Co z tą PIANĄ?

Właściwie codziennie słyszę pytanie – jak zrobić mydło super hiper pieniące się? Krąży takie przeświadczenie, że jeśli mydło się nie pieni szaleńczo to również nie myje. To nieprawda! Mydło jest detergentem i zawsze myje, wszystko umyje.

Dla mnie osobiście ten aspekt mydła jest drugorzędny. Jedne mydła mają obfite bąble inne mega kremowość. Lubię je wszystkie, właśnie za to, że każde jest inne a nie na jedno kopyto. Jednak rozumiem, że dla większości temat ma duże znaczenie, szczególnie wtedy gdy macie problem z twardą wodą. Dlatego podpowiem jakie dodatki podniosą parametr piany w mydle.

Istnieją dwa parametry dotyczące piany w mydle. Bubbly czyli bąbelki, bańki mydlane i creamy czyli krem czy śmietana. Niestety czynniki zwiększające kremowość działają antagonistycznie na bąble tzn. sprawiają, że bańki są mniejsze.

Co ma wpływ na mega bąble:

dav
Fot. Mila Wawrzenczyk
  • oleje zawierające kwas laurynowy i mirystynowy – kokosowy, babassu, z nasion palmy, murumuru, laurowy, łój wołowy
  • węglowodany, sacharydy czyli różne cukry – zawiera każda roślina, więc chcąc nie chcąc dodając pulpę z dyni albo jakieś zioło dodajemy też cukry. Dwucukry (popularna sacharoza) czy polisacharydy w wyniku hydrolizy zasadowej zmieniają się w monosacharydy a to właśnie te cukry proste m.in. dzięki lepkości tworzą bąbelki. Ponadto miód, wymyślne syropy, mleko i spółka, też zboża zawierają dużo węglowodanów.
  • zioła saponinowe – powinno się dodawać do mydła w postaci odwarów, destylatów – kłącze tataraku, korzeń mydlnicy, owoc kasztanowca, ziele bluszczu, korzeń lukrecji
  • olej rycynowy
  • żywice
  • im niższe przetłuszczenie tym więcej dużych bąbli
  • mydła na dualu – mieszane wodorotlenki i mydło potasowe – pienią się zawsze lepiej, bo taką własność nadaje wodorotlenek potasu

Co ma wpływ na kremowość:

dav
Fot. Mila Wawrzenczyk
  • tłuszcze z zawartością kwasu stearynowego i palmitynowego – ponieważ te dwa kwasy tłuszczowe zawiera prawie każdy tłuszcz, sprawdźcie w tabeli te wartości i wybierzcie, który Wam pasuje najbardziej
  • olej rycynowy – bardziej wpływa na kremowość piany niż na bąble
  • alkohol cetylowy
  • woski roślinne i pszczeli
  • kremowości nada też połączenie dwóch wodorotlenków

Jeszcze jedno, są dodatki, które w zbyt dużej ilości powodują zmniejszenie piany głównie bąbelkowej i w mniejszym stopniu kremowej. Co nie znaczy, że mamy ich nie używać – trzeba tylko mieć umiar:

  • sól, szczególnie epsom, z morza martwego
  • gliceryna
  • glinki, błota
  • bardzo wysokie przetłuszczenie

Jeśli więc tworzycie mydło 100% oliwkowe, które pieni się bardzo słabo, wzbogaćcie je ziołem saponinowym i miodem. Potrzebujecie dużo kremowej mazistości ukręćcie mydło na dualu z dużą ilością masła shea.

I ostatnie kwestia – leżakowanie podczas, którego mydło dojrzewa, to ma również znaczący wpływ na pienistość mydła. Im starsze tym zawsze będzie lepiej się pienić 🙂

 

Dziecięce. Mydło pielęgnujące i delikatnie myjące.

Bywa tak, że potrzebujemy mydła dla skóry cienkiej, wrażliwej, delikatnej. Taka skóra nie potrzebuje nadmiernego oczyszczania. Dla niej najważniejsza jest pielęgnacja, a w przypadku dzieci też pianka. I ta pianka jest najtrudniejsza w tym wypadku do osiągnięcia, bo jeśli ma być to najdelikatniejsze mydło świata nie możemy użyć oleju kokosowego ani żadnego, który zawiera kwasy tłuszczowe odpowiedzialne za czyszczenie babassu, laurowy, z nasion palmy (kw. mirystynowy, laurynowy). Jednak jeżeli problem wrażliwości jest mocno nasilony to raczej można darować mydłu tę drobną niedoskonałość.

Długo zastanawiałam się nad wyborem zioła, który podniesie właściwości pielęgnacyjne. Aż nadszedł czas kwitnienia lipy. Najpierw szerokolistnej a po około dwóch tygodniach drobnolistnej. Innej możliwości nie było – będzie lipne mydło!

Dlaczego kwiat lipy (Flos Tiliae)? Zawiera polisacharydy, w tym wypadku śluzy, które w reakcji z zasadą rozłożą się do prostszych cukrów i zadziałają osłaniająco i uwadniająco. Do tego kwasy organiczne, olejek eteryczny i garbniki mają właściwości antyseptyczne. Żadne znane mi źródła nie podają przypadków reakcji uczuleniowej na lipę. Pozostałe składniki. Masło shea ma dużą część niezmydlalną, która zawiera woski, żywice, tokoferole, a one i kwas stearynowy zostawią na skórze warstwę niezmywalną chroniącą przed czynnikami zewnętrznymi. Olej ryżowy daje mydłu większą twardość, jego kwasy tłuszczowe pozwalają uzyskać bardziej wyrównaną pielęgnację (oleinowy i linolowy). Olej rycynowy doda piany a ze słodkich migdałów podniesie pielęgnację. Zarówno zastosowane zioło jak i odpowiedni dobór tłuszczów podniesie pielęgnację wyżej niż wskazuje to kalkulator. Sól utwardzi, cukier stworzy większe bański mydlane. Czymś myć się musimy, więc dlaczego nie zrobić sensownego mydła?!

dav
Napar z lipy. Fot. Mila Wawrzenczyk

Żeby wzmocnić działanie mydła robimy napar z kwiatów lipy, który następnie zamrażamy oraz macerat na oleju ryżowym. Tak, podwójnie, dlatego, że mydło ma dużo krótszy kontakt ze skórą niż mazidła. Poza tym są związki, oddadzą się wodzie np. polisacharydy a są i takie, które rozpuszczą się w tłuszczu. I jeszcze zapach, tutaj nieco przytłumiony przez masło shea ale wciąż wyczuwalny słodko-miodowy zapach kwiatów lipy.

Jeszcze jedno, ja myłam dzieci (jeszcze wanienkowe) w mydle od trzeciego miesiąca życia, jednak nie w sposób standardowy, czyli pocierając skórę kostką. W wanience myłam swoje ręce mydłem przeznaczonym dla dzieci i potem w tak powstałych mydlinach dziecko.

Receptura na około półtora kilograma mydła, wykonanie metodą na zimno:

600g olej ryżowy (60%)

300g masło shea nierafinowane (30%)

50g oleju rycynowego (5%)

50g oleju ze słodkich migdałów (5%)

280g zamrożonego naparu z kwiatów lipy (28%)

120g  NaOH (co da przetłuszczenie w okolicach 8%)

opcjonalnie 20g soli i 20g cukru

Robimy ług. Ponieważ napar jest zamrożony w kosteczki (odważamy już zamrożony), obędzie się bez szkodliwych oparów i szybciej ostygnie. Jeśli chcemy użyć soli i cukru musimy je rozpuścić w ciepłym jeszcze naparze tuż po odcedzeniu i dopiero wtedy zamrozić. Oczywiście wtedy zmieni się waga po zamrożeniu, bo dojdzie 40g cukru i soli. ale tym się nie przejmujcie, woda jest tutaj tylko rozpuszczalnikiem. Jeśli odważycie zamrożonych kostek naparowych około 300g, będzie dobrze.

Roztapiamy masło shea i do niego dolewamy pozostałe tłuszcze w temperaturze pokojowej, olej rycynowy, olej ze słodkich migdałów i olej ryżowy.

Kiedy ług i tłuszcze wyrównają temperaturę, łączymy. Sprawdzam temperaturę dotykając jednocześnie pojemników na dole, gdy nie odczuwam, że są cieplejsze niż moje dłonie, łączę.

Najpierw mieszamy końcówką blendera, potem bzykamy kilka razy i tak naprzemiennie. Tutaj możemy sobie pozwolić na średni ślad, bo nie kombinujemy z wzorkami. Choć nie jest to potrzebne, wystarczy mieszać do momentu jednorodnej emulsji bez smug. Wiem, że lubicie pobzykać blenderem, więc przy tym mydle pozwalam 😀

Wylewamy do formy. Możemy zaizolować kocem, żeby na pewno przeżelowało. Jeśli nie będzie żelować, dojrzewanie potrwa dwa razy dłużej. Oczywiście w przypadku mydeł dziecięcych chcemy używać wymyślnych pojedynczych foremek w kształcie zwierząt i samochodów. Wtedy należy taką foremkę włożyć do piekarnika w temperaturze 70-90 stopni. Wyłączyć po godzinie lub gdy zacznie żelować. Zostawić do ostygnięcia.

Kroiłam po około 10 godzinach. Nie należało to do przyjemności, bo nieco maziało się na nożu. Być może strunowa krajalnica lub/i późniejsze krojenie zapobiegnie temu. Odkładamy kostki, które na początku są miękkie i elastyczne. Po tygodniu twardnieją.

Mydło można używać po około 6 tygodniach. Tylko pamiętajcie, że im dłużej wytrzymacie tym kostka będzie się lepiej pienić i mniej maziać. Optimum to trzy miesiące.

dav
Dziecięca delikatność. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Źródło:

Chemia żywności. Praca zbiorowa. pod red. E Sikorski i H. Staroszczyk

Kwiat lipy – Flos (Inflorescentia) Tiliae w fitoterapii. H. Różański

Mydło na owsiance z podbiałem.

Mydła owsiane przeważnie robi się na płatkach. W zależności od ich rodzaju i sposobu obróbki otrzymamy delikatny peeling – ze zmielonych płatków górskich dosypanych na sucho do budyniu. Można też zrobić wcześniej mleko owsiane, zalewając płatki wodą a potem odcedzając. Trzeci wariant to użycie mąki owsianej. Zależy kto czym dysponuje i jaki efekt chce uzyskać. Ja najbardziej lubię zrobić brejkę z otrębów owsianych, która w mydle jest co najwyżej masażem, nigdy peelingiem. Owies jest bardzo delikatny dla skóry, dzięki saponinom, sterolom a przede wszystkim polisacharydom (tutaj betaglukan), które w wodzie zamieniają się w powlekający i ochronny glutek 😉 Żeby jeszcze wzbogacić to mydło dodałam macerat wodny z liści podbiału pospolitego, głównie ze względu na garbniki i śluzy (też polisacharydy). Ździebko kwasu cytrynowego, dodatkowo wydelikaci mydło a tlenek cynku przyspiesza gojenie podrażnień.

Receptura na około półtora kilograma mydła:

250g oliwy pomace (25%)

250g oleju babassu (25%)

250g masła shea nierafinowanego (25%)

150g oleju ryżowego (15%)

50g oleju ze słodkich migdałów (5%)

50g oleju rycynowego (5%)

300g wody (30%)

132g NaOH (co da przetłuszczenie łącznie z kw. cytrynowym ok. 9%)

100g otrębów owsianych

10g kwasu cytrynowego

5g tlenku cynku

około trzech łyżek suszonych liści podbiału

Najpierw, kilka godzin wcześniej zalewamy połową wody (150g) pokruszone liście podbiału. Zostawiamy na co najmniej 6 godzin. Odcedzamy, wyciskając ziele i rozpuszczamy w tym płynie kwas cytrynowy. Wodę można uzupełnić do początkowej wagi ale nie jest to konieczne, bo podbiał bardzo dobrze się odciska i straty będą niewielkie. Całość możemy zamrozić albo tylko schłodzić. Wsypujemy wodorotlenek i odstawiamy.

