Mydło z pumeksem do stóp.

Bardzo lubię drapaki ale takie prawdziwe. Mocno wygładzające choć przyznaję, że trzeba je stosować z uwagą, bo można łatwo zrobić krzywdę skórze.

Dziś przedstawiam mydło z pumeksem o dwóch rodzajach ziarnistości – rozdrobniony grubszy o ziarnistości 1,5 i zmielony na proszek, ziarnistość FFF czyli 0. Ten pierwszy można używać do wymagających części ciała a zmielony ostrożnie też do twarzy (jest łagodniejszy niż korund). Jeśli chodzi o te dwa zastosowania proponuję nie przekraczać 5% masy całego mydła.

dav
Pumeks w proszku i granulkach. Fot. Mila Wawrzenczyk

Pumeks kojarzy się najczęściej z pielęgnacją stóp. Po co więc najpierw myć a potem śierać, skoro można mieć dwa w jednym. Tak powstało mydło z 20% zawartością pumeksu. Część z grubszym ziarnem zetrze skutecznie zbędny naskórek a część z proszkiem pumeksowym dodatkowo wygładzi. Oczywiście nie mogło zabraknąć ziół. Kwiat dziewanny – rozmiękcza naskórek przez co łatwiej go zetrzeć a korzeń żywokostu zadziała wygładzająco i regenerująco. Taką miksturę polecam też do moczenia stóp 🙂

Receptura na ok 1,5 kg gotowego mydła:

216g oleju kokosowego (24%)

216g oliwy z wytłoków (24%)

216g oleju ryżowego (24%)

216g masła shea (24%)

36g oleju rzepakowego (użyłam nierafinowanego) (4%)

270g wody

123g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 5%)

130g pumeksu miałkiego

130g pumeksu w granulkach

kwiat dziewanny i korzeń żywokostu – po dwie łyżki

10g olejku eterycznego z drzewa herbacianego

20g olejku eterycznego bergamotka

Najpierw robimy ług. Potrzebujemy 135g naparu z kwiatów dziewanny i 135g odwaru z korzenia żywokostu. Kiedy jeden i drugi będą gotowe i ostudzone, łączymy razem, przecedzamy, wyciskamy – powinien powstać gęsty ciemny płyn. Ważymy aby razem było 270g i wkładamy do zamrażalnika. Ja z ziołami na ług postępuję podobnie jak z mlekiem. Niekoniecznie czekam aż płyn na ług zamrozi się na kość ale niech chociaż stworzą się płatki lodu na powierzchni. Do tak przygotowanego płynu wsypujemy wodorotlenek i staramy się aby nie osiągnął wysokiej temperatury – możemy wystawić na dwór w bezpieczne miejsce.

hdr
Połączone razem – odwar z korzenia żywokostu i napar z kwiatów dziewanny. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Odmierzamy olejki eteryczne w jednym naczyniu a pumeksy każdy w osobnym. Czekamy aż ług i tłuszcze osiągną temperaturę pokojową. Kiedy to nastąpi łączymy. Blendujemy dosłownie kilka razy – potem już tylko mieszamy dodając olejki eteryczne. Kiedy masa będzie w miarę jednorodna, taka na pograniczu cienkiego śladu (przy użyciu żywokostu to bardzo ważne, bo on zagęszcza masę), dzielimy ją na dwie równe części. Do jednej wsypujemy pumeks miałki do drugiej ziarnisty. Bardzo dokładnie mieszamy. Żeby spowolnić jeszcze to gęstnienie pojemnik z każdą masą można umieścić w miskach z zimną wodą. Dobrze wymieszane masy wylewamy po kolei do formy.

dav
Gruby ślad. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ja niestety masę przekręciłam co doprowadziło do powstania grubego śladu. Było mi trudno dokładnie rozmieszać pumeksy. Powstało trochę dziur. Na szczęście zawsze można ładnie okroić i uformować 🙂 Tzw. gruby ślad gwarantuje powstanie dziur, bo żadne stukanie o blat nie jest już w stanie wyrównać tak sztywnej masy. Polecam zamiast wylewania naraz całej masy do formy przekładanie łyżka po łyżce i stukanie formą po każdej warstwie. Na pewno nie uda się uniknąć dziur w stu procentach ale będą mniejsze i nie w zatrważającej ilości. Jeśli dodatkowo robimy mydło o dwóch kolorach to nakładamy kolory warstwami na przemian – jeden na drugi. To metoda swirla the spoon plop – co daje po pokrojeniu zebrę albo inne widowisko 🙂 Filmiki dostępne w internecie.

Mydło kroi się bez problemu, mimo zawartości pumeksu. Kroiłam po 10 godzinach, bo pozwoliłam aby przeżelowało – choć bez izolowania nie był to widowiskowy moment. Jego fioletowawy odcień powstał dzięki korzeniowi żywokostu. Do świąt dojrzeje.

dav
Górna warstwa zawiera pumeks ziarnisty a dolna miałki pył. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kto odważny?

🙂

Co zrobić z nieudanym mydłem.

Czasem zaliczymy wpadkę i mydło nie wyjdzie jak tego oczekiwaliśmy, okaże się paskudnym gniotem, mamy wiadro okrojonych fragmentów mydła lub mydło zostało zrobione prawidłowo ale ze złej receptury. Pamiętajcie nigdy nie wyrzucamy mydła, zawsze da się uratować każdego stwora i każdy niechciany kawałek 😉

Warto podzielić przerabiane mydła na kolory – jeśli zmieszamy wszystkie naraz, otrzymamy burą masę. Dobrze też wiedzieć jaki był skład tłuszczów płynnych i stałych, żeby mniej więcej przewidzieć twardość przerabiańca. Możemy łączyć różne mydła – inne przetłuszczenie, skład – to nie ma znaczenia, wszystko się ładnie połączy. Istotny jest tylko kolor.

Czy takie mydło jest gorsze? Wręcz przeciwnie – możemy je ulepszyć. Ze względu na obniżone pH i niską temperaturę mamy szansę aby użyć dodatków wrażliwych na te czynniki, co w procesie CP czyli na zimno nie zawsze ma sens. Zupełnie odwrotnie niż logika podpowiada, na zimno wszystkie składniki powinny przetrwać a jednak jest odwrotnie 😉

Przetapianie.

Chyba najpopularniejsza metoda. W ten sposób możemy dać nowe życie każdemu mydłu. Szczególnie tym z za niskim przetłuszczeniem czyli o pH zbyt wysokim aby je używać i tym o nieładnej strukturze, z dziurami, z fałszywym śladem czyli fragmentami wizualnie różniącymi się od reszty mydła. Przetapianie jest bardzo zbliżone technicznie do robienia mydła metodą HP czyli na gorąco.

  1. Ścieramy takie mydło na tarce o drobnych oczkach. To znacznie ułatwi roztapianie i uzyskanie w miarę jednolitej struktury.
  2. Zalewamy wiórki gorącą wodą i zostawiamy na jakiś czas żeby zmiękło – nawet na całą noc (przy mydle dojrzałym naprawdę warto poczekać). Jeśli mamy świeże mydło ten krok można pominąć, bo ono jest jeszcze miękkie.
  3. Woda powinna stanowić około 10% masy mydła. Jeśli roztapiamy mydło z przewagą tłuszczów stałych/maseł możemy dodać do 15% wody.
  4. Zamiast wody można użyć każdego innego płynu, naparu czy odwaru z ziół, mleka..
  5. Kiedy mydło namięknie zaczynamy je podgrzewać. Bezpośrednio w garnku lub w kąpieli wodnej. Na małym ogniu, żeby uniknąć przypalenia. Ja nastawiam płytę na 3.
  6. Mieszamy, mieszamy i mieszamy 🙂 Dotąd aż masa stanie się jednorodna, bez widocznych kawałków nieroztopionego mydła. W zależności od mydła wyjściowego (rodzaj tłuszczów, wiek mydła) czas roztapiania jest różny. Nie zważajcie na to, że się zacznie pienić.
mde
Początek podgrzewania. Fot Mila Wawrzenczyk

7. Wyłączamy ale nie zestawiamy mydła z palnika czy płyty i dodajemy do masy wszystko co sobie zaplanowaliśmy.

  • tłuszcze aby podnieść przetłuszczenie i właściwości pielęgnujące – moja rada dodawajcie raczej maseł niż tłuszczów płynnych. Ja lubię woski, lanolinę i kwas stearynowy.
  • barwniki – masę można podzielić na części barwione na inne kolory
  • zapachy i olejki eteryczne
  • peeling – świetny sposób na nadanie nowego życia przetopom
dav
Pumeks zmielony i mak dla ozdoby. Fot. Mila Wawrzenczyk

8. Masę/masy przekładamy do form jeszcze ciepłą. Stukamy formą o blat aby ubić masę. Ozdabiamy brokatem, suszonymi ziołami i wszystkim co nam jeszcze wyobraźnia podpowie. Jeśli chodzi o przetapianie to wszystkie zioła i kwiatki, które tracą kolor w mydłach CP, tutaj go zachowają. Poza tym „posypki” zniwelują nieco widoczność dziur 😉

bty
Barwnik, EO rozmarynowy i suszony rozmaryn. Fot. Mila Wawrzenczyk

Błędy, wynikają głównie z niecierpliwości 😉

dav
Masa przetapiana za krótko, widoczne nierozpuszczone kawałki mydła. Fot. Mila Wawrzenczyk
dav
Dodane za dużo wody do rozpuszczania, podczas schnięcia kostka odkształca się. Fot. Mila Wawrzenczyk

Zatapianie.

Czyli dorzucanie fragmentów gotowego mydła do świeżej masy mydlanej. Znacznie mniej pracochłonne i wizualnie właściwie nie do odróżnienia dla laika. Żeby nowa kostka trzymała się cało i nie kruszyła nie przekraczajmy 50% mydła gotowego i 50% mydła świeżego.

  1. Gotowe mydło tniemy na kawałki – uzyskamy efekt kamieni szlachetnych czy marmuru. Pocięte kawałki wsypujemy do formy na dno, w środek już po wylaniu świeżej masy mydlanej lub dekorujemy wierzch nowego mydła.
dav
Zatopione czerwone fragmenty gotowego mydła w świeżej masie nagietkowej. Fot. Mila Wawrzenczyk

2. Gotowe mydło ścieramy na tarce. Drobnej lub grubej, mieszamy ze świeżą masą mydlaną w całości lub tylko z jej częścią.

dav
Gotowe mydło starte na drobne wiórki, zatopione w części świeżej masy. Fot. Mila Wawrzenczyk

3. Gotowe i wysuszone mydło (to ważne żeby było już dojrzałe i suche) wrzucamy do robota kuchennego z nożem do siekania. Otrzymamy drobne kuleczki, do zatopienia albo posypki.

dav
Posypka. Mila Wawrzenczyk

4. Jeśli mamy niechciane całe kostki mydła, możemy z nich zrobić spiralki za pomocą obieraczki do warzyw.

mde
Spirale układamy na dnie formy i zalewamy świeżą masą mydlaną. Fot. Mila Wawrzenczyk

Błędy. 

Zatapianie jasnych kawałków mydła w ciemnej świeżej masie da efekt salcesonu 😉

Rozpuszczanie mydła.

Ostatecznie, naprawdę jeśli już nic nie da się zrobić można przerobić mydło na płynne. Dlaczego w ostateczności? Mydło sodowe w płynie ma tendencję do rozwarstwiania się. Oczywiście można temu zapobiec stosując emulgatory i zagęszczacze, istnieją nieszkodliwe i naturalne np. guma ksantanowa. Jednak nie są to substancje, które każdy ma pod ręką a kupować tylko po to żeby zrobić mydło w płynie. Kwestia do rozważenia, ja nie używam 🙂 Jeśli jest potrzeba poszukajcie w sklepach z półproduktami. Zasada podobna jak przy przetapianiu mydła, tylko, że nie ma potrzeby podgrzewania – każde mydło w końcu się rozpuszcza w każdym płynie.

