Mydło solankowe morskie.

Inspiracją do stworzenia tego mydła była receptura Amandy Gail na soleseife i pewna szalona mydlarka z wysp 😉 Właściwie na nazwie się skończyło, ponieważ nie pasowało mi wiele rzeczy. Duuuużo wody, tylko olej kokosowy i za mało soli. Ostatecznie powstało zupełnie inne mydło 😉

Mydło solne zrobić bardzo łatwo. Po prostu dosypujemy ulubioną sól do masy mydlanej z pierwszej lepszej receptury, mieszamy, wylewamy do form i gotowe. Mydło na solance jest nieco bardziej skomplikowane, bo nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych procesów fizykochemicznych. Chodzi o rozpuszczalność soli w wodzie.

Moje założenia były takie. Solanka ma mieć możliwie największe stężenie. Masa rozpuszczonej soli ma stanowić ok. 10% masy tłuszczów. Zawartość wody w gotowym mydle w granicach przyzwoitości, żeby nie schło lata świetlne. Olej kokosowy nie przekraczający 30% MT.

Receptura na około 800g gotowego mydła:

200g masła shea (40% MT)

150g oleju kokosowego (30%MT)

100g oleju ryżowego (20%MT)

50g oleju rycynowego (10%MT)

200g wrzącej wody na solankę (40%)

80g soli morskiej drobnoziarnistej (10% masy gotowego mydła)

60g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 17%)

Najpierw robimy solankę. Wlewamy do naczynia 200g wrzącej wody, wsypujemy 80g soli i mieszamy do rozpuszczenia. Mieszamy i mieszamy, jeśli zostanie jeszcze trochę nierozpuszczonej soli, nie przejmujcie się tym. To będą nasze nieistotne miejsca po przecinku 😉 Otrzymamy solankę o stężeniu 28% i jednocześnie roztwór nasycony czyli taki, w którym nie da rady rozpuścić ani grama soli więcej. Wstawiamy naczynie z solanką do zlewozmywaka. Od razu do gorącej solanki dosypujemy 60g NaOH i mieszamy do rozpuszczenia wodorotlenku. Rozpuści się całkowicie – bez obaw. Ta mikstura będzie miała konsystencję i kolor mleka 🙂

dav
Ług na solance. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Czekamy aż solankowy ług i tłuszcze osiągną podobną temperaturę. Tutaj ta sama zasada jak przy innych mydłach. Sól sama z siebie nie przyspiesza gęstnienia masy mydlanej. Za to doskonale utwardza mydło. Ja łączyłam w jakichś 25 stopniach. Wylewałam do osobnych foremek, bo przy takiej ilości tłuszczów stałych i soli może być ciężko z krojeniem mydła z bloku. Możecie użyć miki do zabarwienia mydła, posypać solą gruboziarnistą dla ozdoby i czego jeszcze dusza zapragnie 😉 Zabarwiłam miką perłową 005 a zapach to olejki eteryczne bergamota i may chang. Ponieważ mydło jest wylewane do małych foremek silikonowych, nie ma większego znaczenia kiedy je z nich wyjmiemy. Po prostu sprawdzajcie czy jest już twarde i da się wyjąć bez uszkodzeń. Ja wyjęłam po około 8 godzinach. Będzie gotowe do użytku za jakieś trzy miesiące, ze względu na wysoką zawartość wody.

hdr
Na szlaku. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mnie osobiście mydła solne wysuszają. Poza tym lubię tłuściochy ze względu na oszczędność czasu, nie muszę po nich balsamować ciała. Stąd tak wysokie przetłuszczenie, które niweluje wysuszanie. Lubię mydło z solą, bo zmniejsza potliwość, więc suma sumarum warto 🙂

mde
Morskie opowieści. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeżeli chcecie użyć innego rodzaju soli, może się okazać, że potrzebna jest inna jej ilość aby otrzymać roztwór nasycony. Po prostu spróbujcie do tych 200g wrzątku dosypywać soli stopniowo. Zaczynając od powiedzmy 60g – jeśli rozpuści się całkowicie – dodajecie kolejne 10g i kolejne. Dotąd aż roztwór solanki nie będzie chciał już rozpuścić więcej soli. Można też użyć gotowych solanek, popularnych w uzdrowiskach. Z tym, że zwracajcie uwagę na ich skład, stężenie. Być może potrzebne będzie podgrzanie przed dodaniem wodorotlenku.

Już po kilku dniach leżakowania uzyskamy przepiękny retro efekt spękania. Spokojnie to tylko powierzchowne 🙂

dav
Ala crackle 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Jak podmieniać tłuszcze w recepturze.

Raczej nikt nie ma w domu wszystkich tłuszczów występujących na świecie. Nie szkodzi, a właściwie to nawet dobrze, bo zmusza nas do myślenia, szukania i tworzenia 🙂

Poniżej spis maseł i olejów ze względu na działanie i własności nadawane gotowemu mydłu – twardość, mycie, pienistość, pielęgnacja i kremowość. Pamiętajcie, że każda podmianka wiąże się z ponownym przeliczeniem receptury ze względu na zmianę masy wodorotlenku. Wzięłam pod uwagę też trwałość danego tłuszczu.

A tutaj znajdziecie znacznie dokładniejsze informacje.

Olej kokosowy. Król mydeł ze względu na wysoką zawartość kwasów tłuszczowych odpowiedzialnych za mycie i pienistość – mirystynowy i laurynowy. Tak się składa, że idą w parze z kwasami odpowiedzialnymi za twardość. Co zamiast oleju kokosowego? Masło aloesowe, olej babassu, olej cohune (często mylony z babassu – jednak pozyskiwany z innej odmiany palmy), olej monoi, masło murumuru, olej z nasion palmy, olej z nasion palmy sabałowej, masło z nasion palmy tucuma.

Oliwa z oliwek. Kolejna gwiazda mydlarzy. Wysoka pielęgnacja ze względu na kwas oleinowy. Za właściwości kondycjonujące odpowiada też kwas linolowy. Możemy więc zamienić oliwę każdym innym trwałym tłuszczem, który ma wysoką zawartość kwasów – oleinowego i linolowego ale w bezpiecznej równowadze. Oliwę w całości można zastąpić –  olejem buriti, olejem ryżowym, frakcjonowanym olejem shea. Natomiast w części, jeśli musimy już teraz zrobić mydło a nie mamy wystarczającej ilości oliwy – olejem awocado, olejem z nasion kamelii, olejem z orzechów laskowych, olejem rzepakowym, olejem z pestek dyni, olejem/masłem macadamia, olejem brzoskwiniowym, olejem arganowym, masłem ze słodkich migdałów.

Jest też grupa tłuszczów o wysokiej zawartości kwasu oleinowego, odpowiedzialnego za właściwości pielęgnacyjne. Jednak ze względu na wysokie rozmiękczanie mydła (czyli niski parametr twardości, jeszcze niższy niż oliwa) nie możemy ich uznać za zamiennik oliwy a tylko jako dodatek kondycjonujący. Olej marula, olej z orzechów laskowych, olej ze słodkich migdałów, olej moringa, olej z nasion śliwki, olej z pestek moreli, olej z orzechów arachidowych.

Olej palmowy z miąższu. Tani utwardzacz mydła, nadający też gładkości i kremowości, ze względu na dużą zawartość kwasu palmitynowego. Niezłym rozwiązaniem będzie smalec wieprzowy, olej z nasion kawy. Słabe zamienniki, z różnych względów. Dlatego ja proponuję użyć zamiast oleju palmowego, tłuszczów z wysoką zawartością kwasu stearynowego (albo i stearynowego i palmitynowego), który również utwardza mydło i tworzy kremową pianę. Wymienione tłuszcze mogą być stosowane zamiennie w różnych ilościach. Masło kokum, wosk sojowy, kwas stearynowy, masło mango, masło shea, masło kakaowe, masło cupuacu. 

Olej rycynowy. Jedyny w swoim rodzaju, bo tylko on zawiera kwas rycynolowy – odpowiedzialny za wspaniale pieniące się i kremowe mydło. Nie da się go zastąpić żadnym innym tłuszczem. Można go po prostu pominąć lub zastąpić kilkoma procentami oleju kokosowego i jego zamienników. Można też w wodzie na ług rozpuścić 1-5% MT (masy tłuszczów) zwykłego cukru, chyba, że robimy mydło na płynie zawierającym cukry. W takim przypadku i tak otrzymamy dobrze pieniącą się kostkę.

Grupa tłuszczów, o wysokiej zawartości kwasu linolenowego i linolowego, które są odpowiedzialne za wysoką pielęgnację skóry. Niestety są bardzo nietrwałe. Dlatego jeśli chcemy ich użyć musimy zakonserwować mydło i uważać aby nie przekraczać 15% MT. Olej z nasion granatu, olej rydzowy – z lnianki, olej lniany, olej z pachnotki, olej z nasion rokitnika, olej z róży, olej z nasion żurawiny, olej z nasion czarnej porzeczki, olej konopny, olej z wiesiołka, olej z krokosza, olej słonecznikowy, olej z pestek winogron, olej z ostropestu, olej z orzecha włoskiego, olej z nasion czarnuszki, olej z kiełków pszenicy, olej z bawełny, olej sojowy, olej kukurydziany, olej ogórecznikowy, olej sezamowy – te oleje możemy stosować zamiennie jako dodatek kondycjonujący.

I jeszcze zadziwiające oleje, które w mydle pełnią funkcję i utwardzającą i myjącą i pielęgnującą. Oczywiście w różnym stopniu, jednak można próbować zamieniać je w recepturach. Olej neem, olej laurowy, masło ghee, łój wołowy, kozi, owczy.

Tłuszcze zawierają jeszcze wiele innych kwasów tłuszczowych, mniej znanych ale równie ważnych, bo determinujących często własności, Tak naprawdę nie ma dwóch jednakowych maseł ani olejów. Dla wygody mydlarza możemy je po prostu pogrupować ale nigdy nie otrzymamy identycznego mydła stosując zamianę jeden do jednego 🙂

Wybaczcie, że to nie tylko zwykła lista zamienników ale żeby robić dobre mydła trzeba wiedzieć po co i dlaczego 🙂 Żeby się odnaleźć wystarczy wcisnąć na klawiaturze ctrl+f, a z telefonu znajdź na stronie i wpisać nazwę interesującego tłuszczu 😉

 

 

Mleczne shea czyli mydło – krem.

Jedna z moich ulubionych receptur. Dzięki wysokiej zawartości masła shea mydło jest twarde, o kremowej pianie. Nie rozmięka na mydelniczce. Zastąpienie wody mlekiem dodaje wartości pielęgnacyjnych.

Mydła na mleku wcale nie są takie straszne do wykonania jak się je maluje 😉

Najczęściej używanymi do mydła są mleko krowie i kozie. Mleko kozie jest częściej wybierane, bo zawiera więcej dobroczynnych substancji – trójglicerydy, krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Białka obecne w mleku (kazeina, laktoglobulina, albumina) działają wygładzająco i zatrzymują utratę wody przez skórę. Laktoza, witamina D, E, dodatkowe tłuszcze – to wszystko pielęgnuje skórę.

Świetnie, więc o co chodzi z tym mlekiem? Głównie o to aby nie przegrzać ługu, łączyć w w najniższej możliwej temperaturze i nie opatulać w formie. Najczęściej też nie dopuszcza się do żelowania. Wszystko nie tylko po to aby ładnie wyglądało a też dlatego żeby zachować cenne składniki. Białka są wrażliwe na temperaturę i wysokie pH. O ile na poziom pH nie mamy wpływu, to nad temperaturą możemy zapanować.

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

500g masła shea (50%)

250g oleju kokosowego (25%)

250g oliwy z wytłoczyn (25%)

300g mleko krowie/kozie (30%)

130g NaOH (co da około 9% niezmydlonych tłuszczów)

Mleko do zrobienia ługu musi być zamrożone. Najlepiej zrobić to w foremkach na kostki lodu. Dodatkowo możemy naczynie na ług wstawić do pojemnika z zimną wodą i wymieniać ją po nagrzaniu się. Zobaczycie, że będzie potrzeba robić to kilka razy. Zamrożone kostki mleka wrzucamy do naczynia na ług i zasypujemy wodorotlenkiem, który zacznie rozpuszczać zamrożone mleko. Mieszamy i pilnujemy aby cały wodorotlenek się dobrze rozpuścił. Ług powinien mieć jasnokremowy lub jasnożółty kolor. Można też naczynie z ługiem wstawić do zamrażalnika albo wynieść na dwór – odpowiednio zabezpieczając. Jeśli jest ciemniejszy to znaczy, że temperatura została przekroczona – cukry uległy karmelizacji a białka denaturacji (w jeszcze większym stopniu niż po spotkaniu z zasadowym ługiem). Mydło bez względu na to wyjdzie.

Rozpuszczone tłuszcze łączymy z ługiem w temperaturze maksymalnie pokojowej. Jeśli czujecie, że naczynia są ciepłe, poczekajcie. Wystawcie na dwór, niech osiągną możliwie niską jednakową temperaturę. Bardziej mieszamy niż blendujemy. Jednak robimy to w miarę szybko, energicznie i bardzo dokładnie, żeby uzyskać doskonałą emulsję. To ważne przy tej recepturze, bo używamy aż 75% tłuszczów stałych, które mogą zacząć zestalać się na nowo (uwaga na fałszywy ślad). Pisząc o szybkości nie chodzi mi o gęstnienie. Chodzi o to, że jeśli chcemy zatrzymać żelowanie, czas od wlania ługu do przelania masy mydlanej powinien być jak najkrótszy. Etap żelowania w mydłach na mleku zaczyna się bardzo szybko, czasem już w naczyniu do łączenia.

Często po pokrojeniu mydła mlecznego, widać wyraźne kółko w środku, mimo, że forma z mydłem została włożona do zamrażalnika. To efekt zatrzymanego żelowania, które zaczyna się od środka mydła a dochodzi do jego brzegów. Potem zaczyna stygnąć i jaśnieć w drugą stronę, czyli do środka. Zatem jeśli żelowanie już się rozpoczęło a formę umieścimy w chłodnym miejscu – ono po prostu się zatrzyma – pozostawiając ciemniejsze kółko. Można takie pokrojone kostki mydła z kółkiem włożyć do piekarnika na 30-60 minut, w temperaturze 50-70 stopni i obserwować wyrównanie koloru. Niewielkie kółko lub nieznacznie odbiegające kolorem od reszty mydła, po czasie samoistnie się wyrówna i będzie prawie niezauważalne.

dav
Kółka brak 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Ja z zasady mydłom pozwalam robić co chcą, bo uważam, że procesy chemiczne są mądrzejsze od ludzi 😛 Dlatego, każde moje mydło jest przeżelowane, również mleczne. Jak widzicie nie wpływa to na karmelkowy kolor wyjściowy. Jest jasne, tak jak powinno, bo łączyłam w 20 stopniach Celsjusza. Kroić można po 8-10 godzinach, Szybciej jeśli mydło nie żelowało. Dodałam jeszcze 20g olejku eterycznego z drzewa sandałowego. Mydło nadaje się do skóry suchej i szorstkiej a ze względu na wysokie przetłuszczenie również do twarzy.

dav
Dla ozdoby ziarenka maku. Fot. Mila Wawrzenczyk

Nie bójcie się mydeł na mleku i przetworach. Wystarczy panować nad temperaturą i wszystko się uda 🙂

Źródło:

Chemia żywności, Katedra Analizy Środowiska UG

 

 

Pierwsze kroki – BHP

Podczas robienia mydeł bezpieczeństwo jest bardzo ważne. Wodorotlenki są najsilniejszymi zasadami. Mogą powodować oparzenia chemiczne. Gorący tłuszcz wcale nie jest bezpieczniejszy. O potrzebnym sprzęcie poczytajcie tutaj –>  Natomiast niezbędne składniki opisałam tu –>

  1. Najważniejsza zasada – trzeba zachować spokój i wiedzieć co się robi. Jeśli denerwujesz się tak bardzo, że trudno Ci utrzymać naczynia czy mieszadło, proponuję poczekać z robieniem mydła. Może warto znaleźć kogoś doświadczonego aby pierwsze mydło ukręcić razem, pod jego okiem.
  2. Ubranie ochronne. Warto zadbać o takie, które nie będzie krępowało ruchów a jednocześnie na tyle dopasowane aby bez przerwy nie trzeba było go poprawiać. Niektórym potrzebne są tylko rękawiczki i okulary ochronne, innym dodatkowo fartuch i maska. Chodzi o to aby czuć się komfortowo i być bezpiecznym w razie gdy coś pójdzie nie tak.
  3. Wentylacja. Podczas otrzymywania roztworu ługu powstają opary – drażniące skórę, oczy, układ oddechowy. Dlatego należy zadbać o przewietrzenie otwierając okno, włączając wyciąg kuchenny a może macie możliwość i warunki do zrobienia mydła na powietrzu – poza domem. Moje marzenie 🙂
  4. Organizacja. Miejsce pracy powinno być pozbawione zbędnych rzeczy podczas robienia mydła. Durnostojki, kubek z kawą, zagrycha, garnek z zupą – nie ma dla nich miejsca na blacie roboczym czy płycie grzewczej. Zanim cokolwiek zaczniemy mieszać zgromadźmy wszystkie potrzebne rzeczy na blacie – żeby nie biegać po piętrach w poszukiwaniu jakiegoś składnika.
  5. Domownicy. Dobrze jest mieć spokój od przeszkadzaczy pod postacią dzieci i zwierząt. Konieczne jest natomiast żeby dzieci i zwierzęta nie przebywały w pomieszczeniu podczas robienia ługu ze względu na jego opary. Potem jest już bezpiecznie jeśli chodzi o powietrze ale nadal ryzykownie ze względu na ciekawość. Jaką to smakowitą masę mama wylewa do formy 😉 Jeśli robimy mydło kiedy domownicy są w domu, uprzedźmy ich o tym i poprośmy o spokój 🙂
  6. Dużo czasu. Zanim nabierzesz wprawy i będziesz w stanie oszacować potrzebny czas, rób mydła tylko wtedy gdy jesteś w stanie poświęcić im co najmniej trzy godziny. Przy mydle potasowym może to być nawet cały dzień. Pośpiech i chaos są równie niebezpieczne jak same żrące substancje. Kiedy robimy mydło nie zajmujemy się niczym innym i skupiamy swoją uwagę tylko na mydle
  7. Kolejność. Zawsze wsypujemy wodorotlenek do cieczy a ług do tłuszczów – nigdy nie robimy tego na odwrót.
  8. Przechowywanie. Wszystkie składniki potrzebne do robienia mydła powinny być przechowywane poza zasięgiem dzieci, zwierząt i reszty domowników 😉 Nawet jeśli jest to niewinny miętowy olejek eteryczny. Pojemniki muszą być szczelnie zamknięte, podpisane, łącznie z informacją ostrzegawczą – to robi za nas producent lub sprzedawca ale zdarza się, że przesypujemy czy przelewamy coś do innego pojemnika. Po prostu przenieśmy wtedy etykietę lub opiszmy odręcznie.
  9. Sprzęt do wszystkiego. Można używać blendera, łopatek, naczyń naprzemiennie do gotowania i do robienia mydła. Na początku zwykle tak jest, choć naczynie na ług polecam mieć osobne. Musimy być pewni, że są doskonale wymoczone w wodzie, wyczyszczone, wyskrobane z resztek mydła i przepłukane octem czy wodą z kwasem cytrynowym.
  10. Pierwsza pomoc. Trzeba mieć w pogotowiu coś co zneutralizuje silnie zasadowy wodorotlenek do substancji obojętnej i nieszkodliwej. Może to być roztwór kwasu cytrynowego. Najprościej mieć pod ręką butelkę z jakimkolwiek octem.

SZCZEGÓŁY SĄ WAŻNE

  • dostęp do bieżącej wody musimy mieć bezwarunkowo – woda to najlepszy rozpuszczalnik czyli „zmywacz” wodorotlenków
  • naczynie do robienia ługu wstawiamy do pustego zlewozmywaka – w przypadku pęknięcia silnie zasadowa zawartość po prostu przeczyści nam rury
  • ruchy z ługiem ograniczamy do minimum – od zlewu do naczynia z tłuszczami i z powrotem do zlewu gdzie natychmiast naczynie po ługu pozostawiamy pod cienkim strumieniem wody na minutkę
  • podczas odważania wodorotlenku pilnujemy jak Cerber aby żaden płatek, żaden granulek nie wymknął się na podłogę czy blat – jeśli tak się stanie łapiemy go w ręcznik papierowy i wyrzucamy razem z papierem do śmietnika
  • nigdy nie zostawiamy ługu, gorących tłuszczów, barwników i reszty składników poza kontrolą, nie opuszczamy miejsca pracy jeśli w domu są dzieci i zwierzęta
  • unikamy wdychania oparów ługu – nigdy nie nachylamy się nad naczyniem – mieszamy roztwór na tzw. wyciągniętych rękach
  • jeśli pochlapiemy odkrytą skórę wodorotlenkiem, ługiem czy świeżym mydłem – najpierw bezwzględnie płuczemy miejsce wodą przez kilka sekund i dopiero wtedy polewamy octem czy roztworem kwasu cytrynowego. Chodzi o to aby skóra była wstępnie oczyszczona z jak największej ilości tych substancji. Reakcja neutralizacji jest bardzo burzliwa i silnie egzotermiczna tzn. że jeśli dopuścimy do niej na skórze podniesiemy tylko temperaturę a to pogłębi oparzenie. Polecam zrobić eksperyment 😉 Do naczynia wstawionego do zlewozmywaka wsypać kilka granulek wodorotlenku i zalać łyżeczką octu – naprawdę nie chcemy mieć tego na skórze
  • wszystkie narzędzia i pojemniki już niepotrzebne od razu wkładamy do zlewozmywaka i zalewamy wodą
  • nie wkładamy naczyń z resztkami mydła do zmywarki – raz to zrobiłam i skończyło się potężnym wyciekiem piany 😛
  • nigdy nie wyciągamy uruchomionego blendera nad powierzchnie masy mydlanej
  • bezpiecznie jest wyrzucić śmieci od razu po skończonej produkcji, żeby ręczniki, patyczki itp. zabrudzone świeżym mydłem były poza zasięgiem ciekawskich
  • wychlapane na blat mydło zbieramy ręcznikiem papierowym a miejsce zalewamy/przecieramy octem
  • formę z mydłem odstawiamy w miejsce niedostępne dla domowników, ponieważ mydła potrafią wyglądać jak smakowite ciacha – dobrze też zostawić kartkę z informacją, że to mydło!
  • miejsce zbrodni sprzątamy od razu, jak najszybciej – choć zalane wodą naczynia, w których mieszaliśmy mydło można zostawić w zlewozmywaku np. na noc pod warunkiem, że dzieci i zwierzęta nie mają do niego dostępu
  • uwaga na rutynę – jest tak samo niebezpieczna jak chaos czy strach!

Być może dla osoby, która jeszcze nie robiła swojego mydła jest tego dużo i ilość informacji przytłacza. Jednak to stan trwający bardzo krótko, właściwie tylko do chwili ukręcenia pierwszego mydła 🙂

Mydło z pumeksem do stóp.

Bardzo lubię drapaki ale takie prawdziwe. Mocno wygładzające choć przyznaję, że trzeba je stosować z uwagą, bo można łatwo zrobić krzywdę skórze.

Dziś przedstawiam mydło z pumeksem o dwóch rodzajach ziarnistości – rozdrobniony grubszy o ziarnistości 1,5 i zmielony na proszek, ziarnistość FFF czyli 0. Ten pierwszy można używać do wymagających części ciała a zmielony ostrożnie też do twarzy (jest łagodniejszy niż korund). Jeśli chodzi o te dwa zastosowania proponuję nie przekraczać 5% masy całego mydła.

dav
Pumeks w proszku i granulkach. Fot. Mila Wawrzenczyk

Pumeks kojarzy się najczęściej z pielęgnacją stóp. Po co więc najpierw myć a potem śierać, skoro można mieć dwa w jednym. Tak powstało mydło z 20% zawartością pumeksu. Część z grubszym ziarnem zetrze skutecznie zbędny naskórek a część z proszkiem pumeksowym dodatkowo wygładzi. Oczywiście nie mogło zabraknąć ziół. Kwiat dziewanny – rozmiękcza naskórek przez co łatwiej go zetrzeć a korzeń żywokostu zadziała wygładzająco i regenerująco. Taką miksturę polecam też do moczenia stóp 🙂

Receptura na ok 1,5 kg gotowego mydła:

216g oleju kokosowego (24%)

216g oliwy z wytłoków (24%)

216g oleju ryżowego (24%)

216g masła shea (24%)

36g oleju rzepakowego (użyłam nierafinowanego) (4%)

270g wody

123g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 5%)

130g pumeksu miałkiego

130g pumeksu w granulkach

kwiat dziewanny i korzeń żywokostu – po dwie łyżki

10g olejku eterycznego z drzewa herbacianego

20g olejku eterycznego bergamotka

Najpierw robimy ług. Potrzebujemy 135g naparu z kwiatów dziewanny i 135g odwaru z korzenia żywokostu. Kiedy jeden i drugi będą gotowe i ostudzone, łączymy razem, przecedzamy, wyciskamy – powinien powstać gęsty ciemny płyn. Ważymy aby razem było 270g i wkładamy do zamrażalnika. Ja z ziołami na ług postępuję podobnie jak z mlekiem. Niekoniecznie czekam aż płyn na ług zamrozi się na kość ale niech chociaż stworzą się płatki lodu na powierzchni. Do tak przygotowanego płynu wsypujemy wodorotlenek i staramy się aby nie osiągnął wysokiej temperatury – możemy wystawić na dwór w bezpieczne miejsce.

hdr
Połączone razem – odwar z korzenia żywokostu i napar z kwiatów dziewanny. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Odmierzamy olejki eteryczne w jednym naczyniu a pumeksy każdy w osobnym. Czekamy aż ług i tłuszcze osiągną temperaturę pokojową. Kiedy to nastąpi łączymy. Blendujemy dosłownie kilka razy – potem już tylko mieszamy dodając olejki eteryczne. Kiedy masa będzie w miarę jednorodna, taka na pograniczu cienkiego śladu (przy użyciu żywokostu to bardzo ważne, bo on zagęszcza masę), dzielimy ją na dwie równe części. Do jednej wsypujemy pumeks miałki do drugiej ziarnisty. Bardzo dokładnie mieszamy. Żeby spowolnić jeszcze to gęstnienie pojemnik z każdą masą można umieścić w miskach z zimną wodą. Dobrze wymieszane masy wylewamy po kolei do formy.

dav
Gruby ślad. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ja niestety masę przekręciłam co doprowadziło do powstania grubego śladu. Było mi trudno dokładnie rozmieszać pumeksy. Powstało trochę dziur. Na szczęście zawsze można ładnie okroić i uformować 🙂 Tzw. gruby ślad gwarantuje powstanie dziur, bo żadne stukanie o blat nie jest już w stanie wyrównać tak sztywnej masy. Polecam zamiast wylewania naraz całej masy do formy przekładanie łyżka po łyżce i stukanie formą po każdej warstwie. Na pewno nie uda się uniknąć dziur w stu procentach ale będą mniejsze i nie w zatrważającej ilości. Jeśli dodatkowo robimy mydło o dwóch kolorach to nakładamy kolory warstwami na przemian – jeden na drugi. To metoda swirla the spoon plop – co daje po pokrojeniu zebrę albo inne widowisko 🙂 Filmiki dostępne w internecie.

Mydło kroi się bez problemu, mimo zawartości pumeksu. Kroiłam po 10 godzinach, bo pozwoliłam aby przeżelowało – choć bez izolowania nie był to widowiskowy moment. Jego fioletowawy odcień powstał dzięki korzeniowi żywokostu. Do świąt dojrzeje.

dav
Górna warstwa zawiera pumeks ziarnisty a dolna miałki pył. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kto odważny?

🙂

Co zrobić z nieudanym mydłem.

Czasem zaliczymy wpadkę i mydło nie wyjdzie jak tego oczekiwaliśmy, okaże się paskudnym gniotem, mamy wiadro okrojonych fragmentów mydła lub mydło zostało zrobione prawidłowo ale ze złej receptury. Pamiętajcie nigdy nie wyrzucamy mydła, zawsze da się uratować każdego stwora i każdy niechciany kawałek 😉

Warto podzielić przerabiane mydła na kolory – jeśli zmieszamy wszystkie naraz, otrzymamy burą masę. Dobrze też wiedzieć jaki był skład tłuszczów płynnych i stałych, żeby mniej więcej przewidzieć twardość przerabiańca. Możemy łączyć różne mydła – inne przetłuszczenie, skład – to nie ma znaczenia, wszystko się ładnie połączy. Istotny jest tylko kolor.

Czy takie mydło jest gorsze? Wręcz przeciwnie – możemy je ulepszyć. Ze względu na obniżone pH i niską temperaturę mamy szansę aby użyć dodatków wrażliwych na te czynniki, co w procesie CP czyli na zimno nie zawsze ma sens. Zupełnie odwrotnie niż logika podpowiada, na zimno wszystkie składniki powinny przetrwać a jednak jest odwrotnie 😉

Przetapianie.

Chyba najpopularniejsza metoda. W ten sposób możemy dać nowe życie każdemu mydłu. Szczególnie tym z za niskim przetłuszczeniem czyli o pH zbyt wysokim aby je używać i tym o nieładnej strukturze, z dziurami, z fałszywym śladem czyli fragmentami wizualnie różniącymi się od reszty mydła. Przetapianie jest bardzo zbliżone technicznie do robienia mydła metodą HP czyli na gorąco.

  1. Ścieramy takie mydło na tarce o drobnych oczkach. To znacznie ułatwi roztapianie i uzyskanie w miarę jednolitej struktury.
  2. Zalewamy wiórki gorącą wodą i zostawiamy na jakiś czas żeby zmiękło – nawet na całą noc (przy mydle dojrzałym naprawdę warto poczekać). Jeśli mamy świeże mydło ten krok można pominąć, bo ono jest jeszcze miękkie.
  3. Woda powinna stanowić około 10% masy mydła. Jeśli roztapiamy mydło z przewagą tłuszczów stałych/maseł możemy dodać do 15% wody.
  4. Zamiast wody można użyć każdego innego płynu, naparu czy odwaru z ziół, mleka..
  5. Kiedy mydło namięknie zaczynamy je podgrzewać. Bezpośrednio w garnku lub w kąpieli wodnej. Na małym ogniu, żeby uniknąć przypalenia. Ja nastawiam płytę na 3.
  6. Mieszamy, mieszamy i mieszamy 🙂 Dotąd aż masa stanie się jednorodna, bez widocznych kawałków nieroztopionego mydła. W zależności od mydła wyjściowego (rodzaj tłuszczów, wiek mydła) czas roztapiania jest różny. Nie zważajcie na to, że się zacznie pienić.
mde
Początek podgrzewania. Fot Mila Wawrzenczyk

7. Wyłączamy ale nie zestawiamy mydła z palnika czy płyty i dodajemy do masy wszystko co sobie zaplanowaliśmy.

  • tłuszcze aby podnieść przetłuszczenie i właściwości pielęgnujące – moja rada dodawajcie raczej maseł niż tłuszczów płynnych. Ja lubię woski, lanolinę i kwas stearynowy.
  • barwniki – masę można podzielić na części barwione na inne kolory
  • zapachy i olejki eteryczne
  • peeling – świetny sposób na nadanie nowego życia przetopom
  • nową/świeżo połączoną masę mydlaną (w ilości stara do nowej nawet 1:1) – w tym wypadku konieczne będzie dalsze grzanie i pilnowanie momentu aż masa stanie się jednorodna
dav
Pumeks zmielony i mak dla ozdoby. Fot. Mila Wawrzenczyk

8. Masę/masy przekładamy do form jeszcze ciepłą. Stukamy formą o blat aby ubić masę. Ozdabiamy brokatem, suszonymi ziołami i wszystkim co nam jeszcze wyobraźnia podpowie. Jeśli chodzi o przetapianie to wszystkie zioła i kwiatki, które tracą kolor w mydłach CP, tutaj go zachowają. Poza tym „posypki” zniwelują nieco widoczność dziur 😉

bty
Barwnik, EO rozmarynowy i suszony rozmaryn. Fot. Mila Wawrzenczyk

Błędy, wynikają głównie z niecierpliwości 😉

dav
Masa przetapiana za krótko, widoczne nierozpuszczone kawałki mydła. Fot. Mila Wawrzenczyk
dav
Dodane za dużo wody do rozpuszczania, podczas schnięcia kostka odkształca się. Fot. Mila Wawrzenczyk

Zatapianie.

Czyli dorzucanie fragmentów gotowego mydła do świeżej masy mydlanej. Znacznie mniej pracochłonne i wizualnie właściwie nie do odróżnienia dla laika. Żeby nowa kostka trzymała się cało i nie kruszyła nie przekraczajmy 50% mydła gotowego i 50% mydła świeżego.

  1. Gotowe mydło tniemy na kawałki – uzyskamy efekt kamieni szlachetnych czy marmuru. Pocięte kawałki wsypujemy do formy na dno, w środek już po wylaniu świeżej masy mydlanej lub dekorujemy wierzch nowego mydła.
dav
Zatopione czerwone fragmenty gotowego mydła w świeżej masie nagietkowej. Fot. Mila Wawrzenczyk

2. Gotowe mydło ścieramy na tarce. Drobnej lub grubej, mieszamy ze świeżą masą mydlaną w całości lub tylko z jej częścią.

dav
Gotowe mydło starte na drobne wiórki, zatopione w części świeżej masy. Fot. Mila Wawrzenczyk

3. Gotowe i wysuszone mydło (to ważne żeby było już dojrzałe i suche) wrzucamy do robota kuchennego z nożem do siekania. Otrzymamy drobne kuleczki, do zatopienia albo posypki.

dav
Posypka. Mila Wawrzenczyk

4. Jeśli mamy niechciane całe kostki mydła, możemy z nich zrobić spiralki za pomocą obieraczki do warzyw.

mde
Spirale układamy na dnie formy i zalewamy świeżą masą mydlaną. Fot. Mila Wawrzenczyk

Błędy. 

Zatapianie jasnych kawałków mydła w ciemnej świeżej masie da efekt salcesonu 😉

Rozpuszczanie mydła.

Ostatecznie, naprawdę jeśli już nic nie da się zrobić można przerobić mydło na płynne. Dlaczego w ostateczności? Mydło sodowe w płynie ma tendencję do rozwarstwiania się. Oczywiście można temu zapobiec stosując emulgatory i zagęszczacze, istnieją nieszkodliwe i naturalne np. guma ksantanowa. Jednak nie są to substancje, które każdy ma pod ręką a kupować tylko po to żeby zrobić mydło w płynie. Kwestia do rozważenia, ja nie używam 🙂 Jeśli jest potrzeba poszukajcie w sklepach z półproduktami. Zasada podobna jak przy przetapianiu mydła, tylko, że nie ma potrzeby podgrzewania – każde mydło w końcu się rozpuszcza w każdym płynie.

Stare z nowym.

Najpierw topimy gotowe mydło, potem łączymy je ze świeżą masą mydlaną i wylewamy w formę. Otrzymujemy najbardziej gładkie kostki jakie tylko można sobie wyobrazić w przypadku recyklingu mydła 😉 Najlepiej opowie Wam o tym pomysłodawczyni metody Marta z Eco love.

Wysalanie.

Szczegółowo tutaj.

Także nie traćcie nadziei 🙂

 

Tłuszcze nieschnące

Tłuszcze nieschnące to takie, które zawierają najmniej wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Dzięki temu są najtrwalsze, trudno ulegają utlenieniu czyli jełczeniu. Mydło na tłuszczach nieschnących, nawet o dużym przetłuszczeniu, można bez obaw przechowywać długo. Opiszę jaki wpływ na mydło ma użycie każdego tłuszczu, bo właściwości pielęgnacyjne znajdziecie bez trudu. Wartość procentowa danego tłuszczu w mydle jest optymalna, jednak wszelkie odchyły możemy traktować jako owocny eksperyment. Ilość tłuszczów rozmiękczających możemy podwyższyć wtedy gdy stosujemy redukcję wody w mydle sodowym. Choć to, że mydło szybko nam stwardnieje, nie jest równoznaczne z twardością na mydelniczce. Parametry z kalkulatora dotyczą gotowego, wyleżakowanego mydła a nie dopiero co pokrojonego. Mydła potasowe to zupełnie inna bajka i w dodatku właściwie bez ograniczeń 🙂

Olej z avocado – avocado oil. Wytłaczany z miąższu owoców. Zawiera sole mineralne, lecytynę, fitosterole, skwalen, wit. E. Ma działanie lekko emulgujące. Jeśli nie mamy oleju możemy dodać zblendowany dojrzały owoc avocado do masy mydlanej. Owoc zawiera 15% tłuszczu. Dostępne jest też masło avocado – avocado butter. To nic innego jak utwardzony (uwodorniony) olej z avocado. Olej do 10% MT jako dodatek kondycjonujący i nadający kremowości pianie. Masło ze względu na wyższą twardość do 15%, z nim mydło będzie jeszcze bardziej kremowe.

Olej babassu – babassu oil. Wytłaczany z nasion palmy Attalea specioza. Własności jakie nadaje mydłu są niemal identyczne jak przy użyciu oleju kokosowego. A jednak jest różnica, ponieważ babassu nie wysusza i nie ściąga skóry. Można stosować do 100% MT.

Olej z pestek brzoskwini – peach kernel oil. Pod względem składu jest bardzo zbliżony do oleju migdałowego i z pestek moreli. Dobrze się wchłania, nie pozostawia wrażenia tłustości na skórze. Może rozmiękczać mydło podczas użycia. W mydle jako dodatek kondycjonujący, do 5% MT.

Olej buriti – buriti oil. Otrzymywany z pulpy owoców palmy buriti, rosnącej dziko. Ma piękny pomarańczowo-czerwony kolor dzięki dużej zawartości karotenów (30mg w 100g miazgi, dla porównania w marchwi tylko 6,6mg). Karoteny to naturalne absorbenty promieniowania UV. Wysokie stężenie wit. E daje właściwości antyoksydacyjne – co ma wpływ też na trwałość mydła. W mydle jako dodatek kondycjonujący i barwiący na pomarańczowo. Ze względu na dużą zawartość karotenów, może brudzić, dlatego do 5% MT.

Olej canola – canola oil kontra olej rzepakowy – rapeseed oil. Jest wytwarzany z nasion odmian rzepaku jarego o niskiej zawartości kwasu erukowego. Odmiany te powstały na jednym z uniwersytetów kanadyjskich w procesie biotechnologicznym.  Z tego powodu dla odróżnienia i by uczcić kraj jego pochodzenia nadano mu nazwę Canola. W Polsce także dostępny jest olej rzepakowy o obniżonej zawartości kwasu erukowego ale pochodzi głównie z odmian ozimych (są to gatunki stworzone dzięki długotrwałym badaniom nad selekcją genetyczną tzw. podwójnie ulepszone). Nie sądzę aby w polskich sklepach olej rzepakowy pochodził z nasion kanadyjskich. Dlatego przy obliczaniu receptur wybieram olej rzepakowy/rapeseed oil. Do zmydlenia 100g o. rzepakowego potrzeba 12,48g NaOH. Do zmydlenia 100g o. canola potrzeba 13,26g NaOH. Niewielka różnica ale przy kilogramie oleju robi się prawie osiem gram wodorotlenku więcej, więc jeśli obliczymy recepturę z użyciem o. canoli a naprawdę użyliśmy o. rzepakowego otrzymamy mydło o niższym przetłuszczeniu niż się spodziewamy i wynika to z kalkulatora. Mydlimy w Polsce wpisujmy w kalkulator mydlany olej rzepakowy. Nawet niewielki ich dodatek ułatwia robienie wzorów, bo masa mydlana pozostaje długo płynna. Niestety to też sprawia, że mydło musi dłużej dojrzewać. Również jako dodatek kondycjonujący do 5% MT.

Masło cupuacu – cupuacu butter. Pozyskiwane z nasion dzikiego kakaowca (Theobroma grandiflorum). Nazywane białą czekoladą. Emulguje wodę dużo lepiej niż lanolina, więc może być jej roślinnym zamiennikiem. Wysoka zawartość kwasu stearynowego (35-38%) sprawia, że masło jest twarde. Zawiera też sporo fitosteroli. Poprawi kremowość i twardość mydła, do 80% MT.

Olej czaulmugrowy – chaulmoogra oil lub hydnocarpus wightiana seed oil. Wyciskany z nasion uśpianu (Hydnocarpus kurzii lub H. wightiana). W zależności od gatunku zawiera dwa mniej znane kwasy tłuszczowe. Hydnokarpowy 22-23%,  chaulmugrowy 19-36% i glorowy 12-25%. W krajach azjatyckich i afrykańskich leczono nim trąd, przeprowadzano próby leczenia gruźlicy. Daje dobre efekty w leczeniu łuszczycy i trądziku. Liczba jodowa 98-103, liczba zmydlania 198-204. Jako dodatek do mydła 5% MT.

Olej z pestek dyni – pumpkin seed oil. Dużo beta-karotenu, więc możemy używać jako dodatku barwiącego mydło na pomarańczowo. Oprócz tego wit. A i D. Wysoka wartość kondycjonująca w mydle. Jako dodatek do mydła 10% MT.

Olej z jojoby – jojoba oil. Wytłaczany z nasion Simondsia Chinensis/Buxus Chinensis. Właściwie to nie jest olej, choć ma postać płynną, tylko wosk. W mydle bardzo cenny, ze względu na substancje nie ulegające zmydleniu. Skwalen, witamina E, fitosterole. Przedłuża trwałość mydła. Jako dodatek do mydła 5% MT.

Masło kakaowe – cocoa butter. Duża zawartość kwasu tłuszczowego stearynowego (ok. 30%). Dlatego dodając do mydła podniesiemy jego kremowość i twardość. Nierafinowane masło kakaowe pozostawia zapach czekolady w mydle (kto znajdzie rafinowane na polskim rynku – stawiam piwo). Świetny dodatek do mydeł do mycia zębów. Poprawia strukturę, mydło jest bardziej gładkie. Może stanowić 50% MT w mydle sodowym.

Masło karite, shea, olej z masłosza – shea butter. Frakcja niezmydlalna stanowi około 15%, choć źródła podają różnie, zapewne zależy to od stopnia oczyszczenia tego masła. Nierafinowane na pewno będzie miało najwięcej substancji niezmydlających się, a więc pozostających w gotowym mydle. Utwardza ale przede wszystkich nadaje kremowość pianie, dzięki zawartości kwasu stearynowego (ok. 40% składu). Może stanowić 80% MT w mydle sodowym.

Olej kokosowy – coconut oil. Dostępny jest rafinowany deodoryzowany lub surowy, nieoczyszczony o pięknym zapachu kokosa. Dla mydlarza ważne są trzy rodzaje oleju kokosowego, a właściwie dwa 😉 Rafinacja o. kokosowego nie ma znaczenia w mydle, ponieważ jest to tłuszcz ulegający zmydleniu w 99%. Nie liczcie na zachowanie zapachu. W kalkulatorze mydlanym mamy trzy rodzaje – 76 deg, 92 deg i fractionated. Liczby to nic innego jak stopnie Fahrenheita czyli temperatura topnienia oleju. 76 ℉ – olej topi się w temperaturze 24,4℃ i tego używamy najczęściej. 92℉ to nic innego jak utwardzony/uwodorniony olej kokosowy – topi się w 33,3℃. Ich liczba zmydlania jest identyczna, więc nie ma co zawracać sobie głowy rozróżnianiem. Fractionated czy olej kokosowy frakcjonowany jest płynny. Mimo to żaden inny tłuszcz nie da większej twardości, pienistości i czyszczenia w mydle niż on. Jest lekki, nie zostawia tłustej warstwy. Czy do mydła się nadaje – z pewnością warto spróbować. Olej kokosowy w mydle niestety ma często właściwości wysuszające. Ze względu na silne mycie/czyszczenie świetnie sprawdza się w mydle gospodarczym. Może stanowić 100% MT w mydle.

Łój wołowy – tallow beef. Własności wyższe niż smalec wieprzowy. Mianowicie nadaje mydłu większą twardość, lepsze własności myjące i pieniące. Może stanowić 100% MT w mydle.

Olej z orzechów macadamii – macadamia nut oil. Przydatny w mydłach do włosów. Olej nietłusty czyli dobrze wchłanialny. Można też spotkać masło macadamia, utwardzony olej macadamia. W mydle jako dodatek kondycjonujący do 10% MT.

 

Olej z miodli indyjskiej, olej neem – neem seed oil. Zadziwiający, mało znany tłuszcz o charakterystycznym zapachu – korzenno-orzechowym, nie dla wszystkich przyjemnym. Być może z tego względu nie lubią go przeróżne insekty. Zapach pozostaje w mydle. Jest dobrym konserwantem mydła. Mało tego – nie rozmiękcza mydła i dodaje nieco do parametrów pienistości i czyszczenia. Może stanowić 20% MT w mydle.

Masło murumuru – murumuru butter. Pozyskiwane z nasion palmy dziko rosnącej w Amazonii. Dla mnie idealne do tworzenia mydeł do włosów. Ma parametry nieco wyższe niż olej kokosowy. Zastępując nim o. kokosowy uzyskamy mydło twardsze, o większej pianie i lepiej oczyszczające – co oznacza, że murumuru można dodać po prostu mniej, uzyskując te same własności mydła. Dodatkowo zawiera dwa razy tyle tłuszczowego kwasu oleinowego, więc otrzymamy mydło lepiej kondycjonujące. Do 100% MT w mydle.

Oliwa z oliwek – olive oil, olive oil pomace. Do mydeł polecam oliwę pomace czyli z wytłoczyn. Nierafinowana przy wyższym przetłuszczeniu niż 3% potrafi zjełczeć i popsuć wizualnie mydło. Może stanowić 100% MT w mydle. Wtedy otrzymamy mydło delikatne, odpowiednie nawet do pielęgnacji niemowląt. Mimo, że oliwa daje mydło szybko twardniejące, w użyciu jest rozmiękające na mydelniczce.

Olej z orzechów laskowych – hazelnut oil. Biozgodny ze skórą ludzką. Wysokie właściwości kondycjonujące. Niestety rozmiękcza mydło. Może stanowić 5% MT w mydle.

Olej palmowy – palm oil. Tłoczony z miąższu palmy oleistej. Biały, najtańszy to olej rafinowany. Pomarańczowy, nierafinowany  zawiera tokoferole i beta-karoten, dzięki czemu nadaje piękny, pomarańczowy kolor mydłom. Olej z Ekwadoru jest uznawany za naturalny, pochodzący z kontolowonanych upraw ekologicznych. Jako dodatek kondycjonujący, utwardzający i nadający kremowości 80% MT w mydle.

Olej z nasion palmy – palm kernel oil. Pozyskiwany z nasion palmy oleistej. Właściwości i własności nadane mydłom, niemal identyczne jak olej kokosowy. Może stanowić 100% MT w mydle.

Olej rycynowy – castor oil. Bardzo wysoka pielęgnacja, kremowość i pienistość. Niestety rozmiękcza mydło w kostce. Przy odpowiedniej recepturze zawierającej dużo tłuszczów stabilizujących i utwardzających może stanowić 30% MT w mydle. W pozostałych do 5% MT jako dodatek pianotwórczy.

Olej ryżowy, właściwie olej z otrębów/łusek ryżowych – rice bran oil. Skwalen, oryzanol, wit. E – wysoka wartość pielegnacyjna. Dobry olej jako składowa tłuszczów płynnych w mydle. Nie powoduje rozmiękczenia mydła, dobrze tolerowany przez skórę wrażliwą. Świetny w mydłach do włosów. Może stanowić 100% MT.

Olej rzepakowy – rapeseed oil. Patrz canola oil 🙂

Smalec wieprzowy – lard, pig tallow (manteca). Wielce biozgodny z ludzką skórą. Utwardza, nadaje gładkości/kremowości. Może stanowić 100% MT. W mydle Paleo stanowi 90% masy tłuszczów.

Kwas stearynowy – stearic acid. Nazwa myląca dla początkujących. To nie jest kwas w znaczeniu potocznym jak cytrynowy a nasycony kwas tłuszczowy. A kwasy tłuszczowe lubią się bardzo z wodorotlenkami, dzięki tej sympatii otrzymujemy mydło 🙂 Utwardza mydło, nadaje kremowości, sprawia, że mydło trwa dłużej na mydelniczce. Jako dodatek do mydeł sodowych do 5%, jako dodatek do mydeł do golenia nawet do 50%.

 

 

 

Żródło:

Odmiany rzepaku – osiągnięcia i perspektywy. Rośliny Oleiste, I. Bartkowiak-Broda

The component fatty acids of chaulmoogra oil, Journal of the Science of Food and Agriculture

Farmakognozja: podręcznik dla studentów farmacji, S. Kohlmünzer

Farmakopea Polska X. Warszawa: Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych

soapcalc.net/calc/OilList