Przetłuszczenie w mydle.

Przetłuszczenie czyli niezmydlone tłuszcze a właściwie kwasy tłuszczowe (super fat/SF lub/i extra fat). To jeden z czynników gwarantujących pielęgnację skóry. Dlatego przetłuszczenie ustawiamy w zależności od rodzaju skóry i przeznaczenia mydła.

Mydła gospodarcze. Zawsze ustawiamy przetłuszczenie na zero. Powierzchnie płaskie potrzebują tylko mycia i czyszczenia, pielęgnacja im na nic. Jeśli robicie mydło gospodarcze octowe, zawsze należy dodać większą ilość wodorotlenku – odpowiednio według przelicznika ——> Mydło gospodarcze wyjdzie z każdego tłuszczu, nawet takiego po frytkach – pozostaje tylko kwestia neutralizacji zapachu.

Mydło do włosów. Zwykle stosuje się przetłuszczenie od 2-5%. Jednak jest to sprawa indywidualna i zależy od wody – miękka czy twarda, porowatości włosów, środków użytych do farbowania. Dla włosów farbowanych chemicznie bardzo trudno znaleźć odpowiednią recepturę. Im bardziej miękka woda tym bardziej mydło będzie obklejać włosy w strąki i żadne płukanki octowe nie pomogą, wręcz pogorszą sytuację. U niektórych sprawdzi się przetłuszczenie 7% a są tacy, którzy myją zerowym mydłem i jest świetnie. Choć w tym drugim przypadku myślę, że nie na dłuższą metę ze względu na skórę głowy.

Mydła toaletowe. Pełna dowolność uzależniona od naszego widzimisię. 2-30% w zależności czego potrzebujemy. Ja jestem leniem i o ile mydło do rąk, dobrze wyleżakowane sprawdza się nawet 2% to do ciała, pod prysznic nie może mieć poniżej 10% niezmydlonych tłuszczów – nie muszę się smarować balsamem 😉

Ok, do rzeczy – jak liczyć przetłuszczenie.

  1. Ustawiamy w kalkulatorze niski procent niezmydlonych tłuszczów 0-2% (czyli nasz SF/super fat). Do masy mydlanej dodajemy dodatkowy tłuszcz, olej lub roztopiony stały. Przetłuszczenie obliczamy jako stosunek procentowy. Masa tłuszczów do dodatkowego tłuszczu. To nie jest zgodne z matematyką, jednak bardzo bliskie i najłatwiejsze dla domowego mydlarza. Przykładowo w kalkulatorze ustawiliśmy 0% i używamy 1000g tłuszczów. Jeśli do masy mydlanej dodamy 50g dodatkowego oleju czy masła, finalnie otrzymamy przetłuszczenie w okolicach 5%. Co nie oznacza, że ostatecznym przetłuszczeniem będzie dodany na końcu olej czy masło, bo kwasy tłuszczowe wchodzą w reakcję z różną szybkością. Masa mydlana to nadal proces, więc niekoniecznie to co dodane do niej zostaje w całości nietknięte. Nieco inaczej ma się sprawa kiedy dodajemy super fat do mydła już przeżelowanego (sodowego na gorąco HP, potasowego). Wtedy gwarancja niezmydlenia mega tłuszczu wzrasta niemal do 100%. Warto stosować tę metodę wtedy gdy chcemy użyć do mydła tłuszczów nietrwałych, wrażliwych na pH i temperaturę. Dodany w ten sposób tłuszcz to extra fat czyli tłuszcz poza kalkulatorem.
  2. Ustawiamy w kalkulatorze od razu pożądane przetłuszczenie. Wszystkie tłuszcze łączymy z ługiem i wylewamy masę mydlaną do formy. Polecam robić tak wtedy gdy wiemy, że ani temperatura żelowania ani wysokie pH nie jest w stanie zagrozić substancjom zawartych w tłuszczach oraz wtedy gdy mamy maceraty ziołowe wliczone w ogólną masę tłuszczów. Każdy niezmydlony procent tłuszczu w kalkulatorze to super fat/SF. O tym co nie boi się ługu w kolejnym wpisie 🙂
  3. Jeszcze jedna metoda. Tak naprawdę informacyjnie, bo w praktyce nie ma uzasadnienia żeby sobie nią zawracać głowę. Kalkulator oblicza nam, że do otrzymania mydła z jednego kilograma oleju z pestek winogron (ciekawe jak długo by twardniało i jak szybko zjełczało 😉 ) potrzebujemy 129,06g NaOH przy przetłuszczeniu 0%. Natomiast przy przetłuszczeniu 1% już tylko 127,76g NaOH. Obliczamy różnicę 129,06 – 127,76 = 1,3. Używając tylko tłuszczów wpisanych w kalkulator, każde 1,3g NaOH mniej, podwyższa nam przetłuszczenie o 1%. Taka zabawa z kalkulatorem, być może przydatna, bo pokazuje czym jest liczba zmydlania (chemicznie kwasowa). Zastosowałam tą metodę przy mydle marsylskim inaczej.

W pigułce:

  • każdy kwas (mlekowy, cytrynowy, octowy) podwyższa przetłuszczenie – jeśli chcemy kontrolować super fat należy przeliczyć ilość wodorotlenku
  • wszystkie owoce oraz w mniejszym stopniu warzywa i zioła zawierają mieszaninę kwasów organicznych, więc w mniejszym lub większym stopniu podniosą przetłuszczenie, aby nad tym zapanować należałoby poznać skład chemiczny kwasów organicznych i molowo obliczyć dodatek wodorotlenku – warto? Chyba nie 😉
  • kontrola przetłuszczenia jest konieczna tak naprawdę tylko w przypadku mydeł do włosów i mydeł gospodarczych
  • w mydłach do ciała nie ma potrzeby aby liczyć dodatkową ilość wodorotlenku
  • super fat SF to przetłuszczenie wynikające z ustawień kalkulatora
  • extra fat EF to przetłuszczenie dodatkowe poza kalkulatorem
  • nazewnictwo tak naprawdę nie ma znaczenia, ja używam rozróżnienia tylko dla podkreślenia kiedy dodawać dany tłuszcz
  • im wyższe przetłuszczenie tym mydło bardziej przejrzyste i elastyczne, o strukturze kostki żelowej
  • im mniej niezmydlonych tłuszczów tym mydło jest bardziej matowe, zwarte i jednolite w kolorze
  • im niższe przetłuszczenie tym dłużej kostka powinna leżakować, czas zrobi swoje a mydło będzie pielęgnowało
  • kwasy tłuszczowe zmydlają się z różną szybkością i w różnym stopniu, nie ma gwarancji na to, że jeśli dodamy mega wypaśny tłuszcz dopiero do masy mydlanej, to on pozostanie w kostce
  • najbardziej narażone na pH i temperaturę są tłuszcze typu linolowego i linolenowego, najlepiej dodawać je do mydeł robionych na gorąco po żelowaniu (sodowe, potasowe i mieszane)
  • super fat ma znaczenie przy mydle potasowym robionym na zimno – im więcej niezmydlonych tłuszczów, tym dłużej będzie trwała saponifikacja
  • nie bójcie się eksperymentować, najwyżej przetłuszczone mydło w kostce jakie zrobiłam miało około 35% niezmydlonych tłuszczów!
dav
Gładkie, twarde i matowe 2% przetłuszczenia. Pomarańczowe, elastyczne i przejrzyste 35% przetłuszczenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

 

 

Peelingująca wariacja na temat kremowego mydła ala gołąb czyli dove.

O tym popularnym syndecie napisano już tyle, że nie ma sensu do tego wracać. Przy tworzeniu receptury założenia były następujące: ma być jak balsam, odżywiać, o możliwie najniższym pH i ma być mydłem. To mydło wykonamy metodą na zimno tzw. cold proces/CP. Bez użycia blendera, bez grzania i brudzenia garnków. Przekonacie się jakie to proste!

Receptura na ok 1,5 kg gotowego mydła:

500g masła shea nierafinowanego (50%)

150g masła kakaowego surowego (15%)

150g oleju rzepakowego nierafinowanego (15%)

100g oleju babassu (10%)

100g oleju rycynowego (10%)

300g serwatki (30%)

117g NaOH

14g KOH

50g alkoholu cetylowego

50g ulubionego tłuszczu – ja użyłam oleju makadamia

opcjonalnie:

50g peelingu, użyłam z czarnej porzeczki

25g glinki, użyłam czerwoną australijską

olejek eteryczny lub aromat kosmetyczny

Podstawowy skład tłuszczów jest skomponowany tak aby stworzyć twardą kremową i pienistą kostkę. Jeśli brakuje Wam, któregoś z nich podeprzyjcie się postem o podmienianiu tłuszczów w recepturze.

Alkohol cetylowy jest tutaj po to aby mydło było jeszcze bardziej kremowe, pielęgnujące i jaśniejsze, o bardziej zwartej, jednolitej strukturze (stabilizator i emulgator). Bez obaw to alkohol tłuszczowy, nie ma właściwości wysuszających jak etanol itp. Wręcz przeciwnie jest emolientem ograniczającym TEWL (transepidermalną utratę wody). Można go zastąpić alkoholem cetearylowym, stearylowym, decylowym, mirystylowym i kwasem stearynowym – także w ilości 50g. A jeszcze prościej 50g wymienionych alkoholi zamieńcie na 100g któregoś z wymienionych tłuszczów: masło kakaowe surowe, mango, shea nierafinowane, olej palmowy z miąższu, olej z zielonej kawy, masło kokum czy masło cupuacu. Wszystkie wymienione składniki dodajemy poza kalkulatorem, ponieważ nie każdy jest w nim uwzględniony. Jeśli dodajecie 100g maseł lu olejów wymienionych na końcu, zdecydujcie czy to nie wystarczy jako extra fat. U mnie jest 50g alkoholu cetylowego+ 50g oleju makadamia, być może wystarczy Wam po prostu 100g masła kakaowego 🙂

Robimy ług. Wybrałam serwatkę, bo miałam pod ręką prawdziwe zsiadłe mleko od wiejskiej krowy. Możecie ją zastąpić jakimkolwiek produktem mlecznym poddanym fermentacji – kefir, jogurt a nawet maślanka. Chodzi nam o proteiny i kwas mlekowy. Koniecznie zamrożone w małych pojemniczkach np. na kostki lodu.

