fbpx
BLOG CHEMIA/TECHNIKA

Maceraty wodne na później.

Rozpuszczalnikiem substancji aktywnych są woda, alkohol i tłuszcze. Koniec.

Najwięcej rozpuszcza się w wodzie i ona pójdzie na pierwszy ogień, bo boicie się jej bardzo, słusznie zresztą – woda to życie, również to niepożądane. Postaram się napisać o ekstrakcji po polsku i zrozumiale upraszczając, przymykając oko na bardziej skomplikowane procesy.

Co rozpuszcza się w wodzie:

  • kwasy organiczne – to te wszystkie wspaniałe substancje, które zapobiegają przebarwieniom, rozjaśniają skórę, konserwują, obniżają pH, wyłapują jony wodorotlenkowe (trochę jak chelatory), to nie tylko znane cytrynowy, mlekowy i octowy a mnogość kwasów w roślinach nawet nie pozwoli by je wymienić. Kwasy organiczne są obecne w każdej roślinie, w jednych mniej w innych więcej. Ja je kocham bardzo za wszechstronność i często Wam o nich wspominam.
  • flawonoidy (należą do grupy polifenoli w dużym uproszczeniu) – to substancje młodości, wspomagające blokadę procesów oksydacyjnych. Przykładowo rutyna wspomagająca naczynia krwionośne (gryka, fiołek, ruta, dziurawiec, bez, podbiał), hesperydyna obecna w cytrusach a biorąca udział razem z witaminą C w podtrzymaniu ilości kolagenu, przeciwzapalny i nieprzyjazny dla pleśni kemferol (liście herbaty, kwiaty tarniny). Rozpuszczanie wzrasta po dodaniu niewielkiej ilości alkoholu. W tej grupie mamy też ważne antocyjany, nadają zabarwienie od różu do fioletu w odcieniach, głównie kwiatom i owocom, lubią się z kwasami, bo te utrwalają ich kolor a w środowisku zasadowym ulegają rozkładowi. Ta grupa związków działa najlepiej podawana wewnętrznie w połączeniu z kosmetykami pozostającymi na skórze.
  • antrazwiązki – glikozydy z grupą cukrową, wewnętrznie działają przeczyszczająco ale nie to nas interesuje. Wspomagają skórę w stanach zapalnych, gojeniu, antyseptyce, nawilżają i regenerują. Znajdziecie je w rzewieniu (rabarbarze), rdestowcu, i mniej w aloesie, kruszynie. Te nijakie kolorystycznie substancje zamieniają się w odcienie różu i bordo po zetknięciu z wodorotlenkami, czyli lubią środowisko zasadowe.
  • saponiny – mamy tu dwie grupy steroidy – SS (saponiny steroidowe) i trójterpeny – ST (saponiny trójterpenowe), obie wspomagają pienistość, obniżają napięcie powierzchniowe, wspomagają wnikanie innych związków, są antyseptyczne i często przeciwobrzękowe. Saponiny steroidowe dodatkowo pomagają w leczeniu poważniejszych zaburzeń skórnych np. łuszczycy i azs. Wiecie gdzie ich szukać, przede wszystkim w korzeniach i owocach, mydlnicy, mniszka, gwiazdnicy SS, kasztanowca SS, orzechach piorących, katalpie SS, psianki słodkogórz SS, komosy, kaszy jaglanej. Saponiny lubią się z niskostężonym alkoholem.
  • kumaryny – znów grupa glikozydów, te pozostające w mydle i pachnące są obecne w nostrzyku i trawie żubrowej. To zadziwiająca grupa bo zawiera furanokumaryny – fotouczulające np. w olejku eterycznym bergamotowym ale już eskulina z kasztanowca czy umbeliferon i herniaryna z rumianku – promieniochronne UV. Kumaryny też rozpuszczają się lepiej w niskostężonym alkoholu.
  • garbniki – nas interesują te organiczne, roślinne (pochodne fenoli, to takie niby alkohole nie do picia). Roślinne nazywamy taninami. Jak sama nazwa wskazuje wykorzystujemy je do garbowania a ten proces to nic innego niż dezaktywacja białka, stąd rolę garbników możemy uznać za konserwującą. Zewnętrznie działają też ściągająco i antyseptycznie. Znajdziemy je w korze dębu, liściach orzecha włoskiego, jeżyny, maliny, poziomki, oczarze, herbacie. Garbniki są dobrze rozpuszczalne w wodzie a jeszcze lepiej w alkoholu o średnim stężeniu
  • węglowodany – tutaj zaliczamy wszystkie cukry. Polisacharadydy (powyżej 10 cukrów prostych) np. śluzy z lnu, prawoślazu, żywokostu, kozieradki, inulina z cykorii, łopianu, mniszka, słonecznika bulwiastego, skrobia z ziemniaków i kukurydzy. Najwięcej zawierają ich bulwy, korzenie i kłącza. Następnie oligosacharydy (2-10 cukrów prostych), najbardziej znany to sacharoza, zwykły cukier i ważna jest dla nas laktoza – dwucukier mlekowy, mleko w proszku zawiera go około 50%. Bogactwem oligosacharydów są nasiona roślin strączkowych. W końcu monosacharydy (pojedyncze cukry proste). Znajdziemy je w owocach i miodzie – glukoza, fruktoza a galaktozę w nasionach lnu i agarze. Każdy twórca kosmetyków wie jaka jest rola węglowodanów – nawilżanie i pianotwórczość. Cukry nie potrzebują niczego więcej oprócz wody. Choć jedne pęcznieją w gorącej wodzie jak skrobia a inne bez problemu przechodzą w temperaturze pokojowej, jak korzeń prawoślazu.

To są podstawy. Pominęłam kilka grup związków, trochę celowo jak alkaloidy, które wymagają wiedzy na wyższym poziomie niż początek przygody z bioaktywnymi substancjami. A trochę by nie było za dużo na raz, bo węglowodany i garbniki dzielą się na hydrolizujące i nie, a saponiny kwaśne wolą środowisko zasadowe i tego byłoby za dużo. Też dlatego, że istnieją rzeczy oczywiste jak rozpuszczalność kofeiny (grupa metyloksantyn), w gorącej a nie zimnej wodzie, każdy o tym wie, jedynie musi sobie uświadomić!

Czego nie doczytacie powyżej znajdziecie na blogu Magdy Prószyńskiej – link w źródłach, pod wpisem. Jeszcze trzy, które należy używać za pomocą wyszukiwarki na stronach. Medycyna dawna i współczesna dr Henryk Różański. Trzeba wpisywać nazwę rośliny, a więc kasztanowiec zamiast kaszczany, otrzymacie kilka wyników z wpisami mówiącymi o zawartości substancji aktywnych, prostymi preparatami i działaniem wewnętrznym oraz zewnętrznym. Ziołowa Wyspa Małgorzata Kaczmarczyk. Wyszukiwarka pomoże znaleźć konkretną roślinę z opisanym działaniem i gotowymi recepturami. Niezłe Ziółko Krystyna Judka. Ogrom informacji o medycynie naturalnej stosowanej wewnętrznie i zewnętrznie, do ogarnięcia dzięki wyszukiwarce.

A teraz przykład mój, na macerat wodny, który wykorzystam później.

Kwiaty fiołka, forsycji, strokrotki i pąki kwiatowe tarniny, jeszcze zlanie znad osadu. Fot. Mila Wawrzenczyk

Wykorzystałam, co było pod ręką. Wiosenne kwiaty to eksplozja młodości. Wyjdzie z tego cudowny ekstrakt do wykorzystania w kremach, bez potrzeby stosowania gotowych preparatów z dziesiątek buteleczek, które drenują kieszeń.

Wsad powinien stanowić 10-15% płynu macerującego. Płyn do zalania, który składa się z 30% gliceryny (glicerolu), 5% spirytusu, 1% kwasu mlekowego (tego 80%) a woda q.s. To skrót, z którym często możecie się spotkać, oznacza ile trzeba ale w praktyce dopełniamy po prostu do 100%.

Receptura:

50g kwiatów i pąków – wsad stanowi zwykle 10% zalewy

320g wody – q.s – czyli najpierw składowe zalewy a potem dopełniamy wodą do 100%

150g gliceryny – 30%

25g spirytusu – 5%

5g kwasu mlekowego 80% – 1%

Zalać i zostawić w ciemnym miejscu na 10-14 dni, odcedzić dokładnie, a potem jeszcze zlać z nad osadu. przechowywać do pół roku z daleka od światła.

