Wszystkie powyższe barwniki mogą być pochodzenia naturalnego, jednak pozyskiwanie ich jest kosztowne i trudne, dlatego jeśli kupujecie, któryś z nich, nie łudźcie się, na 99% jest to syntetyk. Z pewnością barwniki matowe są bardziej stabilne i wydajne niż perłowe miki. Przyprawy, sproszkowane zioła, glinki o różnym pochodzeniu, błota, żywice to koloryzacja naturalna 🙂

Jeśli chodzi o płynne pigmenty do mydła to nie mam zbyt dobrych doświadczeń, więc zaprzestałam ich stosowania. W sklepach z półproduktami jest ich duży wybór. Jako płynne barwniki stosuję napary, odwary i maceraty z ziół, owoców, warzyw. Oczywiście zgodnie ze sztuką wykorzystania danego surowca.

Można też eksperymentować z barwnikami spożywczymi, bo większość zawiera te same związki chemiczne, co barwniki do mydeł.

Biały. Najszybciej i najprościej zastosować dwutlenek tytanu (biel tytanową) lub tlenek cynku (biel cynkowa). Skutecznie wybielają masę mydlaną, nawet w niewielkiej ilości. Dodajemy 1-3% MT, tym więcej im ciemniejsze tłuszcze użyliśmy. Tlenek cynku ma większą tendencję do tworzenia marmurku, niejednolitej struktury. Oba tlenki wybielają i matują mydło. Dostępne w postaci białego pylistego proszku. Kontrowersje wokół nich są wynikiem niewiedzy. Chodzi o szkodliwe formy nanocząsteczek, które stworzono aby zaspokoić próżność ludzi. Otóż tlenki te doskonale absorbują światło słoneczne, więc są chętnie używane w filtrach przeciwsłonecznych. Niestety aby chronić skutecznie muszą być dodane w takiej ilości, która pozostawia biały film na skórze! Dlatego naukowcy zmikronizowali owe tlenki do postaci przezroczystych nanocząsteczek. I w kolorze tych tlenków jest klucz do ich szkodliwości. Biały proszek jest bezpieczny, od transparentnego trzymamy się z daleka – choć zdobycie tlenków w postaci nanocząsteczek raczej nie jest możliwe dla zwykłego mydlarza 😉 Większość barwników perłowych (miki) i matowych zawiera dwutlenek tytanu lub tlenek cynku. Niebarwione niczym mydło bieleje/jaśnieje z czasem.

Żółty. Glinki żółte. Miki w odcieniach. Żółcień żelazowa – żółty tlenek żelaza – matowy. Kurkuma, która jest też wskaźnikiem pH. W miarę dojrzewania mydła i obniżania wartości pH, ciemnieje. Kwiat nagietka, mniszka, aksamitki, kocanki, nawłoci, wrotycza.  Pulpa z żółtej dyni, marchwi, rokitnika i wszelkich owoców zawierających karoteny, proszek annato. Olej buriti, z pestek dyni, palmowy czerwony, niebielony wosk pszczeli, również w małej ilości. Kora derenia. Wszystko dodane z umiarem.

Pomarańczowy. Miki w odcieniach. Naturalny barwnik z nasion annato, pulpa z pomarańczowej dyni, marchwi, oleje palmowy czerwony i buriti – wszystko w dużej ilości. Przyprawa papryka. Dużo karotenów pozwoli uzyskać pomarańczową barwę. Uwaga kwasy wywabiają po czasie kolor uzyskany naturalnie, więc nie dodawajcie ich do pomarańczowych mydeł. Oczywiście nie dotyczy to barwników syntetycznych.

Czerwony. Miki i glinki. Różne odcienie czerwieni na bazie tlenków żelaza – wenecka, żelazowa. Czerwień karminowa – kiedyś wytwarzana z mszycy koszenila, dziś w większości syntetycznie. Smocza krew, czyli sproszkowana żywica z odmiany drzew palmowych. Dobrej jakości, żywoczerwona papryka przyprawowa.

Różowy. Oczywiste wybory typu burak, róża nie dadzą upragnionego efektu. Naturalny różowy barwnik roślinny zawdzięcza kolor antocyjanom a one nie mają szans w zetknięciu z wodorotlenkiem. Stają się szarobure a w najlepszym wypadku znikają. Są inne możliwości. Miki w odcieniach. Różowa ultramaryna. Odwar z korzenia rzewienia, rdestowca. Glinki różowe. Dobrej jakości kwiat hibiskusa i prawoślazu (malwy i rodzina ślazowatych) w jasnych tłuszczach i po dodaniu kwasu cytrynowego, da bladoróżowy kolor. Kwasy dobrze wywołują naturalne odcienie różu, być może warto połączyć kwas i sok z fioletowo-różowych owoców 😉

Fioletowy. Znów antocyjany, jeśli chodzi o naturalne barwniki. Ultramaryna fioletowa. Miki w odcieniach. Odwar z korzenia żywokostu w jasnych tłuszczach da odcień fioletowy. Można spróbować zabarwić masę gencjaną, która zawiera fiolet metylowy. Piękny odcień fioletu manganowego, niestety nie jest odporny na wodorotlenek. Alkanna, roślina barwierska, można spróbować, oczekując koloru fioletowoczerwonego. Fioletowy jest bardzo trudnym do uzyskania naturalnie kolorem w mydle.

