Solne mydło kasztanowe.

Solne mydła słabo się pienią, taki fakt i koniec. Solne mydła wysuszają, najczęściej tak. Po co je robimy w takim razie? Sól, prawdziwa nie warzona, bez dziwnych dodatków jest świetnym pomocnikiem w oczyszczaniu skóry bez użycia peelingu, szczególnie problematycznej. Działa tak zarówno w mydle solankowym, czyli na roztworze soli, jak i w mydle solnym z solą dosypaną do budyniu.

Dlatego żeby nie rezygnować z jej dobroczynnego działania, trzeba tak ułożyć recepturę aby zminimalizować wysuszanie i podbić pianę najbardziej jak tylko się da.

Ja wymyśliłam sobie o takie śmieszne mydło na dualu.

Receptura metodą na zimno CP, około półtora kilograma mydła:

210g olej babassu (35%)

120g olej z pestek winogron (20%)

90g olej lniany nierafinowany (15%)

90g olej kukurydziany (15%)

60g olej rycynowego (10%)

30g masło shea nierafinowane (5%)

180g odwar z owoców (10 sztuk) kasztanowca zamiast wody (30%)

61g NaOH + 24g KOH (przetłuszczenie SF ok. 13%)

700g sól kłodawska albo inna drobna jaką lubicie

20g eteryczne olejki palmaroza, paczuli, pomarańcza – w równych częściach

Najtrudniejszą częścią jest przygotowanie kasztanów. Najlepiej jeśli mamy świeżo zebrane. Są jeszcze niewysuszone, dlatego skórka właściwie sama odskakuje. Kroję je trzy części ale nie do końca, tylko nacinam a potem rozchylam i oddzielam łupinę od środka. Gorzej z kasztanami wysuszonymi, być może namoczenie ich na noc będzie pomocne.

dav
Obieranie kasztanów spala dużo kalorii! Fot. Mila Wawrzenczyk

Obrane kasztany zalewamy wodą, około 300g, blendujemy. Chodzi tylko o ich rozdrobnienie, można też zrobić to w kielichu z ostrzami ale zawsze zalane wodą, tak jest łatwiej. Gotujemy przez 10 minut. Uwaga na pianę, odwar może wykipieć, ponieważ owoc kasztanowca zawiera ogrom saponin i właśnie one będą nam podnosić pienistość mydła. Powstanie nam pieniąco-gluciaste coś i teraz możemy albo przecedzić odwar albo dodatkowo zblendować. Jeden i drugi sposób jest dobry. Ja robię sobie zawsze zapas tej brejki i mrożę ją w kostkach. Przecedzony odwar nadaje się także do mazideł.

Robimy ług. Oczywiście na zamrożonych kostkach odwaru z kasztanów (180g). Wodorotlenki będą działały powoli, zupełnie nie w ich stylu. Potrzeba ostrożnego mieszania i cierpliwości większej niż przy robieniu ługu na wodnistych odwarach. Jeśli jej nie macie to po jakimś czasie można dolać kieliszek wody w temperaturze pokojowej.

Jeśli chodzi o tłuszcze to właściwie tylko shea potrzebuje topienia. Można je lekko podgrzać ale tak naprawdę wystarczy, że będą w temperaturze pokojowej. Babassu podda się blenderowi i sam się roztopi w reszcie tłuszczów. Babassu i rycynowy podniosą pianę a winogronowy, lniany, kukurydziany i shea podwyższą pielęgnację. Nie zwracajcie uwagi na parametry, nic się tutaj nie zepsuje, choćby mydło leżało do końca świat. Przecież dodajemy ogrom soli, która jest potężnym konserwantem. Zastosowanie dwóch wodorotlenków doda kostce nieco mazistości, bo przy takiej ilości soli będzie twarda jak kamień.

No to co, łączymy. Ponieważ ług na mrożonym odwarze, tłuszcze też nie wymagające długiego topienia, chcąc nie chcąc mamy jedno i drugie w temperaturze pokojowej. Blendujemy do emulsji, płynnej. Tu nie bardzo ma co gęstnieć i przyśpieszać ale nie przesadzajcie, bo czeka nas jeszcze wmieszanie soli.

Mamy jednorodną emulsję, więc dolewamy olejki eteryczne (albo aromaty) i dosypujemy sól. Taka ilość to jest proporcja mniej więcej 1:1, soli do masy mydła. Dokładnie, najlepiej łyżką, mieszamy tak długo aż nie będzie żadnych grudek i suchych, solnych miejsc. Wylewamy do formy.

Możecie użyć małych foremek ale bez obaw to mydło da się kroić bez problemu i kruszenia, bo jest dosyć elastyczne. Zrobiłam mydło wieczorem, kroiłam rano.

Ostatnio wszędzie dolewam eteryczny olejek pomarańczowy. Jest rewelacyjny w połączeniu z ostrymi eo typu ylang, lemongrass, cedr, mięta, bo mimo, że nuty cytrusowe z niego ulatują to pozostawia słodki aromat przełamujący ostrości innych olejków eterycznych.

Dojrzewanie normalne, jakieś półtora miesiąca. Im dłużej poleży tym większą da pianę.

hdr
Kamienne mydło. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli chcecie przeliczyć recepturę na inne tłuszcze, to tutaj użyłam stosunku 80% NaOH i 20% KOH. Przy takim utwardzeniu solą, spokojnie może to być tak jak w mydłokremie pół na pół.

Do miłego 🙂

Co z tą PIANĄ?

Właściwie codziennie słyszę pytanie – jak zrobić mydło super hiper pieniące się? Krąży takie przeświadczenie, że jeśli mydło się nie pieni szaleńczo to również nie myje. To nieprawda! Mydło jest detergentem i zawsze myje, wszystko umyje.

Dla mnie osobiście ten aspekt mydła jest drugorzędny. Jedne mydła mają obfite bąble inne mega kremowość. Lubię je wszystkie, właśnie za to, że każde jest inne a nie na jedno kopyto. Jednak rozumiem, że dla większości temat ma duże znaczenie, szczególnie wtedy gdy macie problem z twardą wodą. Dlatego podpowiem jakie dodatki podniosą parametr piany w mydle.

Istnieją dwa parametry dotyczące piany w mydle. Bubbly czyli bąbelki, bańki mydlane i creamy czyli krem czy śmietana. Niestety czynniki zwiększające kremowość działają antagonistycznie na bąble tzn. sprawiają, że bańki są mniejsze.

Co ma wpływ na mega bąble:

dav
Fot. Mila Wawrzenczyk
  • oleje zawierające kwas laurynowy i mirystynowy – kokosowy, babassu, z nasion palmy, murumuru, laurowy, łój wołowy
  • węglowodany, sacharydy czyli różne cukry – zawiera każda roślina, więc chcąc nie chcąc dodając pulpę z dyni albo jakieś zioło dodajemy też cukry. Dwucukry (popularna sacharoza) czy polisacharydy w wyniku hydrolizy zasadowej zmieniają się w monosacharydy a to właśnie te cukry proste m.in. dzięki lepkości tworzą bąbelki. Ponadto miód, wymyślne syropy, mleko i spółka, też zboża zawierają dużo węglowodanów.
  • zioła saponinowe – powinno się dodawać do mydła w postaci odwarów, destylatów – kłącze tataraku, korzeń mydlnicy, owoc kasztanowca, ziele bluszczu, korzeń lukrecji
  • olej rycynowy
  • żywice
  • im niższe przetłuszczenie tym więcej dużych bąbli
  • mydła na dualu – mieszane wodorotlenki i mydło potasowe – pienią się zawsze lepiej, bo taką własność nadaje wodorotlenek potasu

Co ma wpływ na kremowość:

dav
Fot. Mila Wawrzenczyk
  • tłuszcze z zawartością kwasu stearynowego i palmitynowego – ponieważ te dwa kwasy tłuszczowe zawiera prawie każdy tłuszcz, sprawdźcie w tabeli te wartości i wybierzcie, który Wam pasuje najbardziej
  • olej rycynowy – bardziej wpływa na kremowość piany niż na bąble
  • alkohol cetylowy
  • woski roślinne i pszczeli
  • kremowości nada też połączenie dwóch wodorotlenków

Jeszcze jedno, są dodatki, które w zbyt dużej ilości powodują zmniejszenie piany głównie bąbelkowej i w mniejszym stopniu kremowej. Co nie znaczy, że mamy ich nie używać – trzeba tylko mieć umiar:

  • sól, szczególnie epsom, z morza martwego
  • gliceryna
  • glinki, błota
  • bardzo wysokie przetłuszczenie

Jeśli więc tworzycie mydło 100% oliwkowe, które pieni się bardzo słabo, wzbogaćcie je ziołem saponinowym i miodem. Potrzebujecie dużo kremowej mazistości ukręćcie mydło na dualu z dużą ilością masła shea.

I ostatnie kwestia – leżakowanie podczas, którego mydło dojrzewa, to ma również znaczący wpływ na pienistość mydła. Im starsze tym zawsze będzie lepiej się pienić 🙂

 

MydłoKrem

Zabierałam się do tego mydła jak pies do jeża. Analizując przepisy na soap cream aż mnie skręcało na widok ilości dodawanej gliceryny, dwudobowego rozpuszczania bazy i urąbania całego robota kuchennego przy ubijaniu nasadką do piany, przez pół dnia. Tak, dokładnie tak to wygląda, przynajmniej w recepturach które znalazłam.

Demon lenistwa podpowiada najlepsze rozwiązania, słuchajcie go! Da się to zrobić o wiele mniejszym nakładem pracy i finansów.

Film będzie, jak tylko wrócę z III Festiwalu Mydła i Dzikiej Kosmetyki i III edycji Targów Beauty Days. Póki co, musicie zadowolić się opisem 🙂

Będzie długo, bo choć tu nie ma niczego skomplikowanego, to jednak trzeba zachować kilka zasad.

Receptura na ok. 700g bazy mydła potasowo-sodowego:

225g oliwy ekstra virgin (45%)

125g masła shea nierafinowanego (25%)

125g oleju kokosowego (25%)

25g oleju rycynowego (5%)

150g wody destylowanej (30%)

56g KOH

36g NaOH

Następnie potrzebujemy jeszcze:

600g wody

200g gliceryny roślinnej

200g kwasu stearynowego lub mieszanki shea/kakaowego/mango/kwasu stearynowego w ilości 300g

dodatki jakie sobie wymyślimy

Robimy podstawowe mydło na bazę, metodą HP. Do roztopionych tłuszczów wlewamy ług potasowo-sodowy i grzejemy na wolnym ogniu lub low w wolnowarze. Taki ług robimy jak każdy inny, oba wodorotlenki naraz do wody i rozpuszczamy. Wodorotlenki są dodane są w proporcji pół na pół, czyli 50% sodowego i 50% potasowego. Potasowy dla piany i mazistości kremowej a sodowy dla trzymania fasonu.

Możecie blendować (będzie szybciej) lub tylko mieszać albo zostawić w diabły i napić się wina. Byleby nie spalić – stąd niska temperatura. W takim przypadku wolnowar sprawdza się super.

Powinno wyjść mniej więcej coś takiego 🙂 Kolor zależy od użytej oliwy. Tym się nie przejmujcie, z tego będzie jasne mydłokrem.

hdr
Gotowa dwudniowa baza na MydłoKrem Fot. Mila Wawrzenczyk

I teraz zaczyna się zabawa.

Bazy powinno wyjść około 700g, zalewamy ją 600-700g wody i czekamy aż napęcznieje. Trwa  to kilka godzin. Tak, napęcznieje, nie musi się rozpuścić, mogą pozostać kawałki i to nawet duże. Ważne żeby mydło było rozmiękczone, napęczniałe wodą, elastyczne i miękkie. Nie mieszajcie, zostawcie w spokoju. 600g wody da mydło bardziej zwarte, natomiast 700g takie, które będzie trzymać się w słoiku ale i nadawać do pojemnika z pompką. Bazę można zalać wodą od razu po zżelowaniu, nie czekając na drugi dzień.

Oczywiście zamiast wody możecie użyć czego dusza zapragnie – mleko, jogurt, napar, odwar, hydrolat – jednak pamiętajcie co wprowadzacie do mikstury. Być może będzie potrzebna konserwacja naturalna, a może wolicie dodać konserwantu ze sklepu z półproduktami. Ja uważam, że dodatki naturalne i gliceryna całkowicie załatwiają temat mikroorganizmów w tego typu mydłach. Ilość płynu można regulować, jeśli wolicie bardziej lejące mydło do używania w butelce z pompką śmiało można użyć więcej wody. Więcej wody można dodać na każdym etapie robienia mydła.

Kiedy baza mydlana napęcznieje dodajemy do niej kwas stearynowy i masła. Ja użyłam 100g kwasu stearynowego i 200g mango. Topimy wszystko razem, to jeszcze dodatkowo zmiękczy bazę.

dav
Roztapiamy dodatkowe tłuszcze w bazie mydlanej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli tylko kwas stearynowy to 200g. Jeśli tylko masło kakaowe 250g. Mieszanka różnych tłuszczów powinna stanowić około 300g, przykładowo:

100g kwasu stearynowego + 150g masła shea + 50g masła kakaowego

100g kwasu stearynowego + 100g masła shea + 100g masła mango

150g masła kakaowego + 150g masła shea

300-350g shea.

Możecie mieszać jak chcecie byleby poruszać się w wyżej wymienionych tłuszczach. Mydło będziemy ubijać a to właśnie obecny w tych tłuszczach kwas stearynowy sprawia, że konsystencja mydłokremu będzie stabilna. A w gratisie dostaniemy warstwę okluzyjną, która zapobiega wysuszaniu skóry. Pamiętacie, które tłuszcze zawierają kwas stearynowy?

Kiedy tylko masła i/lub kwas stearynowy się roztopią zaczynamy blendować. Och tutaj wielbiciele blendowania mogą się wykazać nadmiernością 😉 Najpierw musimy doprowadzić miksturę do gładkości i jednorodnej struktury. Wszystkie nierozpuszczone kawałki bazy mydlanej załatwi blender. Na początku na wolnych obrotach. Bądźcie cierpliwi, to nie trwa długo ale trzeba patrzeć co się dzieje pod końcówką blendera. Jeżeli zostawicie kawałki bazy mydlanej, to będą one widoczne w słoiku i wyczuwalne podczas użytku. Nie szkodzi to niczemu ale esteci będą zawiedzeni.

Kiedy już osiągniemy emulsję, dodajemy 150-250g gliceryny roślinnej. A po co, przecież mydło zawiera glicerol, bo to produkt uboczny zmydlania? Ano po to żeby mydłokrem zachowało początkową konsystencję. Gliceryna zapobiega wysuszeniu masy mydlanej i dodajemy ją po to aby po miesiącu sięgnąć do słoika i wyjąć mydłokrem a nie wyskrobać zastygłe, wysuszone i ubite mydło. Ja dodałam 200g i to mnie zadowoliło pod względem konsystencji. Do gliceryny jako dodatku podchodzę z rezerwą, bo nigdy mi się nie sprawdziła. Ani w płynie do naczyń ani w mydle żelowym. A tu jest niezbędna, dlatego zanim zaczęłam psioczyć, wypróbowałam to mydło pod prysznicem. No i się zakochałam. Żadnego napięcia skóry, żadnego skrzypienia, tępości. Myjąco – pielęgnujący ideał kremowości. Zamiast gliceryny można śmiało użyć glicerytu ziołowego lub nawet mieszaniny wyciągów na glicerynie i płynie Ringera.

CollageMaker_20180909_185005574
Etapy blendowania masy mydlanej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Od góry – prawie już, ale grudki widocznie. Po środku – mega gładka masa – teraz dodajemy glicerynę. Na dole – masa po dodaniu gliceryny, wyraźnie zaczyna gęstnieć.

Blendujcie dotąd aż osiągniecie pożądaną konsystencję. Krócej jeśli potrzebujecie bardziej lejącego żelu a dłużej jeżeli wolicie przełożyć mydło w słoik. Zaufajcie intuicji i obserwujcie co się dzieje pod blenderem.

A dalej to już tylko fantazja. Glinki, aromaty, olejki eteryczne, pumeks, pestki, barwniki, pielęgnujące oleje, pantenol, witaminy, jedwab.

Jeśli dodajecie proszki – lepiej w początkowej grudkowej fazie. Peelingi, olejki, wszelkie dodatki płynne można wymieszać łyżką, nie trzeba blendować.

Trochę straszna taka ilość dodatkowych tłuszczów. I ja miałam obawy, zupełnie niepotrzebnie. To nadal mydło i nawet z tak dużym przetłuszczeniem myje 🙂

A moje takie. Olej marchwiowy i eteryczny olejek mirt cytrynowy. Tak, ładniejszy i głębszy niż olejek cytrynowy.

dav
MydłoKrem Cytryna. Fot. Mila Wawrzenczyk

Koniecznie podzielcie się wynikami, bo u mnie to mydło wejdzie w powtarzany kanon 🙂

Dziecięce. Mydło pielęgnujące i delikatnie myjące.

Bywa tak, że potrzebujemy mydła dla skóry cienkiej, wrażliwej, delikatnej. Taka skóra nie potrzebuje nadmiernego oczyszczania. Dla niej najważniejsza jest pielęgnacja, a w przypadku dzieci też pianka. I ta pianka jest najtrudniejsza w tym wypadku do osiągnięcia, bo jeśli ma być to najdelikatniejsze mydło świata nie możemy użyć oleju kokosowego ani żadnego, który zawiera kwasy tłuszczowe odpowiedzialne za czyszczenie babassu, laurowy, z nasion palmy (kw. mirystynowy, laurynowy). Jednak jeżeli problem wrażliwości jest mocno nasilony to raczej można darować mydłu tę drobną niedoskonałość.

Długo zastanawiałam się nad wyborem zioła, który podniesie właściwości pielęgnacyjne. Aż nadszedł czas kwitnienia lipy. Najpierw szerokolistnej a po około dwóch tygodniach drobnolistnej. Innej możliwości nie było – będzie lipne mydło!

Dlaczego kwiat lipy (Flos Tiliae)? Zawiera polisacharydy, w tym wypadku śluzy, które w reakcji z zasadą rozłożą się do prostszych cukrów i zadziałają osłaniająco i uwadniająco. Do tego kwasy organiczne, olejek eteryczny i garbniki mają właściwości antyseptyczne. Żadne znane mi źródła nie podają przypadków reakcji uczuleniowej na lipę. Pozostałe składniki. Masło shea ma dużą część niezmydlalną, która zawiera woski, żywice, tokoferole, a one i kwas stearynowy zostawią na skórze warstwę niezmywalną chroniącą przed czynnikami zewnętrznymi. Olej ryżowy daje mydłu większą twardość, jego kwasy tłuszczowe pozwalają uzyskać bardziej wyrównaną pielęgnację (oleinowy i linolowy). Olej rycynowy doda piany a ze słodkich migdałów podniesie pielęgnację. Zarówno zastosowane zioło jak i odpowiedni dobór tłuszczów podniesie pielęgnację wyżej niż wskazuje to kalkulator. Sól utwardzi, cukier stworzy większe bański mydlane. Czymś myć się musimy, więc dlaczego nie zrobić sensownego mydła?!

dav
Napar z lipy. Fot. Mila Wawrzenczyk

Żeby wzmocnić działanie mydła robimy napar z kwiatów lipy, który następnie zamrażamy oraz macerat na oleju ryżowym. Tak, podwójnie, dlatego, że mydło ma dużo krótszy kontakt ze skórą niż mazidła. Poza tym są związki, oddadzą się wodzie np. polisacharydy a są i takie, które rozpuszczą się w tłuszczu. I jeszcze zapach, tutaj nieco przytłumiony przez masło shea ale wciąż wyczuwalny słodko-miodowy zapach kwiatów lipy.

Jeszcze jedno, ja myłam dzieci (jeszcze wanienkowe) w mydle od trzeciego miesiąca życia, jednak nie w sposób standardowy, czyli pocierając skórę kostką. W wanience myłam swoje ręce mydłem przeznaczonym dla dzieci i potem w tak powstałych mydlinach dziecko.

Receptura na około półtora kilograma mydła, wykonanie metodą na zimno:

600g olej ryżowy (60%)

300g masło shea nierafinowane (30%)

50g oleju rycynowego (5%)

50g oleju ze słodkich migdałów (5%)

280g zamrożonego naparu z kwiatów lipy (28%)

120g  NaOH (co da przetłuszczenie w okolicach 8%)

opcjonalnie 20g soli i 20g cukru

Robimy ług. Ponieważ napar jest zamrożony w kosteczki (odważamy już zamrożony), obędzie się bez szkodliwych oparów i szybciej ostygnie. Jeśli chcemy użyć soli i cukru musimy je rozpuścić w ciepłym jeszcze naparze tuż po odcedzeniu i dopiero wtedy zamrozić. Oczywiście wtedy zmieni się waga po zamrożeniu, bo dojdzie 40g cukru i soli. ale tym się nie przejmujcie, woda jest tutaj tylko rozpuszczalnikiem. Jeśli odważycie zamrożonych kostek naparowych około 300g, będzie dobrze.

Roztapiamy masło shea i do niego dolewamy pozostałe tłuszcze w temperaturze pokojowej, olej rycynowy, olej ze słodkich migdałów i olej ryżowy.

Kiedy ług i tłuszcze wyrównają temperaturę, łączymy. Sprawdzam temperaturę dotykając jednocześnie pojemników na dole, gdy nie odczuwam, że są cieplejsze niż moje dłonie, łączę.

Najpierw mieszamy końcówką blendera, potem bzykamy kilka razy i tak naprzemiennie. Tutaj możemy sobie pozwolić na średni ślad, bo nie kombinujemy z wzorkami. Choć nie jest to potrzebne, wystarczy mieszać do momentu jednorodnej emulsji bez smug. Wiem, że lubicie pobzykać blenderem, więc przy tym mydle pozwalam 😀

Wylewamy do formy. Możemy zaizolować kocem, żeby na pewno przeżelowało. Jeśli nie będzie żelować, dojrzewanie potrwa dwa razy dłużej. Oczywiście w przypadku mydeł dziecięcych chcemy używać wymyślnych pojedynczych foremek w kształcie zwierząt i samochodów. Wtedy należy taką foremkę włożyć do piekarnika w temperaturze 70-90 stopni. Wyłączyć po godzinie lub gdy zacznie żelować. Zostawić do ostygnięcia.

Kroiłam po około 10 godzinach. Nie należało to do przyjemności, bo nieco maziało się na nożu. Być może strunowa krajalnica lub/i późniejsze krojenie zapobiegnie temu. Odkładamy kostki, które na początku są miękkie i elastyczne. Po tygodniu twardnieją.

Mydło można używać po około 6 tygodniach. Tylko pamiętajcie, że im dłużej wytrzymacie tym kostka będzie się lepiej pienić i mniej maziać. Optimum to trzy miesiące.

dav
Dziecięca delikatność. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Źródło:

Chemia żywności. Praca zbiorowa. pod red. E Sikorski i H. Staroszczyk

Kwiat lipy – Flos (Inflorescentia) Tiliae w fitoterapii. H. Różański

Jogurtowy swirl. Dla mydlarza nie ma niemożliwego i ślad mydlany.

Wszystko się da, naprawdę – kwestia receptury i wykonania. Czy są receptury odpowiednie do swirli a inne zagęszczają w w sekundzie i cały misterny plan idzie w diabły? To zależy! Tak, uwielbiam to stwierdzenie, bo ono oddaje kwintesencję mydlarstwa. Nawet mydło marsylskie, czyli 72% oliwy i 28% kokosa, jest w stanie zagęścić masę na tyle aby nie dało się stworzyć żadnego wzoru. Jak to? Ano tak to, jeśli przeblendujemy masę mydlaną do grubego śladu, bo krąży mit, że owa masa musi uzyskać widoczny ślad. Bullshit!

Masa mydlana ma być jednorodną emulsją, bez widocznie oddzielających się faz tłuszczu i ługu. Tylko tyle. A czy ona będzie gęsta czy rzadka to nie ma najmniejszego znaczenia dla samego procesu. Dlatego nie nadużywajcie blendera 🙂

I w drugą stronę czy na mydle z dużą ilością tłuszczów twardych można zrobić swirl? Można, znów pilnując śladu mydlanego i temperatury a najbardziej nie doprowadzając do grubego śladu.

Każdą recepturę da się wykorzystać do swirli, bo one są różne – jedne potrzebują masy prawie jak woda inne nieco bardziej gęstej. Duża zawartość wosków czy żywic (powyżej 20%)? Żaden problem mydło na gorąco HP też daje możliwości wzorkowania.

Do rzeczy, wyłączając typowo betonujące zapachy kosmetyczne (loteria) i olejki eteryczne (głównie kwiatowe), zawsze możemy zrobić swirl. Trzeba tylko dobrego przemyślenia receptury. Jeśli chcemy dodać typowo zagęszczające dodatki, użyjmy rozrzedzających olejów i nie blendujmy do grubego śladu. Ilość wody nie będzie miała znaczenia. Jeśli przeblendujemy masę i tak zrobi się zbyt gęsta, nawet na 40% wody. Naprawdę zwykle wystarczy kilka bzyknięć a potem tylko mieszanie.

Receptura:

250g oleju kokosowego (25%)

250g masła shea nierafinowanego (25%)

250g oliwy z oliwek (25%)

250g oleju z pestek winogron (25%)

300g zamrożonego jogurtu naturalnego (30%)

134g wodorotlenku sodu (co da przetłuszczenie ok. 7%)

opcjonalnie po 5g glinki białej, zielonej i czerwonej

Robimy ług. Zamiast wody użyjemy 300g zamrożonego wcześniej w foremkach do lodu jogurtu naturalnego. Wybierajcie taki bez dodatków typu zagęszczacze. Zasypujemy jogurtowe kostki NaOH i zostawiamy. Jogurt i wodorotlenek same dojdą do porozumienia. Mieszamy dopiero gdy mniej więcej połowa się rozpuści, czyli zobaczymy pływające „kry jogurtowe”. Próby wcześniejszego mieszania mogą skończyć się wyskoczeniem na zewnątrz oblepionej wodorotlenkiem kostki. Bądźcie ostrożni.

CollageMaker_20180803_155113568
Robimy ług na jogurcie. Fot. Mila Wawrzenczyk

Roztapiamy masło shea i dolewamy resztę tłuszczów. Lipiec 2018 – olej kokosowy trzymany w szafce jest w fazie płynnej. Jeśli macie go w stanie stałym możecie roztopić razem z shea. Dolewamy resztę olejów i łączymy w temperaturze pokojowej. Hmmm lipiec 2018 – temperatura pokojowa ponad 30stopni Celsjusza. Trochę wysoko jak na taiwan swirl. Nic to, wystarczy nie blendować do grubego śladu.

Do zabarwienia poszczególnych mas, podzielonych na trzy równe części użyłam glinki czerwonej, zielonej i białej. Każda po 5g i każda rozprowadzona w 15g wody. Dlatego, że glinki zabierają wodę z masy mydlanej a to też wpływa na szybsze zagęszczenie masy. Poza tym rozprowadzone wodą glinki, miki i inne barwniki łatwiej rozmieszać w masie mydlanej, niż dosypane na sucho. Barwienie zróbcie czym uważacie i lubicie.

Dowodem długo lejącej masy mydlanej poczynionej na ługu jogurtowym, sporej ilości shea i glinkach jest ten oto film —->

Mydło powinno żelować, jeśli nie chce trzeba je zmusić. To dla bezpieczeństwa przed zjełczeniem, bo zawiera aż 25% nietrwałego oleju z pestek winogron. Nie jest to koszmarna ilość ale wiem, że jełczejące mydło spędza sen z powiek mydlarza. Robiłam już mydło z 50% zawartością oleju z pestek winogron, ma się dobrze do dziś dzięki żelowaniu i naturalnej konserwacji. Zabezpieczeniem dodatkowym jest kwas mlekowy obecny w jogurcie, który w reakcji z jonami sodowymi z NaOH przekształca się w mleczan sodu. Ha, przecież mleczan sodu można kupić jako półprodukt do wyrobu mydła. Tylko po co, jeśli po dodaniu mlecznego produktu fermentacji (jogurt, kefir, serwatka) do mydła, otrzymujemy go bez wysiłku. Gotowy mleczan sodu nie podnosi przetłuszczenia, bo jest już solą, a kwas mlekowy jako roztwór czy ten obecny w jogurcie podniesie przetłuszczenie – trzeba o tym pamiętać.

CollageMaker_20180803_155218999
Różnica między mydłem wylanym do formy a żelującym w całości. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kroiłam po 6 godzinach ale najlepsze będzie po 8. Żelujące mydła można przetrzymać, bo mają dużo bardziej elastyczną strukturę niż te zimne – bez fazy żelowej.

dav
Krojone właściwie jeszcze w fazie żelowej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Wybaczcie bełkot – jestem jak ten olej kokosowy – w stanie płynnym 😉

 

 

Letnie szaleństwo – łączymy mydło zimnoprocesowe z bazą glicerynową.

Pamiętacie recepturę na pierwsze mydło? Pokażę co można wyczarować z tej prostoty przy pomocy dodatków.

To mydło „robi” dodatek gotowej bazy glicerynowej, bo skład jest najprostszy pod słońcem. Ja osobiście nie lubuję się w tzw. glicerynkach, mydełkach melt&pour. Jednak łącząc bazę glicerynową z mydłem sodowym można uzyskać bardzo ciekawy efekt. Użyłam bazy glicerynowej naturalnej, bo nie zawierała sls i reszty niekorzystnych dla skóry składników. Nie, nie będziemy zatapiać glicerynki w budyniu. Połączymy obie masy kiedy będą płynne. To da zupełnie inny efekt niż zatapianie, widoczny na granicy dwóch mas. Mnie to przypomina jaskinię podwodną.

Receptura na około kilogram gotowego mydła:

560g oleju ryżowego (70%)

240g oleju kokosowego rafinowanego (30%)

240g wody destylowanej (30%)

110g NaOH (co da przetłuszczenie 7%)

150g bazy glicerynowej naturalnej

tlenek cynku

mielony bursztyn

niebieska mika

ok. 15ml aromatu kosmetycznego morskiego

niebieski barwnik wodny do bazy glicerynowej

Robimy ług, odstawiając do ostygnięcia. Odważamy bazę glicerynową i topimy, najlepiej w mikrofalówce, ja nie posiadam, więc zrobiłam to w kąpieli wodnej. Trochę to trwa, trudno. Zabarwiamy bazę na niebiesko i dodajemy kilka kropel aromatu morskiego. Pamiętajcie by utrzymywać bazę glicerynową cały czas płynną 😉

Tłuszczów nie roztapiamy, nie podgrzewamy. Do oleju kokosowego i ryżowego dodajemy tlenku cynku i blendujemy, aż wszystkie grudki znikną. Tlenku użyłam około pół płaskiej łyżeczki do herbaty. Jeśli chodzi o olej kokosowy i palmowy to można postępować w ten sposób zawsze – wystarczy zblendować, bez podgrzewania.

Przygotowujemy dodatki. Łyżeczka mielonego bursztynu, mika, aromat kosmetyczny. To wszystko należy mieć otwarte i gotowe do użycia przed łączeniem tłuszczów z ługiem.

Aromat kosmetyczny dobrze jest rozrobić łyżką tłuszczu ukradzioną z przepisu. Dla bezpieczeństwa, żeby od razu nie zrobił się beton, bo z aromatami nigdy nie wiadomo jak się zachowają w masie mydlanej. Niektóre rozrzedzają ale większość przyspiesza a są takie, które betonują natychmiast. Takie rozprowadzenie w tłuszczu spowolni lub zapobiegnie zagęszczeniu.

Kiedy wszystko mamy gotowe, ług osiągnął temperaturę podobną do pokojowej, wlewamy go do tłuszczów wybielonych tlenkiem cynku. Na początku mieszamy, potem kilka razy włączamy blender naprzemiennie mieszając i blendując.

Nie przesadzajcie z blendowaniem, bo mydło zawiera 70% oleju ryżowego, który nieco przyspiesza gęstnienie masy mydlanej. W tym wypadku nie musi być nawet jednorodnej emulsji, bo potem i tak dzielimy masę i będziemy mieszać z dodatkami. Tak naprawdę polecam użyć tylko trzepaczki do robienia tego mydła.

Dodajemy aromatu kosmetycznego i dzielimy masę mydlaną na trzy części. 1/5 masy zostawiamy białą. Mniej więcej do 1/5 dodajemy łyżeczkę bursztynu mielonego. Dokładnie rozprowadzamy trzepaczką w masie i wylewamy na dno formy. Ja dodatkowo przyciemniłam tą część szczyptą guarany sproszkowanej – można też użyć glinki ghassoul.

Do 3/5 wsypujemy mikę niebieską. U mnie było to około pół płaskiej małej łyżeczki. Rozprowadzamy dokładnie mikę. Do tak powstałej masy wlewamy w trzech miejscach białą masę i kręcimy trzy kółka patyczkiem od szaszłyków. Już kiedyś pisałam o tej metodzie. To bardzo prosty ale efektowny swirl. Połowę z części niebiesko białej wylewamy do formy.

I teraz uwaga. Najszybciej jak się da wylewamy równą warstwą roztopioną bazę glicerynową. Po zetknięciu z chłodniejszym budyniem mydła sodowego gotowa baza zastyga w sekundzie. Dlatego szybko przykrywamy ją pozostałą niebiesko-białą częścią. Na górę mydła wyskrobałam resztki białej masy. Trzeba działać szybko ale spokojnie.

dav
Morskie szaleństwo. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło żelowało, nie jakoś szybko i burzliwie. Normalnie. Jak widzicie nie zaszkodziło to części glicerynowej. Myślę, że wręcz przeciwnie, żelowanie pomogło zespolić warstwy.

Po wylaniu do formy stukamy aby pozbyć się bąbelków powietrza ale nic już więcej nie ruszamy, bo pomieszamy obie masy i nie uzyskamy efektu poniżej.

hdr
Głębia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kroiłam po około 8 godzinach. Poszło bezproblemowo. Dobre własności osiągnie po minimum trzech miesiącach. Jeśli chcecie wypróbować to połączenie dwóch światów ale nie czekać na użycie tak długo, wykorzystajcie swój ulubiony przepis 🙂

I jeszcze jedna uwaga. Bazy glicerynowe mają to do siebie, że po czasie lubią się pocić czy pokrywać rosą, szczególnie gdy jest upalnie. Z moim mydłem też tak się stało, przetarłam ręcznikiem papierowym i rosa już nie wróciła. Można temu zapobiec kupując bazę glicerynową bez efektu rosy.

Powodzenia 🙂

 

Jak zrobić mydło, Pierwsze mydło!

Nie ma się co rozpisywać obejrzyjcie film. Bardzo obrazowy film, tylko dla osób robiących mydło pierwszy raz. Czego nie da się opisać, on właśnie zawiera. Bez fajerwerków, tylko krok po kroku i to nie jest moje ostatnie słowo.

Film obejrzycie tutaj

Otrzymacie około 700g mydła sodowego metodą na zimno CP, czyli do pokrojenia na sześć kostek. Bez barwników, cudów na kiju, zapachów.Po prostu mydło.

Potrzebny sprzęt

Zasady BHP

Z czego zrobić mydło

Powtórzę recepturę na najpiersze mydło 😉

150g wody destylowanej

70g wodorotlenku sodu czyli NaOH

150g oleju kokosowego

350g oleju ryżowego

Najpierw robimy ług, on stygnie najdłużej. Tłuszcze blendujemy, to wystarczy aby olej kokosowy się rozpuścił. Łączymy w temperaturze zbliżonej do pokojowej. Nie użyłam termometra, po prostu przyłożyłam dłonie (nie palec do środka!) do pojemników z ługiem i tłuszczami.

Kiedy ług ostygnie przelewamy go do tłuszczów, w tym momencie tylko mieszając. Dopiero po przelaniu całego ługu, włączamy blender. Liczymy do pięciu i znów tylko mieszamy. Nigdy nie ma potrzeby aby blender był włączony non stop. Masa ma się tylko połączyć, przecież niczego nie musimy rozdrabniać. Kiedy znikną widoczne smugi tłuszczu a masa nabierze gładkości jednorodnej emulsji przelewamy do formy.

Nie ma potrzeby blendować do gęstego budyniu, wystarczy tylko do nierozwarstwiającej się gładkiej masy. Ta jednorodna emulsja bez widocznych smug tłuszczu to właśnie ślad mydlany (trace soap) bez względu na konsystencję.

Można kroić już po 6 godzinach, jeśli przeżelowało. Użyjcie po miesiącu, ale zostawcie koniecznie choć jedną kostkę na dłużej, żeby obserwować jak bardzo zmieniają się własności mydła w czasie. Po trzech miesiącach będzie już niezłe.

dav
Fot. Mila Wawrzenczyk

Dlaczego nie 100% oliwkowe? Bo długo dojrzewa, bo ma nikłą pianę. Bo jest maziste. Bo to żadna trudność połączyć dwa oleje zamiast jednego w recepturze. Połączenie olejów kokosowego i ryżowego da twardą kostkę, dobrą pianę, kremowość i super trwałość. Co bardzo ważne dla początkujących nie trzeba będzie czekać na nie wieki, tylko miesiąc – to da się wytrzymać na początek. Później już nie robi różnicy 😉

Do dzieła, potem już tylko z górki 🙂

CDN. zabarwimy i popachnimy 🙂