Także nie traćcie nadziei 🙂

 

Tłuszcze nieschnące

Tłuszcze nieschnące to takie, które zawierają najmniej wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Dzięki temu są najtrwalsze, trudno ulegają utlenieniu czyli jełczeniu. Mydło na tłuszczach nieschnących, nawet o dużym przetłuszczeniu, można bez obaw przechowywać długo. Opiszę jaki wpływ na mydło ma użycie każdego tłuszczu, bo właściwości pielęgnacyjne znajdziecie bez trudu. Wartość procentowa danego tłuszczu w mydle jest optymalna, jednak wszelkie odchyły możemy traktować jako owocny eksperyment. Ilość tłuszczów rozmiękczających możemy podwyższyć wtedy gdy stosujemy redukcję wody w mydle sodowym. Choć to, że mydło szybko nam stwardnieje, nie jest równoznaczne z twardością na mydelniczce. Parametry z kalkulatora dotyczą gotowego, wyleżakowanego mydła a nie dopiero co pokrojonego. Mydła potasowe to zupełnie inna bajka i w dodatku właściwie bez ograniczeń 🙂

Olej z avocado – avocado oil. Wytłaczany z miąższu owoców. Zawiera sole mineralne, lecytynę, fitosterole, skwalen, wit. E. Ma działanie lekko emulgujące. Jeśli nie mamy oleju możemy dodać zblendowany dojrzały owoc avocado do masy mydlanej. Owoc zawiera 15% tłuszczu. Dostępne jest też masło avocado – avocado butter. To nic innego jak utwardzony (uwodorniony) olej z avocado. Olej do 10% MT jako dodatek kondycjonujący i nadający kremowości pianie. Masło ze względu na wyższą twardość do 15%, z nim mydło będzie jeszcze bardziej kremowe.

Olej babassu – babassu oil. Wytłaczany z nasion palmy Attalea specioza. Własności jakie nadaje mydłu są niemal identyczne jak przy użyciu oleju kokosowego. A jednak jest różnica, ponieważ babassu nie wysusza i nie ściąga skóry. Można stosować do 100% MT.

Olej z pestek brzoskwini – peach kernel oil. Pod względem składu jest bardzo zbliżony do oleju migdałowego i z pestek moreli. Dobrze się wchłania, nie pozostawia wrażenia tłustości na skórze. Może rozmiękczać mydło podczas użycia. W mydle jako dodatek kondycjonujący, do 5% MT.

Olej buriti – buriti oil. Otrzymywany z pulpy owoców palmy buriti, rosnącej dziko. Ma piękny pomarańczowo-czerwony kolor dzięki dużej zawartości karotenów (30mg w 100g miazgi, dla porównania w marchwi tylko 6,6mg). Karoteny to naturalne absorbenty promieniowania UV. Wysokie stężenie wit. E daje właściwości antyoksydacyjne – co ma wpływ też na trwałość mydła. W mydle jako dodatek kondycjonujący i barwiący na pomarańczowo. Ze względu na dużą zawartość karotenów, może brudzić, dlatego do 5% MT.

Olej canola – canola oil kontra olej rzepakowy – rapeseed oil. Jest wytwarzany z nasion odmian rzepaku jarego o niskiej zawartości kwasu erukowego. Odmiany te powstały na jednym z uniwersytetów kanadyjskich w procesie biotechnologicznym.  Z tego powodu dla odróżnienia i by uczcić kraj jego pochodzenia nadano mu nazwę Canola. W Polsce także dostępny jest olej rzepakowy o obniżonej zawartości kwasu erukowego ale pochodzi głównie z odmian ozimych (są to także rośliny modyfikowane genetycznie tzw. podwójnie ulepszone i spełniające normy kanadyjskie). Nie sądzę aby w polskich sklepach olej rzepakowy pochodził z nasion kanadyjskich. Dlatego przy obliczaniu receptur wybieram olej rzepakowy/rapeseed oil. Do zmydlenia 100g o. rzepakowego potrzeba 12,48g NaOH. Do zmydlenia 100g o. canola potrzeba 13,26g NaOH. Niewielka różnica ale przy kilogramie oleju robi się prawie osiem gram wodorotlenku więcej, więc jeśli obliczymy recepturę z użyciem o. canoli a naprawdę użyliśmy o. rzepakowego otrzymamy mydło o niższym przetłuszczeniu niż się spodziewamy i wynika to z kalkulatora. Mydlimy w Polsce wpisujmy w kalkulator mydlany olej rzepakowy. Nawet niewielki ich dodatek ułatwia robienie wzorów, bo masa mydlana pozostaje długo płynna. Niestety to też sprawia, że mydło musi dłużej dojrzewać. Również jako dodatek kondycjonujący do 5% MT.

Masło cupuacu – cupuacu butter. Pozyskiwane z nasion dzikiego kakaowca (Theobroma grandiflorum). Nazywane białą czekoladą. Emulguje wodę dużo lepiej niż lanolina, więc może być jej roślinnym zamiennikiem. Wysoka zawartość kwasu stearynowego (35-38%) sprawia, że masło jest twarde. Zawiera też sporo fitosteroli. Poprawi kremowość i twardość mydła, do 80% MT.

Olej czaulmugrowy – chaulmoogra oil lub hydnocarpus wightiana seed oil. Wyciskany z nasion uśpianu (Hydnocarpus kurzii lub H. wightiana). W zależności od gatunku zawiera dwa mniej znane kwasy tłuszczowe. Hydnokarpowy 22-23%,  chaulmugrowy 19-36% i glorowy 12-25%. W krajach azjatyckich i afrykańskich leczono nim trąd, przeprowadzano próby leczenia gruźlicy. Daje dobre efekty w leczeniu łuszczycy i trądziku. Liczba jodowa 98-103, liczba zmydlania 198-204. Jako dodatek do mydła 5% MT.

Olej z pestek dyni – pumpkin seed oil. Dużo beta-karotenu, więc możemy używać jako dodatku barwiącego mydło na pomarańczowo. Oprócz tego wit. A i D. Wysoka wartość kondycjonująca w mydle. Jako dodatek do mydła 10% MT.

Olej z jojoby – jojoba oil. Wytłaczany z nasion Simondsia Chinensis/Buxus Chinensis. Właściwie to nie jest olej, choć ma postać płynną, tylko wosk. W mydle bardzo cenny, ze względu na substancje nie ulegające zmydleniu. Skwalen, witamina E, fitosterole. Przedłuża trwałość mydła. Jako dodatek do mydła 5% MT.

Masło kakaowe – cocoa butter. Duża zawartość kwasu tłuszczowego stearynowego (ok. 30%). Dlatego dodając do mydła podniesiemy jego kremowość i twardość. Nierafinowane masło kakaowe pozostawia zapach czekolady w mydle (kto znajdzie rafinowane na polskim rynku – stawiam piwo). Świetny dodatek do mydeł do mycia zębów. Poprawia strukturę, mydło jest bardziej gładkie. Może stanowić 50% MT w mydle sodowym.

Masło karite, shea, olej z masłosza – shea butter. Frakcja niezmydlalna stanowi około 15%, choć źródła podają różnie, zapewne zależy to od stopnia oczyszczenia tego masła. Nierafinowane na pewno będzie miało najwięcej substancji niezmydlających się, a więc pozostających w gotowym mydle. Utwardza ale przede wszystkich nadaje kremowość pianie, dzięki zawartości kwasu stearynowego (ok. 40% składu). Może stanowić 80% MT w mydle sodowym.

Olej kokosowy – coconut oil. Dostępny jest rafinowany deodoryzowany lub surowy, nieoczyszczony o pięknym zapachu kokosa. Dla mydlarza ważne są trzy rodzaje oleju kokosowego, a właściwie dwa 😉 Rafinacja o. kokosowego nie ma znaczenia w mydle, ponieważ jest to tłuszcz ulegający zmydleniu w 99%. Nie liczcie na zachowanie zapachu. W kalkulatorze mydlanym mamy trzy rodzaje – 76 deg, 92 deg i fractionated. Liczby to nic innego jak stopnie Fahrenheita czyli temperatura topnienia oleju. 76 ℉ – olej topi się w temperaturze 24,4℃ i tego używamy najczęściej. 92℉ to nic innego jak utwardzony/uwodorniony olej kokosowy – topi się w 33,3℃. Ich liczba zmydlania jest identyczna, więc nie ma co zawracać sobie głowy rozróżnianiem. Fractionated czy olej kokosowy frakcjonowany jest płynny. Mimo to żaden inny tłuszcz nie da większej twardości, pienistości i czyszczenia w mydle niż on. Jest lekki, nie zostawia tłustej warstwy. Czy do mydła się nadaje – z pewnością warto spróbować. Olej kokosowy w mydle niestety ma często właściwości wysuszające. Ze względu na silne mycie/czyszczenie świetnie sprawdza się w mydle gospodarczym. Może stanowić 100% MT w mydle.

Łój wołowy – tallow beef. Własności wyższe niż smalec wieprzowy. Mianowicie nadaje mydłu większą twardość, lepsze własności myjące i pieniące. Może stanowić 100% MT w mydle.

Olej z orzechów macadamii – macadamia nut oil. Przydatny w mydłach do włosów. Olej nietłusty czyli dobrze wchłanialny. Można też spotkać masło macadamia, utwardzony olej macadamia. W mydle jako dodatek kondycjonujący do 10% MT.

 

Olej z miodli indyjskiej, olej neem – neem seed oil. Zadziwiający, mało znany tłuszcz o charakterystycznym zapachu – korzenno-orzechowym, nie dla wszystkich przyjemnym. Być może z tego względu nie lubią go przeróżne insekty. Zapach pozostaje w mydle. Jest dobrym konserwantem mydła. Mało tego – nie rozmiękcza mydła i dodaje nieco do parametrów pienistości i czyszczenia. Może stanowić 20% MT w mydle.

Masło murumuru – murumuru butter. Pozyskiwane z nasion palmy dziko rosnącej w Amazonii. Dla mnie idealne do tworzenia mydeł do włosów. Ma parametry nieco wyższe niż olej kokosowy. Zastępując nim o. kokosowy uzyskamy mydło twardsze, o większej pianie i lepiej oczyszczające – co oznacza, że murumuru można dodać po prostu mniej, uzyskując te same własności mydła. Dodatkowo zawiera dwa razy tyle tłuszczowego kwasu oleinowego, więc otrzymamy mydło lepiej kondycjonujące. Do 100% MT w mydle.

Oliwa z oliwek – olive oil, olive oil pomace. Do mydeł polecam oliwę pomace czyli z wytłoczyn. Nierafinowana przy wyższym przetłuszczeniu niż 3% potrafi zjełczeć i popsuć wizualnie mydło. Może stanowić 100% MT w mydle. Wtedy otrzymamy mydło delikatne, odpowiednie nawet do pielęgnacji niemowląt. Mimo, że oliwa daje mydło szybko twardniejące, w użyciu jest rozmiękające na mydelniczce.

Olej z orzechów laskowych – hazelnut oil. Biozgodny ze skórą ludzką. Wysokie właściwości kondycjonujące. Niestety rozmiękcza mydło. Może stanowić 5% MT w mydle.

Olej palmowy – palm oil. Tłoczony z miąższu palmy oleistej. Biały, najtańszy to olej rafinowany. Pomarańczowy, nierafinowany  zawiera tokoferole i beta-karoten, dzięki czemu nadaje piękny, pomarańczowy kolor mydłom. Olej z Ekwadoru jest uznawany za naturalny, pochodzący z kontolowonanych upraw ekologicznych. Jako dodatek kondycjonujący, utwardzający i nadający kremowości 80% MT w mydle.

Olej z nasion palmy – palm kernel oil. Pozyskiwany z nasion palmy oleistej. Właściwości i własności nadane mydłom, niemal identyczne jak olej kokosowy. Może stanowić 100% MT w mydle.

Olej rycynowy – castor oil. Bardzo wysoka pielęgnacja, kremowość i pienistość. Niestety rozmiękcza mydło w kostce. Przy odpowiedniej recepturze zawierającej dużo tłuszczów stabilizujących i utwardzających może stanowić 30% MT w mydle. W pozostałych do 5% MT jako dodatek pianotwórczy.

Olej ryżowy, właściwie olej z otrębów/łusek ryżowych – rice bran oil. Skwalen, oryzanol, wit. E – wysoka wartość pielegnacyjna. Dobry olej jako składowa tłuszczów płynnych w mydle. Nie powoduje rozmiękczenia mydła, dobrze tolerowany przez skórę wrażliwą. Świetny w mydłach do włosów. Może stanowić 100% MT.

Olej rzepakowy – rapeseed oil. Patrz canola oil 🙂

Smalec wieprzowy – lard, pig tallow (manteca). Wielce biozgodny z ludzką skórą. Utwardza, nadaje gładkości/kremowości. Może stanowić 100% MT. W mydle Paleo stanowi 90% masy tłuszczów.

Kwas stearynowy – stearic acid. Nazwa myląca dla początkujących. To nie jest kwas w znaczeniu potocznym jak cytrynowy a nasycony kwas tłuszczowy. A kwasy tłuszczowe lubią się bardzo z wodorotlenkami, dzięki tej sympatii otrzymujemy mydło 🙂 Utwardza mydło, nadaje kremowości, sprawia, że mydło trwa dłużej na mydelniczce. Jako dodatek do mydeł sodowych do 5%, jako dodatek do mydeł do golenia nawet do 50%.

 

 

 

Żródło:

Odmiany rzepaku – osiągnięcia i perspektywy. Rośliny Oleiste, I. Bartkowiak-Broda

The component fatty acids of chaulmoogra oil, Journal of the Science of Food and Agriculture

Farmakognozja: podręcznik dla studentów farmacji, S. Kohlmünzer

Farmakopea Polska X. Warszawa: Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych

soapcalc.net/calc/OilList

 

 

 

Świąteczne mydło pomarańczowe

Kolejny pomysł na mydło pod choinkę i zarazem jedno z moich ostatnich w roku. Co nie oznacza, że ostatnie na blogu w tym roku 😉

Pomarańcze kojarzą mi się ze świętami, cóż taki nr pesel. Potem zaczęliśmy je dekorować wbijanymi goździkami, których zapachu szczerze nie znoszę. Postawiłam na coś innego 🙂

dav
Anyżowa droga… Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

250g oleju kokosowego (25%)

250g czerwonego oleju palmowego z miąższu (25%)

250g oliwy z wytłoczyn (25%)

250g oleju ryżowego (25%)

300g wody demineralizowanej (30%)

140g NaOH (co da przetłuszczenie na poziomie ok. 5%)

10g aromatu pomarańczowego syntetycznego + 20g olejku eterycznego pomarańczowego

20g miodu naturalnego

pigment perłowy kosmetyczny, użyłam połyskującego złotem

gwiazdki anyżu

suszone rozdrobnione skórki pomarańczy

Olej palmowy, jedna z kontrowersji dzisiejszego świata. Użyłam nierafinowanego, pochodzącego z kontrolowanych ekologicznych gospodarstw w Ekwadorze. Tyle z etykiety. Czy to prawdziwe informacje, ja tego nie sprawdzę. Jednak cena prawie 19zł za 400ml (ok 350g) wskazuje na duże prawdopodobieństwo. A może na chwyt marketingowy? W każdym bądź razie do mydeł używam w wyjątkowych sytuacjach. Tutaj chodziło mi o barwę, którą można uzyskać też innymi sposobami np. olej marchwiowy, barwniki.

dav
Roztapiamy 🙂 Fot. Mila Wawrzenczyk

Robimy ług. Do wody wsypujemy wodorotlenek, mieszamy – nie wdychając oparów. Roztapiamy tłuszcze. Odmierzamy olejki i mieszamy z miodem – dodamy tę miksturę do masy mydlanej (budyniu). Miód podniesie pienistość gotowego mydła. Możecie użyć samego zapachu syntetycznego ok. 20g na tę ilość tłuszczów. Albo tylko olejku eterycznego ok. 30g na kilogram tłuszczów. Kiedy ług i tłuszcze osiągną podobną temperaturę łączymy blendując. Ja poczekałam do okolic 35 stopni. Do gładkiej masy dodajemy olejki z miodem. Jeszcze chwilę blendujemy i mieszamy na przemian – dokładnie rozprowadzając miód i zapach.

Wcześniej na dno formy wysypałam niewielką ilość rozdrobnionej skórki pomarańczowej – dla dekoracji i podkręcenia zapachu. Wylewamy masę mydlaną, stukamy o blat aby pozbyć się ewentualnych bąbelków powietrza. Wygładzamy. Ja na każdą przyszłą kostkę przeznaczyłam jedną gwiazdkę anyżu. Wciskając dosyć głęboko i pilnując aby nie wadziły w krojeniu.

dav
W świetle świec 😛 Fot. Mila Wawrzenczyk

Przeżelowało równomiernie. Nie przykrywałam, ze względu na dodatek miodu – choć przy tak niewielkiej ilości nie powinno być burzliwie. Pokroiłam po około 9 godzinach. Na tyle twarde i jeszcze elastyczne aby dało się uzyskać gładkie kostki i dobrze odbić pieczątkę. Na kartkę papieru wysypałam cienką warstwę miki, obtaczałam w niej suchą pieczątkę, obstukując nadmiar i odciskałam w mydle. Mika bardzo dobrze przytwierdza się do powierzchni, wręcz ciężko ją zmyć. Dlatego nie ma potrzeby niczym smarować pieczątki.

Wszystko zgodnie z planem. Kolor, zapach pomarańczy dominuje, choć i gwiazdki anyżowe też dokładają aromatu. Pod choinkę będzie gotowe 🙂

bty
Pomarańcza i anyż – dobrana para. Fot. Mila Wawrzenczyk

Świąteczne mydło, czekolada z wanilią

Kto twierdzi, że sklepy bombardują nas świątecznym nastrojem zbyt wcześnie, ten nie jest mydlarzem 😉 Aby obdarować mydłem w grudniu, należy je zrobić na początku października. Oczywiście są wyjątki i to zależy od składników. Ja jednak wyznaję zasadę, że dobre mydło to mydło wyleżakowane, bo dojrzewanie to nie tylko parowanie wody i twardnienie.

Ponieważ nie można bez końca robić kostek pachnących sosną czy cynamonem, mam inną propozycję pod choinkę. Mydło różni się od czekolady tylko zawartością ługu i połyskującej miki 😉 Klasyk po 25% każdego tłuszczu.

Zatem do dzieła 🙂

Receptura na ok. 1,5 kg mydła

250g masła kakaowego (25%)

250g oleju kokosowego (25%)

250g oliwy z wytłoczyn (25%)

250g oleju ryżowego (25%)

300g wody (30%)

140g NaOH (otrzymamy przetłuszczenie ok. 5%)

20g kakao

20g aromatu waniliowego syntetycznego (lub 30-40g naturalnego)

pigment perłowy kosmetyczny, użyłam połyskującego złotem

dav
Uwielbiam tę część mydlenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Robimy ług i roztapiamy tłuszcze. Ponieważ tak mi się dzień ułożył, że nie mogłam zrobić mydła naraz. Zostawiłam i ług i tłuszcze w temperaturze pokojowej na 3 godziny – oczywiście w pustym domu! Można i na noc, bo to jest bardzo dobry sposób na samoistne wyrównanie temperatur. Łączymy w temperaturze na tyle niskiej, że zyskujemy czas na zabawę z mydłem, nawet jeśli nie mamy przewagi tłuszczów płynnych.

Do dwóch misek wlałam po 40g roztopionych wcześniej tłuszczów. Do jednej z nich kakao a do drugiej aromat waniliowy – dokładnie mieszając patyczkami. Ten sposób ułatwi dokładne rozprowadzenie barwnika czy zapachu. Łatwiej rozrobić w niewielkiej ilości oleju niż w całym użytym do mydła.

Połączyłam pozostałe tłuszcze z ługiem, blendując krótko do gładkiej emulsji. Podzieliłam masę mydlaną na dwie mniej więcej równe części. Jedna część do miski z aromatem, druga do miski z kakao. Tutaj proponuję jednak bardziej mieszać niż blendować. Ponieważ olejki waniliowe bywają różne, potrafią zamienić masę mydlaną w twardą bryłę, gotowy do krojenia beton. Kakao też jest zagęszczaczem ale nie w takim stopniu. Dlatego najpierw mieszamy, jeśli nic się nie dzieje to możemy bzyknąć blenderem dla lepszego rozprowadzenia składników. U mnie nic się nie działo. Wiem, że dużo tego wygarniania i łączenia. Jeśli użyjecie łopatek silikonowych to żadna kropelka się nie zmarnuje.

Najpierw wylałam na dno formy masę jasną, tak na około 2 cm. Do pozostałej w misce jasnej masy dolałam brązowej w dwóch punktach – takie oczy na środku miski. Zakręciłam patyczkiem trzy kółka w misce i wylałam całość do formy. Ta technika nazywa się In The Pot, znajdziecie bez trudu filmiki instruktażowe. Masy brązowej zostawiłam tyle aby przykryć mydło z wierzchu. Wyrównałam i posypałam gęsto miką. Użyłam do tego solniczki 🙂

dav
Solniczka ze złotym pyłem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Nie okrywałam. Można kroić już po 6-8 godzinach. Ja pokroiłam po 4, jeszcze w fazie żelowania. Co widać po krążku w środku i smugach, bo mydło jeszcze nie było zwarte. Oczywiście to się „ustoi” a nierówności można ściąć kiedy dobrze stwardnieje 🙂

dav
Mydła z olejkiem waniliowym, mogą ciemnieć ale dotyczy to raczej naturalnego eterycznego. Fot. Mila Wawrzenczyk

Pachnie ciepłą czekoladą i wanilią. Mieni się tylko w blasku świec. Ok, w sztucznym świetle też 😉 Dużej piany po nim nie należy się spodziewać. Za to będzie zwarte i nie popłynie na mydelniczce. Lubię używać masła kakaowego do zimowych kosmetyków, bo świetnie chroni skórę. Utwardza i wygładza strukturę mydła. A jego czekoladowy zapach pozostaje na długo.

dav
Jingle bells, jingle bells, jingle all the way 😀 Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło dziegciowe 4%

Czasem trzeba się poświęcić. W przypadku mydła dziegciowego naprawdę nie ma przesady w tych słowach. Dziegieć brzozowy produkowany jest z drewna, kory nawet korzeni brzozy brodawkowatej (Betula pendula) i brzozy omszonej (Betula pubescens). Działanie keratoplastyczne, keratolityczne, antyseptyczne, przeciwzapalne sprawia, że jest bardzo skuteczny w usuwaniu zewnętrznych wykwitów, plam i placków łuszczycowych. Pomocny w terapii łupieżu tłustego, trądziku, egzemy. Ponieważ niestety mam dla kogo robić takie mydło, wytrzymuję te zapachowe katusze. Właściwie nie chodzi o to, że to brzydki zapach. Trochę smoła, terpentyna, tytoń, naftalina, trochę gaszone ognisko i żywica. Ta mieszanka dzięki węglowodorom cyklicznym daje tak intensywny, przenikliwy, ostry i trwały zapach, że na długo zostaje w nosie. Teraz pisząc wieczorem, wciąż go czuję choć pakowałam mydła dziegciowe wcześnie rano 😉 Dziegieć brzozowy (sosnowy ma bardzo podobne działanie) kupimy w aptece, sklepie zielarskim i oczywiście przez internet.

I druga gwiazda tego mydła, również nie grzesząca niebiańskim aromatem. Korzeń mydlnicy (Radix Saponariae) zawiera ok. 5% saponin, kiedyś używanych jako alternatywa mydła. Saponiny działają przeciwzapalnie, obniżają napięcie powierzchniowe wody i ułatwiają przenikanie substancji przez skórę. Korzeń mydlnicy można kupić w sklepie zielarskim i przez internet, a może własnoręcznie wykopać z trawiastych zarośli.

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

520g oliwy z wytłoczyn oliwek – pomace (52%)

250g oleju babassu (25%)

200g masła shea (20%)

30g oleju rycynowego (3%)

330g wody – użyjemy odwaru z mydlnicy

133g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 7%)

40g dziegciu brzozowego (ok. 50ml buteleczka)

Olej babassu ma właściwości myjące ale nie podrażnia i nie wysusza jak to może robić olej kokosowy w przypadku wrażliwej skóry. Masło shea ma właściwości gojące. Olej rycynowy podniesie pienistość mydła.

dav
Uwaga na gotowanie korzenia mydlnicy, daje pokaźną pianę, która łatwo kipi. Fot. Mila Wawrzenczyk

Zarówno dziegieć jak i mydlnica mają tendencję do przyspieszania gęstnienia masy mydlanej, bez katastrofy ale jednak. Dlatego łączymy w niskiej temperaturze ok. 30 stopni. Można też naczynie z tłuszczami umieścić w większej misce z zimną wodą. Do gotowego odwaru z mydlnicy (korzeń zalewamy zimną wodą – gotujemy na małym ogniu 5 minut, odstawiamy na pół godziny, przecedzamy) wsypujemy wodorotlenek sodu. Zauważycie, że nawet po rozpuszczeniu NaOH pianka nadal się utrzymuje. A to znaczy, że saponiny mają w nosie żrący ług i wysoką temperaturę, więc spełnią swoje zadanie w mydle 🙂 Do rozpuszczonych wcześniej tłuszczów wlewamy ług – jeśli mają zbliżoną temperaturę. Bardziej mieszamy niż blendujemy.

A co z dziegciem? Są dwa sposoby na dodanie go do mydła: do tłuszczów lub do masy mydlanej (tzw. budyniu). Praktycznie nie ma to znaczenia w tym przypadku. Choć dodatki przyspieszające gęstnienie masy mydlanej bezpieczniej dodawać do budyniu, bo zyskujemy czas na przelanie do formy. Masa mydlana jeśli jest jednorodną emulsją stanie się mydłem. Jeśli dodatek zacznie nam zagęszczać masę po trzech ruchach blendera, nie zdążymy z niej zrobić emulsji zdolnej do saponifikacji. Zamiast tego prawie-mydło zostanie nam w naczyniu z dumnie stojącym na środku mieszadłem. Wtedy pozostanie już tylko podlanie wodą i grzanie na ciepło. W przypadku dodania potencjalnego zagęszczacza do budyniu najwyżej, zagęści tylko górną część masy, kilka szybkich ruchów połączy dodatek z mydłem. Wtedy jest szansa nawet na wzory – wymuszone ale jednak. Choć są i takie dodatki tzw. betonujące, że nawet jeden ruch się nie uda 😉

dav
Ja dodaję dziegieć do gładkiego budyniu, zamieniając blender na łopatkę. Fot. Mila Wawrzeńczyk

Przelewamy do formy, stukając nią o blat, żeby wypuścić ewentualne pęcherzyki powietrza tworzące dziury w kostkach. Szczególnie ważne przy wlewaniu gęstej masy. Formę okrywam, by pomóc w całościowym przeżelowaniu mydła.

dav
Podczas żelowania kolor z mlecznej czekolady zmienia się na bardziej demoniczny. Fot. Mila Wawrzenczyk

Można kroić po 16-18 godzinach. Mydło jest zwarte i elastyczne, łatwo się je kroi i odciska pieczątkę. Dojrzewa około dwóch miesięcy. Woń być może nieco słabnie ale niezbyt znacząco. W przypadku dziegciu nie ma co liczyć na zwietrzenie 😉 Jego moc jest trwała, także ta wspomagająca skórę.

dav
Takie połyskujące zostanie, choćby je użyć za dwa lata. Mila Wawrzenczyk

 

 

Źródło:

Dziegcie i smoły pochodzenia roślinnego i mineralnego, H. Różański

Towaroznawstwo zielarskie, W. Walewski

Potasowe do włosów z olejem laurowym

Mydło potasowe krok po kroku, na przykładzie mydła octowego do włosów 🙂

Włosy to trudny temat dla mydła. Jednak nie jest niemożliwe osiągnięcie sukcesu i stworzenie dla siebie dobrego mydła do włosów. Czasem pierwsze jest trafieniem w dziesiątkę, czasem dziesiąte. Czasem trzeba płukać włosy rozcieńczonym octem, czasem samym naparem ziołowym. Sprawdza się mydło z niskim przetłuszczeniem albo to samo, które używamy do ciała. Takie na odwarze z korzenia mydlnicy albo roztworze kwasu octowego. Trzeba szukać i próbować 🙂

Moje włosy są suche, skrzypiące, puszące się i chłonące dużą ilość farb (od kilku lat już tylko hennę i indygo chłoną) oraz olejów, zapewne wysokoporowate. Weźcie to pod uwagę, bo co dobre dla moich włosów niekoniecznie dobre dla Waszych.

Do zrobienia ługu użyłam odwaru z kłączy mydlnicy i maceratu wodnego z korzenia prawoślazu. Mydlnica a właściwie jej kłącze (Rhizoma Saponariae) ponieważ potrzebowałam saponin. Saponiny w korzeniu mydlnicy stanowią ok. 10% działają zmiękczająco, rozjaśniająco i oczyszczająco. Tworzy dodatkową piankę w mydle. Korzeń prawoślazu lekarskiego zawiera 10-20% śluzów, to zależy od pory jego zbioru. Do ługu potrzebujemy maceratu wodnego, bo śluzy roślinne mające działanie nawilżające i wygładzające rozpuszczą się dobrze w wodzie.

Mydlnica – łyżkę kłącza zalewamy szklanką zimnej wody i gotujemy 5 minut na wolnym ogniu – uwaga, bo pieni się mocno i potrafi wykipieć. Jeśli pianka utrzymuje się na powierzchni to znaczy, że wszystko jest prawidłowo.

Prawoślaz – łyżkę korzenia zalewamy szklanką zimnej wody i odstawiamy na ok. 2 godziny, potem doprowadzamy do wrzenia i odstawiamy. Z wody powinien zrobić się jakby rzadki glut, to znaczy, że śluzy zostały uwolnione i mamy sukces 🙂

Powinniśmy otrzymać 200g odcedzonego płynu z tych dwóch ziół. Jeśli coś zostanie przyda się do podlewania masy mydlanej w trakcie.

Wszystkie oleje użyte w recepturze są dedykowane szczególnie włosom.

Receptura na ok. 700g gotowego mydła potasowego

160g oleju z pestek winogron (40%)

160g oleju ryżowego – to samo co olej z otrąb ryżowych (40%)

40g masło murumuru (10%) – można zastąpić o. babassu lub o. kokosowym, jednak to wymaga przeliczenia receptury od nowa

20g oleju rycynowego (5%)

20g oleju laurowego (5%)

198g woda – czyli odwar z mydlnicy i macerat z prawoślazu

66g octu spirytusowego 10%

90g KOH (co da ok. 2% przetłuszczenia)

1 żółtko – opcjonalnie

10g olejek eteryczny rozmarynowy – opcjonalnie

Róbmy to potasowe mydło!

Mieszamy odwar z kłącza mydlnicy, macerat z korzenia prawoślazu i ocet. Otrzymamy ok. 2,5% roztwór kwasu octowego na ziołach (około, bo nie tak prawidłowo liczy się stężenia ale różnica jest tak znikoma, że nie ma sensu bawić się w miareczkowanie) Wsypujemy do niego wodorotlenek, którego wagę obliczyłam odpowiednio do ilości kwasu octowego – żeby utrzymać przetłuszczenie na poziomie ok. 2%. Zarówno sam ocet (właściwie powstały w trakcie procesu octan potasu) jak i jego stężenie sprawuje się doskonale na moich włosach. Nie ma osadu, łatwo się rozczesują i błyszczą.

Tłuszcze stałe i płynne podgrzewamy na małym ogniu do rozpuszczenia tych pierwszych. Naczynie w którym to robimy będzie też naczyniem zmydlania. Ja używam garnka ze stali nierdzewnej, więc cała ta instrukcja dotyczy gotowania mydła w garze bez użycia blendera 🙂

Jeśli ług i tłuszcze mają temperaturę nie przekraczającą 60 stopni, wlewamy ług do tłuszczów. Uważajcie by pilnować temperatury, bo zbyt gorące mogą wykipieć.

mde
Początek jest przeważnie gładki. Fot. Mil Wawrzenczyk

Grzejemy naszą miksturę starając się nie przekraczać 70 stopni. Oczywiście wahania się zdarzają, jeśli za wysoka zestawiamy z ognia, jeśli za niska ogień podkręcamy. Przy zbyt wysokiej temperaturze odparuje zbyt dużo wody i mimo przewagi tłuszczów płynnych zrobi nam się betonowy twardziel w słoiku. Z tego też powodu przykrywamy pokrywką szklaną aby móc podglądać.

dav
Zaczyna bulgotać, teraz koniecznie już trzeba mierzyć temperaturę. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło potasowe niestety wymaga więcej czasu i uwagi niż sodowe na zimno. Należy zaglądać do niego co kilkanaście minut, obserwować zmiany, mieszać i pilnować temperatury. Czasem otrzymamy gotowe po dwóch godzinach czasem po kilkunastu – choć to mi się akurat na szczęście jeszcze nie zdarzyło. Mydła octowe generalnie zmydlają się dużo szybciej. Tym razem trwało to niecałe 3 godziny.

mde
Moja najmniej lubiana faza potasowego. Fot. Mila Wawrzenczyk

Na zdjęciu powyżej zaczyna się zmydlanie widoczne dla oka. Tworzą się wulkany, masa jest rozwarstwiona – może pryskać – znów przyda się pokrywka. Mimo mieszania wciąż się rozwarstwia. Cierpliwości, to kłopotliwy początek dobrego końca.

mde
Żelowanie, czyli sekundy do końca. Fot Mila Wawrzenczyk

Teraz można uzupełnić wodę lub odwary jeśli zauważymy, że zbyt dużo odparowało. Uwaga – to nie to samo co rozpuszczanie mydła, więc z umiarem 😉 Ja mam garnek z podziałką, więc widzę ile było masy zaraz po połączeniu ługu z tłuszczami. Potem sprawdzam aby zostało choć 3/4 poziomu początkowego, co przy odpowiedniej temperaturze gotowania nie powinno wymagać dolewania. Wyłączamy palnik i jeszcze ciągle mieszając aby uniknąć przypalenia dopieszczamy masę 😉 . Mydło jest gotowe kiedy przejdzie fazę żelowania. Nie da się jej przeoczyć, bo masa mydlana nabiera przejrzystości, gęstości i połysku. Powinna być doskonale jednorodna.

Kiedy gotowe mydło osiągnie temperaturę ok. 30 stopni możemy dodać żółtko i olejek eteryczny rozmarynowy. Lecytyna z żółtka zapewni natłuszczenie dzięki zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych, które włosy bardzo lubią, bo nie pozostawiają tłustej warstewki. Żółtko dobrze zblendować najpierw z niewielką ilością oleju ukradzionego z całości (już po zważeniu), inaczej mogą powstać duże ścięte kawałki jajecznicy. EO rozmarynowy jest pomocny przy wypadaniu i łamliwości włosów.

dav
Gotowe, pachnące olejem laurowym i rozmarynem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeszcze słowo o wodzie. W recepturach mydeł potasowych przeważnie podwajam ilość wody w stosunku do mydeł sodowych. Tutaj jest jej 66%, odparuje przy prawidłowym grzaniu może 15-20%. To co zostanie da nam mydło bez problemu dające się wyjąć ze słoika i łatwo rozpuścić – jeśli będziemy chcieli zrobić je w formie płynu/szamponu. Na dodatek jeżeli wpadniemy na pomysł aby coś jeszcze do niego dorzucić, łatwo rozmieszamy dodatkowy olej czy nawet proszek.

Mydło potasowe można zrobić w wolnowarze a nawet w piekarniku. Żadne wymówki nie wchodzą w grę!

 

 

Źródło:

Surowce kosmetyczne i ich składniki, A. Jabłońska-Trypuć, R. Czerpak

Poradnik zielarski, H. Różański