Jak tworzyć własne receptury.

To wbrew pozorom bardzo proste. Naprawdę, jak z gotowaniem. Czasem jest czas aby się do potrawy przygotować a najczęściej to potrawa dostosowuje się do naszych możliwości 😉

Potrzeba.

Najpierw trzeba się zastanowić czego oczekujemy od mydła, jakie ma mieć własności i właściwości. Czy ma wyglądać i pachnieć, czy tylko dopierać ubrania a może nie wysuszać i wspomagać walkę z jakimś problemem skórnym. Mydło ma myć to jest główna funkcja. Mydło nie leczy, nie jest maścią, nie jest cudotwórcą. Jednak można je skomponować tak aby było jednym z dobrych kosmetyków używanych do pielęgnacji skóry. Tylko tyle i aż tyle.

Wybór tłuszczów i dodatków.

Kiedy już określimy potrzeby, musimy dobrać do przepisu odpowiednie składniki. Takie, dzięki którym stworzymy mydło jakie sobie wymyśliliśmy a równocześnie będą to składniki dodane z sensem. To, że jakiś olej czy dodatek ma w składzie chemicznym witaminę C czy kwasy alfa-hydroksylowe, nie znaczy, że będą się znajdowały w gotowej kostce mydła. Dla początkujących mydlarzy, może to być nie lada problem. Tak samo jak odróżnienie tłuszczów trwałych. Jeśli używacie tłuszczów nietrwałych pamiętajcie o konserwacji. Najważniejsze jest zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi. Poświęcę temu kilka wpisów.

Nawet jeśli korzystamy z gotowej receptury i brakuje nam czegoś, możemy ukręcić mydło o podobnym działaniu. Trzeba tylko podmienić dany składnik na taki, który mamy albo z niego zrezygnować. Tutaj przeczytacie jak podmieniać tłuszcze ze względu na własności nadawane gotowemu mydłu, czyli twardość, pienistość, kremowość. Jeśli chodzi o pielęgnację polegajcie na wiedzy życiowej, zgłębiając temat. Tłuszcze, zioła, owoce, warzywa i inne dodatki zawierają ogrom substancji, które nie ulegają zmydleniu i to głównie one decydują o pielęgnacji. Mit o wyżerającym wszystko wodorotlenku włóżcie między bajki.

Przetłuszczenie można wyliczyć na kilka sposobów. Trzeba pamiętać, że każdy dodany kwas organiczny powoduje jego podwyższenie.

Woda w mydle jest bardzo ważna – tutaj opisałam jak należy ustalać jej zawartość.

Lubimy kolorowe mydła, barwić można naturalnie albo syntetycznie.

Kalkulator.

To nie tylko narzędzie do obliczania ilości wodorotlenku potrzebnego do zmydlenia określonej ilości tłuszczów. Bawiąc się nim, czyli zmieniając parametry i rodzaj tłuszczów nauczycie się jak działają w mydle. Ja osobiście korzystam z soapcalc i szczerze go polecam, nawet tym którzy nie znają angielskiego – w końcu od czego są translatory. Dokładne informacje jak z niego korzystać znajdziecie na blogu Laboratorium mydlane.

Dodam, że soapcalc oferuje też tabelę, sortującą tłuszcze ze względu na skład kwasów tłuszczowych, liczbę zmydlania, INS oraz liczbę jodową. Po jakimś czasie zauważycie, że to bardzo przydatne przy tworzeniu receptur.

A jak ja to robię. Bywa różnie, przeważnie tak jak opisałam wyżej. Czasem czekam aż mydło dojrzeje w głowie, gromadzę potrzebne składniki. Bywa, że potrzebuję masy mydlanej długo lejącej, częściej konkretu ziołowego. Każda moja receptura jest tworzona tak aby pokazać na konkrecie jak obchodzić się z danym składnikiem, jak regulować wodę, jakie dodatki sprawdzają się w mydle i po co je dodawać. Zdarza się, że ktoś wpada na szalony pomysł i trzeba go ucywilizować 😉

Nie mogę Wam w tym wpisie podać informacji konkretnych, bo tworzenie receptury to sprawa wyjątkowa i osobista. Na tym polega magia mydła a zmydlanie to tylko chemia. Czytajcie i pytajcie, bo wiedza czyni magię!

Odpowiedź na każde pytanie, nawet najdziwniejsze znajdziecie na grupie mydlanej Mydło na warsztat!

dav
Inspiracja bałtycka. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Olej ryżowy kontra oliwa. Najprostsze monomydła dla początkujących.

Kiedy ktoś szuka receptury na swoje pierwsze mydło, najczęściej pada odpowiedź, zrób mydło 100% oliwkowe (kastylijskie, bastylijskie – nazwy pochodzą od regionów,w których robi się takie mydła tradycyjnymi metodami). Już pisałam, że nie rozumiem zachwytu nad oliwą jako składnikiem mydła. Mimo redukcji wody, dodania soli i cukru, mydło z oliwy maśli się na mydelniczce i słabo pieni. Dochodzi jeszcze długi czas leżakowania, według mnie aby nadawało się do użytku powinno dojrzewać około roku. W takim razie czy naprawdę jest to najlepszy wybór na pierwsze mydło?

Receptura na około 600g mydła oliwkowego:

600g oliwy z oliwek (100%)

120g wody (20%)

78g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 3%)

10g cukru (na większą pianę)

10g soli (na utwardzenie)

W wodzie na ług najpierw dokładnie rozpuszczamy sól i cukier, dopiero po tym wsypujemy odważony wodorotlenek. Zostawiamy do ostygnięcia. Mamy dwie możliwości. Czekamy aż ług ostygnie i zrówna temperaturę z oliwą albo podgrzewamy nieco oliwę aby skrócić czas stygnięcia ługu. Temperatura łączenia w okolicach nawet 40 stopni Celsjusza będzie w porządku. Krótko blendujemy i wylewamy masę mydlaną do formy. Ze względu na dużą redukcję wody, musimy pilnować czasu krojenia. Mydło stwardnieje w ciągu kilku godzin. Na pewno nie można go pozostawić na noc, bo rano może się okazać, że zamiast krojenia będziemy musieli łupać i kruszyć dłutem 😉

Poniżej 7-miesięczne monomydło oliwkowe, jest już prawie białe. Póki kostka nie ma kontaktu z wodą jest tak twarda jak kamień. Kiedy tylko zaczynasz myć nią ręce, już wiesz, że będzie rozmiękczać.

dav
Mydło 100% oliwkowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ja na pierwsze monomydło polecam recepturę 100% oleju ryżowego, dlatego, że taka kostka ma lepsze parametry – twardość, większa i bardziej kremowa piana, krótsze dojrzewanie. Co ciekawe olej ryżowy ma w składzie kwas mirystynowy, który determinuje parametry mycia i pienistości, w minimalnym stopniu ale zawsze coś 😉

Receptura na około 600g mydła ryżowego:

600g oleju ryżowego, inna nazwa to olej z otrąb ryżowych (100%)

120g wody (20%)

77g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 3%)

10g cukru (na większą pianę)

10g soli (na utwardzenie)

Postępujemy dokładnie tak samo jak przy oliwkowym. W wodzie na ług najpierw dokładnie rozpuszczamy sól i cukier, dopiero po tym wsypujemy odważony wodorotlenek. Ze względu na wyższą zawartość kwasu palmitynowego (czyli tego odpowiadającego za twardość), olej ryżowy powoduje nieco szybsze gęstnienie masy mydlanej. Z tego powodu użyjmy mniej blendera a więcej mieszajmy aby bez problemów przelać masę do formy. Również pilnujemy czasu krojenia, po kilku godzinach mydło powinno ładnie się kroić lub bez uszkodzeń dać wyjąć z małych foremek.

Poniżej 3-miesięczne mydło 100% ryżowe. Im dłużej leży tym jest jaśniejsze, choć białe tak jak oliwkowe nie będzie nigdy. Już widać, że mimo krótszego niż oliwkowe, czasu dojrzewania – lepiej się pieni a ja czuję zdecydowanie mniejszą mazistość.

dav
Mydło 100% ryżowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Coraz częściej w recepturach zastępuję oliwę lub zmniejszam jej ilości na korzyść oleju ryżowego. Oczywiście ceną jest finalnie ciemniejsze mydło i nieco przyśpieszone gęstnienie budyniu, jednak dla mnie osobiście to żadna cena za większą twardość i kremową pianę.

Receptury są skomponowane identycznie, różnią się tylko ilością wodorotlenku potrzebnego do zmydlenia poszczególnych olejów. Nie bójcie się redukcji wody, przy mydle z samych olejów to konieczność. Jeśli chodzi o niskie przetłuszczenie, im dłużej mydło leży tym niższe przetłuszczenie ustawiamy, bo nawet tłuszcze trwałe w końcu mogą zjełczeć. A mydło dojrzałe z dobrej receptury nawet z niskim przetłuszczeniem nie wysuszy skóry.

Wybór należy do Was 🙂

Przetłuszczenie w mydle.

Przetłuszczenie czyli niezmydlone tłuszcze a właściwie kwasy tłuszczowe (super fat/SF lub/i extra fat). To jeden z czynników gwarantujących pielęgnację skóry. Dlatego przetłuszczenie ustawiamy w zależności od rodzaju skóry i przeznaczenia mydła.

Mydła gospodarcze. Zawsze ustawiamy przetłuszczenie na zero. Powierzchnie płaskie potrzebują tylko mycia i czyszczenia, pielęgnacja im na nic. Jeśli robicie mydło gospodarcze octowe, zawsze należy dodać większą ilość wodorotlenku – odpowiednio według przelicznika ——> Mydło gospodarcze wyjdzie z każdego tłuszczu, nawet takiego po frytkach – pozostaje tylko kwestia neutralizacji zapachu.

Mydło do włosów. Zwykle stosuje się przetłuszczenie od 2-5%. Jednak jest to sprawa indywidualna i zależy od wody – miękka czy twarda, porowatości włosów, środków użytych do farbowania. Dla włosów farbowanych chemicznie bardzo trudno znaleźć odpowiednią recepturę. Im bardziej miękka woda tym bardziej mydło będzie obklejać włosy w strąki i żadne płukanki octowe nie pomogą, wręcz pogorszą sytuację. U niektórych sprawdzi się przetłuszczenie 7% a są tacy, którzy myją zerowym mydłem i jest świetnie. Choć w tym drugim przypadku myślę, że nie na dłuższą metę ze względu na skórę głowy.

Mydła toaletowe. Pełna dowolność uzależniona od naszego widzimisię. 2-30% w zależności czego potrzebujemy. Ja jestem leniem i o ile mydło do rąk, dobrze wyleżakowane sprawdza się nawet 2% to do ciała, pod prysznic nie może mieć poniżej 10% niezmydlonych tłuszczów – nie muszę się smarować balsamem 😉

Ok, do rzeczy – jak liczyć przetłuszczenie.

  1. Ustawiamy w kalkulatorze niski procent niezmydlonych tłuszczów 0-2% (czyli nasz SF/super fat). Do masy mydlanej dodajemy dodatkowy tłuszcz, olej lub roztopiony stały. Przetłuszczenie obliczamy jako stosunek procentowy. Masa tłuszczów do dodatkowego tłuszczu. To nie jest zgodne z matematyką, jednak bardzo bliskie i najłatwiejsze dla domowego mydlarza. Przykładowo w kalkulatorze ustawiliśmy 0% i używamy 1000g tłuszczów. Jeśli do masy mydlanej dodamy 50g dodatkowego oleju czy masła, finalnie otrzymamy przetłuszczenie w okolicach 5%. Co nie oznacza, że ostatecznym przetłuszczeniem będzie dodany na końcu olej czy masło, bo kwasy tłuszczowe wchodzą w reakcję z różną szybkością. Masa mydlana to nadal proces, więc niekoniecznie to co dodane do niej zostaje w całości nietknięte. Nieco inaczej ma się sprawa kiedy dodajemy super fat do mydła już przeżelowanego (sodowego na gorąco HP, potasowego). Wtedy gwarancja niezmydlenia mega tłuszczu wzrasta niemal do 100%. Warto stosować tę metodę wtedy gdy chcemy użyć do mydła tłuszczów nietrwałych, wrażliwych na pH i temperaturę. Dodany w ten sposób tłuszcz to extra fat czyli tłuszcz poza kalkulatorem.
  2. Ustawiamy w kalkulatorze od razu pożądane przetłuszczenie. Wszystkie tłuszcze łączymy z ługiem i wylewamy masę mydlaną do formy. Polecam robić tak wtedy gdy wiemy, że ani temperatura żelowania ani wysokie pH nie jest w stanie zagrozić substancjom zawartych w tłuszczach oraz wtedy gdy mamy maceraty ziołowe wliczone w ogólną masę tłuszczów. Każdy niezmydlony procent tłuszczu w kalkulatorze to super fat/SF. O tym co nie boi się ługu w kolejnym wpisie 🙂
  3. Jeszcze jedna metoda. Tak naprawdę informacyjnie, bo w praktyce nie ma uzasadnienia żeby sobie nią zawracać głowę. Kalkulator oblicza nam, że do otrzymania mydła z jednego kilograma oleju z pestek winogron (ciekawe jak długo by twardniało i jak szybko zjełczało 😉 ) potrzebujemy 129,06g NaOH przy przetłuszczeniu 0%. Natomiast przy przetłuszczeniu 1% już tylko 127,76g NaOH. Obliczamy różnicę 129,06 – 127,76 = 1,3. Używając tylko tłuszczów wpisanych w kalkulator, każde 1,3g NaOH mniej, podwyższa nam przetłuszczenie o 1%. Taka zabawa z kalkulatorem, być może przydatna, bo pokazuje czym jest liczba zmydlania (chemicznie kwasowa). Zastosowałam tą metodę przy mydle marsylskim inaczej.

W pigułce:

  • każdy kwas (mlekowy, cytrynowy, octowy) podwyższa przetłuszczenie – jeśli chcemy kontrolować super fat należy przeliczyć ilość wodorotlenku
  • wszystkie owoce oraz w mniejszym stopniu warzywa i zioła zawierają mieszaninę kwasów organicznych, więc w mniejszym lub większym stopniu podniosą przetłuszczenie, aby nad tym zapanować należałoby poznać skład chemiczny kwasów organicznych i molowo obliczyć dodatek wodorotlenku – warto? Chyba nie 😉
  • kontrola przetłuszczenia jest konieczna tak naprawdę tylko w przypadku mydeł do włosów i mydeł gospodarczych
  • w mydłach do ciała nie ma potrzeby aby liczyć dodatkową ilość wodorotlenku
  • super fat SF to przetłuszczenie wynikające z ustawień kalkulatora
  • extra fat EF to przetłuszczenie dodatkowe poza kalkulatorem
  • nazewnictwo tak naprawdę nie ma znaczenia, ja używam rozróżnienia tylko dla podkreślenia kiedy dodawać dany tłuszcz
  • im wyższe przetłuszczenie tym mydło bardziej przejrzyste i elastyczne, o strukturze kostki żelowej
  • im mniej niezmydlonych tłuszczów tym mydło jest bardziej matowe, zwarte i jednolite w kolorze
  • im niższe przetłuszczenie tym dłużej kostka powinna leżakować, czas zrobi swoje a mydło będzie pielęgnowało
  • kwasy tłuszczowe zmydlają się z różną szybkością i w różnym stopniu, nie ma gwarancji na to, że jeśli dodamy mega wypaśny tłuszcz dopiero do masy mydlanej, to on pozostanie w kostce
  • najbardziej narażone na pH i temperaturę są tłuszcze typu linolowego i linolenowego, najlepiej dodawać je do mydeł robionych na gorąco po żelowaniu (sodowe, potasowe i mieszane)
  • super fat ma znaczenie przy mydle potasowym robionym na zimno – im więcej niezmydlonych tłuszczów, tym dłużej będzie trwała saponifikacja
  • nie bójcie się eksperymentować, najwyżej przetłuszczone mydło w kostce jakie zrobiłam miało około 35% niezmydlonych tłuszczów!
dav
Gładkie, twarde i matowe 2% przetłuszczenia. Pomarańczowe, elastyczne i przejrzyste 35% przetłuszczenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

 

 

Peelingująca wariacja na temat kremowego mydła ala gołąb czyli dove.

O tym popularnym syndecie napisano już tyle, że nie ma sensu do tego wracać. Przy tworzeniu receptury założenia były następujące: ma być jak balsam, odżywiać, o możliwie najniższym pH i ma być mydłem. To mydło wykonamy metodą na zimno tzw. cold proces/CP. Bez użycia blendera, bez grzania i brudzenia garnków. Przekonacie się jakie to proste!

Receptura na ok 1,5 kg gotowego mydła:

500g masła shea nierafinowanego (50%)

150g masła kakaowego surowego (15%)

150g oleju rzepakowego nierafinowanego (15%)

100g oleju babassu (10%)

100g oleju rycynowego (10%)

300g serwatki (30%)

117g NaOH

14g KOH

50g alkoholu cetylowego

50g ulubionego tłuszczu – ja użyłam oleju makadamia

opcjonalnie:

50g peelingu, użyłam z czarnej porzeczki

25g glinki, użyłam czerwoną australijską

olejek eteryczny lub aromat kosmetyczny

Podstawowy skład tłuszczów jest skomponowany tak aby stworzyć twardą kremową i pienistą kostkę. Jeśli brakuje Wam, któregoś z nich podeprzyjcie się postem o podmienianiu tłuszczów w recepturze.

Alkohol cetylowy jest tutaj po to aby mydło było jeszcze bardziej kremowe, pielęgnujące i jaśniejsze, o bardziej zwartej, jednolitej strukturze (stabilizator i emulgator). Bez obaw to alkohol tłuszczowy, nie ma właściwości wysuszających jak etanol itp. Wręcz przeciwnie jest emolientem ograniczającym TEWL (transepidermalną utratę wody). Można go zastąpić alkoholem cetearylowym, stearylowym, decylowym, mirystylowym i kwasem stearynowym – także w ilości 50g. A jeszcze prościej 50g wymienionych alkoholi zamieńcie na 100g któregoś z wymienionych tłuszczów: masło kakaowe surowe, mango, shea nierafinowane, olej palmowy z miąższu, olej z zielonej kawy, masło kokum czy masło cupuacu. Wszystkie wymienione składniki dodajemy poza kalkulatorem, ponieważ nie każdy jest w nim uwzględniony. Jeśli dodajecie 100g maseł lu olejów wymienionych na końcu, zdecydujcie czy to nie wystarczy jako extra fat. U mnie jest 50g alkoholu cetylowego+ 50g oleju makadamia, być może wystarczy Wam po prostu 100g masła kakaowego 🙂

Robimy ług. Wybrałam serwatkę, bo miałam pod ręką prawdziwe zsiadłe mleko od wiejskiej krowy. Możecie ją zastąpić jakimkolwiek produktem mlecznym poddanym fermentacji – kefir, jogurt a nawet maślanka. Chodzi nam o proteiny i kwas mlekowy. Koniecznie zamrożone w małych pojemniczkach np. na kostki lodu.

dav
Zamrożona serwatka po dodaniu wodorotlenku. Fot. Mila Wawrzenczyk

Oba wodorotlenki, KOH i NaOH, odważamy i wsypujemy na zamrożone kostki i mieszamy. Możemy dodatkowo umieścić naczynie z ługiem, w drugim z zimną wodą, żeby ograniczyć wzrost temperatury. Wszystkie tłuszcze topimy razem, również alkohole tłuszczowe. Dodajemy glinkę i dokładnie ją rozprowadzamy, nie jest to trudne. Łączymy w około 35-40 stopniach Celsjusza. To ważne, bo mamy w składzie tłuszcze z wysoką temperaturą topnienia. Jeśli obniżymy temperaturę łączenia mogą nam się zacząć zestalać, co doprowadzi do fałszywego śladu i widocznych plam zastygłego tłuszczu w gotowej kostce. Wlewamy ług do tłuszczów i mieszamy twardą łyżką drewnianą lub silikonową. Po chwili dosypujemy peeling, rozprowadzamy równomiernie na koniec dodajemy aromat czy też olejek eteryczny. Masa mydlana nie będzie jednorodna. Wygląda jak wodnista kasza manna. Nie ma to żadnego znaczenia, saponifikacja trwa i bez naszej pomocy sobie poradzi. Przelewamy do formy. Izolujemy opatulając kocem i czekamy aż intensywne żelowanie się skończy. Musi żelować, to konieczne. Ja kroiłam po 4 godzinach od wlania do formy 🙂 Niezblendowany w masie mydlanej peeling z drobnych pestek łatwo się kroi. Ostrze noża ślizga się po nich i nie pozostawia dużych rys na kostce.

Po co łączyć dwa wodorotlenki w jednym mydle? NaOH to twardość, KOH to aksamitna mazistość i podbicie piany. Właśnie po to aby otrzymać twarde mydło o jeszcze większej pienistości i kremowości. Moim zdaniem optymalna ilość wodorotlenku potasu to maksymalnie 20% przy dużym przetłuszczeniu  (powyżej 10%). Tyle, że ja lubię twarde kostki, jeśli komuś elastyczność nie przeszkadza to śmiało może użyć nawet 40% KOH i odpowiednią wyższą ilość twardych tłuszczów, albo obniżyć przetłuszczenie, im wyższe tym kostka bardziej ugina się pod naciskiem. Bardzo przyjemnym kalkulatorem po polsku, który uwzględnia połączenie dwóch wodorotlenków, jest kalkulator Kardamona. Pomysł dodawania alkoholi tłuszczowych do mydła pochodzi od wspaniałego profesora chemii Kevina Dunna.

dav
Peeling z czarnej porzeczki. Fot. Mila Wawrzenczyk

Dzięki użyciu serwatki, alkoholu cetylowego i dodatkowego oleju otrzymałam mydło pod prysznic jakie najbardziej lubię, tłuścioch w okolicach 15% niezmydlonych tłuszczów. Po pokrojeniu jest plastyczne (ale nie miękkie), wręcz idealne do robienia dziurek np. pałeczką do sushi. Daję mu miesiąc i zaganiam do pracy.

Źródło:

kalkulator Kardamona

Scientific Soapmaking Kevin M. Dunn

 

 

 

 

Mydło różane chyba walentynkowe ;)

Róża to bardzo pożądany składnik mydeł. Luksusowy wręcz, niestety różany aromat znika. Jeśli chodzi o kolory również trzeba zapomnieć o różanym różu. Pokażę Wam jak zrobić różane mydło prawie naturalnie, bo jednak zapach musimy użyć syntetyczny.

Receptura na ok. 1,5 kg gotowego mydła:

400g oliwy z oliwek, pomace (40%)

250g oleju babassu (25%)

250g masła shea (25%)

100g oleju ze słodkich migdałów (10%)

300g wody (30%)

133g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 7%)

korzeń rzewienia

cukier

suszone pączki lub płatki róży

20-30g aromatu kosmetycznego o zapachu róży

opcjonalnie węgiel i glukonolakton 😉

Najpierw ług. Chciałam uzyskać delikatny jasny odcień różu. Zrobiłam słaby odwar z korzenia rzewienia, czyli płaską łyżeczkę zalałam zimną wodą i gotowałam 10 minut na wolnym ogniu. Potrzebujecie mocniejszego odcienia użyjcie dwie łyżeczki korzenia rzewienia. Podobnie korzeń rdestowca daje różowy odcień ale bardziej żywy. Zostawiłam do ostygnięcia. Przecedziłam i dodałam cukru dla lepszej piany. Kolor bursztynowy, tak ma być. Do zimnego odwaru dodałam odważony wodorotlenek sodu i magia. Ług zmienia kolor na różowy. Ok, to nie magia to chemia. Dla dociekliwych, jest to reakcja Borntragera.

Co z tym glukonolaktonem? Najczęściej mydlarze robią też swoje kremy i inne mazidła, że o reszcie nie wspomnę 😉 Akurat jestem w posiadaniu owej substancji, a że do terminu ważności zostało jej kilka miesięcy postanowiłam zużyć też do mydła, żeby wykorzystać zamiast wyrzucać. Glukonolakton a właściwie glukono delta lakton (GDL) to polihydroksykwas, podobny do kwasów AHA, jednak ma łagodniejsze działanie złuszczające. W kremach i maseczkach robi różne cuda – złuszcza, likwiduje przebarwienia, nawilża, napina skórę. Glukonolakton po dodaniu do wody hydrolizuje w kwas glukonowy. W mydle reaguje z wodorotlenkiem i zamienia się w sól sodową o nieco innych właściwościach. W gotowej kostce otrzymamy glukonian sodu, który zachowuje się trochę jak połączenie różnych kwasów organicznych. Ja użyłam tego wynalazku pierwszy raz i już widzę, że daje wykwity jak kwas octowy, nieco rozmiękcza mydło jak kwas cytrynowy i czego nie widać ale można go o to podejrzewać wydelikaca i obniża nieco pH.  Co ciekawe występuje on w miodzie, winie i innych produktach poddanych fermentacji, więc nie jeden mydlarz go używał nieświadomie! Dodajemy go do wody na ług przed wsypaniem wodorotlenku. W tym wypadku razem z cukrem. Jego dodanie podniesie też przetłuszczenie, w mydle do rąk czy twarzy to zaleta.

Nie piszę o tym po to abyście kupili glukonolakton tylko po to abyście wiedzieli, że do mydła można wykorzystać różne substancje, niekoniecznie sztampowe i polecane 🙂

dav
Moment po wylaniu w formę. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Ług i tłuszcze doprowadzamy do zbliżonej temperatury. Okolice 30 stopni Celsjusza, będzie w porządku. Po krótkim zblendowaniu dodajemy aromat kosmetyczny i mieszamy łopatką. Ja użyłam aromatu o nazwie angielska róża, bardzo przyjemny i trwały.

Łączymy, wylewamy do formy dekorujemy suszonymi pączkami lub płatkami róży. Ja dodatkowo, niewielką część masy zabarwiłam szczyptą węgla, żeby nie było tak potwornie cukierkowo 😉 i wylewałam warstwami. Ze względu na dodatek oleju ze słodkich migdałów podczas krojenia mydło je elastyczne, nie kruszy się. Kroiłam po około 10 godzinach. Jeśli dekorujecie wierzch mydła suszonymi kwiatami, najlepiej kroić je wzdłuż boku a nie z góry na dół. Wtedy nóż czy struna nie będzie ciągnęła za sobą suszków i nie zostaną po nich ślady.

dav
Różane słońce. Fot. Mila Wawrzenczyk

Olej babassu używam, bo mam go dużo, natomiast kokosowego niewiele. Jeśli macie kokosowy to śmiało go podmieńcie. Wiem, dodatkowa robota z kalkulatorem, za to zmuszająca do własnej pracy 🙂

Konserwacja mydła.

W mydle mogą nam się zepsuć dwa składniki – tłuszcze i to co jest rozproszone w fazie wodnej czyli zioła, pulpy warzywne i owocowe i tym podobne. Mydło jest naturalnie antyseptyczne, dzięki wyższemu pH, jednak to nie zawsze wystarcza.

Jełczenie tłuszczów to głównie utlenianie kwasów tłuszczowych, dzięki udziałowi tlenu. Sprzyja temu światło, podwyższona temperatura, długie przechowywanie. Zaraz ale przecież przewiewne miejsce i czasem wydłużony czas to warunek leżakowania kostek mydła. Nad temperaturą i brakiem światła możemy zapanować. Nad dostępem tlenu już nie, dlatego mydła zawierające tłuszcze o krótkim terminie ważności należy konserwować. Nie tylko takie, warto też dodać konserwantu do kostek długo leżakowanych i do niektórych zawierających tłuszcze trwałe ale nierafinowane. Myślę, że każdy wie jaki zapach ma zjełczały tłuszcz. Na kostce mydła dodatkowo można często zauważyć pomarańczowe plamy DOS (dreaded orange spots). Wtedy też słabnie lub znika aromat i olejek eteryczny. Ja bardzo lubię konserwanty, bo często mają one też inne poboczne działanie na mydło. Nie bójcie się, konserwacja to nie zawsze zło.

Konserwanty zapobiegające jełczeniu tłuszczów, a więc antyoksydanty, które ługu się nie boją:

  • kwas cytrynowy – najtańszy i najłatwiej dostępny, zapobiega też nalotowi na kostce, w większości wypadków zatrzymuje i stabilizuje kolor. W mydle przekształci się w cytrynian sodu lub potasu o podobnych właściwościach.
  • kwas mlekowy – obecny we wszystkich przetworach mlecznych, które przeszły fermentację – jogurt, kefir, serwatka, także w kiszonych warzywach np. soku z ogórków kiszonych (może warto spróbować 🙂 ) W mydle przereaguje w mleczan sodu lub potasu. Można kupić roztwór kwasu mlekowego lub gotowy mleczan sodu.
  • kwas octowy – zawiera go zwyczajny ocet, nieważne czy spirytusowy kupiony w sklepie czy też własnoręcznie zrobiony, jeśli chodzi o mydło to wydaje się być on najlepszym obniżaczem pH i można zastosować większą jego ilość niż kwasu cytrynowego czy mlekowego
  • tokoferole – czyli potocznie wit. E w czterech formach, znajduje się ona we wszystkich tłuszczach roślinnych, nieporównywalnie więcej w nierafinowanych! – olej słonecznikowy, z zarodków pszenicy, z orzechów laskowych, sojowy, kukurydziany, rzepakowy, oliwa z oliwek (te oleje nierafinowane zawierają najwięcej mieszaniny tokoferoli), można ją też kupić solo
  • kwas galusowy (a właściwie jego estry) – można go kupić w postaci proszku ale znacznie przyjemniej jest pozyskać samodzielnie, obecny w liściach i korze oczaru wirginijskiego, liściach herbaty i galasach (to takie narośla np. na liściach dębu) – na takim zielu należy zrobić odwar lub napar.

Psucie się mydła ze względu na dodatki ziołowe, owoce, kwiaty, warzywa – tu mamy do czynienia najczęściej z pleśnią czy fermentacją przy rozbawionym udziale różnych drobnoustrojów, mających w nosie podwyższone pH mydła – głównie dotyczy to mydła potasowego ale też każdego rozcieńczania mydła do płynu lub żelu, wtedy potrzebujemy antyseptyków:

  • olejki eteryczne – głównie tymiankowy, bergamotowy, grejfrutowy, rozmarynowy, oregano, miętowy, drzewo herbaciane, may chang, cytrynowy, geranium, jałowcowy, świerkowy, cyprysowy, goździkowy, imbirowy, lawenda wąskolistna, mirt pospolity, szałwiowy, anyżowy, bazyliowy, melisowy, eukaliptusowy
  • żywice – wszystkie np. styraks, sosnowa, kopaiwa, dziegieć, mirra
  • zioła w postaci naparów, odwarów czy wyciągów– oczar wirginijski, herbata, bluszczyk kurdybanek, chmiel, kminek, aloes, rumianek, malina, kocanki, jeżówka, dziurawiec, wrzos, ruta, buk, krwawnik, kora czereśni, dębu
  • wszystkie rośliny, zawierające mieszaninę terpenów, garbników, kwasu benzoesowego, związków siarkowych i terpenowych, flawonoidów
  • sól i cukier – minimalne działanie ze względu na niewielką/niewystarczającą ilość jaką możemy dodać do mydła (pomijając oczywiście mydła solne i solankowe)
  • alkohole – w tym cukrowe np. gliceryna – ona i tak jest obecna w mydle, więc na pewno pomaga. Jednak samych alkoholi nie jesteśmy w stanie dodać do mydła w wystarczającej ilości aby zadziałały konserwująco.

Konserwacja to nie wszystko. Dbajcie o odpowiednie przechowywanie mydła – miejsce ciemne ale przewiewne, nie nazbyt gorące i wilgotne. Nie pakujcie świeżego mydła w szczelną folię, pozwólcie mu oddychać. Sprawdzajcie smak, zapach, konsystencję tłuszczów użytych do mydła, szczególnie tych nietrwałych. Nie zawsze tłuszcze po dacie ważności są do niczego, zawsze warto organoleptycznie stwierdzić. Im mniejszy udział tłuszczów trwałych w mydle tym mniejsze przetłuszczenie ustawiajcie. Nie używajcie dużej ilości świeżych dodatków typu pulpy warzywne i owocowe, kwiaty. Mydło przeżelowane jest trwalsze.

Z pewnością nie wymieniłam wszystkich możliwych sposobów na konserwację mydła, jednak jest z czego wybierać i co najważniejsze to działa 🙂

Czarne mydło po polsku.

Wszyscy znają maziste savon noir, którego bazą jest oliwa z oliwek i oliwki. Chcę Was namówić do zrobienia innego mydła potasowego, składającego się z naszych rodzimych bogactw 🙂

Olej rzepakowy nierafinowany. Zawiera nawet czterokrotnie więcej tokoferoli czyli wit. E niż oliwa z oliwek. Jeśli chodzi o fitosterole, które są zbawienne dla skóry olej rzepakowy ma ich nieporównywalnie więcej niż oliwa. Zarówno tokoferole jak i fitosterole są substancjami z frakcji niezmydlającej się, więc będą obecne w gotowych mydle. Borowina (gładkość), korzeń żywokostu (regeneracja) i owoce jarzębiny (nawilżenie) – dzięki bogactwu składników, które naprawdę długo by wymieniać, skóra pokocha to mydło. Olej z orzechów laskowych. Świetny dla skóry mieszanej, dobrze się wchłania i ma działanie ściągające. Bursztynowy pył. To zmielony bursztyn, który będzie pełnił rolę bardzo delikatnego peelingu, bo dodamy go w niewielkiej ilości. Jest tani i łatwo dostępny, jednak zwróćcie uwagę żeby kupić jakości kosmetycznej a nie odpad po szlifowaniu.

To mydło potasowe zrobimy na zimno, choć może być potrzebne lekkie podgrzanie, ze względu na dużo dodatków.

Receptura na ok 700g gotowego mydła

500g oleju rzepakowego, nierafinowanego (100%)

95g wody, w tym wypadku odwar z korzenia żywokostu i owoców jarzębiny

95g KOH (co da początkowe przetłuszczenie ok. 2%)

45g korzenia żywokostu

45g suszonych owoców jarzębiny

75g borowiny (ja użyłam tej w plastrach)

45g oleju z orzechów laskowych (plus ok. 9% do przetłuszczenia)

45g oleju rzepakowego nierafinowanego (plus ok. 9% do przetłuszczenia)

10g bursztynowego pyłu

ulubiony olejek eteryczny lub aromat kosmetyczny

Korzeń żywokostu i owoce jarzębiny zalewamy zimną wodą w ilości ok 150g, doprowadzamy do wrzenia, gotujemy na malutkim ogniu przez 10 minut. Wszystko razem po ostygnięciu powinno mieć wagę końcową 190-200g. Jeśli brakuje to znaczy, że woda odparowała i należy ją uzupełnić. Odcedzamy żywokost i jarzębinę. Niczego nie wyrzucamy – użyjemy i odwaru i ziół! Do zrobienia ługu potrzebujemy 95g odwaru (wcześniej ostudzonego) i 95g wodorotlenku. Wiem, że ciężko wydusić płyn z takiej ilości twardych ziół, jednak nie jest to niemożliwe 🙂 Tutaj już nic nie dolewamy, bo będzie za dużo wody i saponifikacja potrwa wieki. Robimy ług, pozwalamy oparom uciec w bezpieczne miejsce. Zauważycie, że ług jest nadal gęsty i żelowaty – to alantoina z żywokostu – tak ma być.

Do 500g oleju rzepakowego dodajemy borowinę, wyciśnięte owoce jarzębiny i korzeń żywokostu. Blendujemy na gładko. Wlewamy ług i znów ostrożnie blendujemy. Ja robiłam to mydło wieczorem i po prostu zostawiłam je przykryte w niedostępnym miejscu. Rano było gotowe. Z pewnością nie jest to mydło błyskawiczne, jeśli chodzi o metodę potasowe na zimno. Zawiera dużo dodatków, utrudniających zmydlanie. Dodatkowo wody jest nieco więcej niż powinno, ponieważ borowina też ją zawiera. Jeśli po 8 godzinach nadal będzie widoczne rozwarstwienie, podgrzejcie masę mydlaną na średnim ogniu przez kilka minut, mieszając. Oczywiście można podgrzać od razu, nie czekając.

dav
Mydła potasowe używamy z myjką, tak jest najwygodniej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Pozwólcie odpocząć mydłu zanim dodacie resztę składników, jeden dzień wystarczy. Następnie dosmaczamy 🙂 Olejem z orzechów laskowych i dodatkowym nierafinowanym rzepakowym, w którym rozprowadzamy pył bursztynowy i ulubiony olejek zapachowy czy eteryczny. Ja użyłam zapach kosmetyczny przypominający bursztyn (nazwa handlowa to białe piżmo) i eteryczne olejki – miętowy i sosnowy. Podbiłam też 5 kroplami dziegciu, bo on w połączeniu z innymi i w minimalnej ilości daje przyjemny, delikatny, ciepły zapach ogniska.

Nasze rodzime czarne mydło używamy dokładnie tak samo jak inne maziste savon noir. Za pomocą myjki nacieramy nim zwilżoną skórę i zostawiamy na chwilę. W tym czasie możemy umyć włosy 🙂 To mydło działa jak peeling enzymatyczny – jeśli zostawimy je na kilka chwil na skórze. Mydło nie brudzi wanny i reszty!

Ja się zakochałam, choć to miłość wymagająca sporej pracy 🙂

dav
Polskie bogactwo, potrzebne do stworzenia savon noir. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Źródło:

Charakterystyka wybranych rynkowych olejów roślinnych tłoczonych na zimno. K. Krygier i inni.