fbpx
BLOG TWARZ

Krem chłodzący do twarzy.

Szukam od jakiegoś czasu emulgatora równie wszechstronnego jak olivem 1000, bo ten przestał mnie zadowalać. Maska na twarzy nawet przy 4-5%. Na początku winiłam cetylowy alkohol, którego też lubiłam dodawać do kremów, zresztą zupełnie niepotrzebnie, bo olivem 1000 jest samoemulgujący. Po rezygnacji z cetylu nie było poprawy. Nie używam do kremów tłuszczów zawierających kwas stearynowy (masło kakowe) a nawet palmitynowy (olej ryżowy) czy mirystynowy (olej kokosowy). Zawsze tylko lekkie, schnące oleje, więc nie dało się winić także ich. Cóż mój ukochany do tej pory emulgator poszedł w odstawkę.

Mam cztery nowe typy emulgatorów na tapecie a dziś zrobiłam krem na lato z emulgatorem plantasens.

Faza olejowa 25%

10% olej słonecznikowy nierafinowany – lekki olej pełen odżywienia

7% olej jojoba nierafinowany – właściwie wosk pozostawiający skórę gładką

5% emulgator plantasens – emulgator

2% emulgator stearynian sacharozy – nawilżacz i koemulgator

1% witamina E – przeciwutleniacz


Faza wodna 75%

66,5% hydrolat borowinowy – nieco kwaśny regulator pH i kondycjoner

5% nalewka na kasztanach (wódka 40%) – konserwant fazy wodnej i dbanie o naczynka

3% boraks – chłodzenie „mineralne”, odkażanie, matowanie

0,5% eo mięta kędzierzawa – chłodzenie dzięki zawartości mentolu

Wykonanie banalnie proste. Plantasens topi się już w 50 stopniach Celsjusza, więc grzanie nie trwa długo. Nie zestala się na powrót tak szybko jak olivem 1000, można spokojnie manewrować narzędziami. Emulgatory, hydrolat, boraks i olej jojoba umieściłam w jednej zlewce. Podgrzałam w kąpieli wodnej. W drugiej zlewce odważyłam resztę składników, które były w temperaturze pokojowej – witamina E, nalewka na kasztanach, olej słonecznikowy, eo mięta – to te wrażliwsze składniki zaznaczone kursywą. Emulsja zrobiła się właściwie po dwóch bzyknięciach blendera, wtedy wlałam składniki z drugiej zlewki i zblendowałam do gładkości. Koniec.

Emulgatory z częścią glikozydową/glukozydową mają tendencje do ubijania się, więc ostrożnie jeśli używacie blendera czy mieszadła do spieniania mleka. To są jakby cukry a wiemy po co dodajemy cukier do piany z białek, prawda? W języku INCI zwracajcie uwagę na Glucoside i Glycoside.

Jeżeli macie boraks tzw rodzimy czyli minerał prawdziwy, to użyjcie go zamiast tego zwykłego czteroboranu sodu. Boraks ma pH9, dlatego należy uważać i zmierzyć je – oczywiście fazy wodnej, bo po pierwsze to nie jest dobre pH dla skóry twarzy jeśli chodzi o kosmetyki niezmywalne a po drugie emulgator może nie uciągnąć emulsji. Myślę, że w tym wypadku sprawę załatwiła borowina, jeśli nie macie takiego hydrolatu zakwaście krem kwasem mlekowym czy jabłkowym a może octem własnej roboty. Zwykle kilka kropel na 100g kremu wystarcza.

Jeszcze o konserwacji. Nie użyłam żadnego typowego konserwantu fazy wodnej, bo mi wyszedł (uwierzycie?!). Mam za to kilka nalewek ziołowych, które dobrze robią też skórze. Alkohol etylowy to cudowny specyfik (ok, powiedziałam to na głos), który umożliwa transport substancji aktywnych w głąb skóry, odkaża, konserwuje. Nie ma powodów do obaw o wysuszenie w takiej ilości i w kompilacji z resztą składników. Robiłam kremy do twarzy z 10% dodatkiem wódki czterdziestki i nie obserwowałam żadnego niepożądanego efektu. Oczywiście jeżeli chcecie użyć spirytusu, wtedy dodajcie połowę. Nie mam zwyczaju trzymać kremów w lodówce, daję mu 2-3 miesiące trwałości bez zmian. Pamiętajcie połowa sukcesu to czystość narzędzi, opakowań i składników.

Krem chłodzący na lato. Fot. Mila Wawrzenczyk

Dlaczego łączę emulgatory? Faktycznie ostatnio tak robię, nawet przy użyciu takich, które samodzielnie dają radę. Łączenie emulgatorów sprawia, że konsystencja emulsji staje się idealna. Zwróćcie uwagę na opisy emulgatorów. Jeden woli niższe pH, drugi dodatkowo nawilża a trzeci jest łatwy w obróbce. Nie bójcie się tego, eksperymentujcie, naprawdę to popłaca. Ja widzę, że takie kombinowane kremy nie różnią się właściwie od tych drogeryjnych, może to dobry kierunek na przekonanie kogoś do odstawienia popularnej przemysłówki dostępnej w marketach.

Jeszcze na koniec mantra – konsystencja wszystkich kosmetyków ustala się po czasie. Nie szalejcie od razu, że krem wyszedł za rzadki, to się ogarnie na drugi dzień, jeżeli receptura była prawidłowa.

Leave a Reply

%d bloggers like this: