Pąki drzew owocowych i stokrotki oraz kofeina – krem pod oczy.

Opublikowano 2 komentarze

Wiosną wszystko co organiczne zaczyna ożywać, szukać i działać. Jakoś tak się składa, że wtedy patrzymy częściej w lustro i widzimy. Tak, cienie i worki pod oczami, szarą niedotlenioną cerę, rozszerzone pory. Trzeba działać.

Pączki drzew i krzewów owocowych.

Ja tym razem użyłam pąków liściowych, bo zależało mi na ich żywicy, która jest swego rodzaju ochroną okluzyjną, żywiczne substancje mają moc odbudowy uszkodzeń. Poczytajcie skąd bierze się propolis! Lecz nie wszystkie żywice działają tak samo, pochodzące z drzew iglastych i tych wytwarzających salicylany (wierzba, topola, brzoza) nie sprawdzą się w tym przypadku, bo delikatna skóra pod oczami nie potrzebuje antyseptyki i działania przeciwbólowego, tylko mocy regeneracji. Oczywiście możecie użyć pąków kwiatowych, też są żywiczne, choć troszkę mniej, za to piękniej pachną. Wszystkie pąki zawierają mnóstwo substancji aktywnych, przecież we wzrost rośliny idzie jej cała siła i bogactwo budulca. Wykorzystajmy je, z szacunkiem, zbieraj tylko tyle ile potrzebujesz, nie ogałacaj rośliny, bo za rok nie będzie miała nic do oddania.

Witaminy, mikroelementy, enzymy, fitoncydy, fitoestrogeny, kwasy organiczne, związki żywiczne to właśnie pączki.

Można wymieniać długo. Jest coś jeszcze, tkanka merystymatyczna, mówi się, że to odpowiednik ludzkich komórek macierzystych. Otóż jest to odpowiednik ale dla rośliny a nie dla człowieka i naprawdę przy całym bogactwie pąków, nie ujmując im niczego, zastosowanie na skórę ekstraktów pączkowych nie spowoduje, że odmłodniejemy w tydzień za sprawą podziałów komórkowych ani tym bardziej nie wyrośnie nam pod oczami gałązka wiśni. Ja użyłam wszystkich liściowych pączków owocowych jakie znalazłam w pobliżu – czarna porzeczka, wiśnia, pigwowiec, świdośliwa, czerwona porzeczka, jabłoń, mirabelka i tarnina. Macerat pączkowy jaki zrobiłam jest poniżej, do zostawienia w ciemności i wstrząsania przez dwa – trzy tygodnie, nie dłużej:

medium to płyn, w którym moczymy surowiec roślinny, ja zrobiłam po prostu 100g = 100%

10% spirytusu (aktualnie mamy do dyspozycji najczęściej spirytus o mocy 95%) – tylko 10% żeby odkazić pączki z niepotrzebnych patogenów, rozpuścić żywiczne substancje, ale też nie zatrzymać bioaktywności enzymów, które są białkami i ścinają się już przy 18% czystego etanolu – spirytusem zalewamy pąki i czekamy pół godziny, by dodać resztę składników

10% gliceryny roślinnej, by wspomóc utrzymanie czystości mikrobiologicznej, glicerol to też wódka, słodka, bo cukrowa ale nadal skuteczna, mimo, że nie psychoaktywna, wspomaga ekstrakcję substancji rozpuszczalnych w wodzie i alkoholu, jest nawilżaczem – humektantem, przyda się potem w emulsji

5% sól kłodawska magnezowo – potasowa, sól dzięki wspomaganiu osmozy ułatwia wypływ z komórek, ciągnie po prostu substancje rozpuszczalne w wodzie z zielska do naszego medium. Sól w maceracie to też dodatkowe pierwiastki, minerały w naszym gotowym kremie.

reszta czyli moje ulubione krótkie q.s. quantum satis, a więc ile jeszcze potrzeba do stu procent, tutaj 75% wody, destylowanej, demineralizowanej, może być też przegotowana ostudzona, ale nie z kranu, w kranówce jest życie, nie ustoi do końca maceracji, zapleśnieje, pojawią się zaczątki cywilizacji mikrobów

Po czasie 2-3 tygodni zlewamy na grubym sitku, wszystkie naczynia i przyrządy zawsze powinny być spsiukane – odkażone alkoholem 70%. Następnie filtrujemy dwukrotnie przez chociażby filtr do kawy, ja mam sączki/bibuły laboratoryjne. To samo dotyczy naparów i odwarów, zawsze tak samo, dbamy o czystość oraz eliminację fragmentów roślin, przyczyniających się do pleśnienia i rozwoju bakterii.

Macerat z pączków liściowych, tuż po zalaniu. Fot. Mila Wawrzenczyk

Stokrotki.

