fbpx
BLOG CHEMIA/TECHNIKA MYDŁO SODOWE

Mydło ziołowe. Co i jak.

Dla czytelników bloga to właściwie będzie podsumowanie. Może i warto, tak samo jak warto upychać w mydła wiele rzeczy ze względu na zawartość przydatnych substancji. Być może to jest dobry czas na odłożenie do ciemnej piwnicy teorii jakoby w mydle nic nie miało sensu. Gdyż a) ług żre b) za krótki kontakt ze skórą. Dysponujemy zbyt szeroką wiedzą naukową, aby robić z siebie ignorantów powtarzając nie mające podstaw opowieści.

Receptura CP na około 1,5kg mydła:

Szaleństwo wielu tłuszczów. Fot. Mila Wawrzenczyk

To jest mydło jakie zrobiłam, trzeba było się pozbyć wielu zalegających na dnie butelek tłuszczów a mydło jest najlepszym utylizatorem świata kosmetyków. Nawet jeżeli tłuszcze już są nieco podejrzane ze względu na swój zbyt długi żywot. Tak naprawdę zrobicie co chcecie korzystając z własnych zasobów i kalkulatora. A jak zrobić mydło przypomnę tutaj.

Do zrobienia tego mydła użyłam oczywiście ziół, które miałam pod ręką, w każdej możliwej postaci jaką możemy dodać do kosmetyków.

Ziołowy odwar i napar w jednym. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ziół, czyli czego konkretnie?!

Odwar i napar. Dwa w jednym, tak, da się to zrobić. Zioła wymagające dłuższego gotowania wzbogaciłam dodatkiem ziół, z których robimy napar czyli herbatę po prostu, Dorzucając je do garnka już zdjętego z ognia.

  • skrzyp – odwar, ponieważ to był skrzyp czerwcowy, niewysycony jeszcze krzemionką, gotowałam tylko 10 minut, to mniej więcej 1/3 czasu gotowania skrzypu z końca lata, oczywiście jeżeli chcemy wyciągnąć związków krzemu ile tylko się da. Ja ich nie lubię w mydle, bo potem czuję długo na skórze i włosach to charakterystyczne skrzypienie. Jakimś cudem pozostają, mimo kosmetyku spłukiwanego. To żart, po prostu nie ma innej możliwości by nie zostały, skoro ług zmusza je w reakcji do zmiany struktury i właśnie umożliwia pozostanie na skórze. Czy to ma sens? Lepiej skrzyp gotować i pić, ze skóry nie jest w stanie wniknąć aby tworzyć budulec wzmacniający włosy i skórę. Związki krzemu po czasie wychodzą jako osad na mydle. Lecz skrzyp to nie tylko krzemionka. Flawonoidy, nie ma sensu, trzeba je pić i używać w kosmetykach pozostających na skórze. Polisacharydy i alkohole cukrowe, super podniesienie piany, pielęgnacja, bo cukry nawilżają, najlepiej te po hydrolizie w ługu. Kwasy organiczne, te wszystkie chelatory (ja lubię je tak nazywać, bo w mydle działają właśnie jak łapacze zasadowych jonów), które czynią mydło delikatniejszym.
  • przytulia – odwar, razem ze skrzypem, podobny skład chemiczny. Wiecie to te rośliny, które łapią się ubrań i rosną w górę pnąc po pomidorach czy fasoli. Przytulia zawiera jeszcze związki kumarynowe, które kocham za zapach jaki nadają mydłom.
  • podagrycznik – odwar, choć tu można było w napar iść. To jest tak niedoceniana roślina, a tak bogata w składzie, że aż wstyd. Oczywiście nie mówimy w przypadku mydła o podagrze – nie ten rodzaj specyfiku. Kumaryny, kwasy, polisacharydy (znów więcej piany), olejek eteryczny bogaty w te wszystkie pineny, tujony i myrceny, które nadają mydłom wyjątkowy zapach i wzbogacają.
  • mięta – napar, czyli po odstawieniu z ognia dorzuciłam rozdrobnione ziele mięty. Kto robił mydło z miętą czy olejkiem z niej, wie, że tu nic nie ginie. Jedna wielka świeżość i zapach. Mamy do czynienia z mentolem, to taki alkohol terpenowy, który jest w stanie przetrwać wszystko tylko nie światło połączone z wysoką temperaturą w długim czasie, jak większość związków.
  • szałwia – napar, ta sama sytuacja jak w przypadku mięty. Jedno z moich ukochanych ziół. Bogactwo – kumaryny, kwasy, polisacharydy, terpeny, tujon i cyneol, garbniki – to jest moc, która zostaje w mydle.

Wyciąg olejowy. Zrobiłam na wszystkich płynnych olejach i używając tych pięciu ziół, bo substancje dzielą się na te rozpuszczalne w tłuszczach i te rozpuszczalne w wodzie. To jest bardzo ważne, bo żeby nie zrobić kosmetyku w typie placebo musimy wiedzieć co w czym działa. Następny wpis będzie o wyciągach olejowych, nazywanych maceratami, właśnie je zlałam.

Olejki eteryczne. To skoncentrowane zioła przecież, ta część zapachowa ziół ale tylko na pierwszy rzut oka zapachowa. Dodałam 2%MT (masy tłuszczów), czyli 20g blendu Herbal. Nie trzeba więcej, to jest mega mocna mieszanka olejków eterycznych składająca się z rozmarynu, petitgrain, czerwonego tymianku, szałwii i nasion marchewki.

Zasady dodawania ziół:

  • wszystko co idzie w ług – odwar – napar – mrozimy, całość wody na ług niech będzie ziołem
  • zamiast wody na ług dodajemy odwaru lub naparu
  • mydła ziołowe nie potrzebują przysłowiowej łyżki soli i cukru, one już to mają w sobie, zdziwicie się jak dużą pianę może dać prawoślaz, siemię lniane czy nawłoć zamiast wody na ług
  • wyciągi olejowe niech stanowią dużą, możliwie największą część tłuszczową a nie 5% SF (super fat poza kalkulatorem)
  • mydła potasowe radzą sobie z zielskiem zblendowanym w olejach przed dodaniem ługu, po prostu ziele się rozejdzie bez pozostawienia fragmentów, można w ten sposób utylizować resztki po maceratach, glicerytach, pamiętając jednak, że dodajemy już surowiec wyekstrahowany a nie pełnowartościowy, co odbije się na własnościach mydła
  • mydło ziołowe róbmy wysycone do granic, ług, tłuszcze, olejki eteryczne, tak jak każdy kosmetyk, mydło lawendowe z dodatkiem 1% kompozycji zapachowej to nie jest jednak mydło lawendowe, prawda?
  • nie skupiajcie się zbytnio na odmianie zielska, żmijowiec to żmijowiec a mięta to mięta i zawsze będą miały bardzo podobne właściwości, nie mówimy tu o stosowaniu wewnętrznym (ja nigdy nie piszę o takim), bo jednak skrzyp skrzypowi nierówny
  • wykorzystujcie kolor ziół do barwienia mydła, nie liczcie na kolor różowej glinki używając maceratu z szałwii, podbijajcie kolor oleju ryżowego czy rokitnikowego odwarem z nagietka, pamiętajcie, że chlorofile (zieleń) i karoteny (pomarańczowy) nie lubią dodatku kwasów
Rzeźba nie napiszę w czym. Fot. Mila Wawrzenczyk

Czego potrzebujemy z ziół do mydła.

Polisacharydów, czyli cukrów. Należą do nich też śluzy, skrobia, dzięki hydrolizie mamy rozkład dużych nieprzyswajalnych cząsteczek na małe, dające pianę i pielęgnację. Korzeń i liść prawoślazu, kwiat malwy czarnej, siemię lniane, nasiona kozieradki, korzeń żywokostu, kwiat dziewanny, liść podbiału, babka płesznik, szarańczyn strąkowy (ten od karobu), pigwa, mąki i skrobie, kwas hialuronowy. Możemy jeszcze dodać ze względu na podobne właściwości, alkohole cukrowe mannitol, sorbitol.

Karotenoidów, barwników pomarańczowych. Dla koloru, bo mydło nie poprawi nam kolorytu skóry dzięki dodatkowi oleju rokitnikowego, tak jak miałoby to miejsce podczas użycia serum na noc, z jego dodatkiem. Wszystkie żółte do czerwonych warzyw, jarzębina, nagietek, wrotycz, mniszek, podbiał, nawłoć. Te wszystkie żółte kwiaty to jednak co innego niż delikatne różowe płatki antocyjanowe, nie mające sensu właściwie żadnego w dodawaniu do mydła.

Kwasów organicznych. Wszystkie tworzą z wodorotlenkiem sól. Owoce zioła, humusy z borowiny, kwas galusowy, który tworzy taniny (garbniki). Podnoszą pielęgnację, wyłapując zagubione jony wodorotlenku. Konserwują. Każdy kwas ma takie działanie w mydle. Nie działa natomiast rozjaśniająco, bo w mydle staje się innym związkiem.

Związków zapachowych i tu mamy już wspomniane kumaryny, wszystkie olejki eteryczne, estry. Trzeba pamiętać, że zioło dodane do mydła niekoniecznie będzie pachnieć jak na łące. Właśnie ze względu na reakcje zachodzące dzięki wodorotlenkowi, który w dużym skrócie wyciąga z rośliny to czego nie czuje w niej nos. Jest zależność między antocyjanowymi roślinami a mydłem. Róża pachnie w kremie, w mydle zamienia się w kupę pod każdym względem. A już taki kwiat mniszka, dodany w odpowiedniej ilości, do każdej fazy mydła, da nam zapach miodowy.

Saponiny to glikozydy, które łaskawie przyjmują do cząsteczki jon wodorotlenkowy, tworząc sól o własnościach podobnych. Choć to uproszczenie duże, bo saponiny są różne. Pisałam o nich przy okazji maceratów. Same z siebie są związkami powierzchniowo czynnymi i dodają dużo bąbli do mydła. Najwięcej znajdziecie w kłączach i korzeniach jesienią

Związki krzemu. Krzemionka z odwaru reaguje z wodorotlenkiem tworząc meta lub ortokrzemiany także aktywne biologicznie. Czy warto, musicie spróbować sami. Skrzyp polny, pokrzywa, miodunka, poziewnik, rdest ptasi, ogórecznik, perz, żmijowiec.

Frakcja niezmydlalna. Tu się nie dzieje właściwie nic, nie ma hydrolizy, nie ma reakcji przemiany. Jak wkładamy tak wyciągamy. Głównie woski i żywice, nie, nie tylko ten pszczeli czy żywica sosnowa. Każda roślina je zawiera. Mają podobną budowę i właściwości, jak wymienione wyżej. Służą roślinie do ochrony tkanek, dlatego i naszej skórze pomagając ograniczyć parowanie wody, pozostawiając warstwę okluzyjną.

To wszystko powyżej, możnaby rozbić na setki konkretnych przykładów, tyle, że nie wiem kto by zniósł taki ogrom. Skąd brać informacje, co w czym się rozpuszcza i gdzie te substancje znaleźć. Ani trochę nie musicie się znać na chemii, biochemii czy zielarstwie. Macie od tego dr Różańskiego, jeżeli pisze o naparach i odwarach, znaczy, że trzeba takowy zrobić. Jeżeli pisze o rozcieraniu ziela z olejem czy robieniu wyciągu olejowego to taki robicie. A tak naprawdę dobre będzie jedno i drugie, bo roślina to substancje rozpuszczalne zarówno w wodzie jak i tłuszczach. Voila! Róbmy mydła ziołowe, bo warto ze względu na hydrolizę, syntezę i frakcję niezmydlalną!

Źródło:

Zielarstwo i metody fitoterapii dr H. Różański

Podagrycznik pospolity (Aegopodium podagraria L.) prof. dr hab. Irena Matławska

2 komentarze

  1. Chapeau ba! Dziękuję za ogrom przekazanej wiedzy. Z nieba mi spadłaś. Właśnie się zastanawiałam czy podagrycznik do mydła wciepnąć😄 Canola oil to zwykły rzepak rafinowany w kalkulatorze?

  2. Ważny jest ten wpis i wskazanie dr H.Różańskiego :), niech wiedza idzie w świat <3. BTW, rozwiałaś wiele moich wątpliwości, co zostaje w mydle (opisując reakcje substancji aktywnych z wodorotlenkiem). Szacunek.

Leave a Reply

%d bloggers like this: