Czarne mydło po polsku.

Wszyscy znają maziste savon noir, którego bazą jest oliwa z oliwek i oliwki. Chcę Was namówić do zrobienia innego mydła potasowego, składającego się z naszych rodzimych bogactw 🙂

Olej rzepakowy nierafinowany. Zawiera nawet czterokrotnie więcej tokoferoli czyli wit. E niż oliwa z oliwek. Jeśli chodzi o fitosterole, które są zbawienne dla skóry olej rzepakowy ma ich nieporównywalnie więcej niż oliwa. Zarówno tokoferole jak i fitosterole są substancjami z frakcji niezmydlającej się, więc będą obecne w gotowych mydle. Borowina (gładkość), korzeń żywokostu (regeneracja) i owoce jarzębiny (nawilżenie) – dzięki bogactwu składników, które naprawdę długo by wymieniać, skóra pokocha to mydło. Olej z orzechów laskowych. Świetny dla skóry mieszanej, dobrze się wchłania i ma działanie ściągające. Bursztynowy pył. To zmielony bursztyn, który będzie pełnił rolę bardzo delikatnego peelingu, bo dodamy go w niewielkiej ilości. Jest tani i łatwo dostępny, jednak zwróćcie uwagę żeby kupić jakości kosmetycznej a nie odpad po szlifowaniu.

To mydło potasowe zrobimy na zimno, choć może być potrzebne lekkie podgrzanie, ze względu na dużo dodatków.

Receptura na ok 700g gotowego mydła

500g oleju rzepakowego, nierafinowanego (100%)

95g wody, w tym wypadku odwar z korzenia żywokostu i owoców jarzębiny

95g KOH (co da początkowe przetłuszczenie ok. 2%)

45g korzenia żywokostu

45g suszonych owoców jarzębiny

75g borowiny (ja użyłam tej w plastrach)

45g oleju z orzechów laskowych (plus ok. 9% do przetłuszczenia)

45g oleju rzepakowego nierafinowanego (plus ok. 9% do przetłuszczenia)

10g bursztynowego pyłu

ulubiony olejek eteryczny lub aromat kosmetyczny

Korzeń żywokostu i owoce jarzębiny zalewamy zimną wodą w ilości ok 150g, doprowadzamy do wrzenia, gotujemy na malutkim ogniu przez 10 minut. Wszystko razem po ostygnięciu powinno mieć wagę końcową 190-200g. Jeśli brakuje to znaczy, że woda odparowała i należy ją uzupełnić. Odcedzamy żywokost i jarzębinę. Niczego nie wyrzucamy – użyjemy i odwaru i ziół! Do zrobienia ługu potrzebujemy 95g odwaru (wcześniej ostudzonego) i 95g wodorotlenku. Wiem, że ciężko wydusić płyn z takiej ilości twardych ziół, jednak nie jest to niemożliwe 🙂 Tutaj już nic nie dolewamy, bo będzie za dużo wody i saponifikacja potrwa wieki. Robimy ług, pozwalamy oparom uciec w bezpieczne miejsce. Zauważycie, że ług jest nadal gęsty i żelowaty – to alantoina z żywokostu – tak ma być.

Do 500g oleju rzepakowego dodajemy borowinę, wyciśnięte owoce jarzębiny i korzeń żywokostu. Blendujemy na gładko. Wlewamy ług i znów ostrożnie blendujemy. Ja robiłam to mydło wieczorem i po prostu zostawiłam je przykryte w niedostępnym miejscu. Rano było gotowe. Z pewnością nie jest to mydło błyskawiczne, jeśli chodzi o metodę potasowe na zimno. Zawiera dużo dodatków, utrudniających zmydlanie. Dodatkowo wody jest nieco więcej niż powinno, ponieważ borowina też ją zawiera. Jeśli po 8 godzinach nadal będzie widoczne rozwarstwienie, podgrzejcie masę mydlaną na średnim ogniu przez kilka minut, mieszając. Oczywiście można podgrzać od razu, nie czekając.

dav
Mydła potasowe używamy z myjką, tak jest najwygodniej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Pozwólcie odpocząć mydłu zanim dodacie resztę składników, jeden dzień wystarczy. Następnie dosmaczamy 🙂 Olejem z orzechów laskowych i dodatkowym nierafinowanym rzepakowym, w którym rozprowadzamy pył bursztynowy i ulubiony olejek zapachowy czy eteryczny. Ja użyłam zapach kosmetyczny przypominający bursztyn (nazwa handlowa to białe piżmo) i eteryczne olejki – miętowy i sosnowy. Podbiłam też 5 kroplami dziegciu, bo on w połączeniu z innymi i w minimalnej ilości daje przyjemny, delikatny, ciepły zapach ogniska.

Nasze rodzime czarne mydło używamy dokładnie tak samo jak inne maziste savon noir. Za pomocą myjki nacieramy nim zwilżoną skórę i zostawiamy na chwilę. W tym czasie możemy umyć włosy 🙂 To mydło działa jak peeling enzymatyczny – jeśli zostawimy je na kilka chwil na skórze. Mydło nie brudzi wanny i reszty!

Ja się zakochałam, choć to miłość wymagająca sporej pracy 🙂

dav
Polskie bogactwo, potrzebne do stworzenia savon noir. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Źródło:

Charakterystyka wybranych rynkowych olejów roślinnych tłoczonych na zimno. K. Krygier i inni.

Mydło dziegciowe 4%

Czasem trzeba się poświęcić. W przypadku mydła dziegciowego naprawdę nie ma przesady w tych słowach. Dziegieć brzozowy produkowany jest z drewna, kory nawet korzeni brzozy brodawkowatej (Betula pendula) i brzozy omszonej (Betula pubescens). Działanie keratoplastyczne, keratolityczne, antyseptyczne, przeciwzapalne sprawia, że jest bardzo skuteczny w usuwaniu zewnętrznych wykwitów, plam i placków łuszczycowych. Pomocny w terapii łupieżu tłustego, trądziku, egzemy. Ponieważ niestety mam dla kogo robić takie mydło, wytrzymuję te zapachowe katusze. Właściwie nie chodzi o to, że to brzydki zapach. Trochę smoła, terpentyna, tytoń, naftalina, trochę gaszone ognisko i żywica. Ta mieszanka dzięki węglowodorom cyklicznym daje tak intensywny, przenikliwy, ostry i trwały zapach, że na długo zostaje w nosie. Teraz pisząc wieczorem, wciąż go czuję choć pakowałam mydła dziegciowe wcześnie rano 😉 Dziegieć brzozowy (sosnowy ma bardzo podobne działanie) kupimy w aptece, sklepie zielarskim i oczywiście przez internet.

I druga gwiazda tego mydła, również nie grzesząca niebiańskim aromatem. Korzeń mydlnicy (Radix Saponariae) zawiera ok. 5% saponin, kiedyś używanych jako alternatywa mydła. Saponiny działają przeciwzapalnie, obniżają napięcie powierzchniowe wody i ułatwiają przenikanie substancji przez skórę. Korzeń mydlnicy można kupić w sklepie zielarskim i przez internet, a może własnoręcznie wykopać z trawiastych zarośli.

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

520g oliwy z wytłoczyn oliwek – pomace (52%)

250g oleju babassu (25%)

200g masła shea (20%)

30g oleju rycynowego (3%)

330g wody – użyjemy odwaru z mydlnicy

133g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 7%)

40g dziegciu brzozowego (ok. 50ml buteleczka)

Olej babassu ma właściwości myjące ale nie podrażnia i nie wysusza jak to może robić olej kokosowy w przypadku wrażliwej skóry. Masło shea ma właściwości gojące. Olej rycynowy podniesie pienistość mydła.

dav
Uwaga na gotowanie korzenia mydlnicy, daje pokaźną pianę, która łatwo kipi. Fot. Mila Wawrzenczyk

Zarówno dziegieć jak i mydlnica mają tendencję do przyspieszania gęstnienia masy mydlanej, bez katastrofy ale jednak. Dlatego łączymy w niskiej temperaturze ok. 30 stopni. Można też naczynie z tłuszczami umieścić w większej misce z zimną wodą. Do gotowego odwaru z mydlnicy (korzeń zalewamy zimną wodą – gotujemy na małym ogniu 5 minut, odstawiamy na pół godziny, przecedzamy) wsypujemy wodorotlenek sodu. Zauważycie, że nawet po rozpuszczeniu NaOH pianka nadal się utrzymuje. A to znaczy, że saponiny mają w nosie żrący ług i wysoką temperaturę, więc spełnią swoje zadanie w mydle 🙂 Do rozpuszczonych wcześniej tłuszczów wlewamy ług – jeśli mają zbliżoną temperaturę. Bardziej mieszamy niż blendujemy.

A co z dziegciem? Są dwa sposoby na dodanie go do mydła: do tłuszczów lub do masy mydlanej (tzw. budyniu). Praktycznie nie ma to znaczenia w tym przypadku. Choć dodatki przyspieszające gęstnienie masy mydlanej bezpieczniej dodawać do budyniu, bo zyskujemy czas na przelanie do formy. Masa mydlana jeśli jest jednorodną emulsją stanie się mydłem. Jeśli dodatek zacznie nam zagęszczać masę po trzech ruchach blendera, nie zdążymy z niej zrobić emulsji zdolnej do saponifikacji. Zamiast tego prawie-mydło zostanie nam w naczyniu z dumnie stojącym na środku mieszadłem. Wtedy pozostanie już tylko podlanie wodą i grzanie na ciepło. W przypadku dodania potencjalnego zagęszczacza do budyniu najwyżej, zagęści tylko górną część masy, kilka szybkich ruchów połączy dodatek z mydłem. Wtedy jest szansa nawet na wzory – wymuszone ale jednak. Choć są i takie dodatki tzw. betonujące, że nawet jeden ruch się nie uda 😉

dav
Ja dodaję dziegieć do gładkiego budyniu, zamieniając blender na łopatkę. Fot. Mila Wawrzeńczyk

Przelewamy do formy, stukając nią o blat, żeby wypuścić ewentualne pęcherzyki powietrza tworzące dziury w kostkach. Szczególnie ważne przy wlewaniu gęstej masy. Formę okrywam, by pomóc w całościowym przeżelowaniu mydła.

dav
Podczas żelowania kolor z mlecznej czekolady zmienia się na bardziej demoniczny. Fot. Mila Wawrzenczyk

Można kroić po 16-18 godzinach. Mydło jest zwarte i elastyczne, łatwo się je kroi i odciska pieczątkę. Dojrzewa około dwóch miesięcy. Woń być może nieco słabnie ale niezbyt znacząco. W przypadku dziegciu nie ma co liczyć na zwietrzenie 😉 Jego moc jest trwała, także ta wspomagająca skórę.

dav
Takie połyskujące zostanie, choćby je użyć za dwa lata. Mila Wawrzenczyk

 

 

Źródło:

Dziegcie i smoły pochodzenia roślinnego i mineralnego, H. Różański

Towaroznawstwo zielarskie, W. Walewski