Topimy tłuszcze, dodając do nich tlenek cynku. Dla dobrego rozprowadzenia możemy zblendować. Robimy brejkę z otrębów. Zalewamy je resztą gorącej wody (150g) i odstawiamy do napęcznienia. Możecie użyć mniej otrębów jeśli chcecie.

dav
Owsianka z otrębów. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli pulpa owsiana będzie zbyt gęsta aby ruszyć łyżką, dolejcie do niej trochę roztopionych wcześniej tłuszczów. I tak wszystko trafi do budyniu a jednak pozwoli na łatwiejsze rozprowadzenie w masie.

Kiedy ług i tłuszcze osiągną temperaturę około 30 stopni Celsjusza, łączymy blendując i mieszając na zmianę. Po uzyskaniu jednorodnej emulsji – nie doprowadzajcie do grubego śladu – dodajemy owsiankę i dokładnie mieszamy. Można też zrobić jeszcze inaczej. Gotową owsiankę blendujemy razem z tłuszczami i dopiero dolewamy ług. Wtedy mydło będzie jeszcze gładsze.

Mydło nie żelowało, bo wyskoczyło mi coś nagłego, musiałam przerwać tworzenie i łączyłam w naprawdę niskiej temperaturze ok. 20 stopni. Owies nie pomógł rozgrzać masy mydlanej, nad czym strasznie boleję 😀

Kroiłam po jakichś 10 godzinach. Pachnie owsem, osadu brak. Będzie dobre za dwa miesiące.

dav
Nazywam je mydłem naprawczym. Fot. Mila Wawrzenczyk

Peelingująca wariacja na temat kremowego mydła ala gołąb czyli dove.

O tym popularnym syndecie napisano już tyle, że nie ma sensu do tego wracać. Przy tworzeniu receptury założenia były następujące: ma być jak balsam, odżywiać, o możliwie najniższym pH i ma być mydłem. To mydło wykonamy metodą na zimno tzw. cold proces/CP. Bez użycia blendera, bez grzania i brudzenia garnków. Przekonacie się jakie to proste!

Receptura na ok 1,5 kg gotowego mydła:

500g masła shea nierafinowanego (50%)

150g masła kakaowego surowego (15%)

150g oleju rzepakowego nierafinowanego (15%)

100g oleju babassu (10%)

100g oleju rycynowego (10%)

300g serwatki (30%)

117g NaOH

14g KOH

50g alkoholu cetylowego

50g ulubionego tłuszczu – ja użyłam oleju makadamia

opcjonalnie:

50g peelingu, użyłam z czarnej porzeczki

25g glinki, użyłam czerwoną australijską

olejek eteryczny lub aromat kosmetyczny

Podstawowy skład tłuszczów jest skomponowany tak aby stworzyć twardą kremową i pienistą kostkę. Jeśli brakuje Wam, któregoś z nich podeprzyjcie się postem o podmienianiu tłuszczów w recepturze.

Alkohol cetylowy jest tutaj po to aby mydło było jeszcze bardziej kremowe, pielęgnujące i jaśniejsze, o bardziej zwartej, jednolitej strukturze (stabilizator i emulgator). Bez obaw to alkohol tłuszczowy, nie ma właściwości wysuszających jak etanol itp. Wręcz przeciwnie jest emolientem ograniczającym TEWL (transepidermalną utratę wody). Można go zastąpić alkoholem cetearylowym, stearylowym, decylowym, mirystylowym i kwasem stearynowym – także w ilości 50g. A jeszcze prościej 50g wymienionych alkoholi zamieńcie na 100g któregoś z wymienionych tłuszczów: masło kakaowe surowe, mango, shea nierafinowane, olej palmowy z miąższu, olej z zielonej kawy, masło kokum czy masło cupuacu. Wszystkie wymienione składniki dodajemy poza kalkulatorem, ponieważ nie każdy jest w nim uwzględniony. Jeśli dodajecie 100g maseł lu olejów wymienionych na końcu, zdecydujcie czy to nie wystarczy jako extra fat. U mnie jest 50g alkoholu cetylowego+ 50g oleju makadamia, być może wystarczy Wam po prostu 100g masła kakaowego 🙂

Robimy ług. Wybrałam serwatkę, bo miałam pod ręką prawdziwe zsiadłe mleko od wiejskiej krowy. Możecie ją zastąpić jakimkolwiek produktem mlecznym poddanym fermentacji – kefir, jogurt a nawet maślanka. Chodzi nam o proteiny i kwas mlekowy. Koniecznie zamrożone w małych pojemniczkach np. na kostki lodu.

dav
Zamrożona serwatka po dodaniu wodorotlenku. Fot. Mila Wawrzenczyk

Oba wodorotlenki, KOH i NaOH, odważamy i wsypujemy na zamrożone kostki i mieszamy. Możemy dodatkowo umieścić naczynie z ługiem, w drugim z zimną wodą, żeby ograniczyć wzrost temperatury. Wszystkie tłuszcze topimy razem, również alkohole tłuszczowe. Dodajemy glinkę i dokładnie ją rozprowadzamy, nie jest to trudne. Łączymy w około 35-40 stopniach Celsjusza. To ważne, bo mamy w składzie tłuszcze z wysoką temperaturą topnienia. Jeśli obniżymy temperaturę łączenia mogą nam się zacząć zestalać, co doprowadzi do fałszywego śladu i widocznych plam zastygłego tłuszczu w gotowej kostce. Wlewamy ług do tłuszczów i mieszamy twardą łyżką drewnianą lub silikonową. Po chwili dosypujemy peeling, rozprowadzamy równomiernie na koniec dodajemy aromat czy też olejek eteryczny. Masa mydlana nie będzie jednorodna. Wygląda jak wodnista kasza manna. Nie ma to żadnego znaczenia, saponifikacja trwa i bez naszej pomocy sobie poradzi. Przelewamy do formy. Izolujemy opatulając kocem i czekamy aż intensywne żelowanie się skończy. Musi żelować, to konieczne. Ja kroiłam po 4 godzinach od wlania do formy 🙂 Niezblendowany w masie mydlanej peeling z drobnych pestek łatwo się kroi. Ostrze noża ślizga się po nich i nie pozostawia dużych rys na kostce.

Po co łączyć dwa wodorotlenki w jednym mydle? NaOH to twardość, KOH to aksamitna mazistość i podbicie piany. Właśnie po to aby otrzymać twarde mydło o jeszcze większej pienistości i kremowości. Moim zdaniem optymalna ilość wodorotlenku potasu to maksymalnie 20% przy dużym przetłuszczeniu  (powyżej 10%). Tyle, że ja lubię twarde kostki, jeśli komuś elastyczność nie przeszkadza to śmiało może użyć nawet 40% KOH i odpowiednią wyższą ilość twardych tłuszczów, albo obniżyć przetłuszczenie, im wyższe tym kostka bardziej ugina się pod naciskiem. Bardzo przyjemnym kalkulatorem po polsku, który uwzględnia połączenie dwóch wodorotlenków, jest kalkulator Kardamona. Pomysł dodawania alkoholi tłuszczowych do mydła pochodzi od wspaniałego profesora chemii Kevina Dunna.

dav
Peeling z czarnej porzeczki. Fot. Mila Wawrzenczyk

Dzięki użyciu serwatki, alkoholu cetylowego i dodatkowego oleju otrzymałam mydło pod prysznic jakie najbardziej lubię, tłuścioch w okolicach 15% niezmydlonych tłuszczów. Po pokrojeniu jest plastyczne (ale nie miękkie), wręcz idealne do robienia dziurek np. pałeczką do sushi. Daję mu miesiąc i zaganiam do pracy.

Źródło:

kalkulator Kardamona

Scientific Soapmaking Kevin M. Dunn

 

 

 

 

Mydło solankowe morskie.

Inspiracją do stworzenia tego mydła była receptura Amandy Gail na soleseife i pewna szalona mydlarka z wysp 😉 Właściwie na nazwie się skończyło, ponieważ nie pasowało mi wiele rzeczy. Duuuużo wody, tylko olej kokosowy i za mało soli. Ostatecznie powstało zupełnie inne mydło 😉

Mydło solne zrobić bardzo łatwo. Po prostu dosypujemy ulubioną sól do masy mydlanej z pierwszej lepszej receptury, mieszamy, wylewamy do form i gotowe. Mydło na solance jest nieco bardziej skomplikowane, bo nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych procesów fizykochemicznych. Chodzi o rozpuszczalność soli w wodzie.

Moje założenia były takie. Solanka ma mieć możliwie największe stężenie. Masa rozpuszczonej soli ma stanowić ok. 10% masy tłuszczów. Zawartość wody w gotowym mydle w granicach przyzwoitości, żeby nie schło lata świetlne. Olej kokosowy nie przekraczający 30% MT.

Receptura na około 800g gotowego mydła:

200g masła shea (40% MT)

150g oleju kokosowego (30%MT)

100g oleju ryżowego (20%MT)

50g oleju rycynowego (10%MT)

200g wrzącej wody na solankę (40%)

80g soli morskiej drobnoziarnistej (10% masy gotowego mydła)

60g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 17%)

Najpierw robimy solankę. Wlewamy do naczynia 200g wrzącej wody, wsypujemy 80g soli i mieszamy do rozpuszczenia. Mieszamy i mieszamy, jeśli zostanie jeszcze trochę nierozpuszczonej soli, nie przejmujcie się tym. To będą nasze nieistotne miejsca po przecinku 😉 Otrzymamy solankę o stężeniu 28% i jednocześnie roztwór nasycony czyli taki, w którym nie da rady rozpuścić ani grama soli więcej. Wstawiamy naczynie z solanką do zlewozmywaka. Od razu do gorącej solanki dosypujemy 60g NaOH i mieszamy do rozpuszczenia wodorotlenku. Rozpuści się całkowicie – bez obaw. Ta mikstura będzie miała konsystencję i kolor mleka 🙂

dav
Ług na solance. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Czekamy aż solankowy ług i tłuszcze osiągną podobną temperaturę. Tutaj ta sama zasada jak przy innych mydłach. Sól sama z siebie nie przyspiesza gęstnienia masy mydlanej. Za to doskonale utwardza mydło. Ja łączyłam w jakichś 25 stopniach. Wylewałam do osobnych foremek, bo przy takiej ilości tłuszczów stałych i soli może być ciężko z krojeniem mydła z bloku. Możecie użyć miki do zabarwienia mydła, posypać solą gruboziarnistą dla ozdoby i czego jeszcze dusza zapragnie 😉 Zabarwiłam miką perłową 005 a zapach to olejki eteryczne bergamota i may chang. Ponieważ mydło jest wylewane do małych foremek silikonowych, nie ma większego znaczenia kiedy je z nich wyjmiemy. Po prostu sprawdzajcie czy jest już twarde i da się wyjąć bez uszkodzeń. Ja wyjęłam po około 8 godzinach. Będzie gotowe do użytku za jakieś trzy miesiące, ze względu na wysoką zawartość wody.

hdr
Na szlaku. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mnie osobiście mydła solne wysuszają. Poza tym lubię tłuściochy ze względu na oszczędność czasu, nie muszę po nich balsamować ciała. Stąd tak wysokie przetłuszczenie, które niweluje wysuszanie. Lubię mydło z solą, bo zmniejsza potliwość, więc suma sumarum warto 🙂

mde
Morskie opowieści. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeżeli chcecie użyć innego rodzaju soli, może się okazać, że potrzebna jest inna jej ilość aby otrzymać roztwór nasycony. Po prostu spróbujcie do tych 200g wrzątku dosypywać soli stopniowo. Zaczynając od powiedzmy 60g – jeśli rozpuści się całkowicie – dodajecie kolejne 10g i kolejne. Dotąd aż roztwór solanki nie będzie chciał już rozpuścić więcej soli. Można też użyć gotowych solanek, popularnych w uzdrowiskach. Z tym, że zwracajcie uwagę na ich skład, stężenie. Być może potrzebne będzie podgrzanie przed dodaniem wodorotlenku.

Już po kilku dniach leżakowania uzyskamy przepiękny retro efekt spękania. Spokojnie to tylko powierzchowne 🙂

dav
Ala crackle 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk