Maceraty wodne na później.

Opublikowano 16 komentarzy

Rozpuszczalnikiem substancji aktywnych są woda i tłuszcze. Koniec.

Najwięcej rozpuszcza się w wodzie i ona pójdzie na pierwszy ogień, bo boicie się jej bardzo, słusznie zresztą – woda to życie, również to niepożądane. W zależności co wprowadzimy jako roztwór łatwiej wyciągniemy pożądane substancje z zielska. Postaram się napisać o ekstrakcji po polsku i zrozumiale upraszczając, przymykając oko na bardziej skomplikowane procesy.

Co rozpuszcza się w wodzie:

  • kwasy organiczne – to te wszystkie wspaniałe substancje, które zapobiegają przebarwieniom, rozjaśniają skórę, konserwują, obniżają pH, wyłapują jony wodorotlenkowe (trochę jak chelatory), to nie tylko znane cytrynowy, mlekowy i octowy a mnogość kwasów w roślinach nawet nie pozwoli by je wymienić. Kwasy organiczne są obecne w każdej roślinie, w jednych mniej w innych więcej. Ja je kocham bardzo za wszechstronność i często Wam o nich wspominam.
  • flawonoidy (należą do grupy polifenoli w dużym uproszczeniu) – to substancje młodości, wspomagające blokadę procesów oksydacyjnych. Przykładowo rutyna wspomagająca naczynia krwionośne (gryka, fiołek, ruta, dziurawiec, bez, podbiał), hesperydyna obecna w cytrusach a biorąca udział razem z witaminą C w podtrzymaniu ilości kolagenu, przeciwzapalny i nieprzyjazny dla pleśni kemferol (liście herbaty, kwiaty tarniny). Rozpuszczanie wzrasta po dodaniu niewielkiej ilości alkoholu. W tej grupie mamy też ważne antocyjany, nadają zabarwienie od różu do fioletu w odcieniach, głównie kwiatom i owocom, lubią się z kwasami, bo te utrwalają ich kolor a w środowisku zasadowym ulegają rozkładowi. Ta grupa związków działa najlepiej podawana wewnętrznie w połączeniu z kosmetykami pozostającymi na skórze.
  • antrazwiązki – glikozydy z grupą cukrową, wewnętrznie działają przeczyszczająco ale nie to nas interesuje. Wspomagają skórę w stanach zapalnych, gojeniu, antyseptyce, nawilżają i regenerują. Znajdziecie je w rzewieniu (rabarbarze), rdestowcu, i mniej w aloesie, kruszynie. Te nijakie kolorystycznie substancje zamieniają się w odcienie różu i bordo po zetknięciu z wodorotlenkami, czyli lubią środowisko zasadowe.
  • saponiny – mamy tu dwie grupy steroidy – SS (saponiny steroidowe) i trójterpeny – ST (saponiny trójterpenowe), obie wspomagają pienistość, obniżają napięcie powierzchniowe, wspomagają wnikanie innych związków, są antyseptyczne i często przeciwobrzękowe. Saponiny steroidowe dodatkowo pomagają w leczeniu poważniejszych zaburzeń skórnych np. łuszczycy i azs. Wiecie gdzie ich szukać, przede wszystkim w korzeniach i owocach, mydlnicy, mniszka, gwiazdnicy SS, kasztanowca SS, orzechach piorących, katalpie SS, psianki słodkogórz SS, komosy, kaszy jaglanej. Saponiny lubią się z niskostężonym alkoholem.
  • kumaryny – znów grupa glikozydów, te pozostające w mydle i pachnące są obecne w nostrzyku i trawie żubrowej. To zadziwiająca grupa bo zawiera furanokumaryny – fotouczulające np. w olejku eterycznym bergamotowym ale już eskulina z kasztanowca czy umbeliferon i herniaryna z rumianku – promieniochronne UV. Kumaryny też rozpuszczają się lepiej w niskostężonym alkoholu.
  • garbniki – nas interesują te organiczne, roślinne (pochodne fenoli, to takie niby alkohole nie do picia). Roślinne nazywamy taninami. Jak sama nazwa wskazuje wykorzystujemy je do garbowania a ten proces to nic innego niż dezaktywacja białka, stąd rolę garbników możemy uznać za konserwującą. Zewnętrznie działają też ściągająco i antyseptycznie. Znajdziemy je w korze dębu, liściach orzecha włoskiego, jeżyny, maliny, poziomki, oczarze, herbacie. Garbniki są dobrze rozpuszczalne w wodzie a jeszcze lepiej w alkoholu o średnim stężeniu
  • węglowodany – tutaj zaliczamy wszystkie cukry. Polisacharadydy (powyżej 10 cukrów prostych) np. śluzy z lnu, prawoślazu, żywokostu, kozieradki, inulina z cykorii, łopianu, mniszka, słonecznika bulwiastego, skrobia z ziemniaków i kukurydzy. Najwięcej zawierają ich bulwy, korzenie i kłącza. Następnie oligosacharydy (2-10 cukrów prostych), najbardziej znany to sacharoza, zwykły cukier i ważna jest dla nas laktoza – dwucukier mlekowy, mleko w proszku zawiera go około 50%. Bogactwem oligosacharydów są nasiona roślin strączkowych. W końcu monosacharydy (pojedyncze cukry proste). Znajdziemy je w owocach i miodzie – glukoza, fruktoza a galaktozę w nasionach lnu i agarze. Każdy twórca kosmetyków wie jaka jest rola węglowodanów – nawilżanie i pianotwórczość. Cukry nie potrzebują niczego więcej oprócz wody. Choć jedne pęcznieją w gorącej wodzie jak skrobia a inne bez problemu przechodzą w temperaturze pokojowej, jak korzeń prawoślazu.

To są podstawy. Pominęłam kilka grup związków, trochę celowo jak alkaloidy, które wymagają wiedzy na wyższym poziomie niż początek przygody z bioaktywnymi substancjami. A trochę by nie było za dużo na raz, bo węglowodany i garbniki dzielą się na hydrolizujące i nie, a saponiny kwaśne wolą środowisko zasadowe i tego byłoby za dużo. Też dlatego, że istnieją rzeczy oczywiste jak rozpuszczalność kofeiny (grupa metyloksantyn), w gorącej a nie zimnej wodzie, każdy o tym wie, jedynie musi sobie uświadomić!

Czego nie doczytacie powyżej znajdziecie na blogu Magdy Prószyńskiej – link w źródłach, pod wpisem. Jeszcze trzy, które należy używać za pomocą wyszukiwarki na stronach. Medycyna dawna i współczesna dr Henryk Różański. Trzeba wpisywać nazwę rośliny, a więc kasztanowiec zamiast kaszczany, otrzymacie kilka wyników z wpisami mówiącymi o zawartości substancji aktywnych, prostymi preparatami i działaniem wewnętrznym oraz zewnętrznym. Ziołowa Wyspa Małgorzata Kaczmarczyk. Wyszukiwarka pomoże znaleźć konkretną roślinę z opisanym działaniem i gotowymi recepturami. Niezłe Ziółko Krystyna Judka. Ogrom informacji o medycynie naturalnej stosowanej wewnętrznie i zewnętrznie, do ogarnięcia dzięki wyszukiwarce.

A teraz przykład mój, na macerat wodny, który wykorzystam później.

Kwiaty fiołka, forsycji, strokrotki i pąki kwiatowe tarniny, jeszcze zlanie znad osadu. Fot. Mila Wawrzenczyk

Wykorzystałam, co było pod ręką. Wiosenne kwiaty to eksplozja młodości. Wyjdzie z tego cudowny ekstrakt do wykorzystania w kremach, bez potrzeby stosowania gotowych preparatów z dziesiątek buteleczek, które drenują kieszeń.

