Równowaga PEH. Emolientowa odżywka do włosów – okluzja dla każdej porowatości.

Opublikowano 8 komentarzy

Jako wieloletnia włosomaniaczka, a na dodatek posiadaczka włosów kręconych średnioporowatych, wiem jak ważna jest dla nich równowaga PEH.
No dobra, ale “średnioporowate”, “równowaga PEH”, co to tu chodzi? Postaram się powoli wszystko wyjaśnić. Na początek wyobraźcie sobie szyszkę, tak, taką normalną szyszkę drzewa iglastego. Szyszki mają łuski i nasze włosy też je mają!

Dla najlepszego porównania o co chodzi z tą całą porowatością:

  • Włosy niskoporowate są jak szyszki jodły koreańskiej – z praktycznie nieodchylonymi łuskami. Charakteryzują się tym, że są gładkie, a dobrze odżywione tworzą efekt tafli, raczej proste lub falowane.
  • Włosy średnioporowate wyglądają trochę jak szyszki świerku pospolitego – mają średnio rozchylone łuski. Jest to typ najpopularniejszy, a przy zrównoważonej pielęgnacji można uzyskać na nich piękny blask. Tu pełen przekrój – proste, falowane, kręcone.
  • Włosy wysokoporowate, myślcie o nich jak o szyszkach sosny pospolitej – łuska jest wyraźnie rozchylona. Często się puszą, plączą i mają tendencję do wyglądania jak tzw. “siano”. Mogą być takie po prostu genetycznie lub zostać podniesione do takiego stanu pod wpływem stylizacji wysoką temperaturą, utlenianiem ich rozjaśniaczami, farbami i innymi niszczącymi strukturę działaniami. To moim zdaniem najtrudniejszy do ugłaskania typ, ale z czym nie poradzi sobie dobra pielęgnacja! Tak samo jak średniopory, mogą występować i u prosto-, falowano- i kręconowłosych.
Porównanie struktury włosów różnych porowatości. Rys. Ola Figarska.

Jak się dowiedzieć jaki macie typ porowatości? To zależy jak wasze włosy się zachowują, czy są raczej wrażliwe, podatne na stylizacje, czy szybko, czy długo schną po myciu i generalnie wiele innych rzeczy pomoże określić jaki macie typ porowatości. Nie będziemy się tym jednak teraz zajmować. W internecie jest wiele testów, dzięki którym możecie to określić i mam na myśli raczej testy w postaci ankiety, a nie test szklanki z wodą (który tak naprawdę się nie sprawdzi).

Równowaga PEH


Jeśli o nią chodzi nazwa pochodzi od pierwszych liter trzech kluczowych fundamentów pielęgnacji, a mianowicie od P – proteiny, E – emolienty, H – humektanty. Polega ona na zrównoważonym dostarczaniu każdego z tych trzech składników włosom, w postaci odżywek.

Jak najprościej rozpoznać, kiedy czego włosom potrzeba?

Gdy brakuje nam protein włosy tracą objętość, mogą zbijać się w nieciekawie wyglądające strąki, wyglądać jakby smętnie, natomiast przy nadmiarze – stać się suche, szorstkie i matowe.
Gdy brak naszym włosom humektantów, występuje przesuszenie, i tak jak w przypadku braku protein, utrata objętości. Przy ich nadmiarze często pojawiają się kołtuny i ogólnie rozumiany puch na głowie.
Brak emolientów daje suchość i puch z powodu niedociążenia, kołtunienie, matowość. W przypadku ich nadmiaru powstaje przyklap i tłuste strąki.
Pamiętajcie, włosy są strukturą martwą na długości, która nie posiada funkcji regeneracyjnych. Jedynie cebulki włosów, ukorzenione w skalpie są żywe. Wynika z tego wiele rzeczy, a mianowicie np. rozdwojonych końcówek nie da się magicznie scalić, jak to lubią nam przedstawiać producenci szamponów i odżywek, ponadto

szamponami myjemy skórę głowy. To ona produkuje sebum, które sprawia, że włosy są tłuste, to ona może być przesuszona, na niej powstaje łupież, nie na włosach! Kiedy myjecie skalp, produkt myjący, który spływa po włosach w zdecydowanej większości przypadków wystarczy, aby domyć wasze włosy na długości.

