Mydło różane chyba walentynkowe ;)

Róża to bardzo pożądany składnik mydeł. Luksusowy wręcz, niestety różany aromat znika. Jeśli chodzi o kolory również trzeba zapomnieć o różanym różu. Pokażę Wam jak zrobić różane mydło prawie naturalnie, bo jednak zapach musimy użyć syntetyczny.

Receptura na ok. 1,5 kg gotowego mydła:

400g oliwy z oliwek, pomace (40%)

250g oleju babassu (25%)

250g masła shea (25%)

100g oleju ze słodkich migdałów (10%)

300g wody (30%)

133g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 7%)

korzeń rzewienia

cukier

suszone pączki lub płatki róży

20-30g aromatu kosmetycznego o zapachu róży

opcjonalnie węgiel i glukonolakton 😉

Najpierw ług. Chciałam uzyskać delikatny jasny odcień różu. Zrobiłam słaby odwar z korzenia rzewienia, czyli płaską łyżeczkę zalałam zimną wodą i gotowałam 10 minut na wolnym ogniu. Potrzebujecie mocniejszego odcienia użyjcie dwie łyżeczki korzenia rzewienia. Podobnie korzeń rdestowca daje różowy odcień ale bardziej żywy. Zostawiłam do ostygnięcia. Przecedziłam i dodałam cukru dla lepszej piany. Kolor bursztynowy, tak ma być. Do zimnego odwaru dodałam odważony wodorotlenek sodu i magia. Ług zmienia kolor na różowy. Ok, to nie magia to chemia. Dla dociekliwych, jest to reakcja Borntragera.

Co z tym glukonolaktonem? Najczęściej mydlarze robią też swoje kremy i inne mazidła, że o reszcie nie wspomnę 😉 Akurat jestem w posiadaniu owej substancji, a że do terminu ważności zostało jej kilka miesięcy postanowiłam zużyć też do mydła, żeby wykorzystać zamiast wyrzucać. Glukonolakton a właściwie glukono delta lakton (GDL) to polihydroksykwas, podobny do kwasów AHA, jednak ma łagodniejsze działanie złuszczające. W kremach i maseczkach robi różne cuda – złuszcza, likwiduje przebarwienia, nawilża, napina skórę. Glukonolakton po dodaniu do wody hydrolizuje w kwas glukonowy. W mydle reaguje z wodorotlenkiem i zamienia się w sól sodową o nieco innych właściwościach. W gotowej kostce otrzymamy glukonian sodu, który zachowuje się trochę jak połączenie różnych kwasów organicznych. Ja użyłam tego wynalazku pierwszy raz i już widzę, że daje wykwity jak kwas octowy, nieco rozmiękcza mydło jak kwas cytrynowy i czego nie widać ale można go o to podejrzewać wydelikaca i obniża nieco pH.  Co ciekawe występuje on w miodzie, winie i innych produktach poddanych fermentacji, więc nie jeden mydlarz go używał nieświadomie! Dodajemy go do wody na ług przed wsypaniem wodorotlenku. W tym wypadku razem z cukrem. Jego dodanie podniesie też przetłuszczenie, w mydle do rąk czy twarzy to zaleta.

Nie piszę o tym po to abyście kupili glukonolakton tylko po to abyście wiedzieli, że do mydła można wykorzystać różne substancje, niekoniecznie sztampowe i polecane 🙂

dav
Moment po wylaniu w formę. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Ług i tłuszcze doprowadzamy do zbliżonej temperatury. Okolice 30 stopni Celsjusza, będzie w porządku. Po krótkim zblendowaniu dodajemy aromat kosmetyczny i mieszamy łopatką. Ja użyłam aromatu o nazwie angielska róża, bardzo przyjemny i trwały.

Łączymy, wylewamy do formy dekorujemy suszonymi pączkami lub płatkami róży. Ja dodatkowo, niewielką część masy zabarwiłam szczyptą węgla, żeby nie było tak potwornie cukierkowo 😉 i wylewałam warstwami. Ze względu na dodatek oleju ze słodkich migdałów podczas krojenia mydło je elastyczne, nie kruszy się. Kroiłam po około 10 godzinach. Jeśli dekorujecie wierzch mydła suszonymi kwiatami, najlepiej kroić je wzdłuż boku a nie z góry na dół. Wtedy nóż czy struna nie będzie ciągnęła za sobą suszków i nie zostaną po nich ślady.

dav
Różane słońce. Fot. Mila Wawrzenczyk

Olej babassu używam, bo mam go dużo, natomiast kokosowego niewiele. Jeśli macie kokosowy to śmiało go podmieńcie. Wiem, dodatkowa robota z kalkulatorem, za to zmuszająca do własnej pracy 🙂

Mydło marsylskie inaczej.

Mydła ręcznie robione to bogactwo wszystkiego co dobre. Kostki przemysłowe nie mogą się z nimi równać pod względem właściwości, składu, włożonej myśli i serca. Jest jednak coś co trudno uzyskać domowym mydlarzom. Coś, czemu nie pomaga wysokie przetłuszczenie, pulpy owocowe i warzywne, żelowanie, dodatki sypkie i niecierpliwość 😉

To gładka, śliska, wręcz szklana czy alabastrowa powierzchnia mydła. Fabrykom nietrudno uzyskać taki efekt natychmiast po zrobieniu mydła, ponieważ robią je na niskim przetłuszczeniu (może nawet zerowym), odciągają powstałą naturalnie glicerynę, rozdrabniają, suszą mydło i dopiero dodają inne składniki. Potem prasują w zgrabne gładkie, twarde i błyszczące kostki. Nie tego chcemy ale mydło-alabaster jak najbardziej możemy stworzyć sami 🙂

Receptura była w mojej głowie od czasu zrobienia pierwszego gospodarczego octowego, które ma zbyt silnie czyszczące i myjące działanie, właściwie piorące aby można go było używać do rąk, na dłuższą metę. Pokochałam tą gładkość i zapach. Zapach prawdziwego mydła z dawnych czasów, zapach dzieciństwa. A to w dużej mierze zasługa kwasu octowego (octu), który nie tylko wygładzi i uczyni mydło delikatniejszym ale też utwardzi kostkę, zapobiegnie rozmiękczaniu na mydelniczce. W końcu zasiane ziarenko wykiełkowało w gotowe mydło toaletowe. Mydło proste, bo ze składników, które są nietrudne do zdobycia.

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

720g oliwy z wytłoków (72%)

280 oleju kokosowego (28%)

330g octu 5% lub 165g wody+165g octu 10%

153g NaOH (co da przetłuszczenie około 3%)

opcjonalnie po 10g soli i cukru

Ług robimy standardowo. Do octu 5% wsypujemy wodorotlenek. Jeśli chcemy dodać soli (dla utwardzenia) i cukry (dla większej piany) rozpuszczamy je w wodzie przed dodaniem wodorotlenku. Olej kokosowy rozpuszczamy, dodajemy oliwę. Czekamy aż ług i tłuszcze osiągną zbliżoną temperaturę. Ponieważ mydła octowe szybciej gęstnieją, poczekajmy i łączmy naprawdę na zimno. 20-25 stopni Celsjusza i nie będzie przygód.  Teraz jest zimno na zewnątrz, można wystawić naczynia , w bezpieczne miejsce i poczekać.

Właściwie to tyle, łączymy, wylewamy do formy i koniec 🙂 Jednak jest jedna rzecz, o której trzeba pamiętać. Mydła na occie zamiast wody zachowują się identycznie jak mydła ze zredukowaną mocno wodą. Dlatego musimy doglądać, sprawdzać czy masa nie jest już czasem twarda. Jeśli przeciągniemy czas krojenia wyjdzie kruszonka do głębokiej ingerencji nożem, obierakiem do warzyw czy strugiem. U mnie trwało to tylko 2 godziny, kroiłam jeszcze ciepłe. Mimo tak krótkiego czasu w formie, w trakcie krojenia niektóre kostki pękały po bokach. Pilnujcie więc 🙂

dav
Marsylskie octowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło po pokrojeniu będzie jasne, bardzo jasne. Białe czy nawet śnieżnobiałe zrobi się po pół roku leżakowania. Oczywiście tyle czasu nie potrzebuje aby można było go używać, chodzi tylko o kolor. Dajcie mu choć 3 miesiące, ze względu na niewysokie przetłuszczenie. Wybór należy do Was 🙂

Jeszcze jedno – tym sposobem można przerobić każdą recepturę, trzeba tylko zachować zasady. W kalkulatorze ustawiamy przetłuszczenie na 0%. Ocet (kwas octowy) zwiększa przetłuszczenie, bo reaguje z wodorotlenkiem, dlatego musimy obliczyć odpowiedni dodatek wodorotlenku. Użyte tłuszcze nie mają znaczenia, wyjściową ilość NaOH obliczy kalkulator. Nas interesuje tylko waga kwasu octowego w wodzie na ług. Analogicznie do tej receptury, czyli na 330g octu 5% dodatkowo odważamy zawsze 5g NaOH, aby otrzymać ok. 3% niezmydlonych tłuszczów. Gdybyśmy nie użyli dodatkowego wodorotlenku, przetłuszczenie osiągnęło by prawie 7% a to mogłoby zagrozić gładkości kostki 😉 Jak obliczać wodorotlenek vs kwasy przeczytacie tutaj.

Jeśli coś jest niezrozumiałe, pytajcie 🙂

dav
Koronkowa robota. Fot Mila Wawrzenczyk

Do zrobienia koronki użyłam maty silikonowej i zabarwionej węglem odrobiny (naprawdę tyci) masy mydlanej. Matę należy wyłożyć na dno formy, wylać zabarwioną masę, wygładzić szpatułką na równo aby nie wystawała poza poziom wgłębień a nadmiar zebrać i usunąć. Potem zalać wszystko resztą masy mydlanej i gotowe 🙂