Letnie szaleństwo – łączymy mydło zimnoprocesowe z bazą glicerynową.

Pamiętacie recepturę na pierwsze mydło? Pokażę co można wyczarować z tej prostoty przy pomocy dodatków.

To mydło „robi” dodatek gotowej bazy glicerynowej, bo skład jest najprostszy pod słońcem. Ja osobiście nie lubuję się w tzw. glicerynkach, mydełkach melt&pour. Jednak łącząc bazę glicerynową z mydłem sodowym można uzyskać bardzo ciekawy efekt. Użyłam bazy glicerynowej naturalnej, bo nie zawierała sls i reszty niekorzystnych dla skóry składników. Nie, nie będziemy zatapiać glicerynki w budyniu. Połączymy obie masy kiedy będą płynne. To da zupełnie inny efekt niż zatapianie, widoczny na granicy dwóch mas. Mnie to przypomina jaskinię podwodną.

Receptura na około kilogram gotowego mydła:

560g oleju ryżowego (70%)

240g oleju kokosowego rafinowanego (30%)

240g wody destylowanej (30%)

110g NaOH (co da przetłuszczenie 7%)

150g bazy glicerynowej naturalnej

tlenek cynku

mielony bursztyn

niebieska mika

ok. 15ml aromatu kosmetycznego morskiego

niebieski barwnik wodny do bazy glicerynowej

Robimy ług, odstawiając do ostygnięcia. Odważamy bazę glicerynową i topimy, najlepiej w mikrofalówce, ja nie posiadam, więc zrobiłam to w kąpieli wodnej. Trochę to trwa, trudno. Zabarwiamy bazę na niebiesko i dodajemy kilka kropel aromatu morskiego. Pamiętajcie by utrzymywać bazę glicerynową cały czas płynną 😉

Tłuszczów nie roztapiamy, nie podgrzewamy. Do oleju kokosowego i ryżowego dodajemy tlenku cynku i blendujemy, aż wszystkie grudki znikną. Tlenku użyłam około pół płaskiej łyżeczki do herbaty. Jeśli chodzi o olej kokosowy i palmowy to można postępować w ten sposób zawsze – wystarczy zblendować, bez podgrzewania.

Przygotowujemy dodatki. Łyżeczka mielonego bursztynu, mika, aromat kosmetyczny. To wszystko należy mieć otwarte i gotowe do użycia przed łączeniem tłuszczów z ługiem.

Aromat kosmetyczny dobrze jest rozrobić łyżką tłuszczu ukradzioną z przepisu. Dla bezpieczeństwa, żeby od razu nie zrobił się beton, bo z aromatami nigdy nie wiadomo jak się zachowają w masie mydlanej. Niektóre rozrzedzają ale większość przyspiesza a są takie, które betonują natychmiast. Takie rozprowadzenie w tłuszczu spowolni lub zapobiegnie zagęszczeniu.

Kiedy wszystko mamy gotowe, ług osiągnął temperaturę podobną do pokojowej, wlewamy go do tłuszczów wybielonych tlenkiem cynku. Na początku mieszamy, potem kilka razy włączamy blender naprzemiennie mieszając i blendując.

Nie przesadzajcie z blendowaniem, bo mydło zawiera 70% oleju ryżowego, który nieco przyspiesza gęstnienie masy mydlanej. W tym wypadku nie musi być nawet jednorodnej emulsji, bo potem i tak dzielimy masę i będziemy mieszać z dodatkami. Tak naprawdę polecam użyć tylko trzepaczki do robienia tego mydła.

Dodajemy aromatu kosmetycznego i dzielimy masę mydlaną na trzy części. 1/5 masy zostawiamy białą. Mniej więcej do 1/5 dodajemy łyżeczkę bursztynu mielonego. Dokładnie rozprowadzamy trzepaczką w masie i wylewamy na dno formy. Ja dodatkowo przyciemniłam tą część szczyptą guarany sproszkowanej – można też użyć glinki ghassoul.

Do 3/5 wsypujemy mikę niebieską. U mnie było to około pół płaskiej małej łyżeczki. Rozprowadzamy dokładnie mikę. Do tak powstałej masy wlewamy w trzech miejscach białą masę i kręcimy trzy kółka patyczkiem od szaszłyków. Już kiedyś pisałam o tej metodzie. To bardzo prosty ale efektowny swirl. Połowę z części niebiesko białej wylewamy do formy.

I teraz uwaga. Najszybciej jak się da wylewamy równą warstwą roztopioną bazę glicerynową. Po zetknięciu z chłodniejszym budyniem mydła sodowego gotowa baza zastyga w sekundzie. Dlatego szybko przykrywamy ją pozostałą niebiesko-białą częścią. Na górę mydła wyskrobałam resztki białej masy. Trzeba działać szybko ale spokojnie.

dav
Morskie szaleństwo. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło żelowało, nie jakoś szybko i burzliwie. Normalnie. Jak widzicie nie zaszkodziło to części glicerynowej. Myślę, że wręcz przeciwnie, żelowanie pomogło zespolić warstwy.

Po wylaniu do formy stukamy aby pozbyć się bąbelków powietrza ale nic już więcej nie ruszamy, bo pomieszamy obie masy i nie uzyskamy efektu poniżej.

hdr
Głębia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kroiłam po około 8 godzinach. Poszło bezproblemowo. Dobre własności osiągnie po minimum trzech miesiącach. Jeśli chcecie wypróbować to połączenie dwóch światów ale nie czekać na użycie tak długo, wykorzystajcie swój ulubiony przepis 🙂

I jeszcze jedna uwaga. Bazy glicerynowe mają to do siebie, że po czasie lubią się pocić czy pokrywać rosą, szczególnie gdy jest upalnie. Z moim mydłem też tak się stało, przetarłam ręcznikiem papierowym i rosa już nie wróciła. Można temu zapobiec kupując bazę glicerynową bez efektu rosy.

Powodzenia 🙂

 

Mydło potasowe na zimno. Bazowe.

Nie, to nie pomyłka. Wiecie co sprawia, że pasjonuję się mydłem. To, że jakbyśmy nie nazwali procesu jego tworzenia – magia! Jak bardzo byśmy nie starali się nad nim zapanować – niepokorne! A mydło i tak zrobi co trzeba i wykorzysta możliwości przez nas dane zgodnie z niczym innym jak tylko z procesem chemicznym. Tylko i aż 🙂

Nie lubię mieszać, grzać, pilnować. Nie i już, bo to nudne jak diabli. U nas to nowinka, ale nie krajach, gdzie domowi mydlarze robią mydło dużo dłużej. Na początku nic się nie dzieje, potem rozwarstwia się po każdym blendowaniu. Oblepiony blender chlapie po blacie. Potrzeba zbyt dużo uwagi. Zupełnie niepotrzebnie, bo można zrobić mydło potasowe na zimno, bez blendera, grzania i uwagi.

Pokaże Wam dwie receptury. Są identyczne po względem saponifikacji, bo zawierają tylko oleje. Różnią się ilością wody, o tym za chwilę. Otrzymamy jasne, bazowe mydło, które można wykorzystać na wiele sposobów i oczywiście łączyć ze sobą, jak każde potasowe.

Receptura #1

210g oliwy z wytłoków (70%)

45g oleju rycynowego (15%)

45g oleju kokosowego (15%)

75g wody (25%)

65g KOH (co da przetłuszczenie ok. 1%)

 

Receptura #2

210g oliwy z wytłoków (70%)

90g oleju rycynowego (30%)

61g wody (20%)

61g KOH (co da przetłuszczenie ok. 1%)

Postępujemy standardowo. Ług i tłuszcze łączymy kiedy osiągną zbliżoną temperaturę, choć w tym wypadku ług może mieć sporo wyższą. Nie ma to znaczenia jak przy mydle sodowym na zimno. Ja łączyłam w okolicach 45 stopni ługu a tłuszcze były tylko ciepłe. Zawsze w tą stronę, ług cieplejszy niż tłuszcze. Bądźcie ostrożni, bo wodorotlenek potasu jest bardziej reaktywny niż sodowy, co jeszcze pogłębia redukcja wody.

Żadnych blenderów, żadnego grzania i pilnowania. Można zrobić na poczekaniu małą ilość np. ze 100g tłuszczów, bo wystarczy drewniany patyczek do wymieszania.

Po prostu łączymy i odstawiamy w bezpieczne miejsce. Gdziekolwiek, byleby poza zasięgiem ciekawskich. Tylko opary są niebezpieczne, sam proces zmydlania już nie.

A tam się dzieje 🙂 Najpierw gładki budyń.

dav
Po 5 minutach od połączenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Następnie standardowe rozwarstwienie.

dav
Po 30 minutach. Fot. Mila Wawrzenczyk

Potem zaczyna się grzać (samo!) i żelować.

dav
Gotowe. Fot Mila Wawrzenczyk

Po 45 minutach mamy gotowe mydło, pH około 8, które samo sobie poradziło 🙂

Stwórzcie własną recepturę! Jedna bardzo ważna zasada – zawartość wody. Podczas podgrzewania mydła potasowego woda paruje, dlatego potrzeba jej więcej, czasem musimy uzupełnić, bo nie można ruszyć mieszadłem. A tutaj nic nie paruje dlatego wodę należy zredukować. Przy recepturze z olejami płynnymi jest to przedział 21-25%. Wszystko zależy od tego jaką konsystencję chcemy uzyskać. Przy niższej zawartości wody otrzymamy mydło maziste i zwarte, takie jak zwykle. Więcej wody, czyli ta górna granica, da nam mydło galaretkowate i rzadsze. Ja wolę to drugie, szczególnie przy bazowych, bo łatwiej domieszać do niego glinki, peelingi, oleje itp. Jeśli korzystamy z receptury z masłami należy dodać 25-33%. Ilość wody zwiększamy proporcjonalnie do ilości maseł, czyli tłuszczy stałych w temperaturze pokojowej. Oczywiście zamiast wody można użyć wszystkich innych płynów stosowanych w mydle.

Im wyższe przetłuszczenie, tym zmydlanie trwa dłużej. Nawet do kilku dni. Dlatego nie ma sensu ustawiać go wysokim od razu, bo będziemy dłużej czekać, a chodzi o to aby w końcu odczarować złożoność robienia potasówek. Spróbujcie zrobić niskoprzetłuszczone 0-1% a do gotowego mydła dodajcie mega tłuszczów i innych dodatków ale dopiero na drugi dzień. Prościej się nie da 🙂

Czas zmydlania zależy też od rodzaju tłuszczów, więc jeśli nie będzie chciało żelować błyskawicznie, bądźcie cierpliwi, tak ma być. Mimo wydłużonego czasu, dojdzie do skutku.

Ja wymyśliłam sobie peeling z glinką czerwoną, olejem macadamia, olejkiem eterycznym jagodlin i korundem. Jagodlin to piękniejsza wersja popularnego ylang ylang, pozyskiwana z pierwszej frakcji destylacji. Ma najbardziej kwiatowy zapach.

dav
Propozycja podania 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Do dzieła :*