Niebieski. Miki. Ultramaryna niebieska. Barwniki matowe zawierają różne związki – glinian kobaltowy, cynian kobaltowy, węglan miedziowy i ich mieszanki. Indygo, jednak nie czyste sproszkowane liście używane do farbowania włosów czy malunków na ciele, a wyodrębniony czysty barwnik daje piękne odcienie niebieskiego dżinsu. Współcześnie jednak jest często produkowany syntetycznie.

Zielony. Glinka zielona. Miki w odcieniach. Matowe barwniki, zieleń szmaragdowa – wodorotlenek chromu, zieleń chromowa – tlenek chromu i inne związki chromu. Ziele piołunu, trwały prawdziwie zielony kolor. Owoc i nierafinowany olej avocado, konopny, laurowy. Spirulina, jęczmień, pokrzywa, szpinak płowieją z czasem, przebarwiając się na jasny brąz.

Brązowy. Miki. Pigmenty matowe – mieszaniny tlenków żelaza. Czekolada, kakao, karob, kawa. Przyprawy zmielone, goździki, cynamon. Glinka Ghassoul, borowina, dziegieć. Kora drzewa sandałowego – ceglasty brąz. Kora dębu, kasztanowca – ciepłe brązy. Odcień jasny, karmelowy da ciemne piwo. A beżowy skarmelizowane cukry. Każdy odcień brązu uzyskać bardzo łatwo, ku rozpaczy każdego mydlarza 😉

Czarny. Głównie używamy węgla do otrzymywania odcieni od jasno szarego betonowego do czarnego, jednak trzeba go użyć naprawdę dużo aby uzyskać głęboką czerń a wtedy mydło zostawia po sobie czarną umywalkę 😉 Łatwiej zabarwić czarnym tlenkiem żelaza zwanym czernią żelazową.

Nie ma złotej zasady jeśli chodzi o barwienie mydła, bo istnieje zbyt wiele zmiennych. Rodzaj tłuszczów, dodatki, metoda robienia mydła, przebieg saponifikacji. Jeśli chodzi o miki i pigmenty matowe to dodaje się ich przeważnie 1-5% MT i robimy to często na oko, po prostu dosypując barwnik do masy mydlanej, aż do osiągnięcia pożądanego koloru. Efekt kolorowania naturalnego zależy od jeszcze większej ilości czynników. Jakość surowca roślinnego, sposób jego przygotowania i dodania do mydła. Dlatego czytamy, słuchamy, pytamy, eksperymentujemy.

Idźcie i kolorujcie mydło a ja będę uzupełniać wpis, jeśli coś przyjdzie mi jeszcze do głowy 🙂

dav
Od lewej: pigment matowy błękit nieba, czyste marsylskie z 1% soli morskiej – białe po pół roku, pulpa marchewkowa, mleko i płatki owsiane, guarana i niebieska mika, kora drzewa sandałowego, glinka zielona i zapomniałam co ;), czerwony olej palmowy i kwas cytrynowy, różnokolorowe miki. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Mydło marsylskie inaczej.

Mydła ręcznie robione to bogactwo wszystkiego co dobre. Kostki przemysłowe nie mogą się z nimi równać pod względem właściwości, składu, włożonej myśli i serca. Jest jednak coś co trudno uzyskać domowym mydlarzom. Coś, czemu nie pomaga wysokie przetłuszczenie, pulpy owocowe i warzywne, żelowanie, dodatki sypkie i niecierpliwość 😉

To gładka, śliska, wręcz szklana czy alabastrowa powierzchnia mydła. Fabrykom nietrudno uzyskać taki efekt natychmiast po zrobieniu mydła, ponieważ robią je na niskim przetłuszczeniu (może nawet zerowym), odciągają powstałą naturalnie glicerynę, rozdrabniają, suszą mydło i dopiero dodają inne składniki. Potem prasują w zgrabne gładkie, twarde i błyszczące kostki. Nie tego chcemy ale mydło-alabaster jak najbardziej możemy stworzyć sami 🙂

Receptura była w mojej głowie od czasu zrobienia pierwszego gospodarczego octowego, Pokochałam tą gładkość i zapach. Zapach prawdziwego mydła z dawnych czasów, zapach dzieciństwa. A to w dużej mierze zasługa kwasu octowego, który nie tylko wygładzi i uczyni mydło delikatniejszym ale też utwardzi kostkę, zapobiegnie rozmiękczaniu na mydelniczce. W końcu zasiane ziarenko wykiełkowało w gotowe mydło. Mydło proste, bo ze składników, które są nietrudne do zdobycia.

