Pierwsze kroki – składniki

Opublikowano 10 komentarzy
ukręcone

Z czego zrobić mydło? Potrzebujemy tylko trzech składników – woda, tłuszcz i wodorotlenek.

Woda. Zwykle tak określamy płyn użyty do rozpuszczenia wodorotlenku. Jeśli będziemy używać wody, polecam kupić w sklepie stacjonarnym wodę demineralizowaną inaczej destylowaną. Jest pozbawiona minerałów, zanieczyszczeń i różnych soli, które mogą mieć wpływ na właściwości mydła np. powodować słabsze pienienie i osad. Oczywiście użycie wody prosto z kranu czy z butelki nie jest przestępstwem ale trzeba pamiętać, że wprowadzamy wtedy do mydła np. związki chloru albo sole nierozpuszczalne obecne w twardej wodzie. Decyzja należy do mydlarza. Zamiast czystej wody można też użyć uwzględniając ich działanie na mydło:

  • napary, odwary czy wyciągi wodne z ziół i roślin
  • soki owocowe i warzywne
  • solanki
  • destylaty – oczywiście nie te alkoholowe, chyba, że do potasowego 😉
  • hydrolaty
  • mleko, maślankę, jogurt, kefir, serwatkę
  • wody, napoje roślinne np. sojowe czy migdałowe
  • octy
  • piwo, wino, cydr – najpierw pozbawione alkoholu jeśli do mydła sodowego – choć uważam to za świętokradztwo

Wodorotlenek. NaOH czyli wodorotlenek sodu i KOH wodorotlenek potasu. Najważniejszą rzeczą na jaką musimy zwrócić uwagę to stężenie. Ja używam wodorotlenków oznaczonych co najmniej 98-99% to wodorotlenek, a 1-2% to zanieczyszczenia powstałe przy produkcji i węglany). Podaję mimo, że spotkacie się też z oznaczeniami czysty lub czysty do analizy. To zawartość swodorotlenku jest najważniejsza, czyli jego stężenie w granulkach czy płatkach. Jeśli chodzi o KOH to spotkacie się z zawartością 90%. Bez obaw, jeśli widzimy oznaczenie czysty lub czysty do analizy, te 10% to “woda”, węglany, bo wodorotlenek potasu jest silnie reaktywną substancją, bardziej niż NaOH. Nie ma możliwości fizycznej, by drogę od producenta poprzez pośredników przetrwał w stężeniu bliskim sto.

Wodorotlenki można kupić też stacjonarnie w sklepach chemicznych, sklepach dla miłośników pirotechniki czasem zdarzy się, że w sklepach budowlanych (tu uwaga, bo przeważnie mają czystość techniczną tzn, że do mydła nie nadają się, ewentualnie do gospodarczego jeśli jest minimum 98% ). Nie robimy mydła także na udrażniaczu do rur, bo on zawiera zbyt małą ilość wodorotlenku, reszta to wypełniacze i substancje nie nadające się do kontaktu ze skórą.

Tłuszcze. Większość dostępnych w sklepie spożywczym nadaje się do robienia mydeł. Choć wiele tylko jako dodatek. Tłuszcze mogą mieć czystość spożywczą, kosmetyczną lub farmaceutyczną. Mogą być rafinowane, nierafinowane, surowe, wyciskane na zimno lub ciepło. Dla domowego mydlarza nie ma to większego znaczenia choć różne sposoby pozyskiwania i przetwarzania tłuszczów mają wpływ na ich własności i właściwości a co za tym idzie na gotowe mydło. Panuje przekonanie, że do mydła należy używać tylko tłuszczów rafinowanych, bo te nieoczyszczone są zbyt drogie, więc szkoda skoro ług wszystko zeżre. Nie jest to tak jednoznaczne i w 100% prawdziwe, na szczęście. Wszystko zależy od tego jakiego efektu oczekujemy i jaki jest skład chemiczny danego tłuszczu. Nieważne czy użyjemy łatwo dostępnych oliwy z oliwek i oleju kokosowego czy trudniejszych do zdobycia oleju babassu i masła mango – mydło i tak nam wyjdzie 🙂 Może z wyjątkiem masła z mleka krowiego, tego w kostce – nie polecam ze względu na odrzucający zapach gotowego mydła 😉

Dodatki. Ze względu na różnorodność płynów użytych do zrobienia ługu, mamy już mnóstwo możliwości. Jednak rozczaruję Was, na tym się nie skończy – daję słowo 😉 1, 2, 5, 10 – gładkich, pastelowych mydeł i zapragniecie zapachów, wzorów, skuteczniejszego zaradzenia problemom skórnym i wyrazistych kolorów! Zatem co jeszcze można “włożyć w mydło”: