Osad na mydle.

Zmora wielu mydlarzy. Może być widoczny w postaci białego jakby proszku, białych wykwitów albo też większych kryształków. Szczerze mówiąc ja mam do osadu podejście żadne, jeśli powstanie to niech zostanie 😉 Tym bardziej, że przy pierwszym kontakcie z wodą ślad po osadzie znika. Jednak rzecz w tym aby wiedzieć skąd się bierze i jak można mu zapobiec.

Soda ash, czyli osad na gotowym mydle to nic innego jak powstały na powierzchni kostki węglan sodu inaczej soda kalcynowana. Dzieje się tak dlatego, że saponifikacja nie kończy się po przelaniu masy mydlanej do formy. Jeszcze przez jakiś czas są obecne wolne jony sodu (z wodorotlenku sodu). Stąd wysokie pH, które utrzymuje się aż do całkowitego zmydlenia kwasów tłuszczowych. Kto sprawdza ten wie, że nawet przez kilkanaście dni. Te wolne jony sodu reagują z dwutlenkiem węgla z powietrza, tworząc węglan sodu w postaci osadu na powierzchni mydła. Soda kalcynowana to środek czyszczący i to nie taki słaby, więc gdyby miała znajdować się w całym mydle, na dłuższą metę nie byłoby dobrze dla skóry. Tutaj najbardziej jest narażona na powstanie osadu góra/wierzch mydła.

Drugi rodzaj osadów to sole organiczne powstałe w wyniku reakcji kwasów organicznych z wolnymi jonami sodu. To się dzieje poza główną reakcją zmydlania. Skąd te nowe twory? Ano stąd, że każda roślina, także mleko i przetwory – wszystko co organiczne (a więc zawierające węgiel w cząsteczce, z pewnymi wyjątkami ale one mydlarzy nie obchodzą) bez względu na pochodzenie, naturalne czy też syntetyczne – zawiera kwasy. A przecież mydlarze uwielbiają pchać zioła, jogurty, dobro naturalne w mydła. No jakże inaczej 😉 Kwas + zasada = sól, a więc przy każdym dodatku naturalnym jest ryzyko, że powstaną wykwity, nie tylko z wierzchu mydła ale na całej powierzchni kostki. To jest najtrudniejszy do uniknięcia osad.

Trzeci sprawca osadów to gotowa sól, zwykła kuchenna, himalajska, morska i tym podobne. Sól czyli chlorek sodu. Może być widoczna już przy kilku procentach MT dodanych dla utwardzenia kostki mydła, czasem nawet pół łyżeczki wystarczy. W tym wypadku jest on widoczny raczej jako kropki lub gwiazdkowate wykwity. A już mydła solankowe czy solne mają ten rodzaj osadu obowiązkowo i na całej swej powierzchni. To czyni je wyjątkowymi.

Jeśli chodzi o usuwanie powstałego już osadu stosujemy kilka trików, mogą one okazać się skuteczne tylko przez jakiś czas, jeśli powstało zbyt dużo osadu, aby dało się go zdjąć całkowicie:

  • spryskać alkoholem (każdym, prócz spirytusu salicylowego – bo to jest mieszanina wody, kwasu salicylowego i etanolu) powierzchnię gotowej kostki mydła,
  • zanurzyć kostkę mydła na kilka sekund w zimnej wodzie, w misce lub pod strumieniem, róbcie to w rękawiczkach,
  • użyć parownicy lub przytrzymać kostkę nad parującym garnkiem
  • ściąć brzegi dojrzałego mydła, najbardziej drastyczny sposób.

Zapobieganie osadom na etapie tworzenia mydła, żaden z nich nie jest skuteczny w pojedynkę, trzeba wyważyć recepturę, zastosować kilka sposobów:

  • izolacja, czyli zminimalizowanie dostępu powietrza do mydła wylanego w formę – najskuteczniejsze jest użycie folii spożywczej, tej przezroczystej (nie aluminiowej!), nie odkrywamy folii do czasu krojenia ;),
  • izolacja dotyczy też okresu leżakowania, oczywiście nie owijamy kostek folią ani nie trzymamy w plastikowym szczelnym pojemniku ale dobrze żeby leżały w zamkniętym kartonie albo drewnianej skrzynce. Tutaj przykładem źle leżakowanego mydła jest moje skrzypowe (to zielonkawe na zdjęciu), leży od roku na wierzchu niczym nie przykryte, więc chcąc nie chcąc w końcu pojawiły się kryształki osadu,
  • żelowanie, nie pomoże jeśli receptura zawiera rośliny, owoce, ocet, jednak zminimalizuje ilość osadu, w przeżelowanym mydle pojawia się on głównie tylko na wierzchu,
  • metoda HP – chyba nie widziałam kostki robionej na gorąco z osadem,
  • pomocna jest też metoda piekarnikowa, bo może indukować żelowanie a jeśli nie, to utrzymuje mydło w cieple przez dłuższy czas, tego osad też nie lubi,
  • redukcja wody – im więcej wody tym łatwiej o nalot, staram się nie przekraczać 30%, a 28% wydaje się być idealne,
  • wilgotność powietrza, im większa tym więcej osadu – można to zaobserwować sezonowo, przy włączonych kaloryferach zimą nasze gardła i skóra cierpią za to mydła mają mniejszy osad, bo jest suche powietrze, dlatego przechowujmy mydła w pomieszczeniach suchych,
  • nie kroimy mydła gdy jest jeszcze ciepłe, wtedy dzieje się jeszcze na tyle dużo, że damy wolnym jonom sodu świetny dostęp do dwutlenku węgla, jeśli takie mydło zaczęło już żelować i pokroimy ciepłe – bardzo dobrze widać koło bez osadu (lub z mniejszym osadem) a brzegi są całe w nalocie,
  • im mydło szybciej ostygnie tym jest większe ryzyko osadu, więc dajmy mu spokój po prostu 😉
  • kwas cytrynowy od 2% MT, zapobiegnie sodzie ash, niby organiczny kwas a jednak działa, dobrze jest kupować do wyrobu mydeł i kul kąpielowych, bezwodny kwas cytrynowy,
  • przetłuszczenie, im niższe tym większa szansa na osad – tłuściochom niezbyt zagraża, ponieważ niezmydlone tłuszcze tworzą lepszą barierę – taką naturalną izolację od powietrza,
  • temperatura łączenia, wyższa to mniejsze ryzyko osadu,
  • dodatek wosków, żywic – być może wynika to z tego, że takie mydła łączymy w nieco wyższej temperaturze niż pokojowa.

CollageMaker_20180607_141923773CollageMaker_20180607_142807682CollageMaker_20180607_141810851CollageMaker_20180607_142433720CollageMaker_20180607_143421409CollageMaker_20180607_144944692CollageMaker_20180607_144512346CollageMaker_20180607_145436633CollageMaker_20180607_144328305CollageMaker_20180607_144114709

CollageMaker_20180607_145129804

Staram się żeby wszystkie mydła żelowały, jednak czasem to nie następuje a mnie nie chce się ich zmuszać. Takich najbardziej nie lubię. Po drugie wszystkie mydła trzymam w zamkniętym kartonie na szafie. Z resztą bywa różnie, bo jak napisałam wyżej, osad obchodzi mnie w mydle najmniej.

Jak widzicie czasem wystarczy jeden czynnik aby powstał nalot. Można zastosować izolację mydła HP z bogatym w kwasy organiczne owocem jarzębiny, a potem leżakować kostki na otwartej półce, osad na pewno powstanie choćby minimalny. Czasem nawet nie zastanawiamy się nad ograniczeniem nalotu, zrobimy swirla z mleczanem sodu i wodą 35% a jednak prawidłowe leżakowanie w suchym pomieszczeniu i zamkniętym kartonie wystarczy aby uniknąć osadu.

Zatem próbujcie i walczcie, jeśli aż tak bardzo spędza Wam sen z powiek 🙂

 

 

Mydło marsylskie inaczej.

Mydła ręcznie robione to bogactwo wszystkiego co dobre. Kostki przemysłowe nie mogą się z nimi równać pod względem właściwości, składu, włożonej myśli i serca. Jest jednak coś co trudno uzyskać domowym mydlarzom. Coś, czemu nie pomaga wysokie przetłuszczenie, pulpy owocowe i warzywne, żelowanie, dodatki sypkie i niecierpliwość 😉

To gładka, śliska, wręcz szklana czy alabastrowa powierzchnia mydła. Fabrykom nietrudno uzyskać taki efekt natychmiast po zrobieniu mydła, ponieważ robią je na niskim przetłuszczeniu (może nawet zerowym), odciągają powstałą naturalnie glicerynę, rozdrabniają, suszą mydło i dopiero dodają inne składniki. Potem prasują w zgrabne gładkie, twarde i błyszczące kostki. Nie tego chcemy ale mydło-alabaster jak najbardziej możemy stworzyć sami 🙂

Receptura była w mojej głowie od czasu zrobienia pierwszego gospodarczego octowego, które ma zbyt silnie czyszczące i myjące działanie, właściwie piorące aby można go było używać do rąk, na dłuższą metę. Pokochałam tą gładkość i zapach. Zapach prawdziwego mydła z dawnych czasów, zapach dzieciństwa. A to w dużej mierze zasługa kwasu octowego (octu), który nie tylko wygładzi i uczyni mydło delikatniejszym ale też utwardzi kostkę, zapobiegnie rozmiękczaniu na mydelniczce. W końcu zasiane ziarenko wykiełkowało w gotowe mydło toaletowe. Mydło proste, bo ze składników, które są nietrudne do zdobycia.

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

720g oliwy z wytłoków (72%)

280 oleju kokosowego (28%)

330g octu 5% lub 165g wody+165g octu 10%

153g NaOH (co da przetłuszczenie około 3%)

opcjonalnie po 10g soli i cukru

Ług robimy standardowo. Do octu 5% wsypujemy wodorotlenek. Jeśli chcemy dodać soli (dla utwardzenia) i cukry (dla większej piany) rozpuszczamy je w wodzie przed dodaniem wodorotlenku. Olej kokosowy rozpuszczamy, dodajemy oliwę. Czekamy aż ług i tłuszcze osiągną zbliżoną temperaturę. Ponieważ mydła octowe szybciej gęstnieją, poczekajmy i łączmy naprawdę na zimno. 20-25 stopni Celsjusza i nie będzie przygód.  Teraz jest zimno na zewnątrz, można wystawić naczynia , w bezpieczne miejsce i poczekać.

Właściwie to tyle, łączymy, wylewamy do formy i koniec 🙂 Jednak jest jedna rzecz, o której trzeba pamiętać. Mydła na occie zamiast wody zachowują się identycznie jak mydła ze zredukowaną mocno wodą. Dlatego musimy doglądać, sprawdzać czy masa nie jest już czasem twarda. Jeśli przeciągniemy czas krojenia wyjdzie kruszonka do głębokiej ingerencji nożem, obierakiem do warzyw czy strugiem. U mnie trwało to tylko 2 godziny, kroiłam jeszcze ciepłe. Mimo tak krótkiego czasu w formie, w trakcie krojenia niektóre kostki pękały po bokach. Pilnujcie więc 🙂

dav
Marsylskie octowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło po pokrojeniu będzie jasne, bardzo jasne. Białe czy nawet śnieżnobiałe zrobi się po pół roku leżakowania. Oczywiście tyle czasu nie potrzebuje aby można było go używać, chodzi tylko o kolor. Dajcie mu choć 3 miesiące, ze względu na niewysokie przetłuszczenie. Wybór należy do Was 🙂

Jeszcze jedno – tym sposobem można przerobić każdą recepturę, trzeba tylko zachować zasady. W kalkulatorze ustawiamy przetłuszczenie na 0%. Ocet (kwas octowy) zwiększa przetłuszczenie, bo reaguje z wodorotlenkiem, dlatego musimy obliczyć odpowiedni dodatek wodorotlenku. Użyte tłuszcze nie mają znaczenia, wyjściową ilość NaOH obliczy kalkulator. Nas interesuje tylko waga kwasu octowego w wodzie na ług. Analogicznie do tej receptury, czyli na 330g octu 5% dodatkowo odważamy zawsze 5g NaOH, aby otrzymać ok. 3% niezmydlonych tłuszczów. Gdybyśmy nie użyli dodatkowego wodorotlenku, przetłuszczenie osiągnęło by prawie 7% a to mogłoby zagrozić gładkości kostki 😉 Jak obliczać wodorotlenek vs kwasy przeczytacie tutaj.

Jeśli coś jest niezrozumiałe, pytajcie 🙂

dav
Koronkowa robota. Fot Mila Wawrzenczyk

Do zrobienia koronki użyłam maty silikonowej i zabarwionej węglem odrobiny (naprawdę tyci) masy mydlanej. Matę należy wyłożyć na dno formy, wylać zabarwioną masę, wygładzić szpatułką na równo aby nie wystawała poza poziom wgłębień a nadmiar zebrać i usunąć. Potem zalać wszystko resztą masy mydlanej i gotowe 🙂

Potasowe do włosów z olejem laurowym

Mydło potasowe krok po kroku, na przykładzie mydła octowego do włosów 🙂

Włosy to trudny temat dla mydła. Jednak nie jest niemożliwe osiągnięcie sukcesu i stworzenie dla siebie dobrego mydła do włosów. Czasem pierwsze jest trafieniem w dziesiątkę, czasem dziesiąte. Czasem trzeba płukać włosy rozcieńczonym octem, czasem samym naparem ziołowym. Sprawdza się mydło z niskim przetłuszczeniem albo to samo, które używamy do ciała. Takie na odwarze z korzenia mydlnicy albo roztworze kwasu octowego. Trzeba szukać i próbować 🙂

Moje włosy są suche, skrzypiące, puszące się i chłonące dużą ilość farb (od kilku lat już tylko hennę i indygo chłoną) oraz olejów, zapewne wysokoporowate. Weźcie to pod uwagę, bo co dobre dla moich włosów niekoniecznie dobre dla Waszych.

Do zrobienia ługu użyłam odwaru z kłączy mydlnicy i maceratu wodnego z korzenia prawoślazu. Mydlnica a właściwie jej kłącze (Rhizoma Saponariae) ponieważ potrzebowałam saponin. Saponiny w korzeniu mydlnicy stanowią ok. 10% działają zmiękczająco, rozjaśniająco i oczyszczająco. Tworzy dodatkową piankę w mydle. Korzeń prawoślazu lekarskiego zawiera 10-20% śluzów, to zależy od pory jego zbioru. Do ługu potrzebujemy maceratu wodnego, bo śluzy roślinne mające działanie nawilżające i wygładzające rozpuszczą się dobrze w wodzie.

Mydlnica – łyżkę kłącza zalewamy szklanką zimnej wody i gotujemy 5 minut na wolnym ogniu – uwaga, bo pieni się mocno i potrafi wykipieć. Jeśli pianka utrzymuje się na powierzchni to znaczy, że wszystko jest prawidłowo.

Prawoślaz – łyżkę korzenia zalewamy szklanką zimnej wody i odstawiamy na ok. 2 godziny, potem doprowadzamy do wrzenia i odstawiamy. Z wody powinien zrobić się jakby rzadki glut, to znaczy, że śluzy zostały uwolnione i mamy sukces 🙂

Powinniśmy otrzymać 200g odcedzonego płynu z tych dwóch ziół. Jeśli coś zostanie przyda się do podlewania masy mydlanej w trakcie.

Wszystkie oleje użyte w recepturze są dedykowane szczególnie włosom.

Receptura na ok. 700g gotowego mydła potasowego

160g oleju z pestek winogron (40%)

160g oleju ryżowego – to samo co olej z otrąb ryżowych (40%)

40g masło murumuru (10%) – można zastąpić o. babassu lub o. kokosowym, jednak to wymaga przeliczenia receptury od nowa

20g oleju rycynowego (5%)

20g oleju laurowego (5%)

198g woda – czyli odwar z mydlnicy i macerat z prawoślazu

66g octu spirytusowego 10%

90g KOH (co da ok. 2% przetłuszczenia)

1 żółtko – opcjonalnie

10g olejek eteryczny rozmarynowy – opcjonalnie

Róbmy to potasowe mydło!

Mieszamy odwar z kłącza mydlnicy, macerat z korzenia prawoślazu i ocet. Otrzymamy ok. 2,5% roztwór kwasu octowego na ziołach (około, bo nie tak prawidłowo liczy się stężenia ale różnica jest tak znikoma, że nie ma sensu bawić się w miareczkowanie) Wsypujemy do niego wodorotlenek, którego wagę obliczyłam odpowiednio do ilości kwasu octowego – żeby utrzymać przetłuszczenie na poziomie ok. 2%. Zarówno sam ocet (właściwie powstały w trakcie procesu octan potasu) jak i jego stężenie sprawuje się doskonale na moich włosach. Nie ma osadu, łatwo się rozczesują i błyszczą.

Tłuszcze stałe i płynne podgrzewamy na małym ogniu do rozpuszczenia tych pierwszych. Naczynie w którym to robimy będzie też naczyniem zmydlania. Ja używam garnka ze stali nierdzewnej, więc cała ta instrukcja dotyczy gotowania mydła w garze bez użycia blendera 🙂

Jeśli ług i tłuszcze mają temperaturę nie przekraczającą 60 stopni, wlewamy ług do tłuszczów. Uważajcie by pilnować temperatury, bo zbyt gorące mogą wykipieć.

mde
Początek jest przeważnie gładki. Fot. Mil Wawrzenczyk

Grzejemy naszą miksturę starając się nie przekraczać 70 stopni. Oczywiście wahania się zdarzają, jeśli za wysoka zestawiamy z ognia, jeśli za niska ogień podkręcamy. Przy zbyt wysokiej temperaturze odparuje zbyt dużo wody i mimo przewagi tłuszczów płynnych zrobi nam się betonowy twardziel w słoiku. Z tego też powodu przykrywamy pokrywką szklaną aby móc podglądać.

dav
Zaczyna bulgotać, teraz koniecznie już trzeba mierzyć temperaturę. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło potasowe niestety wymaga więcej czasu i uwagi niż sodowe na zimno. Należy zaglądać do niego co kilkanaście minut, obserwować zmiany, mieszać i pilnować temperatury. Czasem otrzymamy gotowe po dwóch godzinach czasem po kilkunastu – choć to mi się akurat na szczęście jeszcze nie zdarzyło. Mydła octowe generalnie zmydlają się dużo szybciej. Tym razem trwało to niecałe 3 godziny.

mde
Moja najmniej lubiana faza potasowego. Fot. Mila Wawrzenczyk

Na zdjęciu powyżej zaczyna się zmydlanie widoczne dla oka. Tworzą się wulkany, masa jest rozwarstwiona – może pryskać – znów przyda się pokrywka. Mimo mieszania wciąż się rozwarstwia. Cierpliwości, to kłopotliwy początek dobrego końca.

mde
Żelowanie, czyli sekundy do końca. Fot Mila Wawrzenczyk

Teraz można uzupełnić wodę lub odwary jeśli zauważymy, że zbyt dużo odparowało. Uwaga – to nie to samo co rozpuszczanie mydła, więc z umiarem 😉 Ja mam garnek z podziałką, więc widzę ile było masy zaraz po połączeniu ługu z tłuszczami. Potem sprawdzam aby zostało choć 3/4 poziomu początkowego, co przy odpowiedniej temperaturze gotowania nie powinno wymagać dolewania. Wyłączamy palnik i jeszcze ciągle mieszając aby uniknąć przypalenia dopieszczamy masę 😉 . Mydło jest gotowe kiedy przejdzie fazę żelowania. Nie da się jej przeoczyć, bo masa mydlana nabiera przejrzystości, gęstości i połysku. Powinna być doskonale jednorodna.

Kiedy gotowe mydło osiągnie temperaturę ok. 30 stopni możemy dodać żółtko i olejek eteryczny rozmarynowy. Lecytyna z żółtka zapewni natłuszczenie dzięki zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych, które włosy bardzo lubią, bo nie pozostawiają tłustej warstewki. Żółtko dobrze zblendować najpierw z niewielką ilością oleju ukradzionego z całości (już po zważeniu), inaczej mogą powstać duże ścięte kawałki jajecznicy. EO rozmarynowy jest pomocny przy wypadaniu i łamliwości włosów.

dav
Gotowe, pachnące olejem laurowym i rozmarynem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeszcze słowo o wodzie. W recepturach mydeł potasowych przeważnie podwajam ilość wody w stosunku do mydeł sodowych. Tutaj jest jej 66%, odparuje przy prawidłowym grzaniu może 15-20%. To co zostanie da nam mydło bez problemu dające się wyjąć ze słoika i łatwo rozpuścić – jeśli będziemy chcieli zrobić je w formie płynu/szamponu. Na dodatek jeżeli wpadniemy na pomysł aby coś jeszcze do niego dorzucić, łatwo rozmieszamy dodatkowy olej czy nawet proszek.

Mydło potasowe można zrobić w wolnowarze a nawet w piekarniku. Żadne wymówki nie wchodzą w grę!

 

 

Źródło:

Surowce kosmetyczne i ich składniki, A. Jabłońska-Trypuć, R. Czerpak

Poradnik zielarski, H. Różański

 

Kwasy organiczne w mydle

Tłuszcze to też kwasy, mieszanina wyższych kwasów tłuszczowych, dziś nie o nich.

Octowy, mlekowy, cytrynowy – bez tej trójcy mydło jak najbardziej stworzymy. Zatem co one robią temu mydłu, że chcemy je używać?

Kwas octowy. Mój ulubiony 🙂 Karboksylowy cud-związek, który znamy pod postacią octu. Spirytusowego 10%, co oznacza, że butelka kupiona w sklepie zawiera 10% roztwór kwasu octowego, octu jabłkowego 5% lub octu robionego własnoręcznie, którego % musimy określić samodzielnie na etapie produkcji – podobnie jak przy robieniu wina – ilość cukru i użytego surowca ma znaczenie, a potem sprawdzić przy zlewaniu za pomocą kwasomierza lub miareczkowania. Oczywiście jeśli domowego octu nie używamy do mydła lepiej zapomnijmy o mierzeniu kwasowości, bo zrobienie winegretu tego nie wymaga. Do mydeł używam tylko octu spirytusowego 10% ze względu na jasność obliczeń, bo w przypadku octów owocowych domowych otrzymujemy nie tyko kwas octowy a mieszaninę octowego, jabłkowego, winowego i cytrynowego (nie będą to diametralne różnice ale ja wolę mieć jasność 😉 ) Zioła też zalewam octem spirytusowym (za Różańskim). Jeśli dodamy kwasu octowego do mydła część wodorotlenku przereaguje z nim tworząc octan – sodu lub potasu. W przypadku gdy chcemy zachować kontrolę nad przetłuszczeniem czyli tłuszczami niezmydlonymi, musimy dodać odpowiednio więcej wodorotlenku.

dav
Mydła octowe kwitnące, z osadem na powierzchni. Fot. Mila Wawrzenczyk
  • dodaję głównie do mydeł przeznaczonych do mycia włosów i do mydeł gospodarczych
  • mydło octowe nie pozostawia osadu na włosach i smug na powierzchni czyszczonej
  • utwardza mydło
  • mydło CP (cold proces, metoda na zimno) dłużej trwa spadek pH podczas leżakowania
  • octan konserwuje mydło (i nie tylko mydło E260 😉 )
  • masa mydlana szybciej gęstnieje
  • reguluje pH – pozwala osiągnąć wartość 7
  • przeważnie powstają wykwity z octanu na powierzchni mydła, oczywiście są powierzchowne i znikają przy pierwszym kontakcie z wodą
  • ilość kwasu octowego użytego w mydle zależy od nas – jednak opierając się na własnym doświadczeniu – nie ma sensu dodawać powyżej: 2,5% roztworu przy mydłach do włosów i 5% roztworu przy mydłach gospodarczych (zamiast wody)

Kwas mlekowy. Naturalnie obecny w skwaśniałym mleku i przetworach kiszonych. My po dodaniu jakiegokolwiek surowca pochodzącego z mleka zwierzęcego nawet tego nieskwaśniałego widocznie, i tak wprowadzamy go do mydła, bo proces fermentacji mlekowej zachodzi bardzo łatwo a droga mleka od krowy do konsumenta jest długa. Można też dodać kwas mlekowy – do kupienia jest roztwór 80%. Po połączeniu z wodorotlenkiem otrzymamy mleczan, który również jest dostępny w handlu pod postacią gotowego 60% roztworu. W przypadku gdy chcemy zachować kontrolę nad przetłuszczeniem, musimy dodać odpowiednio więcej wodorotlenku przeliczając na wagę kwasu mlekowego. Jeśli zastępujemy wodę mlekiem czy przetworami, ze względu na złożony skład wymienionych, nie jesteśmy w stanie obliczyć dodatku wodorotlenku. Otrzymamy mydło o wyższym przetłuszczeniu.

dav
Jasne na mleku kozim, czerwonawe na jogurcie. Wykwity w różnym stopniu. Fot. Mila Wawrzenczyk
  • nie używam gotowego roztworu mleczanu czy kwasu mlekowego, zastępuję wodę na ług mlekiem pochodzenia zwierzęcego, świeżym lub kwaśnym – jogurt, maślanka, kefir, serwatka
  • utwardza mydło
  • mleczan działa nawilżająco
  • reguluje kwasowość – pozwala osiągnąć wartość pH 7 gotowego, dojrzałego mydła
  • gotowy mleczan można dodać do 8% masy tłuszczów (MT), kwas mlekowy do 5% (powyżej, może powodować kruszenie mydła – zależy od składu tłuszczów)
  • czasem powstają wykwity na powierzchni mydła
  • mydło na mleku i jego przetworach łączymy w możliwie niskiej temperaturze ok. 30 stopni, ponieważ ze względu na zawartość cukru i denaturację/koagulację białek potrafi osiągnąć dużo wyższą temperaturę niż standardowa żelowania

Kwas cytrynowy. Od poprzednich różni się zawartością aż trzech grup karboksylowych – co ma znaczenie w obliczeniach mydlarskich. Jest bardzo ważny dla życia, bo to produkt w procesie oddychania tlenowego – tak my ludzie też go wytwarzamy. Niektóre owoce – szczególnie cytrusy – zawierają go do 8% masy suchej. Kto nie zna kwasku cytrynowego 😀 Po dodaniu do ługu lub masy mydlanej roztworu kwasu cytrynowego w zależności od stężenia otrzymamy różne właściwości. Kwas cytrynowy reagując z wodorotlenkiem tworzy cytrynian. W przypadku gdy chcemy zachować kontrolę nad tłuszczami niezmydlonymi, musimy dodać odpowiednio więcej wodorotlenku.

dav
Czyste, bez osadu, z zachowaną barwą – mydła z zawartością 3% MT kwasu cytrynowego Fot.Mila Wawrzenczyk
  • kwas cytrynowy w postaci roztworu stosuję zwykle jako dodatek do masy mydlanej
  • dodany w ilości 3% MT (maksymalna możliwa) zapobiega osadowi na mydle czyli tzw. sodzie ash (węglan sodu), powodującej biały nalot na powierzchni mydła
  • ma działanie konserwujące już od 2% MT (MT – masa tłuszczów użytych do mydła) dzięki właściwościom antyutleniającym – skutecznie zapobiega jełczeniu mydeł o znacznym przetłuszczeniu
  • niestety rozmiękcza mydło, podczas stosowania staje się bardziej maziste – dlatego lepiej dodawać tylko do mydeł twardych, o zawartości tłuszczów stałych 50% i więcej
  • mydło z kwasem cytrynowym (a właściwie cytrynianem) zapobiega w dużej mierze osadom na sanitariatach, kafelkach, armaturze
  • popularny sekwestrant co znaczy, że zapobiega rozwarstwieniom, pęknięciom, trzyma konsystencję i barwę
  • reguluje pH – pozwala osiągnąć wartość 7

Cóż to znaczy, że chcemy kontrolować przetłuszczenie? W przypadku mydeł do ciała nie zrobi nam różnicy czy przetłuszczenie (super fat, niezmydlone tłuszcze) będzie 5% czy 9%. W mydle gospodarczym nie możemy mieć niezmydlonego tłuszczu, bo zostawi nam niepożądaną warstewkę na powierzchni mytej czy osado-glut na praniu. Założymy, że mydło do włosów ma mieć 2% niezmydlonych tłuszczów – dodamy octu bez zwiększenia wodorotlenku i stworzymy mydło o większym przetłuszczeniu i po umyciu zrobią się strąki zamiast włosów. W przypadku mydeł do włosów lub gospodarczych trzeba wiedzieć co zmydlimy. Każdy kwas reaguje z zasadą tworząc sól. A tak realnie, użytkowo to nazywając, każdy kwas neutralizuje zasadę. Wyżej wymienione kwasy dodane do ługu/masy mydlanej zneutralizują nam część wodorotlenku. Zabiorą jego część potrzebną do zmydlenia tłuszczu, więc mydło będzie zawierało więcej niezmydlonego tłuszczu. Dlatego aby być Panem przetłuszczenia musimy dokonać obliczeń i na każdy gram danego kwasu dodać odpowiednią ilość dodatkowego wodorotlenku, wtedy utrzymamy przetłuszczenie na poziomie założonym 🙂 Na każdy gram poniższego kwasu należy dodać wymienioną ilość wodorotlenku:

dav
Obliczenia i fot. Mila Wawrzenczyk

Aby zachować bezpieczeństwo zaokrąglamy gramy dodatkowego wodorotlenku w dół – lepsze strąki na głowie niż podrażniona skóra głowy!

dav
Mydło z osadem węglanu sodu, bez dodatku żadnego kwasu Fot. Mila Wawrzenczyk

Źródło:

Surowce kosmetyczne i ich składniki, A. Jabłońska-Trypuć, R. Czerpak

Scientific Soapmaking: The Chemistry of the Cold Process, K. M. Dunn