dav
Zamrożona serwatka po dodaniu wodorotlenku. Fot. Mila Wawrzenczyk

Oba wodorotlenki, KOH i NaOH, odważamy i wsypujemy na zamrożone kostki i mieszamy. Możemy dodatkowo umieścić naczynie z ługiem, w drugim z zimną wodą, żeby ograniczyć wzrost temperatury. Wszystkie tłuszcze topimy razem, również alkohole tłuszczowe. Dodajemy glinkę i dokładnie ją rozprowadzamy, nie jest to trudne. Łączymy w około 35-40 stopniach Celsjusza. To ważne, bo mamy w składzie tłuszcze z wysoką temperaturą topnienia. Jeśli obniżymy temperaturę łączenia mogą nam się zacząć zestalać, co doprowadzi do fałszywego śladu i widocznych plam zastygłego tłuszczu w gotowej kostce. Wlewamy ług do tłuszczów i mieszamy twardą łyżką drewnianą lub silikonową. Po chwili dosypujemy peeling, rozprowadzamy równomiernie na koniec dodajemy aromat czy też olejek eteryczny. Masa mydlana nie będzie jednorodna. Wygląda jak wodnista kasza manna. Nie ma to żadnego znaczenia, saponifikacja trwa i bez naszej pomocy sobie poradzi. Przelewamy do formy. Izolujemy opatulając kocem i czekamy aż intensywne żelowanie się skończy. Musi żelować, to konieczne. Ja kroiłam po 4 godzinach od wlania do formy 🙂 Niezblendowany w masie mydlanej peeling z drobnych pestek łatwo się kroi. Ostrze noża ślizga się po nich i nie pozostawia dużych rys na kostce.

Po co łączyć dwa wodorotlenki w jednym mydle? NaOH to twardość, KOH to aksamitna mazistość i podbicie piany. Właśnie po to aby otrzymać twarde mydło o jeszcze większej pienistości i kremowości. Moim zdaniem optymalna ilość wodorotlenku potasu to maksymalnie 20% przy dużym przetłuszczeniu  (powyżej 10%). Tyle, że ja lubię twarde kostki, jeśli komuś elastyczność nie przeszkadza to śmiało może użyć nawet 40% KOH i odpowiednią wyższą ilość twardych tłuszczów, albo obniżyć przetłuszczenie, im wyższe tym kostka bardziej ugina się pod naciskiem. Bardzo przyjemnym kalkulatorem po polsku, który uwzględnia połączenie dwóch wodorotlenków, jest kalkulator Kardamona. Pomysł dodawania alkoholi tłuszczowych do mydła pochodzi od wspaniałego profesora chemii Kevina Dunna.

dav
Peeling z czarnej porzeczki. Fot. Mila Wawrzenczyk

Dzięki użyciu serwatki, alkoholu cetylowego i dodatkowego oleju otrzymałam mydło pod prysznic jakie najbardziej lubię, tłuścioch w okolicach 15% niezmydlonych tłuszczów. Po pokrojeniu jest plastyczne (ale nie miękkie), wręcz idealne do robienia dziurek np. pałeczką do sushi. Daję mu miesiąc i zaganiam do pracy.

Źródło:

kalkulator Kardamona

Scientific Soapmaking Kevin M. Dunn

 

 

 

 

Mydło różane chyba walentynkowe ;)

Róża to bardzo pożądany składnik mydeł. Luksusowy wręcz, niestety różany aromat znika. Jeśli chodzi o kolory również trzeba zapomnieć o różanym różu. Pokażę Wam jak zrobić różane mydło prawie naturalnie, bo jednak zapach musimy użyć syntetyczny.

Receptura na ok. 1,5 kg gotowego mydła:

400g oliwy z oliwek, pomace (40%)

250g oleju babassu (25%)

250g masła shea (25%)

100g oleju ze słodkich migdałów (10%)

300g wody (30%)

133g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 7%)

korzeń rzewienia

cukier

suszone pączki lub płatki róży

20-30g aromatu kosmetycznego o zapachu róży

opcjonalnie węgiel i glukonolakton 😉

Najpierw ług. Chciałam uzyskać delikatny jasny odcień różu. Zrobiłam słaby odwar z korzenia rzewienia, czyli płaską łyżeczkę zalałam zimną wodą i gotowałam 10 minut na wolnym ogniu. Potrzebujecie mocniejszego odcienia użyjcie dwie łyżeczki korzenia rzewienia. Podobnie korzeń rdestowca daje różowy odcień ale bardziej żywy. Zostawiłam do ostygnięcia. Przecedziłam i dodałam cukru dla lepszej piany. Kolor bursztynowy, tak ma być. Do zimnego odwaru dodałam odważony wodorotlenek sodu i magia. Ług zmienia kolor na różowy. Ok, to nie magia to chemia. Dla dociekliwych, jest to reakcja Borntragera.

Co z tym glukonolaktonem? Najczęściej mydlarze robią też swoje kremy i inne mazidła, że o reszcie nie wspomnę 😉 Akurat jestem w posiadaniu owej substancji, a że do terminu ważności zostało jej kilka miesięcy postanowiłam zużyć też do mydła, żeby wykorzystać zamiast wyrzucać. Glukonolakton a właściwie glukono delta lakton (GDL) to polihydroksykwas, podobny do kwasów AHA, jednak ma łagodniejsze działanie złuszczające. W kremach i maseczkach robi różne cuda – złuszcza, likwiduje przebarwienia, nawilża, napina skórę. Glukonolakton po dodaniu do wody hydrolizuje w kwas glukonowy. W mydle reaguje z wodorotlenkiem i zamienia się w sól sodową o nieco innych właściwościach. W gotowej kostce otrzymamy glukonian sodu, który zachowuje się trochę jak połączenie różnych kwasów organicznych. Ja użyłam tego wynalazku pierwszy raz i już widzę, że daje wykwity jak kwas octowy, nieco rozmiękcza mydło jak kwas cytrynowy i czego nie widać ale można go o to podejrzewać wydelikaca i obniża nieco pH.  Co ciekawe występuje on w miodzie, winie i innych produktach poddanych fermentacji, więc nie jeden mydlarz go używał nieświadomie! Dodajemy go do wody na ług przed wsypaniem wodorotlenku. W tym wypadku razem z cukrem. Jego dodanie podniesie też przetłuszczenie, w mydle do rąk czy twarzy to zaleta.

Nie piszę o tym po to abyście kupili glukonolakton tylko po to abyście wiedzieli, że do mydła można wykorzystać różne substancje, niekoniecznie sztampowe i polecane 🙂

dav
Moment po wylaniu w formę. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Ług i tłuszcze doprowadzamy do zbliżonej temperatury. Okolice 30 stopni Celsjusza, będzie w porządku. Po krótkim zblendowaniu dodajemy aromat kosmetyczny i mieszamy łopatką. Ja użyłam aromatu o nazwie angielska róża, bardzo przyjemny i trwały.

Łączymy, wylewamy do formy dekorujemy suszonymi pączkami lub płatkami róży. Ja dodatkowo, niewielką część masy zabarwiłam szczyptą węgla, żeby nie było tak potwornie cukierkowo 😉 i wylewałam warstwami. Ze względu na dodatek oleju ze słodkich migdałów podczas krojenia mydło je elastyczne, nie kruszy się. Kroiłam po około 10 godzinach. Jeśli dekorujecie wierzch mydła suszonymi kwiatami, najlepiej kroić je wzdłuż boku a nie z góry na dół. Wtedy nóż czy struna nie będzie ciągnęła za sobą suszków i nie zostaną po nich ślady.

dav
Różane słońce. Fot. Mila Wawrzenczyk

Olej babassu używam, bo mam go dużo, natomiast kokosowego niewiele. Jeśli macie kokosowy to śmiało go podmieńcie. Wiem, dodatkowa robota z kalkulatorem, za to zmuszająca do własnej pracy 🙂

Konserwacja mydła.

W mydle mogą nam się zepsuć dwa składniki – tłuszcze i to co jest rozproszone w fazie wodnej czyli zioła, pulpy warzywne i owocowe i tym podobne. Mydło jest naturalnie antyseptyczne, dzięki wyższemu pH, jednak to nie zawsze wystarcza.

Jełczenie tłuszczów to głównie utlenianie kwasów tłuszczowych, dzięki udziałowi tlenu. Sprzyja temu światło, podwyższona temperatura, długie przechowywanie. Zaraz ale przecież przewiewne miejsce i czasem wydłużony czas to warunek leżakowania kostek mydła. Nad temperaturą i brakiem światła możemy zapanować. Nad dostępem tlenu już nie, dlatego mydła zawierające tłuszcze o krótkim terminie ważności należy konserwować. Nie tylko takie, warto też dodać konserwantu do kostek długo leżakowanych i do niektórych zawierających tłuszcze trwałe ale nierafinowane. Myślę, że każdy wie jaki zapach ma zjełczały tłuszcz. Na kostce mydła dodatkowo można często zauważyć pomarańczowe plamy DOS (dreaded orange spots). Wtedy też słabnie lub znika aromat i olejek eteryczny. Ja bardzo lubię konserwanty, bo często mają one też inne poboczne działanie na mydło. Nie bójcie się, konserwacja to nie zawsze zło.

Konserwanty zapobiegające jełczeniu tłuszczów, a więc antyoksydanty, które ługu się nie boją:

  • kwas cytrynowy – najtańszy i najłatwiej dostępny, zapobiega też nalotowi na kostce, w większości wypadków zatrzymuje i stabilizuje kolor. W mydle przekształci się w cytrynian sodu lub potasu o podobnych właściwościach.
  • kwas mlekowy – obecny we wszystkich przetworach mlecznych, które przeszły fermentację – jogurt, kefir, serwatka, także w kiszonych warzywach np. soku z ogórków kiszonych (może warto spróbować 🙂 ) W mydle przereaguje w mleczan sodu lub potasu. Można kupić roztwór kwasu mlekowego lub gotowy mleczan sodu.
  • kwas octowy – zawiera go zwyczajny ocet, nieważne czy spirytusowy kupiony w sklepie czy też własnoręcznie zrobiony, jeśli chodzi o mydło to wydaje się być on najlepszym obniżaczem pH i można zastosować większą jego ilość niż kwasu cytrynowego czy mlekowego
  • tokoferole – czyli potocznie wit. E w czterech formach, znajduje się ona we wszystkich tłuszczach roślinnych, nieporównywalnie więcej w nierafinowanych! – olej słonecznikowy, z zarodków pszenicy, z orzechów laskowych, sojowy, kukurydziany, rzepakowy, oliwa z oliwek (te oleje nierafinowane zawierają najwięcej mieszaniny tokoferoli), można ją też kupić solo
  • kwas galusowy (a właściwie jego estry) – można go kupić w postaci proszku ale znacznie przyjemniej jest pozyskać samodzielnie, obecny w liściach i korze oczaru wirginijskiego, liściach herbaty i galasach (to takie narośla np. na liściach dębu) – na takim zielu należy zrobić odwar lub napar.

Psucie się mydła ze względu na dodatki ziołowe, owoce, kwiaty, warzywa – tu mamy do czynienia najczęściej z pleśnią czy fermentacją przy rozbawionym udziale różnych drobnoustrojów, mających w nosie podwyższone pH mydła – głównie dotyczy to mydła potasowego ale też każdego rozcieńczania mydła do płynu lub żelu, wtedy potrzebujemy antyseptyków:

  • olejki eteryczne – głównie tymiankowy, bergamotowy, grejfrutowy, rozmarynowy, oregano, miętowy, drzewo herbaciane, may chang, cytrynowy, geranium, jałowcowy, świerkowy, cyprysowy, goździkowy, imbirowy, lawenda wąskolistna, mirt pospolity, szałwiowy, anyżowy, bazyliowy, melisowy, eukaliptusowy
  • żywice – wszystkie np. styraks, sosnowa, kopaiwa, dziegieć, mirra
  • zioła w postaci naparów, odwarów czy wyciągów– oczar wirginijski, herbata, bluszczyk kurdybanek, chmiel, kminek, aloes, rumianek, malina, kocanki, jeżówka, dziurawiec, wrzos, ruta, buk, krwawnik, kora czereśni, dębu
  • wszystkie rośliny, zawierające mieszaninę terpenów, garbników, kwasu benzoesowego, związków siarkowych i terpenowych, flawonoidów
  • sól i cukier – minimalne działanie ze względu na niewielką/niewystarczającą ilość jaką możemy dodać do mydła (pomijając oczywiście mydła solne i solankowe)
  • alkohole – w tym cukrowe np. gliceryna – ona i tak jest obecna w mydle, więc na pewno pomaga. Jednak samych alkoholi nie jesteśmy w stanie dodać do mydła w wystarczającej ilości aby zadziałały konserwująco.

Konserwacja to nie wszystko. Dbajcie o odpowiednie przechowywanie mydła – miejsce ciemne ale przewiewne, nie nazbyt gorące i wilgotne. Nie pakujcie świeżego mydła w szczelną folię, pozwólcie mu oddychać. Sprawdzajcie smak, zapach, konsystencję tłuszczów użytych do mydła, szczególnie tych nietrwałych. Nie zawsze tłuszcze po dacie ważności są do niczego, zawsze warto organoleptycznie stwierdzić. Im mniejszy udział tłuszczów trwałych w mydle tym mniejsze przetłuszczenie ustawiajcie. Nie używajcie dużej ilości świeżych dodatków typu pulpy warzywne i owocowe, kwiaty. Mydło przeżelowane jest trwalsze.

Z pewnością nie wymieniłam wszystkich możliwych sposobów na konserwację mydła, jednak jest z czego wybierać i co najważniejsze to działa 🙂

Czarne mydło po polsku.

Wszyscy znają maziste savon noir, którego bazą jest oliwa z oliwek i oliwki. Chcę Was namówić do zrobienia innego mydła potasowego, składającego się z naszych rodzimych bogactw 🙂

Olej rzepakowy nierafinowany. Zawiera nawet czterokrotnie więcej tokoferoli czyli wit. E niż oliwa z oliwek. Jeśli chodzi o fitosterole, które są zbawienne dla skóry olej rzepakowy ma ich nieporównywalnie więcej niż oliwa. Zarówno tokoferole jak i fitosterole są substancjami z frakcji niezmydlającej się, więc będą obecne w gotowych mydle. Borowina (gładkość), korzeń żywokostu (regeneracja) i owoce jarzębiny (nawilżenie) – dzięki bogactwu składników, które naprawdę długo by wymieniać, skóra pokocha to mydło. Olej z orzechów laskowych. Świetny dla skóry mieszanej, dobrze się wchłania i ma działanie ściągające. Bursztynowy pył. To zmielony bursztyn, który będzie pełnił rolę bardzo delikatnego peelingu, bo dodamy go w niewielkiej ilości. Jest tani i łatwo dostępny, jednak zwróćcie uwagę żeby kupić jakości kosmetycznej a nie odpad po szlifowaniu.

To mydło potasowe zrobimy na zimno, choć może być potrzebne lekkie podgrzanie, ze względu na dużo dodatków.