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

720g oliwy z wytłoków (72%)

280 oleju kokosowego (28%)

330g octu 5% lub 165g wody+165g octu 10%

153g NaOH (co da przetłuszczenie około 3%)

opcjonalnie po 10g soli i cukru

Ług robimy standardowo. Do octu 5% wsypujemy wodorotlenek. Jeśli chcemy dodać soli (dla utwardzenia) i cukry (dla większej piany) rozpuszczamy je w wodzie przed dodaniem wodorotlenku. Olej kokosowy rozpuszczamy, dodajemy oliwę. Czekamy aż ług i tłuszcze osiągną zbliżoną temperaturę. Ponieważ mydła octowe szybciej gęstnieją, poczekajmy i łączmy naprawdę na zimno. 20-25 stopni Celsjusza i nie będzie przygód.  Teraz jest zimno na zewnątrz, można wystawić naczynia , w bezpieczne miejsce i poczekać.

Właściwie to tyle, łączymy, wylewamy do formy i koniec 🙂 Jednak jest jedna rzecz, o której trzeba pamiętać. Mydła na occie zamiast wody zachowują się identycznie jak mydła ze zredukowaną mocno wodą. Dlatego musimy doglądać, sprawdzać czy masa nie jest już czasem twarda. Jeśli przeciągniemy czas krojenia wyjdzie kruszonka do głębokiej ingerencji nożem, obierakiem do warzyw czy strugiem. U mnie trwało to tylko 2 godziny, kroiłam jeszcze ciepłe. Mimo tak krótkiego czasu w formie, w trakcie krojenia niektóre kostki pękały po bokach. Pilnujcie więc 🙂

dav
Marsylskie octowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło po pokrojeniu będzie jasne, bardzo jasne. Białe czy nawet śnieżnobiałe zrobi się po pół roku leżakowania. Oczywiście tyle czasu nie potrzebuje aby można było go używać, chodzi tylko o kolor. Dajcie mu choć 3 miesiące, ze względu na niewysokie przetłuszczenie. Wybór należy do Was 🙂

Jeszcze jedno – tym sposobem można przerobić każdą recepturę, trzeba tylko zachować zasady. W kalkulatorze ustawiamy przetłuszczenie na 0%. Ocet (kwas octowy) zwiększa przetłuszczenie, bo reaguje z wodorotlenkiem, dlatego musimy obliczyć odpowiedni dodatek wodorotlenku. Użyte tłuszcze nie mają znaczenia, wyjściową ilość NaOH obliczy kalkulator. Nas interesuje tylko waga kwasu octowego w wodzie na ług. Analogicznie do tej receptury, czyli na 330g octu 5% dodatkowo odważamy zawsze 5g NaOH, aby otrzymać ok. 3% niezmydlonych tłuszczów. Gdybyśmy nie użyli dodatkowego wodorotlenku, przetłuszczenie osiągnęło by prawie 7% a to mogłoby zagrozić gładkości kostki 😉 Jak obliczać wodorotlenek vs kwasy przeczytacie tutaj.

Jeśli coś jest niezrozumiałe, pytajcie 🙂

dav
Koronkowa robota. Fot Mila Wawrzenczyk

Do zrobienia koronki użyłam maty silikonowej i zabarwionej węglem odrobiny (naprawdę tyci) masy mydlanej. Matę należy wyłożyć na dno formy, wylać zabarwioną masę, wygładzić szpatułką na równo aby nie wystawała poza poziom wgłębień a nadmiar zebrać i usunąć. Potem zalać wszystko resztą masy mydlanej i gotowe 🙂

Mydło z jedwabiem Tussah

Jedwab Tussach to włókno pochodzenia zwierzęcego, pozyskiwane z kokonów dziko żyjących jedwabników. Jego dodatek do mydła sprawia, że na skórze pozostaje uczucie gładkości. Jest świetny w mydłach do włosów. Dzieje się to dzięki hydrolizie białka jedwabiu czyli rozkładowi na proste cząsteczki pod wpływem wodorotlenku i temperatury. Skóra kocha prostotę 😉 Możemy, więc dodać jedwabiu Tussah do każdego mydła robionego od podstaw. Jako barwnika użyłam różowej glinki australiskiej, która jest też odpowiednia dla skóry dojrzałej.

dav
Blond słowiański 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura jest identyczna jak przy mydle kocankowym, różnią się tylko dodatkami. Masa mydlana nadaje się do stworzenia wymyślnych wzorów. Wszak twórczość mydlarza jest nieograniczona.

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła

720g oliwy z wytłoczyn oliwek – pomace – macerat z kwiatu kocanek (72%)

220g oleju kokosowego rafinowanego (22%)

30g oleju z pestek winogron (3%)

30g oleju rycynowego (3%)

280g wody (28%)

137g NaOH – co da nam przetłuszczenie 5%

jedwab Tussah – około 1g

10g glinka różowa australijska

20g olejku eterycznego geranium

Roztapiamy olej kokosowy, dodajemy resztę olejów i zostawiamy w spokoju. Do odważonej wody na ług wrzucamy pocięty na krótkie fragmenty jedwab. Możemy chwilę poczekać i dopiero teraz wsypujemy wodorotlenek sodu. Nie chłodzimy, mieszamy, pozwalamy na dzianie się 😀 Żeby jedwab uległ hydrolizie musimy zachować wysoką, a więc naturalną temperaturę rozpuszczania wodorotlenku. Pocięty jedwab i wysoka temperatura zagwarantują całkowite rozpuszczenie się włókien jedwabiu.