Każda odmiana ma moc, czy taka zwyczajna malutka, czy też ozdobna wielkokwiatowa. Surowcem jest cały kwiat, lecz ze względu na kolor oraz przyznaję się pierdolec puryzmu, ja skubię same płatki. Zielone łodyżki i dna kwiatowe zabarwiają emulsje na brzydki szary odcień, to dotyczy wszystkich kwiatostanów, a wiedzie prym mniszek lekarski. Stokrotki można suszyć, w ciemności i maksymalnie 40 stopniach. Ogólnie naprawdę nie musicie teraz szaleć z wyciągami i ekstraktami, suszone odpowiednio, będzie służyło do następnego sezonu. Aczkolwiek stokrotki kwitną cały rok, trzeba tylko wygrzebać czasem spod śniegu. Mamy w niej flawonoidy, saponiny, garbniki, kwasy organiczne, sole mineralne i witaminy. A głównie chodzi o działanie przeciwobrzękowe – garbniki ściągają, prawda?

Zrobiłam z płatków napar, czyli herbatę. Często pada pytanie ile tego zielska dawać? Dawać różnie, ile się da albo ile wejdzie, bo przecież 100 gramów kwiatostanów kocanek zajmuje litrowy słoik a korzeń żywokostu tylko małą garść. W przypadku stokrotki miałam jakieś pół szklanki płatków zalanych połową szklanki wrzątku. Pączki widzicie na foto, nie ma ich więcej niż 25% medium wodnego.

Zbieraj stokrotki i susz. Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na 100g kremu pod oczy 100g = 100%

FAZA WODNA 75%

44% napar z płatków stokrotki

30% macerat z pąków owocowych

0,5% kofeina w proszku

0,5% konserwant DHA BA

Spójrzcie, osiem składowych, które naprawdę załatwią wszystko. Konserwant wiadomo być musi, chyba, że zużyjecie w tydzień. Bez emulgatora nie ma emulsji, możecie użyć olivem 1000 lub polyaquol 2W. Olej nierafinowany z nasion słonecznika zawiera już w sobie witaminę E przeciwutleniacz i lecytynę koemulgator (tak, wiem piszę o tym wciąż, cóż takie fakty, wykorzystajcie je). Puder ryżowy w tak minimalnej ilości doda aksamitu i zniweluje błyszczenie, specjalnie dodany do olejów, żeby nie chciał żelować a pozostał matującym. Nierafinowany olej jabłkowy, doda zapachu pączkom, zawiera przeciwutleniacze, jest świetny dla cer wrażliwych i przesuszonych a taką jest okolica oczu i powiek, szczególnie po zimie. A może masz olej z pestek śliwki albo moreli, brzoskwini, zamień sobie. Zbyt mało składników? Wróć do składu chemicznego maceratu z pączków i naparu z kwiatostanów stokrotki 🙂

Prócz tego co napisałam wyżej mamy jeszcze kofeinę.

Ona dotlenia komórki, tę szarość i sińce pomoże zniwelować. Dodatkowo jest promotorem przejścia, czyli pozwoli wszystkim czynnym substancjom z maceratu i naparu wniknąć dalej niż naskórek a jest ich tyle, że naprawdę warto pomóc. Jasne, można zrobić mocny napar ze zmielonej kawy, pamiętajcie tylko, że zmieni kolor emulsji, być może zaskakująco. Uwaga, fusy z kawy już wypitej, mają działanie tylko lekko ścierne, kofeiny w nich malutko, zbyt mało by używać do kosmetyków funkcyjnych typu przeciw skórce cellulitowej, czy też właśnie do natlenienia skóry twarzy.

Alkohole i sól wysuszają?!

Macerat pączkowy zawiera po 10% etanolu i glicerolu, dałam go 30% = 30g, czyli w gotowym kremie mamy tych substancji po 3g, czyli 3%, bo setka to setka. Soli mamy 1,5% i w gramach 1,5g. Czy takie ilości są w stanie wysuszyć skórę, przy dwudziesto pięcio procentowym udziale fazy olejowej? Przecież każda z tych składowych jest potencjalnie wysuszająca! Nie tym razem, nie w takim stężeniu, nie bójcie się używać wspomagaczy ekstrakcji. Trzeba tylko przeliczyć faktyczną zawartość ekstrahentów obecnych w gotowym kosmetyku i wziąć pod uwagę całość receptury, a więc emolienty, emulgatory i tłuszcze.

Krem nadaje się też do butelki z pompką, co tez polecam bardzo, ze względu na podwyższone bezpieczeństwo mikrobiologiczne i łatwość w podróży, nic się nie uleje a nawet ewentualne bąble powietrza powstałe przy emulgowaniu, nie będą zauważalne 🙂

Filozofia wykonania kremu żadna, pisałam o prostej emulsji tutaj –>

O innych maceratach z roślin, może się przyda –>

2 komentarze do “Pąki drzew owocowych i stokrotki oraz kofeina – krem pod oczy.

  1. O to już wiem do czego zużyję puder ryżowy ,który dostałam w prezencie do paczki dziękuję

    1. Wiola, do różnych kremów i maseł, żeby zmatowić, ograniczyć błyszczenie, załagodzić, puder ryżowy jest super i malutko się go używa.

Leave a Reply