Receptura na ok 700g gotowego mydła

500g oleju rzepakowego, nierafinowanego (100%)

95g wody, w tym wypadku odwar z korzenia żywokostu i owoców jarzębiny

95g KOH (co da początkowe przetłuszczenie ok. 2%)

75g korzenia żywokostu

75g suszonych owoców jarzębiny

75g borowiny (ja użyłam tej w plastrach)

45g oleju z orzechów laskowych (plus ok. 9% do przetłuszczenia)

45g oleju rzepakowego nierafinowanego (plus ok. 9% do przetłuszczenia)

10g bursztynowego pyłu

ulubiony olejek eteryczny lub aromat kosmetyczny

Korzeń żywokostu i owoce jarzębiny zalewamy zimną wodą w ilości 100g, doprowadzamy do wrzenia, gotujemy na malutkim ogniu przez 10 minut. Wszystko razem po ostygnięciu powinno mieć wagę końcową 245g. Jeśli brakuje to znaczy, że woda odparowała i należy ją uzupełnić. Odcedzamy żywokost i jarzębinę. Niczego nie wyrzucamy – użyjemy i odwaru i ziół! Do zrobienia ługu potrzebujemy 95g odwaru i 95g wodorotlenku. Wiem, że ciężko wydusić płyn z takiej ilości twardych ziół, jednak nie jest to niemożliwe 🙂 Tutaj już nic nie dolewamy, bo będzie za dużo wody i saponifikacja potrwa wieki 😉 Robimy ług, pozwalamy oparom uciec w bezpieczne miejsce. Zauważycie, że ług jest nadal gęsty i żelowaty – to alantoina z żywokostu – tak ma być.

Do 500g oleju rzepakowego dodajemy borowinę, wyciśnięte owoce jarzębiny i korzeń żywokostu. Blendujemy na gładko. Wlewamy ług i znów ostrożnie blendujemy. Ja robiłam to mydło wieczorem i po prostu zostawiłam je przykryte w niedostępnym miejscu. Rano było gotowe. Z pewnością nie jest to mydło błyskawiczne, jeśli chodzi o metodę potasowe na zimno. Zawiera dużo dodatków, utrudniających zmydlanie. Dodatkowo wody jest nieco więcej niż powinno, ponieważ borowina też ją zawiera. Jeśli po 8 godzinach nadal będzie widoczne rozwarstwienie, podgrzejcie masę mydlaną na średnim ogniu przez kilka minut, mieszając.

dav
Mydła potasowe używamy z myjką, tak jest najwygodniej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Pozwólcie odpocząć mydłu zanim dodacie resztę składników, jeden dzień wystarczy. Następnie dosmaczamy 🙂 Olejem z orzechów laskowych i dodatkowym nierafinowanym rzepakowym, w którym rozprowadzamy pył bursztynowy i ulubiony olejek zapachowy czy eteryczny. Ja użyłam zapach kosmetyczny przypominający bursztyn (nazwa handlowa to białe piżmo) i eteryczne olejki – miętowy i sosnowy. Podbiłam też 5 kroplami dziegciu, bo on w połączeniu z innymi i w minimalnej ilości daje przyjemny, delikatny, ciepły zapach ogniska.

Nasze rodzime czarne mydło używamy dokładnie tak samo jak inne maziste savon noir. Za pomocą myjki nacieramy nim zwilżoną skórę i zostawiamy na chwilę. W tym czasie możemy umyć włosy 🙂 To mydło działa jak peeling enzymatyczny – jeśli zostawimy je na kilka chwil na skórze. Mydło nie brudzi wanny i reszty!

Ja się zakochałam 🙂

dav
Polskie bogactwo, potrzebne do stworzenia savon noir. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Źródło:

Charakterystyka wybranych rynkowych olejów roślinnych tłoczonych na zimno. K. Krygier i inni.

Woda w mydle.

Woda w mydle to nic innego jak nośnik, medium wodorotlenku. Właściwie to jej główne zadanie.

Zmydlanie wygląda tak:

IMG_20180116_214542
Otrzymywanie kosmetycznych mydeł sodowych. dr Karol Kacprzak, Wydział Chemii UAM

Kwasy tłuszczowe + wodorotlenek = mydło + gliceryna. Koniec.

Tyle, że wykonując reakcję według zapisu otrzymamy to 😂

dav
Olej rzepakowy + wodorotlenek. Fot. Mila Wawrzenczyk

Zapis sumaryczny reakcji to nie to samo co przebieg reakcji. Jeśli nie stworzymy odpowiednich warunków, reakcja nie zajdzie, nie ma mowy, bo potrzebne jest odpowiednie środowisko. Żeby zrobić mydło potrzebna jest woda, która po dosypaniu do niej wodorotlenku stworzy reaktywny roztwór ługu. Właściwie można by wpis zakończyć, ale my ludzie lubimy myśleć, pytać i tworzyć 🙂

Standardowo dodajemy 28-33% wody. W ustawieniach kalkulatora widnieje aż 38%, szczerze mówiąc nie rozumiem co autor miał na myśli. Za dużo na kostkę sodową, zbyt mało na potasowe mazidło. Być może jest to idealna proporcja dla mydeł sodowych na ciepło, czyli HP 🙂

Wodę redukujemy jeśli używamy tylko płynnych tłuszczów – olejów lub ich dużą przewagę. Wtedy wpisujemy 23-28%. Proporcjonalnie do ilości olejów, im ich więcej, tym niższa zawartość wody. Te 28% to umowna granica dla proporcji mydła marsylskiego 28% stałych i 72% płynnych. Umowna, bo zależy od rodzaju tłuszczów i dodatków, a też i wyobraźni. I na odwrót im więcej maseł/twardych tłuszczów tym na większą ilość wody możemy sobie pozwolić.

Redukujemy też kiedy dodajemy do mydła pulpy warzywne, owoce, borowinę – wszystkie produkty zawierające wodę. W tym wypadku trzeba robić to na wyczucie. Dobrą wyjściową jest pogrzebanie w składzie dodatku. Ogórek zawiera bardzo dużo wody a marchew wręcz przeciwnie, chyba że jest sokiem z marchwi. Używajcie zmysłu kucharskiego i wagi 😉

Jeśli dodajemy płyn do budyniu, jogurt, napar, roztwór kwasu itp. również zmniejszamy odpowiednio wodę na ług. Pamiętając, że wodorotlenek rozpuszcza się dobrze 1:1. Przewaga wagowa wodorotlenku może przysporzyć trudności w jego całkowitym rozpuszczeniu.

Sama redukcja wody nie przyspieszy dojrzewania mydła, bo nie jest to proces polegający tylko na odparowaniu wody, a dużo bardziej złożony. Nie mniej jednak warto redukować wodę, bo to z pewnością zapobiegnie zniekształceniu kostek w trakcie leżakowania.

Większa ilość wody pomaga nieco w tworzeniu swirli czyli wzorów ale głównym czynnikiem jest tu jednak dobór odpowiednich tłuszczów.

Jeśli dodajemy do masy mydlanej, czyli budyniu produkty sypkie – skrobię, glinki, kakao, mleko w proszku itp. musimy wziąć pod uwagę, że one zabierają/chłoną wodę. Nie ma to właściwie znaczenia przy jednolitym mydle wylewanym w całości do formy ale już przy tworzeniu wzorów może mieć diametralną, bo szybciej zastyga. W takim przypadku należałoby zwiększyć zawartość wody o te 1-3% w zależności od ilości dodanego „proszku” i jego rodzaju. Najbardziej chłonne są skrobie/mąki i glinki.

Nieszczęsne rzeczki glicerynowe czy też marmurki też lubią dużo wody. Nie jest to jednoznaczne w określeniu przy jakiej ilości wody tworzą się dziwne wzorki, bo nie zależy to tylko od wody a od połączenia czynników żelowania, wody, tłuszczów i dodatków. Z pewnością powyżej 30% zawartości wody sprzyja powstawaniu rzeczek glicerynowych.

O wodzie w mydle przetapianym przeczytacie tutaj.

Jeżeli chodzi o mydło potasowe, czyli maziste mydło w paście to generalnie obowiązuje ta sama zasada jak przy sodowej kostce. Im więcej tłuszczów płynnych używamy w recepturze tym mniej wody dodajemy. Jednak ma też znaczenie jaką wyjściową konsystencję chcemy uzyskać. Moje pierwsze mydła potasowe, mimo, że maziste po zmydleniu, przełożone na ciepło do słoika, na drugi dzień stawały się betonem niemożliwym do wyjęcia z niego ludzką siłą 😉 Teraz robię potasowe na co najmniej 60% wody – gdy grzeję na ciepło.

Mydło potasowe na zimno rządzi się innymi zasadami jeśli chodzi o ilość wody.

I jeszcze jedna sprawa. Rozpuszczanie mydła, a więc tworzenie żelu do użytku gospodarczego, szamponu czy żelu pod prysznic. Nie ma złotego środka. Zawsze zaczynajcie od proporcji: jedna część wody do dwóch części mydła. Lepiej dać mniej i dolać niż zbyt mocno rozrzedzić. Zalewajcie wrzątkiem mydła gospodarcze a ciepłą wodą mydła toaletowe z super olejami i składnikami. Jeśli mydło zawiera połowę i więcej tłuszczów stałych potrzeba więcej wody aby utworzyć żel. Z rozcieńczaniem mydła należy odczekać choć kilka dni po jego zrobieniu. To samo z odczekaniem po jego rozcieńczeniu, potrzebujemy co najmniej kilkunastu godzin aby stwierdzić czy konsystencja nam odpowiada, bo często jest tak, że zaraz po dolaniu wody jest rzadkie, by po godzinie znów stwardnieć. Dlatego nie przelewajcie od razu w docelowy pojemnik, poczekajcie, zostawcie pod przykryciem i obserwujcie. Do równomiernego rozpuszczenia przyda się blender. Początkowo spienione mydło, po delikatnym mieszaniu łyżką, wciągnie piankę. Czasem jest tak, że dolewamy, dolewamy i dolewamy i wciąż beton. Trzeba tylko cierpliwości. Krok po kroku dolewamy stopniowo, aż zaskoczy 🙂 Gospodarcze nie robi problemów przy zachowanych proporcjach.

 

Mydło potasowe na zimno. Bazowe.