Czekamy aż oleje i ług osiągną zbliżoną temperaturę. Jeśli chcemy tworzyć swirle, poczekajmy do tych co najmniej 25 stopni Celsjusza. Niska temperatura łączenia i skład olejowy stworzą długo lejącą się masę, mimo redukcji wody. Blendując, nie czekajcie na ślad mydlany. Kiedy tylko zaobserwujecie, że masa tworzy nierozdzielającą się emulsję, zaczynajcie tworzyć.

Do całości masy dodałam olejek eteryczny geranium i około pół łyżeczki glinki, aby część jasna nie była białożółta a lekko różowawa. Potem podzieliłam masę na dwie mniej więcej równe części w osobnych pojemnikach. Połowę jednego pojemnika wylałam na dno formy a do pozostałej części dodałam resztę glinki, dokładnie wymieszałam. Tak zabarwioną na różowo masę wylewałam cienkim strumieniem wzdłuż formy – właściwie jak popadnie 😉 Następnie jasna masa do końca i na wierzch fantazyjnie resztki z obu pojemników.

Mydło było okryte, przeżelowało w całości. Można kroić po 6-8 godzinach. Ponieważ jest zrobione na bazie marsylskiego, potrzebuje leżakować około 3 miesięcy.

Zapach geranium i ten przygaszony, brudny róż kojarzy mi się nieco staroświecko, tylko prawdziwych pereł brakuje 🙂

dav
Tylko słońca brak :/ Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło solankowe morskie.

Inspiracją do stworzenia tego mydła była receptura Amandy Gail na soleseife i pewna szalona mydlarka z wysp 😉 Właściwie na nazwie się skończyło, ponieważ nie pasowało mi wiele rzeczy. Duuuużo wody, tylko olej kokosowy i za mało soli. Ostatecznie powstało zupełnie inne mydło 😉

Mydło solne zrobić bardzo łatwo. Po prostu dosypujemy ulubioną sól do masy mydlanej z pierwszej lepszej receptury, mieszamy, wylewamy do form i gotowe. Mydło na solance jest nieco bardziej skomplikowane, bo nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych procesów fizykochemicznych. Chodzi o rozpuszczalność soli w wodzie.

Moje założenia były takie. Solanka ma mieć możliwie największe stężenie. Masa rozpuszczonej soli ma stanowić ok. 10% masy tłuszczów. Zawartość wody w gotowym mydle w granicach przyzwoitości, żeby nie schło lata świetlne. Olej kokosowy nie przekraczający 30% MT.

Receptura na około 800g gotowego mydła:

200g masła shea (40% MT)

150g oleju kokosowego (30%MT)

100g oleju ryżowego (20%MT)

50g oleju rycynowego (10%MT)

200g wrzącej wody na solankę (40%)

80g soli morskiej drobnoziarnistej (10% masy gotowego mydła)

60g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 17%)

Najpierw robimy solankę. Wlewamy do naczynia 200g wrzącej wody, wsypujemy 80g soli i mieszamy do rozpuszczenia. Mieszamy i mieszamy, jeśli zostanie jeszcze trochę nierozpuszczonej soli, nie przejmujcie się tym. To będą nasze nieistotne miejsca po przecinku 😉 Otrzymamy solankę o stężeniu 28% i jednocześnie roztwór nasycony czyli taki, w którym nie da rady rozpuścić ani grama soli więcej. Wstawiamy naczynie z solanką do zlewozmywaka. Od razu do gorącej solanki dosypujemy 60g NaOH i mieszamy do rozpuszczenia wodorotlenku. Rozpuści się całkowicie – bez obaw. Ta mikstura będzie miała konsystencję i kolor mleka 🙂

dav
Ług na solance. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Czekamy aż solankowy ług i tłuszcze osiągną podobną temperaturę. Tutaj ta sama zasada jak przy innych mydłach. Sól sama z siebie nie przyspiesza gęstnienia masy mydlanej. Za to doskonale utwardza mydło. Ja łączyłam w jakichś 25 stopniach. Wylewałam do osobnych foremek, bo przy takiej ilości tłuszczów stałych i soli może być ciężko z krojeniem mydła z bloku. Możecie użyć miki do zabarwienia mydła, posypać solą gruboziarnistą dla ozdoby i czego jeszcze dusza zapragnie 😉 Zabarwiłam miką perłową 005 a zapach to olejki eteryczne bergamota i may chang. Ponieważ mydło jest wylewane do małych foremek silikonowych, nie ma większego znaczenia kiedy je z nich wyjmiemy. Po prostu sprawdzajcie czy jest już twarde i da się wyjąć bez uszkodzeń. Ja wyjęłam po około 8 godzinach. Będzie gotowe do użytku za jakieś trzy miesiące, ze względu na wysoką zawartość wody.

hdr
Na szlaku. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mnie osobiście mydła solne wysuszają. Poza tym lubię tłuściochy ze względu na oszczędność czasu, nie muszę po nich balsamować ciała. Stąd tak wysokie przetłuszczenie, które niweluje wysuszanie. Lubię mydło z solą, bo zmniejsza potliwość, więc suma sumarum warto 🙂

mde
Morskie opowieści. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeżeli chcecie użyć innego rodzaju soli, może się okazać, że potrzebna jest inna jej ilość aby otrzymać roztwór nasycony. Po prostu spróbujcie do tych 200g wrzątku dosypywać soli stopniowo. Zaczynając od powiedzmy 60g – jeśli rozpuści się całkowicie – dodajecie kolejne 10g i kolejne. Dotąd aż roztwór solanki nie będzie chciał już rozpuścić więcej soli. Można też użyć gotowych solanek, popularnych w uzdrowiskach. Z tym, że zwracajcie uwagę na ich skład, stężenie. Być może potrzebne będzie podgrzanie przed dodaniem wodorotlenku.

Już po kilku dniach leżakowania uzyskamy przepiękny retro efekt spękania. Spokojnie to tylko powierzchowne 🙂

dav
Ala crackle 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Jak podmieniać tłuszcze w recepturze.

Raczej nikt nie ma w domu wszystkich tłuszczów występujących na świecie. Nie szkodzi, a właściwie to nawet dobrze, bo zmusza nas do myślenia, szukania i tworzenia 🙂

Poniżej spis maseł i olejów ze względu na działanie i własności nadawane gotowemu mydłu – twardość, mycie, pienistość, pielęgnacja i kremowość. Pamiętajcie, że każda podmianka wiąże się z ponownym przeliczeniem receptury ze względu na zmianę masy wodorotlenku. Wzięłam pod uwagę też trwałość danego tłuszczu.

Olej kokosowy. Król mydeł ze względu na wysoką zawartość kwasów tłuszczowych odpowiedzialnych za mycie i pienistość – mirystynowy i laurynowy. Tak się składa, że idą w parze z kwasami odpowiedzialnymi za twardość. Co zamiast oleju kokosowego? Masło aloesowe, olej babassu, olej cohune (często mylony z babassu – jednak pozyskiwany z innej odmiany palmy), olej monoi, masło murumuru, olej z nasion palmy, olej z nasion palmy sabałowej, masło z nasion palmy tucuma.

Oliwa z oliwek. Kolejna gwiazda mydlarzy. Wysoka pielęgnacja ze względu na kwas oleinowy. Za właściwości kondycjonujące odpowiada też kwas linolowy. Możemy więc zamienić oliwę każdym innym trwałym tłuszczem, który ma wysoką zawartość kwasów – oleinowego i linolowego ale w bezpiecznej równowadze. Oliwę w całości można zastąpić –  olejem buriti, olejem ryżowym, frakcjonowanym olejem shea. Natomiast w części, jeśli musimy już teraz zrobić mydło a nie mamy wystarczającej ilości oliwy – olejem awocado, olejem z nasion kamelii, olejem z orzechów laskowych, olejem rzepakowym, olejem z pestek dyni, olejem/masłem macadamia, olejem brzoskwiniowym, olejem arganowym, masłem ze słodkich migdałów.

Jest też grupa tłuszczów o wysokiej zawartości kwasu oleinowego, odpowiedzialnego za właściwości pielęgnacyjne. Jednak ze względu na wysokie rozmiękczanie mydła (czyli niski parametr twardości, jeszcze niższy niż oliwa) nie możemy ich uznać za zamiennik oliwy a tylko jako dodatek kondycjonujący. Olej marula, olej z orzechów laskowych, olej ze słodkich migdałów, olej moringa, olej z nasion śliwki, olej z pestek moreli, olej z orzechów arachidowych.

Olej palmowy z miąższu. Tani utwardzacz mydła, nadający też gładkości i kremowości, ze względu na dużą zawartość kwasu palmitynowego. Niezłym rozwiązaniem będzie smalec wieprzowy, olej z nasion kawy. Słabe zamienniki, z różnych względów. Dlatego ja proponuję użyć zamiast oleju palmowego, tłuszczów z wysoką zawartością kwasu stearynowego (albo i stearynowego i palmitynowego), który również utwardza mydło i tworzy kremową pianę. Wymienione tłuszcze mogą być stosowane zamiennie w różnych ilościach. Masło kokum, wosk sojowy, kwas stearynowy, masło mango, masło shea, masło kakaowe, masło cupuacu. 

Olej rycynowy. Jedyny w swoim rodzaju, bo tylko on zawiera kwas rycynolowy – odpowiedzialny za wspaniale pieniące się i kremowe mydło. Nie da się go zastąpić żadnym innym tłuszczem. Można go po prostu pominąć lub zastąpić kilkoma procentami oleju kokosowego i jego zamienników. Można też w wodzie na ług rozpuścić 1-5% MT (masy tłuszczów) zwykłego cukru, chyba, że robimy mydło na płynie zawierającym cukry. W takim przypadku i tak otrzymamy dobrze pieniącą się kostkę.