Wsad powinien stanowić 10-15% płynu macerującego. Płyn do zalania, który składa się z 30% gliceryny (glicerolu), 5% spirytusu, 1% kwasu mlekowego (tego 80%) a woda q.s. To skrót, z którym często możecie się spotkać, oznacza ile trzeba ale w praktyce dopełniamy po prostu do 100%.

Receptura:

50g kwiatów i pąków – wsad stanowi zwykle 10% zalewy

320g wody – q.s – czyli najpierw składowe zalewy a potem dopełniamy wodą do 100%

150g gliceryny – 30%

25g spirytusu – 5%

5g kwasu mlekowego 80% – 1%

Zalać i zostawić w ciemnym miejscu na 10-14 dni, odcedzić dokładnie, a potem jeszcze zlać z nad osadu. przechowywać do pół roku z daleka od światła.

Prawie połowa wsadu to kwiatostany forsycji a więc rutyna (bo o naczynka trzeba dbać niezależnie od rodzaju skóry), która jako flawonoid lubi niskie stężenie alkoholu. Bez jego dodatku też się rozpuści w wodzie ale będzie rutyny mniej w naszym maceracie. Z większym dodatkiem alkoholu np. 10%, będzie jej więcej, jednak tu znów pamiętałam o zastosowaniu do kremów na twarz i uznałam, że te 5% to optimum. Dalej mamy fiołek wonny, jak kolor wskazuje zawiera antocyjany, zachowujące kolor w środowisku kwaśnym. Stąd kwas mlekowy i to dzięki niemu kolor z pomarańczowo różowego przeszedł w piękny czysty róż. Można dodać więcej kwasu ale znów w kremie trzeba będzie neutralizować niskie pH. Tym bardziej, że wszystkie rośliny zawierają kwasy organiczne i one w naszym maceracie już są. Pąki, lekko rozwarte tarniny, obok kemferolu chodzi o tkankę merystymatyczną a to zagadnienie gemmoterapii, zostawiłam Wam link w źródłach. Stokrotka zawiera między innymi garbniki. A wiecie czego tutaj nie ma? Forsycja zawiera karoteny, wskazuje na to jej żółte zabarwienie, tyle że one rozpuszczają się w tłuszczach, dlatego zostaną w jej płatkach zamiast przejść do naszego maceratu. To są tylko najważniejsze substancje. Zawsze skupiam się na synergii i najważniejszej substancji, tak jest najłatwiej.

Zasady robienia maceratów wodnych na później:

  • używamy ziela świeżego, rozdrobnionego (delikatne kwiatki w całości)
  • ja używam tylko płatków bez szypułki i dna kwiatowego – jeśli robię macerat kwiatowy i samych liści bez łodyg, jeśli surowcem jest liść
  • zachowujemy higienę, począwszy od zbioru (surowiec nie może być zanieczyszczony, czy uszkodzony), poprzez mycie, wyparzanie i dezynfekowanie (alkoholem ok. 60-80%, przyjmujemy najskuteczniejszą średnią 70% ) narzędzi i pojemników, przygotowujemy w rękawicach
  • używamy wody destylowanej a najlepiej demineralizowanej
  • przechowujemy w zaciemnionym miejscu np. szafka
  • wstrząsamy co najmniej raz dziennie, wystające części roślin mają tendencję do pleśnienia
  • zlewamy dokładnie pozbywając się wszelkich fragmentów rośliny, zlewamy znad osadu (nie cierpię filtrowania – kocham sedymentację) aż macerat będzie klarowny, to przedłuży trwałość – tak powinno się postępować z każdym maceratem
  • umownie alkohol o niskim stężeniu to taki do 20%, średnim do 50%, powyżej to już wysokie stężenie, można używać różnych, też izopropylowego, jest konserwantem, alkohol stężony minimum 18% w całym maceracie dezaktywuje enzymy, ja często robię maceraty na 20% alkoholu np. z liści ginko biloba, gałązek z pąkami wierzby, bo to już jest układ samokonserwujący ale jeśli chcecie zachować enzymy (mają korzystne działanie na skórę) to nie przekraczajcie stężenia 18% albo nawet 15%
  • kwasy nadają się każde – mlekowy, migdałowy, askorbinowy (wit. C), octowy – są wspomagaczami ekstrakcji i przy okazji konserwantami
  • gliceryna jest alkoholem (cukrowym ale zawsze) a co za tym idzie ekstrahentem (słabszym ze względu na lepkość) i konserwantem, do około 15% w formulacji gotowego kosmetyku nawilża (to zależy od rodzaju skóry i produktu kosmetycznego), powyżej ma działanie odwrotne, zamiast niej można używać roztworów cukru, ksylitolu
  • w maceratach bez alkoholu nie schodźcie poniżej 15% gliceryny i 1% kwasu, bo to zmniejszy trwałość do góra dwóch miesięcy
  • jest jeszcze jeden wspomagacz ekstrakcji, to sól, może być zwykła kuchenna ale prawdziwa (nie ta miałka jodowana) albo solanka Ringera, a może używacie solanek leczniczych i macie je pod ręką, tutaj ilość soli w płynie macerującym waha się między 0,9% a 3%, sól w takiej ilości jest zbawienna dla skóry
  • nie bójcie się łączyć różnych składników ekstrahujących
  • im więcej wody (automatycznie mniej kwasu, alkoholu, gliceryny) tym krótsza trwałość maceratu
  • dodatek alkoholu (ze względu na lepszą ekstrakcję) potrzebuje więcej czasu na macerację, bo i to co chcemy wyciągnąć tego potrzebuje
  • planujcie wykorzystanie i na tej podstawie ustalajcie proporcje kwasów, alkoholu (jeżeli będzie potrzebny) i gliceryny, ja sobie tak obliczam (w przybliżeniu) żeby potem móc zastosować większą część fazy wodnej w kremie czy innym mazidle, lepiej do maceratu użyć mniejsze stężenie, bo potem można je łatwo podnieść (np. do toniku zakwasić dodatkowo) niż od razu zatężyć zbyt wysoko i rozcieńczać do kosmetyku zmniejszając tym samym ilość substancji aktywnych w gotowym produkcie
  • zmiana koloru maceratu świadczy o początku rozkładu (hydrolizy) związków, zapach powinien pozostać do końca
  • zaletą takich maceratów jest szersze spektrum zastosowania niż w przypadku np. 50-100% glicerytów (gliceryty od 50% stanowią już mieszaninę samokonserwującą), bo glicerytu użyjemy w gotowym kosmetyku nawet dziesięciokrotnie mniej niż wodnego maceratu
  • wadą może być krótsza trwałość, dlatego nie róbcie tego na hektolitry
  • tego typu maceraty można stosować do każdego rodzaju kosmetyków, również wewnętrznie (uwaga na działanie i dawkowanie, nie róbcie tego na własną rękę słuchajcie fitoterapeutów)
  • trzeba się zdecydować na jedną jednostkę miary, chodzi o proporcje (dlatego ja wciąż katuję Was tymi procentami), bez proporcji wszyscy umrzemy

Przykładowa aplikacja do rozpoznawania roślin – nie znasz nie zrywaj!

Aha, edit gdyż zapomniałam. Maceratio to dosłownie namoczenie, a więc słowo macerat powinno być używane tylko do wyciągów wodnych (macerat wodny to masło maślane). Macerat olejowy nie mieści się w prawidłowej nomenklaturze. Wyciąg (ewentualnie ekstrakt) – można stosować zawsze i do wszystkiego – wyciąg olejowy, wyciąg płynny, wyciąg suchy. To najwygodniejsze jeśli ktoś ma problemy z odróżnieniem tinktury od syropu.