Nie, to nie pomyłka. Wiecie co sprawia, że pasjonuję się mydłem. To, że jakbyśmy nie nazwali procesu jego tworzenia – magia! Jak bardzo byśmy nie starali się nad nim zapanować – niepokorne! A mydło i tak zrobi co trzeba i wykorzysta możliwości przez nas dane zgodnie z niczym innym jak tylko z procesem chemicznym. Tylko i aż 🙂

Nie lubię mieszać, grzać, pilnować. Nie i już, bo to nudne jak diabli. U nas to nowinka, ale nie krajach, gdzie domowi mydlarze robią mydło dużo dłużej. Na początku nic się nie dzieje, potem rozwarstwia się po każdym blendowaniu. Oblepiony blender chlapie po blacie. Potrzeba zbyt dużo uwagi. Zupełnie niepotrzebnie, bo można zrobić mydło potasowe na zimno, bez blendera, grzania i uwagi.

Pokaże Wam dwie receptury. Są identyczne po względem saponifikacji, bo zawierają tylko oleje. Różnią się ilością wody, o tym za chwilę. Otrzymamy jasne, bazowe mydło, które można wykorzystać na wiele sposobów i oczywiście łączyć ze sobą, jak każde potasowe.

Receptura #1

210g oliwy z wytłoków (70%)

45g oleju rycynowego (15%)

45g oleju kokosowego (15%)

75g wody (25%)

65g KOH (co da przetłuszczenie ok. 1%)

 

Receptura #2

210g oliwy z wytłoków (70%)

90g oleju rycynowego (30%)

61g wody (20%)

61g KOH (co da przetłuszczenie ok. 1%)

Postępujemy standardowo. Ług i tłuszcze łączymy kiedy osiągną zbliżoną temperaturę, choć w tym wypadku ług może mieć sporo wyższą. Nie ma to znaczenia jak przy mydle sodowym na zimno. Ja łączyłam w okolicach 45 stopni ługu a tłuszcze były tylko ciepłe. Zawsze w tą stronę, ług cieplejszy niż tłuszcze. Bądźcie ostrożni, bo wodorotlenek potasu jest bardziej reaktywny niż sodowy, co jeszcze pogłębia redukcja wody.

Żadnych blenderów, żadnego grzania i pilnowania. Można zrobić na poczekaniu małą ilość np. ze 100g tłuszczów, bo wystarczy drewniany patyczek do wymieszania.

Po prostu łączymy i odstawiamy w bezpieczne miejsce. Gdziekolwiek, byleby poza zasięgiem ciekawskich. Tylko opary są niebezpieczne, sam proces zmydlania już nie.

A tam się dzieje 🙂 Najpierw gładki budyń.

dav
Po 5 minutach od połączenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Następnie standardowe rozwarstwienie.

dav
Po 30 minutach. Fot. Mila Wawrzenczyk

Potem zaczyna się grzać (samo!) i żelować.

dav
Gotowe. Fot Mila Wawrzenczyk

Po 45 minutach mamy gotowe mydło, pH około 8, które samo sobie poradziło 🙂

Stwórzcie własną recepturę! Jedna bardzo ważna zasada – zawartość wody. Podczas podgrzewania mydła potasowego woda paruje, dlatego potrzeba jej więcej, czasem musimy uzupełnić, bo nie można ruszyć mieszadłem. A tutaj nic nie paruje dlatego wodę należy zredukować. Przy recepturze z olejami płynnymi jest to przedział 21-25%. Wszystko zależy od tego jaką konsystencję chcemy uzyskać. Przy niższej zawartości wody otrzymamy mydło maziste i zwarte, takie jak zwykle. Więcej wody, czyli ta górna granica, da nam mydło galaretkowate i rzadsze. Ja wolę to drugie, szczególnie przy bazowych, bo łatwiej domieszać do niego glinki, peelingi, oleje itp. Jeśli korzystamy z receptury z masłami należy dodać 25-33%. Ilość wody zwiększamy proporcjonalnie do ilości maseł, czyli tłuszczy stałych w temperaturze pokojowej. Oczywiście zamiast wody można użyć wszystkich innych płynów stosowanych w mydle.

Im wyższe przetłuszczenie, tym zmydlanie trwa dłużej. Nawet do kilku dni. Dlatego nie ma sensu ustawiać go wysokim od razu, bo będziemy dłużej czekać, a chodzi o to aby w końcu odczarować złożoność robienia potasówek. Spróbujcie zrobić niskoprzetłuszczone 0-1% a do gotowego mydła dodajcie mega tłuszczów i innych dodatków ale dopiero na drugi dzień. Prościej się nie da 🙂

Czas zmydlania zależy też od rodzaju tłuszczów, więc jeśli nie będzie chciało żelować błyskawicznie, bądźcie cierpliwi, tak ma być. Mimo wydłużonego czasu, dojdzie do skutku.

Ja wymyśliłam sobie peeling z glinką czerwoną, olejem macadamia, olejkiem eterycznym jagodlin i korundem. Jagodlin to piękniejsza wersja popularnego ylang ylang, pozyskiwana z pierwszej frakcji destylacji. Ma najbardziej kwiatowy zapach.

dav
Propozycja podania 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Do dzieła :*