Jogurtowy swirl. Dla mydlarza nie ma niemożliwego i ślad mydlany.

Opublikowano 18 komentarzy

Wszystko się da, naprawdę – kwestia receptury i wykonania. Czy są receptury odpowiednie do swirli a inne zagęszczają w w sekundzie i cały misterny plan idzie w diabły? To zależy! Tak, uwielbiam to stwierdzenie, bo ono oddaje kwintesencję mydlarstwa. Nawet mydło marsylskie, czyli 72% oliwy i 28% kokosa, jest w stanie zagęścić masę na tyle aby nie dało się stworzyć żadnego wzoru. Jak to? Ano tak to, jeśli przeblendujemy masę mydlaną do grubego śladu, bo krąży mit, że owa masa musi uzyskać widoczny ślad. Bullshit!

Masa mydlana ma być jednorodną emulsją, bez widocznie oddzielających się faz tłuszczu i ługu. Tylko tyle. A czy ona będzie gęsta czy rzadka to nie ma najmniejszego znaczenia dla samego procesu. Dlatego nie nadużywajcie blendera 🙂

I w drugą stronę czy na mydle z dużą ilością tłuszczów twardych można zrobić swirl? Można, znów pilnując śladu mydlanego i temperatury a najbardziej nie doprowadzając do grubego śladu.

Każdą recepturę da się wykorzystać do swirli, bo one są różne – jedne potrzebują masy prawie jak woda inne nieco bardziej gęstej. Duża zawartość wosków czy żywic (powyżej 20%)? Żaden problem mydło na gorąco HP też daje możliwości wzorkowania.

Do rzeczy, wyłączając typowo betonujące zapachy kosmetyczne (loteria) i olejki eteryczne (głównie kwiatowe), zawsze możemy zrobić swirl. Trzeba tylko dobrego przemyślenia receptury. Jeśli chcemy dodać typowo zagęszczające dodatki, użyjmy rozrzedzających olejów i nie blendujmy do grubego śladu. Ilość wody nie będzie miała znaczenia. Jeśli przeblendujemy masę i tak zrobi się zbyt gęsta, nawet na 40% wody. Naprawdę zwykle wystarczy kilka bzyknięć a potem tylko mieszanie.

Receptura:

250g oleju kokosowego (25%)

250g masła shea nierafinowanego (25%)

250g oliwy z oliwek (25%)

250g oleju z pestek winogron (25%)

300g zamrożonego jogurtu naturalnego (30%)

134g wodorotlenku sodu (co da przetłuszczenie ok. 7%)

opcjonalnie po 5g glinki białej, zielonej i czerwonej

Robimy ług. Zamiast wody użyjemy 300g zamrożonego wcześniej w foremkach do lodu jogurtu naturalnego. Wybierajcie taki bez dodatków typu zagęszczacze. Zasypujemy jogurtowe kostki NaOH i zostawiamy. Jogurt i wodorotlenek same dojdą do porozumienia. Mieszamy dopiero gdy mniej więcej połowa się rozpuści, czyli zobaczymy pływające “kry jogurtowe”. Próby wcześniejszego mieszania mogą skończyć się wyskoczeniem na zewnątrz oblepionej wodorotlenkiem kostki. Bądźcie ostrożni.

CollageMaker_20180803_155113568
Robimy ług na jogurcie. Fot. Mila Wawrzenczyk

Roztapiamy masło shea i dolewamy resztę tłuszczów. Lipiec 2018 – olej kokosowy trzymany w szafce jest w fazie płynnej. Jeśli macie go w stanie stałym możecie roztopić razem z shea. Dolewamy resztę olejów i łączymy w temperaturze pokojowej. Hmmm lipiec 2018 – temperatura pokojowa ponad 30stopni Celsjusza. Trochę wysoko jak na taiwan swirl. Nic to, wystarczy nie blendować do grubego śladu.

Do zabarwienia poszczególnych mas, podzielonych na trzy równe części użyłam glinki czerwonej, zielonej i białej. Każda po 5g i każda rozprowadzona w 15g wody. Dlatego, że glinki zabierają wodę z masy mydlanej a to też wpływa na szybsze zagęszczenie masy. Poza tym rozprowadzone wodą glinki, miki i inne barwniki łatwiej rozmieszać w masie mydlanej, niż dosypane na sucho. Barwienie zróbcie czym uważacie i lubicie.

Dowodem długo lejącej masy mydlanej poczynionej na ługu jogurtowym, sporej ilości shea i glinkach jest ten oto film —->

Mydło powinno żelować, jeśli nie chce trzeba je zmusić. To dla bezpieczeństwa przed zjełczeniem, bo zawiera aż 25% nietrwałego oleju z pestek winogron. Nie jest to koszmarna ilość ale wiem, że jełczejące mydło spędza sen z powiek mydlarza. Robiłam już mydło z 50% zawartością oleju z pestek winogron, ma się dobrze do dziś dzięki żelowaniu i naturalnej konserwacji. Zabezpieczeniem dodatkowym jest kwas mlekowy obecny w jogurcie, który w reakcji z jonami sodowymi z NaOH przekształca się w mleczan sodu. Ha, przecież mleczan sodu można kupić jako półprodukt do wyrobu mydła. Tylko po co, jeśli po dodaniu mlecznego produktu fermentacji (jogurt, kefir, serwatka) do mydła, otrzymujemy go bez wysiłku. Gotowy mleczan sodu nie podnosi przetłuszczenia, bo jest już solą, a kwas mlekowy jako roztwór czy ten obecny w jogurcie podniesie przetłuszczenie – trzeba o tym pamiętać.

CollageMaker_20180803_155218999
Różnica między mydłem wylanym do formy a żelującym w całości. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kroiłam po 6 godzinach ale najlepsze będzie po 8. Żelujące mydła można przetrzymać, bo mają dużo bardziej elastyczną strukturę niż te zimne – bez fazy żelowej.

dav
Krojone właściwie jeszcze w fazie żelowej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Wybaczcie bełkot – jestem jak ten olej kokosowy – w stanie płynnym 😉

Konserwacja mydła.

Opublikowano 25 komentarzy

W mydle mogą nam się zepsuć dwa składniki – tłuszcze i to co jest rozproszone w fazie wodnej czyli zioła, pulpy warzywne i owocowe i tym podobne. Mydło jest naturalnie antyseptyczne, dzięki wyższemu pH, jednak to nie zawsze wystarcza.

Jełczenie tłuszczów to głównie utlenianie kwasów tłuszczowych, dzięki udziałowi tlenu. Sprzyja temu światło, podwyższona temperatura, długie przechowywanie. Zaraz ale przecież przewiewne miejsce i czasem wydłużony czas to warunek leżakowania kostek mydła. Nad temperaturą i brakiem światła możemy zapanować. Nad dostępem tlenu już nie, dlatego mydła zawierające tłuszcze o krótkim terminie ważności należy konserwować. Nie tylko takie, warto też dodać konserwantu do kostek długo leżakowanych i do niektórych zawierających tłuszcze trwałe ale nierafinowane. Myślę, że każdy wie jaki zapach ma zjełczały tłuszcz. Na kostce mydła dodatkowo można często zauważyć pomarańczowe plamy DOS (dreaded orange spots). Wtedy też słabnie lub znika aromat i olejek eteryczny. Ja bardzo lubię konserwanty, bo często mają one też inne poboczne działanie na mydło. Nie bójcie się, konserwacja to nie zawsze zło.

Konserwanty zapobiegające jełczeniu tłuszczów, a więc antyoksydanty, które ługu się nie boją:

  • kwas cytrynowy – najtańszy i najłatwiej dostępny, zapobiega też nalotowi na kostce, w większości wypadków zatrzymuje i stabilizuje kolor. W mydle przekształci się w cytrynian sodu lub potasu o podobnych właściwościach.
  • kwas mlekowy – obecny we wszystkich przetworach mlecznych, które przeszły fermentację – jogurt, kefir, serwatka, także w kiszonych warzywach np. soku z ogórków kiszonych (może warto spróbować 🙂 ) W mydle przereaguje w mleczan sodu lub potasu. Można kupić roztwór kwasu mlekowego lub gotowy mleczan sodu.
  • kwas octowy – zawiera go zwyczajny ocet, nieważne czy spirytusowy kupiony w sklepie czy też własnoręcznie zrobiony, jeśli chodzi o mydło to wydaje się być on najlepszym obniżaczem pH i można zastosować większą jego ilość niż kwasu cytrynowego czy mlekowego
  • tokoferole – czyli potocznie wit. E w czterech formach, znajduje się ona we wszystkich tłuszczach roślinnych, nieporównywalnie więcej w nierafinowanych! – olej słonecznikowy, z zarodków pszenicy, z orzechów laskowych, sojowy, kukurydziany, rzepakowy, oliwa z oliwek (te oleje nierafinowane zawierają najwięcej mieszaniny tokoferoli), można ją też kupić solo
  • kwas galusowy (a właściwie jego estry) – można go kupić w postaci proszku ale znacznie przyjemniej jest pozyskać samodzielnie, obecny w liściach i korze oczaru wirginijskiego, liściach herbaty i galasach (to takie narośla np. na liściach dębu) – na takim zielu należy zrobić odwar lub napar.

Psucie się mydła ze względu na dodatki ziołowe, owoce, kwiaty, warzywa – tu mamy do czynienia najczęściej z pleśnią czy fermentacją przy rozbawionym udziale różnych drobnoustrojów, mających w nosie podwyższone pH mydła. Głównie dotyczy to mydła potasowego ale też każdego rozcieńczania mydła do płynu lub żelu. Ja nie widziałam jak żyję tego typu sytuacji ani w potasowym ani w sodowym mydle. Jednak jeśli rozcieńczacie mydło potasowe do żelu fermentacja i pleśń jest jak najbardziej prawdobodobna, wtedy potrzebujemy antyseptyków:

  • olejki eteryczne – głównie tymiankowy, bergamotowy, grejfrutowy, rozmarynowy, oregano, miętowy, drzewo herbaciane, may chang, cytrynowy, geranium, jałowcowy, świerkowy, cyprysowy, goździkowy, imbirowy, lawenda wąskolistna, mirt pospolity, szałwiowy, anyżowy, bazyliowy, melisowy, eukaliptusowy
  • żywice – wszystkie np. styraks, sosnowa, kopaiwa, dziegieć, mirra
  • zioła w postaci naparów, odwarów czy wyciągów– oczar wirginijski, herbata, bluszczyk kurdybanek, chmiel, kminek, aloes, rumianek, malina, kocanki, jeżówka, dziurawiec, wrzos, ruta, buk, krwawnik, kora czereśni, dębu
  • wszystkie rośliny, zawierające mieszaninę terpenów, garbników, kwasu benzoesowego, związków siarkowych i terpenowych, flawonoidów
  • sól i cukier – minimalne działanie ze względu na niewielką/niewystarczającą ilość jaką możemy dodać do mydła (pomijając oczywiście mydła solne i solankowe)
  • alkohole – w tym cukrowe np. gliceryna – ona i tak jest obecna w mydle, więc na pewno pomaga. Jednak samych alkoholi nie jesteśmy w stanie dodać do mydła w wystarczającej ilości aby zadziałały konserwująco.

Konserwacja to nie wszystko. Dbajcie o odpowiednie przechowywanie mydła – miejsce ciemne ale przewiewne, nie nazbyt gorące i wilgotne. Nie pakujcie świeżego mydła w szczelną folię, pozwólcie mu oddychać. Sprawdzajcie smak, zapach, konsystencję tłuszczów użytych do mydła, szczególnie tych nietrwałych. Nie zawsze tłuszcze po dacie ważności są do niczego, zawsze warto organoleptycznie stwierdzić. Im mniejszy udział tłuszczów trwałych w mydle tym mniejsze przetłuszczenie ustawiajcie. Nie używajcie dużej ilości świeżych dodatków typu pulpy warzywne i owocowe, kwiaty. Mydło przeżelowane jest trwalsze.

Z pewnością nie wymieniłam wszystkich możliwych sposobów na konserwację mydła, jednak jest z czego wybierać i co najważniejsze to działa, najlepiej we współpracy co najmniej dwóch dodatków. Nawet jeśli coś jest uważane za konserwant fazy wodnej, wspomoże ogólną trwałość nawet fazy tłuszczowej 🙂