Źródło:

Kosmetyczne i lecznicze zastosowanie roślin ozdobnych Andżelika Radosz, Sylwia Klasik-Ciszewska, Katarzyna Duda-Grychtoł

Ekstrakty o pewnym działaniu Magda Prószyńska

Gemmoterapia Henryk Różański

16 komentarzy do “Maceraty wodne na później.

  1. […] się tu D-Panthenol i gliceryt z Akmelli. O tym jak robić ekstrakty z roślin, możecie poczytać TUTAJ. Gliceryt z akmelli dzięki swoim właściwościom znieczulającym pomaga radzić sobie z […]

  2. Czu jest sens robić z suszonego ziela? Bo jeno takie mam z czystych miejsc, nijak na bieżąco nie mam jak zbierać.

    1. Kosmo no to przecież wtedy łatwiej zrobić napar czy odwar, kiedy będzie potrzeba. Nie ma co kombinować 😉

  3. […] wszystkie maceraty (pamiętacie, że macerat to woda) i octy trzeba zamrozić, nie potrzeba nam utleniania w wysokiej temperaturze czy kipiącego ługu, wszystko co nie jest wodą mrozimy lub mocno chłodzimy, ja mrożę […]

  4. […] i używając tych pięciu ziół, bo substancje dzielą się na te rozpuszczalne w tłuszczach i te rozpuszczalne w wodzie. To jest bardzo ważne, bo żeby nie zrobić kosmetyku w typie placebo musimy wiedzieć co w czym […]

  5. […] informacje znajdziecie na ogólnodostępnych stronach fitoterapeutów, na dole podaję źródła), co się rozpuszcza w wodzie opisałam tu, możecie uznać, że reszta w tłuszczach, wyka lubi 50% alkohol, więc jeśli rozrobicie spirytus […]

  6. Mila czy macerację w glicerynie można przeprowadzić na ciepło? Np. świeży czarny bez chciałabym macerować wielokrotnie więc musiałabym zdążyć zanim przekwitnie

  7. […] cukry, czyli węglowodany (sacharydy) – każda roślina zawiera cukry, najwięcej polisacharydów znajdziecie w nasionach lnu, […]

  8. […] co się rozpuszcza w wodzie – dajemy do wody na ług […]

  9. Mila dziękuję za wpis!
    Nazrywałam dzisiaj kwiatów czeremchy, można macerować całe kwiatostany czy tylko kwiatuszki?
    Nie mam wody destylowanej, mogę dać taką z filtra?

  10. Glicerynę można zastąpić cukrem?? Cudnie! <3
    W jakich stężeniach to robić? Zamiast 150g gliceryny 150g cukru? Czy może 150g syropu cukrowego 1:1?

  11. Serdecznie dziękuję za takie dopracowane kompendium ❤️

    1. Mam jakieś światełko 😉 bardzom początkująca, a teraz mam i forsycję i pączków (i kwiaty się już pojawiają) mnóstwo (w tym klonu, jabłoni, tarniny i wielu wielu innych), a nie mam składników do Ringera :-/.. Mam za to sól fizjologiczną, i sól Kłodawską i kwas mlekowy i Wit. C i glicerynę, to może mi się uda coś zmieszać i nie popsuć ;-)…Napalilam się na forsycję i kwiaty jabłoni… Skóra nie pierwszej młodości ;-). Jeszcze raz dziękuję Ci wielce i pozdrawiam!

    2. Namieszasz dobrze, na pewno!

  12. Mila, czym mozna zastąpić kwas mlekowy? Czy np. jablkowy się nada?

    1. Jest we wpisie przecież 😀 “kwasy nadają się każde – mlekowy, migdałowy, askorbinowy (wit. C), octowy – są wspomagaczami ekstrakcji i przy okazji konserwantami”

Leave a Reply