Do pielęgnacji włosów służą odżywki, które możemy, a nawet powinniśmy trzymać kilka-kilkanaście minut, aby mogły działać i przy tym zostańmy 😉

Emolienty


Po tym przydługawym wstępie przejdźmy wreszcie do samych emolientów. Mila pisywała wam już wiele na ich temat tutaj i tutaj .
Jeśli chodzi o ich podział to występują w postaci węglowodorów (np. parafina, skwalen, oleje mineralne), kwasów tłuszczowych (np. kwas stearynowy, kwas palmitynowy, kwas linolowy, kwas linolenowy, kwas oleinowy), fosfolipidów (np. lecytyna), alkoholi wielowodorotlenowych (np. glikol propylenowy), wosków roślinnych (np. carnauba, kandelila, olej jojoba), estrów woskowych (wosk pszczeli, lanolina), silikony (np. cyclomethicone, dimethicone, cyclopentasiloxane). Chciałabym odnieść się szczególnie do emolientów tłuszczowych, bo wydaje mi się, że mają największy udział w produkcji odżywek, a co więcej są produktami najłatwiej dostępnymi, bo oleje można przecież kupić nawet w sklepie spożywczym za rogiem.
Odpowiadają w naszej pielęgnacji za tworzenie warstwy okluzyjnej na włosie, czyli, krótko mówiąc, zamykają wilgoć we włosie i wygładzają je . Emolienty nie nawilżają (robią to humektanty), dlatego polecany do nawilżania włosów olej kokosowy, czy arganowy, może zrobić więcej złego niż dobrego, szczególnie niewłaściwie użyty, ale o tym za chwilę.
Każdy z typów porowatości ma swoje ulubione grupy olejów, a wynika to z zawartości właśnie kwasów tłuszczowych i stricte ze struktury włosów.

Włosy niskoporowate kochają najbardziej kwasy tłuszczowe nasycone. Znajdziemy je w takich tłuszczach jak olej kokosowy, olej babassu, masło cupuacu, masło shea, masło murumuru, masło kakaowe, masło mango.

Posiadając taką właśnie porowatość możecie próbować na ich bazie tworzyć wszelkie odżywki do swoich włosów. Ja zrobiłam odżywkę do włosów dla swojego męża, który posiada półdługie, niskoporowate i proste włosy.

Receptura na odżywkę dla włosów niskoporowatych:

Faza olejowa 35%

Olej kokosowy 8%

Masło kakaowe 8%

Masło shea 10%

Amid 18 S 5%

Alkohol cetearylowy 1%

Stearynian sacharozy 3%

Faza wodna 65%

22,5% Napar z rumianku – przeciwzapalnie

20% Napar z pokrzywy – na łojotok

20% Napar z kłącza tataraku – połysk

1% Betaina z buraka – antystatyk, nawilżanie

1% Kwas mlekowy – regulacja pH, zamykanie łuski

0,5% Konserwant

Wybór naparów nie był przypadkowy. Rumianek działa przeciwzapalnie i kondycjonująco na włosy, pokrzywa pomoże przy łojotoku (a pamiętajcie, że odżywki bezsilikonowe można jak najbardziej kłaść na skalp i odżywiać go wraz z włosami), tatarak pomaga przy nadmiernym łuszczeniu się skóry i łagodzi, a nagietek dla regeneracji podrażnionej skóry. Nie będę oryginalna w innych przepisach, gdyż oparłam je praktycznie na tych samych naparach, ponieważ chciałam załagodzić przesuszenie i łuszczenie skalpu, które występuje u mnie i moich bliskich.
Możecie oczywiście dodać do odżywki jakieś olejki eteryczne z głową, ale szczerze? Dla mnie pachnie ona obłędnie! Moje pierwsze skojarzenie to taka bogata i aromatyczna biała czekolada. Aż żałuję, że mam włosy o średniej porowatości, bo chętnie podkradałabym ją sobie z pudełka!

Brak opisu.
Składniki na odżywkę dla niskoporów. Fot. Ola Figarska.

Włosy średnioporowate lubią dokarmianie kwasami tłuszczowymi jednonienasyconymi, najdziecie je w takich olejach jak olej migdałowy, olej makadamia, olej z pestki brzoskwini, olej ryżowy, olej tamanu, olej awokado, olej rokitnikowy, olej rycynowy, olej rzepakowy, olej z pestek śliwki, olej kolendrowy, olej sezamowy, oliwa z oliwek.

Jestem posiadaczką włosów o takiej właśnie porowatości. Szczerze powiem, czasem trudno dojść z nimi do ładu, jednak, mimo że są one kręcone, najczęściej wołają ode mnie właśnie emolientów, a nie protein, aby były wygładzone i błyszczące. Dzięki temu, przynajmniej w moim przypadku, są miękkie, nie puszą się i przede wszystkim nie plączą, przez co nie wyrywam sobie włosów z głowy z kołtunami.

Receptura na odżywkę dla włosów średnioporowatych:

Faza olejowa 35%

Olej ryżowy 12%

Olej z nasion kolendry 2%

Oliwa z oliwek 12%

Amid 18 S 5%

Alkohol cetearylowy 1%

Stearynian sacharozy 3%

Faza wodna 65%

Napar z rumianku – przeciwzapalnie 22,5%

Napar z pokrzywy – na łojotok 20%

Napar z kłącza tataraku – połysk 20%

Betaina z buraka – antystatyk, nawilżanie 1%

Kwas mlekowy – regulacja pH, zamykanie łuski 1%

Konserwant 0,5%

Odżywka w strukturze wyszła właśnie taka jak lubię. Po wielu użyciach mogę wam powiedzieć, że to to czego chciałam – doskonale zmiękcza moje włosy i mogę swobodnie czesać je na mokro na tej odżywce, a szczotka z łatwością po nich sunie. Jedyny jej minus, przynajmniej dla mnie to zapach, pokrzywa w tej formulacji nie pachnie najkorzystniej, ale można to łatwo zmienić dodając olejków eterycznych bądź blendów. Ja dodałam trochę pomarańczy i kilka kropli atlasa.

Olejami dedykowanymi dla włosów wysokoporowatych będą te, które w swoim składzie mają przewagę kwasów tłuszczowych wielonienasyconych. Do takich możemy zaliczyć olej konopny, olej słonecznikowy, olej malinowy, olej lniany, olej z owoców dzikiej róży, olej z opuncji figowej, olej kukurydziany, olej z krokosza barwierskiego, olej makowy, olej z wiesiołka.

Odżywka dla włosów wysokoporowatych powstała specjalnie z myślą dla mojej mamy, ale ma szansę sprawdzić się na każdych włosach o tej porowatości, wystarczy pokombinować z olejami ^^

Receptura na odżywkę dla włosów wysokoporowatych:

Faza olejowa 35%

10% Olej słonecznikowy

4% Olej z nasion pomidora

4% Olej konopny

8% Olej z pestek winogron

5% Amid 18 S

1% Alkohol cetearylowy

3% Stearynian sacharozy

Faza wodna 65%

22,5% Napar z nagietka

20% Napar z rumianku – przeciwzapalnie

20% Napar z kłącza tataraku – połysk

1% Betaina z buraka – antystatyk, nawilżanie

1% Kwas mlekowy – regulacja pH, zamykanie łuski

0,5% Konserwant

Jasny kolor uzyskałam dzięki naparowi z nagietka, który swoją drogą daje też bardzo intensywnie żółte mydła. Zapach miał bardzo przyjemny, może to nawet potwierdzić Mila, która stwierdziła, że pachnie smakowicie 😉 Niestety nie miałam okazji sprawdzić go na włosach, bo mają strukturę, która woli inne oleje, ale odżywka to przecież krem i nałożona na moją suchą cerę, bardzo jej się spodobała.