Grupa tłuszczów, o wysokiej zawartości kwasu linolenowego i linolowego, które są odpowiedzialne za wysoką pielęgnację skóry. Niestety są bardzo nietrwałe. Dlatego jeśli chcemy ich użyć musimy zakonserwować mydło i uważać aby nie przekraczać 15% MT. Olej z nasion granatu, olej rydzowy – z lnianki, olej lniany, olej z pachnotki, olej z nasion rokitnika, olej z róży, olej z nasion żurawiny, olej z nasion czarnej porzeczki, olej konopny, olej z wiesiołka, olej z krokosza, olej słonecznikowy, olej z pestek winogron, olej z ostropestu, olej z orzecha włoskiego, olej z nasion czarnuszki, olej z kiełków pszenicy, olej z bawełny, olej sojowy, olej kukurydziany, olej ogórecznikowy, olej sezamowy – te oleje możemy stosować zamiennie jako dodatek kondycjonujący.

I jeszcze zadziwiające oleje, które w mydle pełnią funkcję i utwardzającą i myjącą i pielęgnującą. Oczywiście w różnym stopniu, jednak można próbować zamieniać je w recepturach. Olej neem, olej laurowy, masło ghee, łój wołowy, kozi, owczy.

Tłuszcze zawierają jeszcze wiele innych kwasów tłuszczowych, mniej znanych ale równie ważnych, bo determinujących często własności, Tak naprawdę nie ma dwóch jednakowych maseł ani olejów. Dla wygody mydlarza możemy je po prostu pogrupować ale nigdy nie otrzymamy identycznego mydła stosując zamianę jeden do jednego 🙂

Wybaczcie, że to nie tylko zwykła lista zamienników ale żeby robić dobre mydła trzeba wiedzieć po co i dlaczego 🙂 Żeby się odnaleźć wystarczy wcisnąć na klawiaturze ctrl+f, a z telefonu znajdź na stronie i wpisać nazwę interesującego tłuszczu 😉

 

 

Mleczne shea czyli mydło – krem.

Jedna z moich ulubionych receptur. Dzięki wysokiej zawartości masła shea mydło jest twarde, o kremowej pianie. Nie rozmięka na mydelniczce. Zastąpienie wody mlekiem dodaje wartości pielęgnacyjnych.

Mydła na mleku wcale nie są takie straszne do wykonania jak się je maluje 😉

Najczęściej używanymi do mydła są mleko krowie i kozie. Mleko kozie jest częściej wybierane, bo zawiera więcej dobroczynnych substancji – trójglicerydy, krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Białka obecne w mleku (kazeina, laktoglobulina, albumina) działają wygładzająco i zatrzymują utratę wody przez skórę. Laktoza, witamina D, E, dodatkowe tłuszcze – to wszystko pielęgnuje skórę.

Świetnie, więc o co chodzi z tym mlekiem? Głównie o to aby nie przegrzać ługu, łączyć w w najniższej możliwej temperaturze i nie opatulać w formie. Najczęściej też nie dopuszcza się do żelowania. Wszystko nie tylko po to aby ładnie wyglądało a też dlatego żeby zachować cenne składniki. Białka są wrażliwe na temperaturę i wysokie pH. O ile na poziom pH nie mamy wpływu, to nad temperaturą możemy zapanować.

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

500g masła shea (50%)

250g oleju kokosowego (25%)

250g oliwy z wytłoczyn (25%)

300g mleko krowie/kozie (30%)

130g NaOH (co da około 9% niezmydlonych tłuszczów)

Mleko do zrobienia ługu musi być zamrożone. Najlepiej zrobić to w foremkach na kostki lodu. Dodatkowo możemy naczynie na ług wstawić do pojemnika z zimną wodą i wymieniać ją po nagrzaniu się. Zobaczycie, że będzie potrzeba robić to kilka razy. Zamrożone kostki mleka wrzucamy do naczynia na ług i zasypujemy wodorotlenkiem, który zacznie rozpuszczać zamrożone mleko. Mieszamy i pilnujemy aby cały wodorotlenek się dobrze rozpuścił. Ług powinien mieć jasnokremowy lub jasnożółty kolor. Można też naczynie z ługiem wstawić do zamrażalnika albo wynieść na dwór – odpowiednio zabezpieczając. Jeśli jest ciemniejszy to znaczy, że temperatura została przekroczona – cukry uległy karmelizacji a białka denaturacji (w jeszcze większym stopniu niż po spotkaniu z zasadowym ługiem). Mydło bez względu na to wyjdzie.

Rozpuszczone tłuszcze łączymy z ługiem w temperaturze maksymalnie pokojowej. Jeśli czujecie, że naczynia są ciepłe, poczekajcie. Wystawcie na dwór, niech osiągną możliwie niską jednakową temperaturę. Bardziej mieszamy niż blendujemy. Jednak robimy to w miarę szybko, energicznie i bardzo dokładnie, żeby uzyskać doskonałą emulsję. To ważne przy tej recepturze, bo używamy aż 75% tłuszczów stałych, które mogą zacząć zestalać się na nowo (uwaga na fałszywy ślad). Pisząc o szybkości nie chodzi mi o gęstnienie. Chodzi o to, że jeśli chcemy zatrzymać żelowanie, czas od wlania ługu do przelania masy mydlanej powinien być jak najkrótszy. Etap żelowania w mydłach na mleku zaczyna się bardzo szybko, czasem już w naczyniu do łączenia.

