Jesień i lniane Sapo kalinus na zimno CP.

O Sapo kalinus czyli mydle na oleju lnianym napisano już chyba wszystko. Ja oczywiście znalazłam jeszcze coś 😉 Coś co pokazuje różne aspekty mydła potasowego i nie tylko.

Wymyśliłam taką recepturę:

Receptura lniane nawłociowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Wzorowana jest na farmakopealnej recepturze Sapo kalinus, która mniej więcej wygląda tak:

Sapo kalinus. Fot Mila Wawrzenczyk

Zwróćcie uwagę na różnice i to czego każdy początkujący mydlarz tak się obawia – widełki Iodine oraz INS. Proszę zadajcie sobie pytanie czy naprawdę jest sens traktować te parametry poważnie? Czy farmakopealna receptura jest bzdurą, bo nie mieści się w widełkach współczesnego kalkulatora?

Wykonanie.

Wrzucamy i wlewamy wszystko naraz do garnka. Kwiatostanu nawłoci jest 43g czyli 10% MT. To jest najprostszy sposób na wykonanie mydła potasowego i co najważniejsze działa! Olej lniany w teperaturze pokojowej. Chwilę mieszamy łyżką aby wodorotlenek potasu dosięgnął wody, bo tylko tak się rozpuści i stworzy ług.

Początek. Fot. Mila Wawrzenczyk

Następnie blendujemy.

Blendujemy lniane. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli macie świeże kwiaty nawłoci, pójdzie szybciej. U mnie jeszcze kwitną. Przy suchych ziołach rozdrobnienie zawsze trwa dłużej. Nie przejmujcie się zbytnio, nie zajeżdżajcie blendera jeśli widzicie nadal większe kawałki zioła. Mydło potasowe radzi sobie z większością ziół i samo, w trakcie saponifikacji powoduje rozłażenie się jego fragmentów.

Czwarta godzina. Fot. Mila Wawrzenczyk

W czwartej godzinie, ług zaczyna akcję żelowania. Blendujemy jeszcze raz.

Jeszcze chwila. Fot. Mila Wawrzenczyk

Już prawie gotowe. Niewprawne oko uzna, że już ale struktura, zbyt „rwąca”, za mało przejrzysta podpowiada, że jeszcze chwila. To jest ten moment aby dodać alkoholu. Etanol, przedgon czyli metanol, izopropyl kosmetyczny. Naprawdę to nie ma znaczenia jaki.

Lniane nawłociowe, voila! Fot. Mila Wawrzenczyk

Czas przygotowania.

Są tłuszcze, które sprawiają, że saponifikacja trwa wieki. Często należy do nich olej lniany. Często, bo to zależy też od pochodzenia oleju, zapewne też od jego sposobu tłoczenia, świeżości a najbardziej od metody robienia.

Żeby saponifikacja nie trwała wieki należy wziąć pod uwagę ilość wody. To mydło zaczęło żelować w czwartej godzinie od nastawienia. A może i szybciej, tak przyznaję się, zakładałam że potrwa to jednak z dobę i poszłam na wino.

Chcąc przyspieszyć saponifikację mydła potasowego metodą na zimno redukujemy wodę do masy wodorotlenku, czyli ług 1:1.

Przyspieszaczem saponifikacji jest alkohol. Z tego powodu, niektóre aromaty kosmetyczne betonują masę mydlaną sodowego mydła. Alkohol jest nośnikiem zapachów. W tym mydle użyłam go około 10% MT. Tak jest też w recepturze farmakopealnej – 5 części spirytusu na 43 części oleju lnianego.

Mam wrażenie, że moment jego dodania ma znaczenie. Dolany na początku, kiedy właściwie nic jeszcze się nie dzieje, nie działa tak skutecznie jak dodany w fazie początku żelowania.

Zerowe przetłuszczenie jest kwintesencją saponifikacji. Tak wygląda chemicznie ten proces. Każdy nadmiarowy gram tłuszczu powoduje zaburzenie tej reakcji. Przy potasowych mydłach ustawiajmy w kalkulatorze 0% przetłuszczenia. Dodamy sobie co tylko chcemy po zakończeniu reakcji. Ja wciepałam w to mydło 25g maceratu glistnikowego na rzepaku nierafinowanym, 25g oleju lnianego surowego i 25g lanoliny bezwodnej. Jesień w końcu 😉

Ponieważ, nie chciałam grzać oleju lnianego dwukrotnie, nie zastosowałam zasady gorące tłuszcze + gorący ług, co również przyspiesza saponifikację mydła potasowego metodą na zimno CP. Mydło Sapo kalinus jest przeznaczone do grzania ale jak widzicie nie ma takiej potrzeby. Oszczędźmy wielogodzinne grzanie temu delikatnemu olejowi.

Zapach mydła lnianego.

Charakterystycznego zapachu mydła lnianego, na który narzekają jego wielbiciele da się uniknąć.

Po pierwsze niskie przetłuszczenie. Nie ma wtedy możliwości aby niezmydlone kwasy tłuszczowe zaczęły się utleniać, czyli jełczeć. Używanie świeżego, surowego oleju, pachnącego siemieniem lnianym, a nie tego bezwartościowego z półek marketowych.

Druga i najważniejsza sprawa to dodanie alkoholu. Alkohol w saponifikacji tworzy estry. A estry to substancje zapachowe, które niwelują smród. Tak przedstawiając najprościej i po ludzku bez potwornego języka branżowego 😉

A teraz idzie sobie dojrzeć, bo mimo całkowitego przeżelowania to nie jest jeszcze mydło, którego można używać, licząc na jego cudne właściwości.

I jeszcze na koniec mydeło lniane sodowe! Zrobione w maju tego roku, po pięciu miesiącach ma się wspaniale. Nie jełczeje, jest twarde, pachnie mydłem, nie suszy 🙂

Lniane sodowe. Fot. Mila Wawrzenczyk
Lniane sodowe, zdjęcie z kompa. Fot. Mila Wawrzenczyk

Miłego mydenia!

2 uwagi do wpisu “Jesień i lniane Sapo kalinus na zimno CP.

Dodaj komentarz