Mydło w barwach ziemi.

Twarda kostka. Tłuszcze i proszki. Barwy ziemi i ciepły zapach z nutą zielska.

Dużo wosku sojowego. Dla utwardzenia. Wolę go niż kwas stearynowy, bo ten często okazuje się mieszanką z palmitynowym albo jego pochodzenia nie sposób określić.

Receptura na około półtora kilograma gotowego mydła:

250g oleju kokosowego (25%)

200g oleju z pestek winogron (20%)

200g rafinowanego oleju rzepakowego (20%)

150g wosku sojowego (15%)

100g masła kakaowego pachnącego (10%)

100g oleju ze słodkich migdałów (10%)

300g wody (30%)

136g NaOH (co da przetłuszczenie 7%)

dla zabawy po 10g (czyli po 1% MT) – sproszkowane pomidory, glinka ghassoul, glinka żółta, mielone pestki oliwek

10g eterycznego olejku z drzewa Ho + 20g eterycznego olejku petitgrain (liście gorzkiej pomarańczy)

30g oleju z maruli (co podniesie przetłuszczenie do ok. 10%)

60252873_1143504505827695_6464803963853078528_n
Kiedy dużo dodatków trzeba sobie je wszystkie najpierw przygotować. Fot. Mila Wawrzenczyk

Robimy ług. Użyłam zimnej wody z kranu. Mam teraz bardzo drobny wodorotlenek sodu. Łatwo się go odważa ale za to lubi się zbrylić, więc muszę go mieszać po wsypaniu do wody.

Topimy tłuszcze. Najpierw odważamy twarde czyli, masło kakaowe, wosk sojowy, olej kokosowy i zalewamy olejem rzepakowym. Kiedy to się stopi dolewamy olej migdałowy i olej z pestek winogron. Chodzi o to, żeby nie grzać wszystkiego razem. Ze względu na wysoką temperaturę topnienia wosku sojowego i masła kakaowego, na ostudzenie czekalibyśmy wieki. Pamiętajcie o tym przy zastosowaniu podobnych twardych tłuszczów.

Kiedy ług i tłuszcze osiągną temperaturę mniej więcej pokojową łączymy. Jedna uwaga. Przy dużej ilości twardych tłuszczów czy wosków trzeba zblendować je zanim wlejemy ług. To pomoże na zbyt szybkie zagęszczanie masy. Co przy powyższym składzie i tak będzie miało miejsce, dlatego wlejcie ług i najpierw tylko mieszajcie. Po chwili dopiero włączcie blender i blendujcie na zmianę mieszając. Naprawdę oszczędnie. Masa zacznie gęstnieć miejscami i wtedy dolewamy dodatkowy olej i olejki eteryczne. Dobrze je łączymy z resztą masy mydlanej, raczej już nie blendując. Nie czekamy na jednorodną emulsję. Na tym etapie nie potrzebujemy śladu mydlanego.

Wybrałam eteryczny olejek cytrusowy – petitgrain, bo cytrusy rozrzedzają masę mydlaną i pozwalają na dalszą zabawę z nią, nawet przy większej ilości twardych tłuszczów czy wosków!

60268690_615660985616810_8373663867451998208_n
Masa mydlana podzielona na różne dodatki. Fot. Mila Wawrzenczyk

Podzieliłam masę na pięć części. Do każdej dosypałam inny proszek i każdą zblendowałam osobno. Teraz już wiecie czemu nie czekałam na ślad mydlany w głównej masie. To tylko przyspieszyłoby gęstnienie i nie mogłabym swobodnie i dokładnie domieszać użytych proszków.

60349962_607001263117214_8384539016703246336_n
Mydło tuż po wlaniu do formy. Fot. Mila Wawrzenczyk

Masy wylewałam po kolei, nie dbając o ich ułożenie. A na koniec jak widać popsułam naturę posypką ze złotej miki. Ten czerwony susz to kwiaty granatu, które zmieniły się w brązowe pod wpływem pH, na co liczyłam, bo tak lepiej pasuje do kolorystyki.

Mydło zrobiłam późnym popołudniem, okryłam kocem i zostawiłam na noc. Żelowało. Kroiłam rano, czyli po jakichś 12 godzinach.

Takie twarde mydła, zawierające dużą ilość kwasu stearynowego, warto łączyć z olejami, które rozmiękczają mydło. To nam pozwoli na swobodne krojenie bez kruszenia.

60284051_327019561325142_3037482643613548544_n
Barwy i zapach ziemi. Fot. Mila Wawrzenczyk

Odkładam do leżakowania na dwa miesiące, bo ja tak zawsze robię 🙂