Często po pokrojeniu mydła mlecznego, widać wyraźne kółko w środku, mimo, że forma z mydłem została włożona do zamrażalnika. To efekt zatrzymanego żelowania, które zaczyna się od środka mydła a dochodzi do jego brzegów. Potem zaczyna stygnąć i jaśnieć w drugą stronę, czyli do środka. Zatem jeśli żelowanie już się rozpoczęło a formę umieścimy w chłodnym miejscu – ono po prostu się zatrzyma – pozostawiając ciemniejsze kółko. Można takie pokrojone kostki mydła z kółkiem włożyć do piekarnika na 30-60 minut, w temperaturze 50-70 stopni i obserwować wyrównanie koloru. Niewielkie kółko lub nieznacznie odbiegające kolorem od reszty mydła, po czasie samoistnie się wyrówna i będzie prawie niezauważalne.

dav
Kółka brak 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Ja z zasady mydłom pozwalam robić co chcą, bo uważam, że procesy chemiczne są mądrzejsze od ludzi 😛 Dlatego, każde moje mydło jest przeżelowane, również mleczne. Jak widzicie nie wpływa to na karmelkowy kolor wyjściowy. Jest jasne, tak jak powinno, bo łączyłam w 20 stopniach Celsjusza. Kroić można po 8-10 godzinach, Szybciej jeśli mydło nie żelowało. Dodałam jeszcze 20g olejku eterycznego z drzewa sandałowego. Mydło nadaje się do skóry suchej i szorstkiej a ze względu na wysokie przetłuszczenie również do twarzy.

dav
Dla ozdoby ziarenka maku. Fot. Mila Wawrzenczyk

Nie bójcie się mydeł na mleku i przetworach. Wystarczy panować nad temperaturą i wszystko się uda 🙂

Źródło:

Chemia żywności, Katedra Analizy Środowiska UG

 

 

Pierwsze kroki – BHP

Podczas robienia mydeł bezpieczeństwo jest bardzo ważne. Wodorotlenki są najsilniejszymi zasadami. Mogą powodować oparzenia chemiczne. Gorący tłuszcz wcale nie jest bezpieczniejszy. O potrzebnym sprzęcie poczytajcie tutaj –>  Natomiast niezbędne składniki opisałam tu –>

  1. Najważniejsza zasada – trzeba zachować spokój i wiedzieć co się robi. Jeśli denerwujesz się tak bardzo, że trudno Ci utrzymać naczynia czy mieszadło, proponuję poczekać z robieniem mydła. Może warto znaleźć kogoś doświadczonego aby pierwsze mydło ukręcić razem, pod jego okiem.
  2. Ubranie ochronne. Warto zadbać o takie, które nie będzie krępowało ruchów a jednocześnie na tyle dopasowane aby bez przerwy nie trzeba było go poprawiać. Niektórym potrzebne są tylko rękawiczki i okulary ochronne, innym dodatkowo fartuch i maska. Chodzi o to aby czuć się komfortowo i być bezpiecznym w razie gdy coś pójdzie nie tak.
  3. Wentylacja. Podczas otrzymywania roztworu ługu powstają opary – drażniące skórę, oczy, układ oddechowy. Dlatego należy zadbać o przewietrzenie otwierając okno, włączając wyciąg kuchenny a może macie możliwość i warunki do zrobienia mydła na powietrzu – poza domem. Moje marzenie 🙂
  4. Organizacja. Miejsce pracy powinno być pozbawione zbędnych rzeczy podczas robienia mydła. Durnostojki, kubek z kawą, zagrycha, garnek z zupą – nie ma dla nich miejsca na blacie roboczym czy płycie grzewczej. Zanim cokolwiek zaczniemy mieszać zgromadźmy wszystkie potrzebne rzeczy na blacie – żeby nie biegać po piętrach w poszukiwaniu jakiegoś składnika.
  5. Domownicy. Dobrze jest mieć spokój od przeszkadzaczy pod postacią dzieci i zwierząt. Konieczne jest natomiast żeby dzieci i zwierzęta nie przebywały w pomieszczeniu podczas robienia ługu ze względu na jego opary. Potem jest już bezpiecznie jeśli chodzi o powietrze ale nadal ryzykownie ze względu na ciekawość. Jaką to smakowitą masę mama wylewa do formy 😉 Jeśli robimy mydło kiedy domownicy są w domu, uprzedźmy ich o tym i poprośmy o spokój 🙂
  6. Dużo czasu. Zanim nabierzesz wprawy i będziesz w stanie oszacować potrzebny czas, rób mydła tylko wtedy gdy jesteś w stanie poświęcić im co najmniej trzy godziny. Przy mydle potasowym może to być nawet cały dzień. Pośpiech i chaos są równie niebezpieczne jak same żrące substancje. Kiedy robimy mydło nie zajmujemy się niczym innym i skupiamy swoją uwagę tylko na mydle
  7. Kolejność. Zawsze wsypujemy wodorotlenek do cieczy a ług do tłuszczów – nigdy nie robimy tego na odwrót.
  8. Przechowywanie. Wszystkie składniki potrzebne do robienia mydła powinny być przechowywane poza zasięgiem dzieci, zwierząt i reszty domowników 😉 Nawet jeśli jest to niewinny miętowy olejek eteryczny. Pojemniki muszą być szczelnie zamknięte, podpisane, łącznie z informacją ostrzegawczą – to robi za nas producent lub sprzedawca ale zdarza się, że przesypujemy czy przelewamy coś do innego pojemnika. Po prostu przenieśmy wtedy etykietę lub opiszmy odręcznie.
  9. Sprzęt do wszystkiego. Można używać blendera, łopatek, naczyń naprzemiennie do gotowania i do robienia mydła. Na początku zwykle tak jest, choć naczynie na ług polecam mieć osobne. Musimy być pewni, że są doskonale wymoczone w wodzie, wyczyszczone, wyskrobane z resztek mydła i przepłukane octem czy wodą z kwasem cytrynowym.
  10. Pierwsza pomoc. Trzeba mieć w pogotowiu coś co zneutralizuje silnie zasadowy wodorotlenek do substancji obojętnej i nieszkodliwej. Może to być roztwór kwasu cytrynowego. Najprościej mieć pod ręką butelkę z jakimkolwiek octem.

SZCZEGÓŁY SĄ WAŻNE

  • dostęp do bieżącej wody musimy mieć bezwarunkowo – woda to najlepszy rozpuszczalnik czyli „zmywacz” wodorotlenków
  • naczynie do robienia ługu wstawiamy do pustego zlewozmywaka – w przypadku pęknięcia silnie zasadowa zawartość po prostu przeczyści nam rury
  • ruchy z ługiem ograniczamy do minimum – od zlewu do naczynia z tłuszczami i z powrotem do zlewu gdzie natychmiast naczynie po ługu pozostawiamy pod cienkim strumieniem wody na minutkę
  • podczas odważania wodorotlenku pilnujemy jak Cerber aby żaden płatek, żaden granulek nie wymknął się na podłogę czy blat – jeśli tak się stanie łapiemy go w ręcznik papierowy i wyrzucamy razem z papierem do śmietnika
  • nigdy nie zostawiamy ługu, gorących tłuszczów, barwników i reszty składników poza kontrolą, nie opuszczamy miejsca pracy jeśli w domu są dzieci i zwierzęta
  • unikamy wdychania oparów ługu – nigdy nie nachylamy się nad naczyniem – mieszamy roztwór na tzw. wyciągniętych rękach
  • jeśli pochlapiemy odkrytą skórę wodorotlenkiem, ługiem czy świeżym mydłem – najpierw bezwzględnie płuczemy miejsce wodą przez kilka sekund i dopiero wtedy polewamy octem czy roztworem kwasu cytrynowego. Chodzi o to aby skóra była wstępnie oczyszczona z jak największej ilości tych substancji. Reakcja neutralizacji jest bardzo burzliwa i silnie egzotermiczna tzn. że jeśli dopuścimy do niej na skórze podniesiemy tylko temperaturę a to pogłębi oparzenie. Polecam zrobić eksperyment 😉 Do naczynia wstawionego do zlewozmywaka wsypać kilka granulek wodorotlenku i zalać łyżeczką octu – naprawdę nie chcemy mieć tego na skórze
  • wszystkie narzędzia i pojemniki już niepotrzebne od razu wkładamy do zlewozmywaka i zalewamy wodą
  • nie wkładamy naczyń z resztkami mydła do zmywarki – raz to zrobiłam i skończyło się potężnym wyciekiem piany 😛
  • nigdy nie wyciągamy uruchomionego blendera nad powierzchnie masy mydlanej
  • bezpiecznie jest wyrzucić śmieci od razu po skończonej produkcji, żeby ręczniki, patyczki itp. zabrudzone świeżym mydłem były poza zasięgiem ciekawskich
  • wychlapane na blat mydło zbieramy ręcznikiem papierowym a miejsce zalewamy/przecieramy octem
  • formę z mydłem odstawiamy w miejsce niedostępne dla domowników, ponieważ mydła potrafią wyglądać jak smakowite ciacha – dobrze też zostawić kartkę z informacją, że to mydło!
  • miejsce zbrodni sprzątamy od razu, jak najszybciej – choć zalane wodą naczynia, w których mieszaliśmy mydło można zostawić w zlewozmywaku np. na noc pod warunkiem, że dzieci i zwierzęta nie mają do niego dostępu
  • uwaga na rutynę – jest tak samo niebezpieczna jak chaos czy strach!

Być może dla osoby, która jeszcze nie robiła swojego mydła jest tego dużo i ilość informacji przytłacza. Jednak to stan trwający bardzo krótko, właściwie tylko do chwili ukręcenia pierwszego mydła 🙂