Prawie połowa wsadu to kwiatostany forsycji a więc rutyna (bo o naczynka trzeba dbać niezależnie od rodzaju skóry), która jako flawonoid lubi niskie stężenie alkoholu. Bez jego dodatku też się rozpuści w wodzie ale będzie rutyny mniej w naszym maceracie. Z większym dodatkiem alkoholu np. 10%, będzie jej więcej, jednak tu znów pamiętałam o zastosowaniu do kremów na twarz i uznałam, że te 5% to optimum. Dalej mamy fiołek wonny, jak kolor wskazuje zawiera antocyjany, zachowujące kolor w środowisku kwaśnym. Stąd kwas mlekowy i to dzięki niemu kolor z pomarańczowo różowego przeszedł w piękny czysty róż. Można dodać więcej kwasu ale znów w kremie trzeba będzie neutralizować niskie pH. Tym bardziej, że wszystkie rośliny zawierają kwasy organiczne i one w naszym maceracie już są. Pąki, lekko rozwarte tarniny, obok kemferolu chodzi o tkankę merystymatyczną a to zagadnienie gemmoterapii, zostawiłam Wam link w źródłach. Stokrotka zawiera między innymi garbniki. A wiecie czego tutaj nie ma? Forsycja zawiera karoteny, wskazuje na to jej żółte zabarwienie, tyle że one rozpuszczają się w tłuszczach, dlatego zostaną w jej płatkach zamiast przejść do naszego maceratu. To są tylko najważniejsze substancje. Zawsze skupiam się na synergii i najważniejszej substancji, tak jest najłatwiej.

Zasady robienia maceratów wodnych na później:

  • używamy ziela świeżego, rozdrobnionego (delikatne kwiatki w całości)
  • ja używam tylko płatków bez szypułki i dna kwiatowego – jeśli robię macerat kwiatowy i samych liści bez łodyg, jeśli surowcem jest liść
  • zachowujemy higienę, począwszy od zbioru (surowiec nie może być zanieczyszczony, czy uszkodzony), poprzez mycie, wyparzanie i dezynfekowanie (alkoholem ok. 60-80%, przyjmujemy najskuteczniejszą średnią 70% ) narzędzi i pojemników, przygotowujemy w rękawicach
  • używamy wody destylowanej a najlepiej demineralizowanej
  • przechowujemy w zaciemnionym miejscu np. szafka
  • wstrząsamy co najmniej raz dziennie, wystające części roślin mają tendencję do pleśnienia
  • zlewamy dokładnie pozbywając się wszelkich fragmentów rośliny, zlewamy znad osadu (nie cierpię filtrowania – kocham sedymentację) aż macerat będzie klarowny, to przedłuży trwałość – tak powinno się postępować z każdym maceratem
  • umownie alkohol o niskim stężeniu to taki do 20%, średnim do 50%, powyżej to już wysokie stężenie, można używać różnych, też izopropylowego, jest konserwantem, alkohol stężony minimum 18% w całym maceracie dezaktywuje enzymy, ja często robię maceraty na 20% alkoholu np. z liści ginko biloba, gałązek z pąkami wierzby, bo to już jest układ samokonserwujący ale jeśli chcecie zachować enzymy (mają korzystne działanie na skórę) to nie przekraczajcie stężenia 18% albo nawet 15%
  • kwasy nadają się każde – mlekowy, migdałowy, askorbinowy (wit. C), octowy – są wspomagaczami ekstrakcji i przy okazji konserwantami
  • gliceryna jest alkoholem (cukrowym ale zawsze) a co za tym idzie ekstrahentem (słabszym ze względu na lepkość) i konserwantem, do około 15% w formulacji gotowego kosmetyku nawilża (to zależy od rodzaju skóry i produktu kosmetycznego), powyżej ma działanie odwrotne, zamiast niej można używać roztworów cukru, ksylitolu
  • w maceratach bez alkoholu nie schodźcie poniżej 15% gliceryny i 1% kwasu, bo to zmniejszy trwałość do góra dwóch miesięcy
  • jest jeszcze jeden wspomagacz ekstrakcji, to sól, może być zwykła kuchenna ale prawdziwa (nie ta miałka jodowana) albo solanka Ringera, a może używacie solanek leczniczych i macie je pod ręką, tutaj ilość soli w płynie macerującym waha się między 0,9% a 3%, sól w takiej ilości jest zbawienna dla skóry
  • nie bójcie się łączyć różnych składników ekstrahujących
  • im więcej wody (automatycznie mniej kwasu, alkoholu, gliceryny) tym krótsza trwałość maceratu
  • dodatek alkoholu (ze względu na lepszą ekstrakcję) potrzebuje więcej czasu na macerację, bo i to co chcemy wyciągnąć tego potrzebuje
  • planujcie wykorzystanie i na tej podstawie ustalajcie proporcje kwasów, alkoholu (jeżeli będzie potrzebny) i gliceryny, ja sobie tak obliczam (w przybliżeniu) żeby potem móc zastosować większą część fazy wodnej w kremie czy innym mazidle, lepiej do maceratu użyć mniejsze stężenie, bo potem można je łatwo podnieść (np. do toniku zakwasić dodatkowo) niż od razu zatężyć zbyt wysoko i rozcieńczać do kosmetyku zmniejszając tym samym ilość substancji aktywnych w gotowym produkcie
  • zmiana koloru maceratu świadczy o początku rozkładu (hydrolizy) związków, zapach powinien pozostać do końca
  • zaletą takich maceratów jest szersze spektrum zastosowania niż w przypadku np. 50-100% glicerytów (gliceryty od 50% stanowią już mieszaninę samokonserwującą), bo glicerytu użyjemy w gotowym kosmetyku nawet dziesięciokrotnie mniej niż wodnego maceratu
  • wadą może być krótsza trwałość, dlatego nie róbcie tego na hektolitry
  • tego typu maceraty można stosować do każdego rodzaju kosmetyków, również wewnętrznie (uwaga na działanie i dawkowanie, nie róbcie tego na własną rękę słuchajcie fitoterapeutów)
  • trzeba się zdecydować na jedną jednostkę miary, chodzi o proporcje (dlatego ja wciąż katuję Was tymi procentami), bez proporcji wszyscy umrzemy

Przykładowa aplikacja do rozpoznawania roślin – nie znasz nie zrywaj!

Aha, edit gdyż zapomniałam. Maceratio to dosłownie namoczenie, a więc słowo macerat powinno być używane tylko do wyciągów wodnych (macerat wodny to masło maślane). Macerat olejowy nie mieści się w prawidłowej nomenklaturze. Wyciąg (ewentualnie ekstrakt) – można stosować zawsze i do wszystkiego – wyciąg olejowy, wyciąg płynny, wyciąg suchy. To najwygodniejsze jeśli ktoś ma problemy z odróżnieniem tinktury od syropu.

Źródło:

Kosmetyczne i lecznicze zastosowanie roślin ozdobnych Andżelika Radosz, Sylwia Klasik-Ciszewska, Katarzyna Duda-Grychtoł

Ekstrakty o pewnym działaniu Magda Prószyńska

Gemmoterapia Henryk Różański

11 komentarzy

  1. Mila czy macerację w glicerynie można przeprowadzić na ciepło? Np. świeży czarny bez chciałabym macerować wielokrotnie więc musiałabym zdążyć zanim przekwitnie

  2. Mila dziękuję za wpis!
    Nazrywałam dzisiaj kwiatów czeremchy, można macerować całe kwiatostany czy tylko kwiatuszki?
    Nie mam wody destylowanej, mogę dać taką z filtra?

  3. Glicerynę można zastąpić cukrem?? Cudnie! <3
    W jakich stężeniach to robić? Zamiast 150g gliceryny 150g cukru? Czy może 150g syropu cukrowego 1:1?

    1. Mam jakieś światełko 😉 bardzom początkująca, a teraz mam i forsycję i pączków (i kwiaty się już pojawiają) mnóstwo (w tym klonu, jabłoni, tarniny i wielu wielu innych), a nie mam składników do Ringera :-/.. Mam za to sól fizjologiczną, i sól Kłodawską i kwas mlekowy i Wit. C i glicerynę, to może mi się uda coś zmieszać i nie popsuć ;-)…Napalilam się na forsycję i kwiaty jabłoni… Skóra nie pierwszej młodości ;-). Jeszcze raz dziękuję Ci wielce i pozdrawiam!

    1. Jest we wpisie przecież 😀 „kwasy nadają się każde – mlekowy, migdałowy, askorbinowy (wit. C), octowy – są wspomagaczami ekstrakcji i przy okazji konserwantami”

Leave a Reply to Anonim Cancel reply

%d bloggers like this: