fbpx
ARTYKUŁY CHEMIA/TECHNIKA MYDŁO POTASOWE PIERWSZE KROKI

Mydło potasowe.

Może nie wiecie ale mydło potasowe to pierwszy rodzaj mydła wytworzony przez człowieka, z popiołu. Potem był potaż, zanieczyszczony pseudo wodorotlenek. Aż w końcu wymyślono produkcję czystego wodorotlenku i tak zostało do dziś. Wodorotlenek potasu jest bardziej reaktywny niż sodowy. Pochłania szybciej i dużo więcej wilgoci a razem z nią dwutlenek węgla z powietrza. Z tego powodu nie ma możliwości kupienia wodorotlenku o zawartości 99%, tak jak NaOH. Droga od produkcji przez pośredników, do mydlarza jest zbyt długa, by udało się utrzymać KOH bez zawartości węglanu potasu. Dlatego też, w kalkulatorze zawsze zaznaczamy opcję 90% wodorotlenku potasu.

Mydło potasowe to pasta.

Zwykle z takim przeznaczeniem je robimy. Jeżeli użyjemy tylko uwodornionego oleju sojowego (nazywanego woskiem sojowym) albo łoju wołowego z dodatkiem soli, oczywiście otrzymamy kostkę potasową. Tylko po co, skoro od kostek mamy wodorotlenek sodowy, no może z ciekawości. Takie mydło zawsze będzie bardziej rozmiękało na mydelniczce. A już na przykład mydła na dualu, czyli na dwóch wodorotlenkach potasowym i sodowym, to zupełnie inna bajka. Ponieważ potasowe pieni się dużo lepiej i właśnie rozmiękcza, warto takie połączenie wykorzystać w mydle solnym, które z zasady wychodzi jak kamień. To samo dotyczy sytuacji, kiedy mamy dużo twardych tłuszczów lub tylko takie recepturze, przykładowo masło mango i olej kokosowy. Korzystnym będzie zwiększyć poślizg i rozmiękczyć (nie zawsze to słowo jest pejoratywnie traktowane w mydleniu) kostkę, aby było przyjemniej jej używać.

Tłuszcze w mydle potasowym.

Żeby mydło potasowe pozostało pastą i nie stało się twardzielem, przy którym łamiemy pazury aby wyjąć ze słoika, staramy się dodawać jak najmniej tłuszczów stałych. To wszystkie te zawierające cztery podstawowe kwasy tłuszczowe, w większej ilości – laurynowy, mirystynowy, stearynowy i palmitynowy. Ja akurat rzadko dodaję do mydeł potasowych masło shea, czy olej kokosowy. Ten drugi z wyjątkiem gospodarczych oczywiście. Korzyści, które dają można zastąpić czym innym. Lanolina, nie utwardza mydeł potasowych a też daje okluzję. Pienistość można podnieść za pomocą polisacharydów, czy innych cukrów. Jeżeli już dodawać twarde tłuszcze to nie w takiej ilości jak się zwykle dodaje do mydeł w kostce. Tutaj naprawdę lepiej ograniczyć się do kilku, kilkunastu procent.

Kwasy organiczne i alkohol.

Główne zadanie kwasów organicznych to konserwacja, wiadomo. Ocet utwardza każde mydło, nawet potasowe – oczywiście nie do kostki, ale widać różnicę. Jednak nie powstaje przyjemny żeluś a bardziej zwarta pasta. Natomiast kwas cytrynowy i mlekowy oraz ich sole, cytrynian i mleczan widocznie rozrzedzają mydło potasowe. Dlatego ich połączenie z większą ilością stałych tłuszczów w jednym mydle uratuje konsystencję gotowego potasowego. Kwasy organiczne w połączeniu z alkoholem tworzą estry (nie tylko to się dzieje w mydle ale nie będę komplikować), to takie substancje nadające zapach, przeróżny. Są wykorzystywane w połączeniu z innymi składowymi w perfumerii. Ponieważ mydło potasowe tak zwane gołe ma swój specyficzny zapach, którego nie potrafią pokryć olejki eteryczne ani zapachowe, w każdym razie nie do końca. Warto stosować to połączenie. Dla mnie kwas cytrynowy i etanol to jest jabłko z gruszką i może czymś jeszcze. Używajcie alkoholu jaki macie, nawet przedgon czy owoce z nalewki zrobią robotę. Alkohole przyspieszają saponifikację, wszystkie. Etanol, gliceryna, ksylitol, tak te ostatnie to też wóda, ze względu na moją ukochaną grupę hydroksylową. Ilość zależy właściwie od niczego, ile macie i jakiej mocy tyle dodajcie, zawsze 50g zwykłej wódki na kilogram tłuszczów to lepiej niż wcale. Sapo kalinus umieszczone w Farmakopei, ma dodatek spirytusu 10% masy tłuszczów i ja się staram tego trzymać jeżeli posiadam spirytus. Zwykle dodajemy je na etapie chwilę przed żelowaniem, kiedy się rozwarstwia i widać, że niedużo brakuje. Można też zastąpić wodę na ług maceratem z dodatkiem alkoholu, kwasu i gliceryny albo glicerytem (wodorotlenek rozpuszcza się też w glicerynie i alkoholach). Etapy saponifikacji, czyli zmydlania są uwiecznione tutaj.

Przetłuszczenie SF.

Ze względu na to, że mydło potasowe daje możliwość dodania różności w każdej chwili, ustawiajcie przetłuszczenie na zero. Jeżeli ustawicie na od razu na dziesięć, to ograniczycie ilość domieszki oleju, na etapie dosmaczania. Już nie będzie można nieudanego potasowego wykorzystać do mycia szyb, bo z taką ilością niezmydlonego tłuszczu, zostaną smugi. Zerowe przetłuszczenie przyspiesza też saponifikację, bo ług będzie zajęty tylko taką ilością kwasów tłuszczowych, które jest w stanie zmydlić. Pamiętajcie, że każdy kwas organiczny podnosi przetłuszczenie. Proste związki reagują szybciej, dlatego najpierw ług zajmie się kwasem cytrynowym czy mlekowym a dopiero potem hydrolizą tłuszczów, na które już go nie wystarczy. Żeby utrzymać przetłuszczenie na założonym poziomie należy przeliczyć dodatkowy wodorotlenek – tutaj. Oczywiście nie jest to aż ważne przy mydłach do ciała, które nie staną się gospodarczymi.

Metoda HP, na ciepło.

Mydło potasowe możemy zrobić, grzejąc ług z tłuszczami aż do przeżelowania. Trzeba wtedy pilnować, by masa mydlana nie wykipiała z garnka lub wolnowaru. Często mieszać, szczególnie uważać na dodatki cukrowe – cukier, miód, słodkie suszone owoce, zioła śluzowe. Zbyt szybkie ich dodanie może stworzyć czarną spaloną maź zamiast mydła, najlepiej dodawać je w momencie, kiedy ług już jest zajęty zmydlaniem. Metoda HP wymaga dodania większej ilości wody, bo grzane mydło odparowuje wodę. Im więcej tłuszczów stałych, tym więcej wody powinniśmy wlać, by twarde kwasy tłuszczowe nie zbiły mydła do tego stopnia, że potem trzeba będzie rozrzedzać. Tutaj przykład mydła do włosów, grzanego.

Metoda CP, na zimno.

Można też zrobić mydło potasowe w słoiku czy w garze, po prostu zalewając ługiem tłuszcze. Zblendować porządnie i mieszać co jakiś czas, aż do przeżelowania. Ponieważ tutaj, nie ma dostarczania ciepła z zewnątrz, nie istnieje też niebezpieczeństwo przegrzania i wykipienia. Są tłuszcze np. olej rzepakowy czy lniany, które bardzo długo się zmydlają. Saponifikacja wydaje się nie mieć końca, można ją przyspieszyć, o tym niżej. Ta metoda potrzebuje tylko tyle wody ile jest wodorotlenku i innych rozpuszczalnych w wodzie substancji. W kalkulatorze ustawiamy stosunek woda:wodorotlenek 1:1, lecz gdy dodajemy kwas cytrynowy czy sól, musimy zwiększyć ilość wody o jego wagę. To ważne, bo inaczej zabiorą wodę potrzebną do rozpuszczenia wodorotlenku. Nie dotyczy to oczywiście glinek czy ziół, bo one się nie rozpuszczają w niczym, tylko dyspergują. Tutaj więcej o tej metodzie.

Metoda #wciepywane 🙂

Wzięła się z lenistwa i chęci spożytkowania tzw. resztek, jak zwykle! Każdy kto robi kosmetyki, robi też różnego rodzaju ekstrakty, maceraty, czy też akurat ma zbyt dużo ziół czy niechcianego produktu spożywczego. Wtedy z pomocą hydrolizy przychodzi właśnie wodorotlenek potasu. Został Wam korzeń żywokostu z glicerytu, a tam jeszcze mnogość polisacharydów i alantoiny. Nie ma nic prostszego. Tworzymy recepturę, odważamy oleje i pozostałości zielska w ilości 10% do nawet 30% masy tłuszczów. Blendujemy aby ułatwić potem pracę KOH. Dosypujemy wodorotlenek i dolewamy płynu, mieszamy do rozpuszczenia wodorotlenku, potem blendujemy i mieszamy jak wyżej, aż do przeżelowania. Dla niewprawnych lepszym będzie zrobienie ługu w osobnym naczyniu i dolanie standardowo do tłuszczów. Uwaga, ta metoda wymaga wydłużonego czasu saponifikacji, bo wtedy mamy gwarancję, że przykładowy korzeń żywokostu rozejdzie się na pastę i nie pozostawi wyczuwalnych kawałków. Dlatego, też mniej blendowania, więcej mieszania i wskazane tłuszcze dłużej zmydlające się. Nie warto wykorzystywać surowca typu płatki maku z maceratu (przypominam maceratio to moczyć a nie zalewać olejem), te blade wymoczki już nie zawierają niczego cennego. Zauważycie po wyglądzie czy zapachu zielska, co jeszcze można wykorzystać. Bardzo trudno lub wcale hydrolizują twarde łodygi i pędy iglaków, więc to sobie darujcie. Takie mydło można zarówno grzać jak i robić na zimno, zachowując zasady konieczne dla każdej z metod. Przykładowe wciepywane tutaj.

Osad i gliceryna. Przechowywanie.

Tak! Mydło potasowe też może mieć osad, zobaczcie tutaj. Dzieje się tak wtedy, gdy zostawiamy je w nieprzykrytym pojemniku lub garnku z nieszczelną pokrywką. Taki osad z węglanu potasu to potash. Wystarczy zamieszać i znika. Dlatego, każde mydło potasowe musi być przechowywane w szczelnie zamkniętym pojemniku, czy zakręconym słoiku. Bez dostępu powietrza nie odparuje też woda, nie zrobi się na wierzchu utwardzona skorupka. Tylko opisujcie słoiki, bo można pomylić z powidłami! Czasem widzę zdjęcia z pytaniem co tu się stało? Widać na nich gęstą masę mydlaną i oddzielonym przejrzystym, jaśniejszym jakby płynem. To gliceryna. W reakcji zmydlania jest produktem ubocznym. W kostkach czasem to objawia się tzw. poceniem. Jeżeli nie mieszamy czy nie używamy mydła potasowego jakiś czas, gliceryna po prostu oddziela się od reszty masy nie niepokojona. Wystarczy zamieszać przed użyciem.

Działanie keratolityczne i emulgacja.

Keratoliza to zerwanie połączeń (mostków siarczkowych w trzeciorzędowej strukturze białek), bez obaw takich mocy mydło potasowe nie ma, bo do tego musiałoby mieć co najmniej pH 12. Dlatego mówimy o jego działaniu keratolitycznym, które tak naprawdę tylko rozluźnia te połączenia, ułatwiając usuwanie martwego naskórka. Znacie rytuał łaźni tureckiej zwany hammam? Jego częścią jest właśnie smarowanie się mydłem potasowym, zostawianie na go na skórze przez kilka, kilkanaście minut, potem spienienie i spłukanie wodą. Gładkość gwarantowana. Skóry wrażliwe muszą uważać, kiedy zaczyna szczypać trzeba już zmywać. Z drugiej strony jest to zabieg na pewno przyjaźniejszy dla cer trądzikowych, naczynkowych niż mechaniczny peeling. A dlaczego tylko mydło potasowe? Dlatego, że kostkami nie ma możliwości się obłożyć, a pasta potasowa idealnie przylega do suchej skóry i na niej pozostaje. Sama piana z kostki ma już tylko działanie podobne do promotorów przejścia, jak saponiny. Mydło potasowe ma też zdolności do emulgowania, łączenia trudnych – proszkowych substancji w maściach. Z wyżej wymienionych powodów jest często składnikiem specyfików galenowych i farmakopealnych np. maści Lenartowicza.

Dojrzewanie i użytkowanie.

Nie dajcie się zwieść informacjom, jakoby mydło potasowe było do użytku od razu, bo żelowało przecież. Oczywiście można umyć ręce i zróbcie to jeżeli nie macie doświadczenia z takim mydłem. Zobaczycie na własne oczy, że piana jest słaba a zamiast przyjemnego poślizgu, w trakcie mycia dostajecie tępość. Tak właśnie zachowuje się niedojrzałe mydło potasowe. Często też pojawia się zarzut, że maże się na skórze zamiast fajnie pienić. No, więc wróćmy teraz do łaźni tureckiej. Przecież to zaleta jest. Mydła potasowe pienią się zawsze, nawet jeżeli ograniczony do ośmiu kwasów tłuszczowych kalkulator, mówi inaczej. To jest tylko i wyłącznie kwestia użytkowania. Po pierwsze trzeba używać niewielkiej ilości mydła a dużej ilości wody. Jeżeli myjecie włosy to nie wystarczy lekko zwilżyć czuprynę, trzeba ją porządnie namoczyć. Po drugie dojrzałość mydła ma znaczenie ogromne na ilość wytwarzanej piany. W końcu po trzecie, do mycia ciała najkorzystniej używać myjki, nakładając na nią pastę i myjąc mokre (tym razem) ciało.

Rozpuszczanie.

Można pozostawić mydło w formie pasty i używać ze słoika, to się sprawdzi w przypadku maski i używania myjki. A można też zrobić z niego żel lub płyn na kilka różnych sposobów. Dla tych, którzy nie potrzebują żelu natychmiast, polecam zasady i metodę opisane przy gospodarczym żelu do garów. Zalewamy i czekamy aż samo się zrobi. Taki żel będzie zawsze przejrzysty. Jeżeli ktoś chce na szybko i do używania z pompką pianotwórczą (taki rodzaj pojemnika zawsze ratuje zbyt mocno rozrzedzone mydło) albo po prostu jako płyn do prania, to jak najbardziej więcej wody i blendowanie, które uczyni mydło nieprzejrzystym. Podobnie jak przy płynie do prania. Jeśli rozpuszczacie mydło być może trzeba będzie je zakonserwować (konserwanty fazy wodnej). Szczególnie jeśli rozcieńczalnika jest dużo więcej niż mydła lub zawiera ryzykowny materiał roślinny – dużo polisacharydów, niedokładnie przefiltrowany odwar itp. Jest jeszcze jeden sposób na rozrzedzanie, taki z dodatkiem gliceryny i syropu prostego. Dorotka Hajduczek wszystko wyjaśniła u siebie, krok po kroku.

Dodatki i przeróbki.

Taka postać mydła daje wiele możliwości. Przede wszystkim możemy w dowolnym momencie, po tygodniu czy po roku, z łatwością domieszać do niego dodatki. Stworzyć mydło do ciała lub do sprzątania, nawet z pozornie nieudanej receptury. Jak? Łyżką, normalnie, mieszając do dokładnego połączenia. Ostatnio zrobiłam z jakiegoś starego mydła potasowego mleczko do czyszczenia powierzchni. Takiego na zerowym przetłuszczeniu, bez wosków, shea i podobnych niezmydlalnych. Z dwóch części mydła, jednej sody oczyszczonej. Zblendowałam – soda rozrzedza gotowe mydło, upłynnia. Do tego guma ksantanowa rozrobiona w glicerynie, która wytrąciła się sama po takim czasie. Niedużo tej gumy, tak jak do kremów 0,2-0,5% wszystkiego. Guma dla stabilności, lecz i tak lepiej wstrząsnąć przed użyciem. Sody jest za dużo by się rozpuściła a gumy lepiej nie dodawać więcej. Dolałam też blendu minty clean dla zapachu i odkażania. To samo możemy zrobić z mydłem potasowym przeznaczonym do ciała, tutaj podałam kilka różnych sposobów i tutaj też. Do gotowego mydła potasowego można dodać nieudany, rozwarstwiający się krem albo przerobić go na mydłokrem, stosując się do tych wskazówek. Pamiętajcie, że zawsze chodzi o konsystencję i nie dodawanie do gotowego mydła rozmiękających dodatków typu nasiona chia. Każdy dodatek proszku ziołowego, mleka w proszku, glinki zmatowi gotowe mydło, nie przejmujcie się tym. A kiedy już naprawdę nie chce mi się niczego robić, wrzucam garść mydła potasowego do wanny i w takim płynie się moczę.

Bogactwo 🙂 Fot. Mila Wawrzeńczyk

6 komentarzy

  1. Czyli po jakim czasie rozpuścić je w wodzie i zacząć używać? Moje odpoczywa właśnie 6-sty dzień. pH w granicach 8.5 (odkąd się przerobiło to pH się nie zmienia). Nie wiem kiedy zacząć używać, żeby było optymalnie, a żeby nie zaczęło się psuć.

  2. Bomba informacyjna! Oglądałabym Twoje webinary i uczestniczyła w warsztatach – mam nadzieję że będą 🙂

Leave a Reply to Anonim Cancel reply

%d bloggers like this: