Mydło KOMBO – duet bez kokosa.

Pomysł dla wszystkich, którzy chcą unikać oleju kokosowego w mydle. Szczerze mówiąc ja tej fobii przed suszącym olejem kokosowym nie rozumiem. Pomijam oczywiście ludzi, którzy mają problemy skórne, poważne choroby skóry, azs, łuszczycę i podobne dermatozy albo ze względu na inne somatyczne przypadłości są posiadaczami bardzo wrażliwej skóry. Powiedzieć, że olej kokosowy w mydle suszy zawsze, to tak jakby powiedzieć, że liście są zawsze zielone. Nie, nie zawsze suszy. To zależy od receptury. Nie tylko ja robię receptury z 50% zawartością oleju kokosowego, które nie masakrują skóry. Wystarczy odpowiednio dobrać tłuszcze. Zapewnić wysoką ilość kwasów wielonienasyconych (oleinowy, obecny w oliwie jest jednonienasyconym – to za mało), czyli linolenowgo i linolowego. Dołożyć coś co robi warstwę okluzyjną – woski, kwas stearynowy obecny w maśle shea i kakaowym. Zwiększyć przetłuszczenie. Dodać mleka lub produktów mlecznych, jedwabiu, ziół. To wszystko wpływa na właściwości mydła, a nie tylko to co pokazują ograniczone do ośmiu kwasów tłuszczowych widełki w kalkulatorze.

Receptura na około 600g gotowego mydła:

400g oleju ryżowego (80%)

100g masła kombo (20%)

120g wody (30%)

53g NaOH

I tu uwaga, masła kombo nie ma w kalkulatorze. Mało tego, jego średnia liczba zmydlania dla KOH wykracza poza większość dostępnych tłuszczów kalkulatorowych i wynosi 319,2. Jedynie olej kokosowy frakcjonowany ma wyższą tzw. SAP Value.

Masło kombo. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mamy trzy możliwości w takiej sytuacji:

  • liczyć na piechotę, czyli samodzielnie określić wagę potrzebnego wodorotlenku do zmydlenia wszystkich tłuszczów jakie wykorzystamy w recepturze, już widzę jak pukacie się w głowę!
  • wybrać tłuszcz obecny w kalkulatorze o jak najbliższej liczbie zmydlania i wpisać go w kalkulator zamiast naszego nieobecnego, tutaj wybrałabym lauric acid czyli tłuszczowy kwas laurynowy – l.z. 280 dla KOH – jeśli decydujecie się na tą opcję zawsze wybierajcie tłuszcz o niższej liczbie zmydlania niż ten nieobecny w kalkulatorze (tak trzeba znaleźć l.z.),
  • nie uwzględniać nieobecnego tłuszczu w kalkulatorze, tzn. jeśli ja tutaj mam sumę tłuszczów 500g, recepturę obliczam na 400g oleju ryżowego i o przetłuszczeniu 0% a brakujące 100g masła kombo stanowi jakby dodatkowy super fat. Tak też zrobiłam, uzyskując przetłuszczenie w okolicach 20%.

Ok, a co to jest to masło kombo?

O własnościach kosmetycznych znajdziecie wiele informacji, bo to nie jest trudno dostępny tłuszcz. O zapachu trudno mi coś powiedzieć, bo dla mnie surowe masło kombo jest jak świeże śledzie z cebulką i absolutnie nie widzę go w pielęgnacji innej niż mydło. Mnie najbardziej interesował skład kwasów tłuszczowych, bo kiedyś trafiłam na informację, że zawiera dużo mirystynowego (to ten od twardości, czyszczenia i pienistości, podobnie jak laurynowy). Dlatego może być świetnym zamiennikiem oleju kokosowego, babassu, laurowego, oleju z nasion palmy, masła murumuru. Oczywiście nie jako zamiennik identyczny ale nadający podobne własności mydłu. Masło kombo zawiera średnio 49% kwasu palmitynowego (twardość), 22% kwasu mirystynowego, 17% kwasu stearynowego (twardość, funkcja okluzyjna), 8% kwasu oleinowego (pielęgnacja). Nie ma takiego drugiego tłuszczu, bo to jakby chcieć w jednym zmieścić olej palmowy, babassu i łój wołowy.

Mydło KOMBO. Fot. Mila Wawrzenczyk

Do dzieła!

Mydło powstało bez żadnych wpomagaczy, bo żeby dobrze poznać swoistość tłuszczów nie ma lepszego sposobu niż robić je saute. Tylko ług i tłuszcze. Zrobiłam ług, roztopiłam masło kombo razem z olejem ryżowym. Poczekałam aż temperatura jednego i drugiego spadnie do okolic 30-35 stopni. Zblendowałam tłuszcze przed wlaniem ługu. Wiedziałam, że może być szybko bo przecież tyle kwasu palmitynowego, który jest i w kombo i w ryżowym przyspieszy gęstnienie. A ile konkretnie? Około 130g w całym tym mydle, czyli jakieś 26% to jest właściwie tyle samo jakby dodać 300g oleju palmowego i uzupełnić oliwą. Oczywiście mam na myśli masę tłuszczów na mydło 500g. Kolejny wniosek, żeby utwardzić mydło niekoniecznie musimy używać oleju palmowego.

Kolor świetny. Fot. Mila Wawrzenczyk

I było szybko, ale na tyle spokojnie aby przełożyć do formy i wdusić glicerynkowe gwiazdki 😉 Ładnie żelowało, pokroiłam po około 10 godzinach. Na ciętej powierzchni widać jaśniejsze smugi, to jest właśnie efekt gdy masa zaczyna gęstnieć a my zamiast wylać ją jednocześnie, musimy popychać łopatką aby wypadła z pojemnika – stąd warstwy.

Mydło Kombo pieni się. Fot. Mila Wawrzenczyk

Prawie 3-tygodniowe mydło pieni się jak wyżej i zostawia na dłoniach ciepło-orzechowy zapach. Tak, śledź poszedł w zapomnienie! Jest twarde ale dam mu jeszcze czas, po dwóch miesiącach będzie rewelacyjne.

 

Źródło:

Analysis of the fatty acid composition of kombo (Pycnanthus angolensis) butter, D.K. Essumang, J. Alemawor, S. Abassah-Opponga, A. Weremfo