Fazy saponifikacji – mydło mydłu nierówne.

Opublikowano 9 komentarzy

Zmydlanie czyli saponifikacja to nie jest reakcja sekundowa, zapisana w zeszycie do chemii. Wodorotlenek+tłuszcz=mydło+glicerol i to jest reakcja rozłożona w czasie. Jak długo trwa? To zależy, głównie od środowiska reakcji, jednak nigdy nie jest to chwila połączenia ługu z tłuszczami. Mydło to detergent, spróbujcie więc umyć miskę po masie mydlanej kilka minut po wyjęciu blendera – zużyjecie sporo płynu do naczyń, żeby zmyć tłustą breję, która nie jest mydłem. Umyjcie miskę po masie mydlanej na drugi dzień – żużyjecie minimalną ilość płynu do naczyń, bo zmydlanie się zakończyło a więc macie już detergent, który sam umyje 🙂

Łączenie ługu i tłuszczów – pierwsza faza saponifikacji.

Łączymy fazę wodną z tłuszczami. Fot. Mila Wawrzenczyk

Wlewamy ług do tłuszczów i mieszamy ręcznie lub blendujemy. Blendowanie przyspiesza zmydlanie, więc dostosowujemy metodę do naszych oczekiwań. Mieszamy dwie fazy – wodną czyli ług i tłuszczową – nie ma innej możliwości jak początkowe istnienie dwóch różnych konsystencji. Zauważamy ciemniejsze smugi tłuszczu pływające w ługu w przypadku mydeł CP lub całkowite rozwarstwienie w przypadku mydeł potasowych. Jony wodorotlenku zaczynają hydrolizę tłuszczów, bez której nie mogłoby powstać mydło. Najprościej – to jest taka impreza poszukiwania wiązań estrowych do rozerwania. Amok!

Emulgacja – druga faza saponifikacji.

Gładka emulsja o konsystencji do swirli. Fot Mila Wawrzenczyk

Mieszamy i blendujemy aż do uzyskania jednorodnej masy, czyli emulsji – połączenia w jedno dwóch teoretycznie niemieszalnych faz. Emulsja to nie to samo co gruby ślad mydlany. Tu chyba nastąpiło kiedyś dawno temu nieporozumienie w tłumaczeniu z angielskiego trace czyli ślad ale ślad mydlany to nie musi być gruby i pozostający na powierzchni masy mydlanej, glut kapiący z blendera. Ślad to nierozwarstwiająca się emulsja, którą w przypadku mydeł CP – na zimno przelewamy do formy. Jeśli mydło robione metodą na zimno nie będzie żelowało, to jest to ostatnia faza procesu. Tak, żelowanie nie jest konieczne do zmydlenia.

Rozwarstwienie – trzecia faza saponifikacji.

Była emulsja i się zmyła. Fot. Mila Wawrzenczyk

W przypadku mydeł CP, my tej fazy nie widzimy. Może i dobrze ze względu na apopleksję 😉 Natomiast mydło potasowe czy HP/na gorąco pięknie uwidacznia ten etap. Była emulsja, mieszamy czy nie, masa zaczyna się rozłazić. Obserwujemy trzy warstwy. Jedna tłuszczowa, druga wodna i trzecia to ta, w której już zaczęło się zmydlanie. Tak, dotyczy to też mydeł CP i to jest moment krytyczny mydła żelowanego. Jeśli robimy mydło z pulpami, borowiną, krochmalem – czyli dodajemy do zemulgowanego już budyniu jakąś fazę wodną, wszystko może nam się rozwarstwić na tyle, że olej wycieknie górą, albo powstaną olejowe jaskinie w mydle. Głównym tego powodem jest niedokładne połączenie, wmieszanie dodatków i zbyt krótkie mieszanie.

Zębate jaskinie w mydle. Fot. Masha Mydli
Zębate jaskinie w mydle. Fot. Masha Mydli

Puree albo kaszka – faza czwarta i wstęp do żelowania.

Prawie koniec zmydlania. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ta część procesu saponifikacji to odwrotność rozwarstwienia, w którym otrzymujemy trochę ługu, trochę mydła a większość stanowią tłuszcze. Tutaj mamy już większość mydła i niewielką ilość tłuszczów z ługiem. Masa mydlana zaczyna się grzać i robić szklista. Jeśli robimy mydło HP lub potasowe, blendowanie znacznie przyspieszy zmydlanie.

Żelowanie – piąta i ostatnia faza saponifikacji.

Kończymy proces saponifikacji. Fot Mila Wawrzenczyk

Faza tak bardzo charakterystyczna, że nie da się jej nie zauważyć – oczywiście jeśli ma miejsce, bo nie musi nastąpić. Możemy do niej nie dopuścić, odstawiając mydło w chłodne miejsce po wlaniu do formy lub chłodząc mydło potasowe. To drugie rzadziej ale się zdarza. Po co nie dopuszczać do fazy żelowej, która jest naturalnym i ostatecznym etapem zmydlania? Po pierwsze mydła nieżelowane są matowe i jasne. Żelowane też takie być mogą. Po drugie nieżelki, nie stwarzają zagrożenia przegrzania i wykipienia z formy. Żelowane też. Po co więc, chłodzić mydło, ja nie wiem 🙂

Przebieg żelowania. Fot. Mila Wawrzenczyk

Żelowanie w pigułce.

  • zaczyna się od najcieplejszej części czyli od środka mydła, rozchodzi do brzegów formy i cofa znów do środka
  • wydłuża trwałość mydeł
  • może być częściowe – wtedy widać ciemniejsze kółko na środku kostki – dzieje się tak gdy żelowanie rozpoczęło się ale temperatura otoczenia była zbyt niska lub została obniżona, kółko po czasie znika
  • można je wymusić wtawiając mydło do piekarnika na 50-60 stopni – tylko do czasu ruszenia żelowania, wystawiając na słońce, otulając kocem, stawiając na kaloryfer
  • przyspiesza możliwość użytkowania mydła – stąd wziął się mit o mydłach z piekarnika “szybciej dojrzałych”, nie piekarnik czyni mydło szybciej dojrzałym, tylko żelowanie, a włożenie mydła do piekarnika jedynie je wymusza
  • sprawia, że kostka się nie kruszy, całkowicie przeżelowane mydło jest zwarte
  • wyższość mydeł HP i potasowych nad tymi robionymi metodą na zimno polega na pewności, że przeżelowały – co się dzieje w mydle na zimno, niewprawne oko, nie zawsze jest w stanie ocenić
  • dolanie oleju po przeżelowaniu gwarantuje, że ten właśnie olej zostanie jako extra fat – dolanie go do budyniu, nie daje takiej gwarancji, nie dotyczy to innych składników, niewrażliwych na temperaturę i zasadowe środowisko
  • dodatki zawierające węglowodany (cukry) podnoszą temperaturę zmydlania, takie mydła z reguły żelują bez oporu, nie należy ich okrywać i dostarczać im ciepła z zewnątrz, bo grozi to wykipieniem z formy – mąka, zioła, pulpy, miód, cukier, płatki owsiane
  • przeżelowane mydło ma szklistą, jakby przejrzystą strukturę, jest gładkie, bez szorstkości i matowej struktury, pod warunkiem, że nie przesadziliśmy np. z tlenkiem cynku albo glinką czy mąką
  • mydła w małych foremkach zwykle nie żelują same
  • brak fazy żelowej nie oznacza, że mydło będzie niedobre, spowoduje tylko późniejsze krojenie, dłuższe dojrzewanie i szybsze znikanie z mydelniczki
  • minimalizuje osad z węglanu
  • wszystkie dodatki, nadmiar wody, chłodzenie masy mydlanej to zaburzenie procesu saponifikacji – stąd też częsty brak żelowania
  • jeżeli mydło mocno się grzeje, zawiera ponad 30% wody a żelowanie jest burzliwe, istnieje ryzyko wystąpienia rzek glicerynowych, które są defektem tylko wizualnym
  • im wyższa temperatura łączenia ługu i tłuszczów, tym większa szansa na żelowanie – nieżelujące mydła to głównie te przygotowane do swirlowania, bo łączenie następuje w temperaturze pokojowej
Żelowanie częściowe. Fot. Magdalena Waszczyńska
Po prawej mydło żelowało marnie, większość kostki pokryta sodą ash. Fot. Mila Wawrzenczyk
Po prawej gładka żelowana powierzchnia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Żelowanie nie zawsze widać 🙂

A Ty jakie wolisz mydła?

Tłuszcze nieschnące

Opublikowano 34 komentarze

Tłuszcze nieschnące to takie, które zawierają najmniej wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Dzięki temu są najtrwalsze, trudno ulegają utlenieniu czyli jełczeniu. Mydło na tłuszczach nieschnących, nawet o dużym przetłuszczeniu, można bez obaw przechowywać długo. Opiszę jaki wpływ na mydło ma użycie każdego tłuszczu, bo właściwości pielęgnacyjne znajdziecie bez trudu. Wartość procentowa danego tłuszczu w mydle jest optymalna, jednak wszelkie odchyły możemy traktować jako owocny eksperyment. Ilość tłuszczów rozmiękczających możemy podwyższyć wtedy gdy stosujemy redukcję wody w mydle sodowym. Choć to, że mydło szybko nam stwardnieje, nie jest równoznaczne z twardością na mydelniczce. Parametry z kalkulatora dotyczą gotowego, wyleżakowanego mydła a nie dopiero co pokrojonego. Mydła potasowe to zupełnie inna bajka i w dodatku właściwie bez ograniczeń 🙂

Olej z avocado – avocado oil. Wytłaczany z miąższu owoców. Zawiera sole mineralne, lecytynę, fitosterole, skwalen, wit. E. Ma działanie lekko emulgujące. Jeśli nie mamy oleju możemy dodać zblendowany dojrzały owoc avocado do masy mydlanej. Owoc zawiera 15% tłuszczu. Dostępne jest też masło avocado – avocado butter. To nic innego jak utwardzony (uwodorniony) olej z avocado. Jako dodatek kondycjonujący i nadający kremowości pianie. Masło dodajemy ze względu na wyższą twardość, z nim mydło będzie jeszcze bardziej kremowe.

Olej babassu – babassu oil. Wytłaczany z nasion palmy Attalea specioza. Własności jakie nadaje mydłu są niemal identyczne jak przy użyciu oleju kokosowego. A jednak jest różnica, ponieważ babassu nie wysusza i nie ściąga skóry.

Olej z pestek brzoskwini – peach kernel oil. Pod względem składu jest bardzo zbliżony do oleju migdałowego i z pestek moreli. Dobrze się wchłania, nie pozostawia wrażenia tłustości na skórze. Może rozmiękczać mydło podczas użycia. W mydle jako dodatek kondycjonujący.

Olej buriti – buriti oil. Otrzymywany z pulpy owoców palmy buriti, rosnącej dziko. Ma piękny pomarańczowo-czerwony kolor dzięki dużej zawartości karotenów (30mg w 100g miazgi, dla porównania w marchwi tylko 6,6mg). Karoteny to naturalne absorbenty promieniowania UV. Wysokie stężenie wit. E daje właściwości antyoksydacyjne – co ma wpływ też na trwałość mydła. W mydle jako dodatek kondycjonujący i barwiący na pomarańczowo. Ze względu na dużą zawartość karotenów, może brudzić.

Olej canola – canola oil kontra olej rzepakowy – rapeseed oil. Jest wytwarzany z nasion odmian rzepaku jarego o niskiej zawartości kwasu erukowego. Odmiany te powstały na jednym z uniwersytetów kanadyjskich w procesie biotechnologicznym.  Z tego powodu dla odróżnienia i by uczcić kraj jego pochodzenia nadano mu nazwę Canola. W Polsce także dostępny jest olej rzepakowy o obniżonej zawartości kwasu erukowego ale pochodzi głównie z odmian ozimych (są to gatunki stworzone dzięki długotrwałym badaniom nad selekcją genetyczną tzw. podwójnie ulepszone). Nie sądzę aby w polskich sklepach olej rzepakowy pochodził z nasion kanadyjskich. Dlatego przy obliczaniu receptur wybierałam olej rzepakowy/rapeseed oil. Do zmydlenia 100g o. rzepakowego potrzeba 12,48g NaOH. Do zmydlenia 100g o. canola potrzeba 13,26g NaOH. Niewielka różnica ale przy kilogramie oleju robi się prawie osiem gram wodorotlenku więcej, więc jeśli obliczymy recepturę z użyciem o. canoli a naprawdę użyliśmy o. rzepakowego otrzymamy mydło o niższym przetłuszczeniu niż się spodziewamy i wynika to z kalkulatora. I teraz uwaga, napisałam wybierałam, gdyż po przestudiowaniu składu kwasów tłuszczowych na etykietach zwykłych marketowych olejów rzepakowych, okazało się, że odpowiadają one canoli z kalkulatora! Nawet niewielki ich dodatek ułatwia robienie wzorów, bo masa mydlana pozostaje długo płynna. Niestety to też sprawia, że mydło musi dłużej dojrzewać.

Masło cupuacu – cupuacu butter. Pozyskiwane z nasion dzikiego kakaowca (Theobroma grandiflorum). Nazywane białą czekoladą. Emulguje wodę dużo lepiej niż lanolina, więc może być jej roślinnym zamiennikiem. Wysoka zawartość kwasu stearynowego (35-38%) sprawia, że masło jest twarde. Zawiera też sporo fitosteroli. Poprawi kremowość i twardość mydła.

Olej czaulmugrowy – chaulmoogra oil lub hydnocarpus wightiana seed oil. Wyciskany z nasion uśpianu (Hydnocarpus kurzii lub H. wightiana). W zależności od gatunku zawiera dwa mniej znane kwasy tłuszczowe. Hydnokarpowy 22-23%,  chaulmugrowy 19-36% i glorowy 12-25%. W krajach azjatyckich i afrykańskich leczono nim trąd, przeprowadzano próby leczenia gruźlicy. Daje dobre efekty w leczeniu łuszczycy i trądziku. Liczba jodowa 98-103, liczba zmydlania 198-204.

Olej z pestek dyni – pumpkin seed oil. Dużo beta-karotenu, więc możemy używać jako dodatku barwiącego mydło na pomarańczowo. Oprócz tego wit. A i D. Wysoka wartość kondycjonująca w mydle. 

Olej z jojoby – jojoba oil. Wytłaczany z nasion Simondsia Chinensis/Buxus Chinensis. Właściwie to nie jest olej, choć ma postać płynną, tylko wosk. W mydle bardzo cenny, ze względu na substancje nie ulegające zmydleniu. Skwalen, witamina E, fitosterole. Przedłuża trwałość mydła.

Masło kakaowe – cocoa butter. Duża zawartość kwasu tłuszczowego stearynowego (ok. 30%). Dlatego dodając do mydła podniesiemy jego kremowość i twardość. Nierafinowane masło kakaowe pozostawia zapach czekolady w mydle (kto znajdzie rafinowane na polskim rynku – stawiam piwo). Świetny dodatek do mydeł do mycia zębów. Poprawia strukturę, mydło jest bardziej gładkie.

Masło karite, shea, olej z masłosza – shea butter. Frakcja niezmydlalna stanowi około do 30%, choć źródła podają różnie, zapewne zależy to od stopnia oczyszczenia tego masła. Nierafinowane na pewno będzie miało najwięcej substancji niezmydlających się, a więc pozostających w gotowym mydle. Utwardza ale przede wszystkich nadaje kremowość pianie, dzięki zawartości kwasu stearynowego (ok. 40% składu).

Olej kokosowy – coconut oil. Dostępny jest rafinowany deodoryzowany lub surowy, nieoczyszczony o pięknym zapachu kokosa. Dla mydlarza ważne są trzy rodzaje oleju kokosowego, a właściwie dwa 😉 Rafinacja o. kokosowego nie ma znaczenia w mydle, ponieważ jest to tłuszcz ulegający zmydleniu w 99%. Nie liczcie na zachowanie zapachu. W kalkulatorze mydlanym mamy trzy rodzaje – 76 deg, 92 deg i fractionated. Liczby to nic innego jak stopnie Fahrenheita czyli temperatura topnienia oleju. 76 ℉ – olej topi się w temperaturze 24,4℃ i tego używamy najczęściej. 92℉ to nic innego jak utwardzony/uwodorniony olej kokosowy – topi się w 33,3℃. Ich liczba zmydlania jest identyczna, więc nie ma co zawracać sobie głowy rozróżnianiem. Fractionated czy olej kokosowy frakcjonowany jest płynny. Mimo to żaden inny tłuszcz nie da większej twardości, pienistości i czyszczenia w mydle niż on. Jest lekki, nie zostawia tłustej warstwy. Czy do mydła się nadaje – z pewnością warto spróbować. Olej kokosowy w mydle niestety ma często właściwości wysuszające. Ze względu na silne mycie/czyszczenie świetnie sprawdza się w mydle gospodarczym.

Łój wołowy – tallow beef. Własności wyższe niż smalec wieprzowy. Mianowicie nadaje mydłu większą twardość, lepsze własności myjące i pieniące.

Olej z orzechów macadamii – macadamia nut oil. Przydatny w mydłach do włosów. Olej nietłusty czyli dobrze wchłanialny. Można też spotkać masło macadamia, utwardzony olej macadamia. W mydle jako dodatek kondycjonujący.

Olej z miodli indyjskiej, olej neem – neem seed oilZadziwiający, mało znany tłuszcz o charakterystycznym zapachu – korzenno-orzechowym, nie dla wszystkich przyjemnym. Być może z tego względu nie lubią go przeróżne insekty. Zapach pozostaje w mydle. Jest dobrym konserwantem mydła. Mało tego – nie rozmiękcza mydła i dodaje nieco do parametrów pienistości i czyszczenia. Świetny na problemy skórne i do włosów.

Masło murumuru – murumuru butter. Pozyskiwane z nasion palmy dziko rosnącej w Amazonii. Dla mnie idealne do tworzenia mydeł do włosów. Ma parametry nieco wyższe niż olej kokosowy. Zastępując nim o. kokosowy uzyskamy mydło twardsze, o większej pianie i lepiej oczyszczające – co oznacza, że murumuru można dodać po prostu mniej, uzyskując te same własności mydła. Dodatkowo zawiera dwa razy tyle tłuszczowego kwasu oleinowego, więc otrzymamy mydło lepiej kondycjonujące.

Oliwa z oliwek – olive oil, olive oil pomace. Popularna w krajach śródziemnomorskich. Mimo, że oliwa daje mydło szybko twardniejące, w użyciu jest rozmiękające na mydelniczce.

Olej z orzechów laskowych – hazelnut oil. Wysoce biozgodny ze skórą ludzką. Wysokie właściwości kondycjonujące. Niestety rozmiękcza mydło.

Olej palmowy – palm oil. Tłoczony z miąższu palmy oleistej. Biały, najtańszy to olej rafinowany. Pomarańczowy, nierafinowany  zawiera tokoferole i beta-karoten, dzięki czemu nadaje piękny, pomarańczowy kolor mydłom. Olej z Ekwadoru jest uznawany za naturalny, pochodzący z kontolowonanych upraw ekologicznych. Jako dodatek kondycjonujący, utwardzający i nadający kremowości.

Olej z nasion palmy – palm kernel oil. Pozyskiwany z nasion palmy oleistej. Właściwości i własności nadane mydłom, niemal identyczne jak olej kokosowy, a więc czyszczenie i pienistość.

Olej rycynowy – castor oil. Bardzo wysoka pielęgnacja, kremowość i pienistość. Niestety rozmiękcza mydło w kostce. Przy odpowiedniej recepturze zawierającej dużo tłuszczów stabilizujących i utwardzających może stanowić nawet 30% MT w mydle. Jako dodatek pianotwórczy.

Olej ryżowy, właściwie olej z otrębów/łusek ryżowych – rice bran oil. Skwalen, oryzanol, wit. E – wysoka wartość pielegnacyjna. Dobry olej jako składowa tłuszczów płynnych w mydle. Nie powoduje rozmiękczenia mydła, dobrze tolerowany przez skórę wrażliwą. Świetny w mydłach do włosów.

Olej rzepakowy – rapeseed oil. Patrz canola oil 🙂

Smalec wieprzowy – lard, pig tallow (manteca). Wielce biozgodny z ludzką skórą. Utwardza, nadaje gładkości/kremowości. W mydle Paleo stanowi około 90% masy tłuszczów.

Kwas stearynowy – stearic acid. Nazwa myląca dla początkujących. To nie jest kwas w znaczeniu potocznym jak cytrynowy a nasycony kwas tłuszczowy. A kwasy tłuszczowe lubią się bardzo z wodorotlenkami, dzięki tej sympatii otrzymujemy mydło 🙂 Utwardza mydło, nadaje kremowości, sprawia, że mydło trwa dłużej na mydelniczce. Jako dodatek do mydeł sodowych i mydeł do golenia.

 

Żródło:

Odmiany rzepaku – osiągnięcia i perspektywy. Rośliny Oleiste, I. Bartkowiak-Broda

The component fatty acids of chaulmoogra oil, Journal of the Science of Food and Agriculture

Farmakognozja: podręcznik dla studentów farmacji, S. Kohlmünzer

Farmakopea Polska X. Warszawa: Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych

soapcalc.net/calc/OilList