Od lewej odżywki dla włosów niskoporowatych, średnioporowatych
i wysokoporowatych. Fot. Ola Figarska.

We wszystkich formulacjach używałam Amidu S18. Dlaczego? Działa jako antystatyk, a ponadto zastępuje silikony w odżywkach, czyli ma właściwości wygładzające. Lekko się pieni, co ułatwia również mycie skalpu (a przecież skalp można swobodnie myć odżywkami bez oblepiaczy). Produkty na tym emulgatorze w połączeniu ze stearynianem sacharozy mają świetną smarowność, a na dodatek zwartą, ale nie bardzo gęstą konsystencję, słowem, przypominają te drogeryjne maski i odżywki w odczuciu. W każdej z nich też zaznacie alkoholu cetearylowego, który smarowność podbija.

Pamiętajcie jednak, że włosy często mają mieszaną porowatość na całej swojej długości. Niemal zawsze przy skalpie włosy mają porowatość niższą niż na długości, a często także wyższą na końcach (pomyślmy np. o rozdwajających się końcówkach). Dlatego polecam eksperymentowanie. Udanych włosingów~!

Źródło:

Emollients, R. Marks
Moisturizers: The Slippery Road, A. Sethi, T. Kaur, SK Malhotra, ML Gambhir



Odżywka do włosów.

Opublikowano 10 komentarzy

Włosy. Dostaniecie dwie przykładowe receptury i jak zwykle spis składników oraz to czemu one mają służyć. To są proste receptury, każdy ma w domu i na łąkach wszystko z czego można skomponować odżywkę. Emulgator uważam za konieczny. Woda nie poradzi sobie z dwufazówką i zostaniecie z tłustymi placami na włosach. Ja wybrałam celowo stearynian sacharozy, bo uważam go za idealny do włosów właśnie. Jest lekki w przeciwieństwie do olivem 100 czy xyliance. To prawda, że daje mniejszą (mimo to nadal przyzwoitą) smarowność ale odżywka nie potrzebuje smarowności. Jest nawilżający a włosy to kochają. Wymienione powyżej dają okluzję a nie nawilżenie. W końcu, nie ma prostszego emulgatora niż ten do użytku na zimno. Może emulgacja na zimno jest dobrym wstępem ćwiczebnym dla mających obawy przed kremami.

Składniki antystatyczne:

  • drożdże – chmiel – piwo
  • betaina roślinna – buraki, pszenica, szpinak
  • proteiny (aminokwasy) – łubin, groszek – ziele, ryż, ziemniak, soja, owies, kukurydza – skrobie i mąki, kazeina – mleka
  • lecytyny – żółtko, olej słonecznikowy surowy
  • tłuszczowe kwasy – linolowy i linolenowy, czyli wszystkie oleje z ich przewagą (odwrotny efekt dają twarde tłuszcze)
  • niacyna
  • panthenol
  • skwalen – oliwa, olej z pszenicy, olej ryżowy
  • siarka
  • mocznik
  • keratyna
  • kwas hialuronowy
  • oryzanol – olej ryżowy
  • stearynian sacharozy

Odżywka przeciw elektryzowaniu się włosów.

Ja zrobiłam taką, buraczano-chmielową z koniecznymi dodatkami. Myślę, że ta receptura będzie odpowiednia dla każdego rodzaju włosów.

Receptura, odżywka w formie emulsji 200g:

faza wodna, czyli wszystko co rozpuszcza się w wodzie 80%

140g odwaru z buraka i chmielu (70%)

10g glicerytu lub gliceryny

8g inuliny w proszku (4%)

2g konserwantu fazy wodnej (1%)

faza olejowa, czyli wszystko co rozpuszcza się w oleju 20%

28g oleju lnianego, surowego (14%)

10g emulgatora stearynianu sacharozy (5%)

2g lecytyny (1%)

Pociętego na drobne kawałki średniego buraka razem z garścią chmielu, zalewamy wodą i doprowadzamy do wrzenia. Zakwaszamy szczyptą kwasu cytrynowego albo innego, dosłownie kilka kryształków. Wyłączamy i czekamy aż ostygnie. Można zostawić na noc. Potem wrzucamy wszystko razem do słoika i potrząsamy do połączenia. Niczego nie grzejemy, bo tutaj nie ma się co roztapiać. Stearynian sacharozy jest emulgatorem stosowanym na zimno. Jeżeli go podgrzejecie, a raczej wstawicie słoik ze składnikami do gorącej wody, otrzymacie odżywkę w postaci lekkiego kremu. Ja wolę odżywkę w formie płynnego mleczka dlatego zrobiłam zupełnie na zimno. Na początku jest naprawdę jak płyn. Jednak na drugi dzień gęstnieje do mleczka, takiego które możemy przełożyć do pompki.

Burak i chmiel. Fot. Mila Wawrzenczyk

Składniki nawilżające:

  • wszystkie cukry, czyli węglowodany (sacharydy) – każda roślina zawiera cukry, najwięcej polisacharydów znajdziecie w nasionach lnu, owsie, żywokoście, prawoślazie – korzeniach ale też sporo w częściach zielnych, nawet zwyczajny napar z kwiatów malwy sprawdzi się
  • inulina – też polisacharyd – bulwy topinamburu, korzeń mniszka, łopianu, cykorii podróżnik, wężymordu
  • miód
  • gliceryna
  • cukier
  • kwas hialuronowy
  • soki owocowe
  • betainy roślinne
  • algi
  • aloes
  • cytrusy
  • ksylitol
  • stearynian sacharozy
  • sole kwasów organicznych np. mleczan sodu

Odżywka nawilżająco-nabłyszczająca.

Każda odżywka powinna nawilżać i utrzymywać wilgoć. Jednak czasem włosy są w takim stanie, że musimy zdwoić siły wszystkich kosmetyków wykorzystywanych do ich pielęgnacji. Włosy zniszczone są najczęściej matowe a to nie wygląda dobrze. Dlatego odżywka sprawdzi się przy włosach suchych i zniszczonych.

Receptura, odżywka w formie emulsji 200g:

faza wodna, czyli wszystko co rozpuszcza się w wodzie 80%

150g glicerytu 1:1 (tzn, że zielsko zalewamy gliceryną i wodą w proporcji pół na pół) z młodych liści brzozy i kwiatów lub liści podbiału (75%)

10g żelu z liścia aloesu (5%)

2g konserwantu fazy wodnej (1%)

faza olejowa, czyli wszystko co rozpuszcza się w oleju 20%

14g oleju winogronowego (7%)

14g oleju jojoba (7%)

10g emulgatora stearynianu sacharozy (5%)

Procedura identyczna jak wyżej. Wrzucamy wszystko do jednego słoika, zakręcamy i mieszamy. Voila! Tutaj chodzi o wygładzenie włosów, do osiągnięcia efektu tzw. tafli. Dociążenia puszących się na wszystkie strony pasm. Posiadacze takich niskoporowatych włosów, pięknych już z natury powinni uważać na składniki filmotwórcze, żeby nie przesadzić z ich ilością, bo to może spowodować efekt oklapnięcia. Nie bójcie się takiej ilości gliceryny. W produktach zmywalnych nie ma działania wyciągającego wodę. Tutaj nie ma lecytyny, która jest koemulgatorem, więc może się zdarzyć rozwarstwienie (szczególnie jeżeli robimy zupłnie na zimno), wystarczy wtedy wstrząsnąć przed użyciem. Ja wstawiłam słoik z odżywką do gorącej wody na kilkanaście minut. Słoik ze wszystkimi składnikami. Słoik do gorącej wody bez podgrzewania na ogniu. Chciałam pokazać różnice między potraktowaniem ciepłem tego emulgatora. Wynikiem jest krem, lekka kremowa konsystencja nadająca się do słoika. Przy używaniu sucrose stearate jest ważna zależność czasu i temperatury im mniej podgrzewamy tym bardziej lejącą emulsję otrzymamy.

Podbiał i brzoza. Fot. Mila Wawrzenczyk

Składniki nabłyszczające i filmotwórcze:

  • żywice, nie tylko te z nazwy (benzoina, mirra, sosna), które znamy, bo rośliny też je zawierają np. aloes i młode listki albo pączki kwiatowe
  • woski – przy emulgacji na zimno najlepiej sprawdzi się jojoba, bo choć nazywany olejem w większej części składa się właśnie z wosków
  • zioła krzemionkowe – pokrzywa, poziewnik, skrzyp – uwaga krzemionka nie jest dobra dla suchych włosów
  • masło shea – zawiera dużą część niezmydlalną a w niej woski i żywice między innymi
  • masło mango, kakaowe – ze względu na dużą zawartość tłuszczowego kwasu stearynowego
  • tłuszczowe alkohole – cetearylowy i cetylowy
  • emulgatowy na ciepło – olivem 100, xyliance
  • lanoliny
  • proteiny
  • substancje żelujące typu agar, karagen, żelatyna, len, owies
  • keratyna
  • miki nadają połysk i blask (te barwione również ale uważajcie na kolor), ja mam tzw. mikę shimmer, ona ma za zadanie odbijać światło

Filmotwórczość przydaje się latem w ochronie włosów przed promieniowaniem UV, jeżeli ktoś nie lubi nosić kapelusza.

Aha i jeszcze na koniec (miałam robić trzecią odżywkę dla kręconych włosów, lecz nie zrobiłam to tylko napiszę.

Składniki poprawiające skręt:

  • jak najmniej filmotwórczych składników, obciążone włosy nie będą się kręcić
  • mycie włosów odżywką zamiast szamponu czy mydła lub mieszanie odżywki z szamponem
  • odwar typu glut – len, kozieradka, owies – robiony na gorąco
  • amla
  • bringhraj
  • glony np. morszczyn
  • proteiny
  • wszystkie nawilżające składniki
  • i na koniec czesanie tylko na mokro

Odżywka pozostająca na włosach czy do spłukiwania? To zależy od włosów i skóry głowy. Jeżeli włosy są suche, puszące się a skóra głowy ze skłonnością do tzw. sypania (łupież to jest jednak co innego, to stan chorobowy) – można spróbować użyć każdej odżywki bez spłukiwania, nakładając nawet na skórę głowy. Posiadacze włosów nawilżonych, niskoporowatych, zdrowych powinni spłukiwać odżywkę. Jeśli odżywka ma być do spłukiwania, nakładamy ją na całość włosów i skórę głowy, pozostawiamy na kilka – kilkanaście minut i spłukujemy wodą. To emulsja, więc wypłucze się ile trzeba a to co pozostanie zapewni dłuższą pielęgnację i wygląd. Taką odżywkę można też stosować na same końcówki włosów, już bez spłukiwania. Jestem ciekawa kto całość przeczytał. Trzeba eksperymentować i poznać swoje potrzeby.

Nie opisałam też niczego dla włosów przetłuszczającyh się i wypadających, ponieważ to nie jest problem włosa a skóry głowy i o tym w następnym wpisie – wcierka i peeling do skóry głowy.

Obie zrobiły mi z włosami to co sklepowe, choć kupowałam sto lat temu. W sumie to ja nie wiem czy mi się podoba ten efekt z reklam, zawsze byłam taka rozczochrana, a tu masz. Bez czesania, sypiące się, gładkie włosy. Muszę się zastanowić a Wy kombinujcie!

Potasowe mydło do włosów z olejem laurowym

Opublikowano 37 komentarzy

Mydło potasowe krok po kroku, na przykładzie mydła octowego do włosów 🙂

Włosy to trudny temat dla mydła. Jednak nie jest niemożliwe osiągnięcie sukcesu i stworzenie dla siebie dobrego mydła do włosów. Czasem pierwsze jest trafieniem w dziesiątkę, czasem dziesiąte. Czasem trzeba płukać włosy rozcieńczonym octem, czasem samym naparem ziołowym. Sprawdza się mydło z niskim przetłuszczeniem albo to samo, które używamy do ciała. Takie na odwarze z korzenia mydlnicy albo roztworze kwasu octowego. Trzeba szukać i próbować 🙂

Moje włosy są suche, skrzypiące, puszące się i chłonące dużą ilość farb (od kilku lat już tylko hennę i indygo chłoną) oraz olejów, zapewne wysokoporowate. Weźcie to pod uwagę, bo co dobre dla moich włosów niekoniecznie dobre dla Waszych.

Do zrobienia ługu użyłam odwaru z kłączy mydlnicy i maceratu wodnego z korzenia prawoślazu. Mydlnica a właściwie jej kłącze (Rhizoma Saponariae) ponieważ potrzebowałam saponin. Saponiny w korzeniu mydlnicy stanowią ok. 10% działają zmiękczająco, rozjaśniająco i oczyszczająco. Tworzy dodatkową piankę w mydle. Korzeń prawoślazu lekarskiego zawiera 10-20% śluzów, to zależy od pory jego zbioru. Do ługu potrzebujemy maceratu wodnego, bo śluzy roślinne mające działanie nawilżające i wygładzające rozpuszczą się dobrze w wodzie.

Mydlnica – łyżkę kłącza zalewamy szklanką zimnej wody i gotujemy 5 minut na wolnym ogniu – uwaga, bo pieni się mocno i potrafi wykipieć. Jeśli pianka utrzymuje się na powierzchni to znaczy, że wszystko jest prawidłowo.

Prawoślaz – łyżkę korzenia zalewamy szklanką zimnej wody i odstawiamy na ok. 2 godziny, potem doprowadzamy do wrzenia i odstawiamy. Z wody powinien zrobić się jakby rzadki glut, to znaczy, że śluzy zostały uwolnione i mamy sukces 🙂

Powinniśmy otrzymać 200g odcedzonego płynu z tych dwóch ziół. Jeśli coś zostanie przyda się do podlewania masy mydlanej w trakcie.

Wszystkie oleje użyte w recepturze są dedykowane szczególnie włosom.

Receptura na ok. 700g gotowego mydła potasowego

160g oleju z pestek winogron (40%)

160g oleju ryżowego – to samo co olej z otrąb ryżowych (40%)

40g masło murumuru (10%) – można zastąpić o. babassu lub o. kokosowym, jednak to wymaga przeliczenia receptury od nowa

20g oleju rycynowego (5%)

20g oleju laurowego (5%)

198g woda – czyli odwar z mydlnicy i macerat z prawoślazu

66g octu spirytusowego 10%

90g KOH (co da ok. 2% przetłuszczenia)

1 żółtko – opcjonalnie

10g olejek eteryczny rozmarynowyopcjonalnie

Róbmy to potasowe mydło!

Mieszamy odwar z kłącza mydlnicy, macerat z korzenia prawoślazu i ocet. Otrzymamy ok. 2,5% roztwór kwasu octowego na ziołach (około, bo nie tak prawidłowo liczy się stężenia ale różnica jest tak znikoma, że nie ma sensu bawić się w miareczkowanie) Wsypujemy do niego wodorotlenek, którego wagę obliczyłam odpowiednio do ilości kwasu octowego – żeby utrzymać przetłuszczenie na poziomie ok. 2%. Zarówno sam ocet (właściwie powstały w trakcie procesu octan potasu) jak i jego stężenie sprawuje się doskonale na moich włosach. Nie ma osadu, łatwo się rozczesują i błyszczą.

Tłuszcze stałe i płynne podgrzewamy na małym ogniu do rozpuszczenia tych pierwszych. Naczynie w którym to robimy będzie też naczyniem zmydlania. Ja używam garnka ze stali nierdzewnej, więc cała ta instrukcja dotyczy gotowania mydła w garze bez użycia blendera 🙂

Jeśli ług i tłuszcze mają temperaturę nie przekraczającą 60 stopni, wlewamy ług do tłuszczów. Uważajcie by pilnować temperatury, bo zbyt gorące mogą wykipieć.

mde
Początek jest przeważnie gładki. Fot. Mil Wawrzenczyk

Grzejemy naszą miksturę starając się nie przekraczać 70 stopni. Oczywiście wahania się zdarzają, jeśli za wysoka zestawiamy z ognia, jeśli za niska ogień podkręcamy. Przy zbyt wysokiej temperaturze odparuje zbyt dużo wody i mimo przewagi tłuszczów płynnych zrobi nam się betonowy twardziel w słoiku. Z tego też powodu przykrywamy pokrywką szklaną aby móc podglądać.

dav
Zaczyna bulgotać, teraz koniecznie już trzeba mierzyć temperaturę. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło potasowe niestety wymaga więcej czasu i uwagi niż sodowe na zimno. Należy zaglądać do niego co kilkanaście minut, obserwować zmiany, mieszać i pilnować temperatury. Czasem otrzymamy gotowe po dwóch godzinach czasem po kilkunastu – choć to mi się akurat na szczęście jeszcze nie zdarzyło. Mydła octowe generalnie zmydlają się dużo szybciej. Tym razem trwało to niecałe 3 godziny.

mde
Moja najmniej lubiana faza potasowego. Fot. Mila Wawrzenczyk

Na zdjęciu powyżej zaczyna się zmydlanie widoczne dla oka. Tworzą się wulkany, masa jest rozwarstwiona – może pryskać – znów przyda się pokrywka. Mimo mieszania wciąż się rozwarstwia. Cierpliwości, to kłopotliwy początek dobrego końca.

mde
Żelowanie, czyli sekundy do końca. Fot Mila Wawrzenczyk

Teraz można uzupełnić wodę lub odwary jeśli zauważymy, że zbyt dużo odparowało. Uwaga – to nie to samo co rozpuszczanie mydła, więc z umiarem 😉 Ja mam garnek z podziałką, więc widzę ile było masy zaraz po połączeniu ługu z tłuszczami. Potem sprawdzam aby zostało choć 3/4 poziomu początkowego, co przy odpowiedniej temperaturze gotowania nie powinno wymagać dolewania. Wyłączamy palnik i jeszcze ciągle mieszając aby uniknąć przypalenia dopieszczamy masę 😉 . Mydło jest gotowe kiedy przejdzie fazę żelowania. Nie da się jej przeoczyć, bo masa mydlana nabiera przejrzystości, gęstości i połysku. Powinna być doskonale jednorodna.

Kiedy gotowe mydło osiągnie temperaturę ok. 30 stopni możemy dodać żółtko i olejek eteryczny rozmarynowy. Lecytyna z żółtka zapewni natłuszczenie dzięki zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych, które włosy bardzo lubią, bo nie pozostawiają tłustej warstewki. Żółtko dobrze zblendować najpierw z niewielką ilością oleju ukradzionego z całości (już po zważeniu), inaczej mogą powstać duże ścięte kawałki jajecznicy. EO rozmarynowy jest pomocny przy wypadaniu i łamliwości włosów.

dav
Gotowe, pachnące olejem laurowym i rozmarynem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeszcze słowo o wodzie. W recepturach mydeł potasowych przeważnie podwajam ilość wody w stosunku do mydeł sodowych. Tutaj jest jej 66%, odparuje przy prawidłowym grzaniu może 15-20%. To co zostanie da nam mydło bez problemu dające się wyjąć ze słoika i łatwo rozpuścić – jeśli będziemy chcieli zrobić je w formie płynu/szamponu. Na dodatek jeżeli wpadniemy na pomysł aby coś jeszcze do niego dorzucić, łatwo rozmieszamy dodatkowy olej czy nawet proszek.

Mydło potasowe można zrobić w wolnowarze a nawet w piekarniku. Żadne wymówki nie wchodzą w grę!

Warsztaty rękodzielnicze!

Źródło:

Surowce kosmetyczne i ich składniki, A. Jabłońska-Trypuć, R. Czerpak

Poradnik zielarski, H. Różański