Dodatki – barwniki.

Wyjściowy kolor mydła zależy od ilości, jakości barwnika, użytych tłuszczów. Im więcej maseł i rafinowanych olejów, tym jaśniejszy odcień mydła otrzymamy. Zastosowane dodatki również mają wpływ na kolor mydła. Sól w ilości 1-3% MT utrwala kolor i nadaje matowości, można ją wykorzystać jeśli chcemy zamaskować przeżelowaną strukturę mydła. Podobnie alkohole rozpuszczalne w tłuszczach np. cetylowy, które dodatkowo emulgują masę mydlaną, dzięki temu kolor jest równomiernie rozprowadzony. Natomiast kwasy octowy, cytrynowy, mlekowy zachowują się inaczej z różnymi barwnikami. Karoteny czyli roślinne naturalne pomarańcze, stają się wyblakłe po czasie. Natomiast roślinne odcienie różowego czyli antocyjany, zyskują dzięki kwasom. Zerknijcie też tutaj aby dowiedzieć się jaki wpływ mają kwasy na kolor.

Barwniki mogą mieć postać proszku. Miki to perłowe, błyszczące sproszkowane minerały – krzemiany z dodatkiem innych tlenków, nadających główny kolor i najczęściej dwutlenku tytanu. Pigmenty matowe to najczęściej tlenki o wyrazistym kolorze lub ultramaryna, bardziej brudzą umywalkę niż miki i kolory naturalne. Wszystkie powyższe barwniki mogą być pochodzenia naturalnego, jednak pozyskiwanie ich jest kosztowne i trudne, dlatego jeśli kupujecie, któryś z nich, nie łudźcie się, na 99% jest to syntetyk. Z pewnością barwniki matowe są bardziej stabilne i wydajne niż perłowe miki. Przyprawy, sproszkowane zioła, glinki o różnym pochodzeniu, błota, żywice to koloryzacja naturalna 🙂

Jeśli chodzi o płynne pigmenty do mydła to nie mam zbyt dobrych doświadczeń, więc zaprzestałam ich stosowania. W sklepach z półproduktami jest ich duży wybór. Jako płynne barwniki stosuję napary, odwary i maceraty z ziół, owoców, warzyw. Oczywiście zgodnie ze sztuką wykorzystania danego surowca.

Można też eksperymentować z barwnikami spożywczymi, bo większość zawiera te same związki chemiczne, co barwniki do mydeł.

Biały. Najszybciej i najprościej zastosować dwutlenek tytanu (biel tytanową) lub tlenek cynku (biel cynkowa). Skutecznie wybielają masę mydlaną, nawet w niewielkiej ilości. Dodajemy 1-3% MT, tym więcej im ciemniejsze tłuszcze użyliśmy. Tlenek cynku ma większą tendencję do tworzenia marmurku, niejednolitej struktury. Oba tlenki wybielają i matują mydło. Dostępne w postaci białego pylistego proszku. Kontrowersje wokół nich są wynikiem niewiedzy. Chodzi o szkodliwe formy nanocząsteczek, które stworzono aby zaspokoić próżność ludzi. Otóż tlenki te doskonale absorbują światło słoneczne, więc są chętnie używane w filtrach przeciwsłonecznych. Niestety aby chronić skutecznie muszą być dodane w takiej ilości, która pozostawia biały film na skórze! Dlatego naukowcy zmikronizowali owe tlenki do postaci przezroczystych nanocząsteczek. I w kolorze tych tlenków jest klucz do ich szkodliwości. Biały proszek jest bezpieczny, od transparentnego trzymamy się z daleka – choć zdobycie tlenków w postaci nanocząsteczek raczej nie jest możliwe dla zwykłego mydlarza 😉 Większość barwników perłowych (miki) i matowych zawiera dwutlenek tytanu lub tlenek cynku. Niebarwione niczym mydło bieleje/jaśnieje z czasem.

Żółty. Glinki żółte. Miki w odcieniach. Żółcień żelazowa – żółty tlenek żelaza – matowy. Kurkuma, która jest też wskaźnikiem pH. W miarę dojrzewania mydła i obniżania wartości pH, ciemnieje. Kwiat nagietka, mniszka, aksamitki, kocanki, nawłoci, wrotycza.  Pulpa z żółtej dyni, marchwi, rokitnika i wszelkich owoców zawierających karoteny, proszek annato. Olej buriti, z pestek dyni, palmowy czerwony, niebielony wosk pszczeli, również w małej ilości. Kora derenia. Wszystko dodane z umiarem.

Pomarańczowy. Miki w odcieniach. Naturalny barwnik z nasion annato, pulpa z pomarańczowej dyni, marchwi, oleje palmowy czerwony i buriti – wszystko w dużej ilości. Przyprawa papryka. Dużo karotenów pozwoli uzyskać pomarańczową barwę. Uwaga kwasy wywabiają po czasie kolor uzyskany naturalnie, więc nie dodawajcie ich do pomarańczowych mydeł. Oczywiście nie dotyczy to barwników syntetycznych.

Czerwony. Miki i glinki. Różne odcienie czerwieni na bazie tlenków żelaza – wenecka, żelazowa. Czerwień karminowa – kiedyś wytwarzana z mszycy koszenila, dziś w większości syntetycznie. Smocza krew, czyli sproszkowana żywica z odmiany drzew palmowych. Dobrej jakości, żywoczerwona papryka przyprawowa.

Różowy. Oczywiste wybory typu burak, róża nie dadzą upragnionego efektu. Naturalny różowy barwnik roślinny zawdzięcza kolor antocyjanom a one nie mają szans w zetknięciu z wodorotlenkiem. Stają się szarobure a w najlepszym wypadku znikają. Są inne możliwości. Miki w odcieniach. Różowa ultramaryna. Odwar z korzenia rzewienia, rdestowca. Glinki różowe. Dobrej jakości kwiat hibiskusa i prawoślazu (malwy i rodzina ślazowatych) w jasnych tłuszczach i po dodaniu kwasu cytrynowego, da bladoróżowy kolor. Kwasy dobrze wywołują naturalne odcienie różu, być może warto połączyć kwas i sok z fioletowo-różowych owoców 😉

Fioletowy. Znów antocyjany, jeśli chodzi o naturalne barwniki. Ultramaryna fioletowa. Miki w odcieniach. Odwar z korzenia żywokostu w jasnych tłuszczach da odcień fioletowy. Można spróbować zabarwić masę gencjaną, która zawiera fiolet metylowy. Piękny odcień fioletu manganowego, niestety nie jest odporny na wodorotlenek. Alkanna, roślina barwierska, można spróbować, oczekując koloru fioletowoczerwonego. Fioletowy jest bardzo trudnym do uzyskania naturalnie kolorem w mydle.

Niebieski. Miki. Ultramaryna niebieska. Barwniki matowe zawierają różne związki – glinian kobaltowy, cynian kobaltowy, węglan miedziowy i ich mieszanki. Indygo, jednak nie czyste sproszkowane liście używane do farbowania włosów czy malunków na ciele, a wyodrębniony czysty barwnik daje piękne odcienie niebieskiego dżinsu. Współcześnie jednak jest często produkowany syntetycznie.

Zielony. Glinka zielona. Miki w odcieniach. Matowe barwniki, zieleń szmaragdowa – wodorotlenek chromu, zieleń chromowa – tlenek chromu i inne związki chromu. Ziele piołunu, trwały prawdziwie zielony kolor. Owoc i nierafinowany olej avocado, konopny, laurowy. Spirulina, jęczmień, pokrzywa, szpinak płowieją z czasem, przebarwiając się na jasny brąz.

Brązowy. Miki. Pigmenty matowe – mieszaniny tlenków żelaza. Czekolada, kakao, karob, kawa. Przyprawy zmielone, goździki, cynamon. Glinka Ghassoul, borowina, dziegieć. Kora drzewa sandałowego – ceglasty brąz. Kora dębu, kasztanowca – ciepłe brązy. Odcień jasny, karmelowy da ciemne piwo. A beżowy skarmelizowane cukry. Każdy odcień brązu uzyskać bardzo łatwo, ku rozpaczy każdego mydlarza 😉

Czarny. Głównie używamy węgla do otrzymywania odcieni od jasno szarego betonowego do czarnego, jednak trzeba go użyć naprawdę dużo aby uzyskać głęboką czerń a wtedy mydło zostawia po sobie czarną umywalkę 😉 Łatwiej zabarwić czarnym tlenkiem żelaza zwanym czernią żelazową.

Nie ma złotej zasady jeśli chodzi o barwienie mydła, bo istnieje zbyt wiele zmiennych. Rodzaj tłuszczów, dodatki, metoda robienia mydła, przebieg saponifikacji. Jeśli chodzi o miki i pigmenty matowe to dodaje się ich przeważnie 1-5% MT i robimy to często na oko, po prostu dosypując barwnik do masy mydlanej, aż do osiągnięcia pożądanego koloru. Efekt kolorowania naturalnego zależy od jeszcze większej ilości czynników. Jakość surowca roślinnego, sposób jego przygotowania i dodania do mydła. Dlatego czytamy, słuchamy, pytamy, eksperymentujemy.

Idźcie i kolorujcie mydło a ja będę uzupełniać wpis, jeśli coś przyjdzie mi jeszcze do głowy 🙂

dav
Od lewej: pigment matowy błękit nieba, czyste marsylskie z 1% soli morskiej – białe po pół roku, pulpa marchewkowa, mleko i płatki owsiane, guarana i niebieska mika, kora drzewa sandałowego, glinka zielona i zapomniałam co ;), czerwony olej palmowy i kwas cytrynowy, różnokolorowe miki. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Pierwsze kroki – BHP

Podczas robienia mydeł bezpieczeństwo jest bardzo ważne. Wodorotlenki są najsilniejszymi zasadami. Mogą powodować oparzenia chemiczne. Gorący tłuszcz wcale nie jest bezpieczniejszy. O potrzebnym sprzęcie poczytajcie tutaj –>  Natomiast niezbędne składniki opisałam tu –>

  1. Najważniejsza zasada – trzeba zachować spokój i wiedzieć co się robi. Jeśli denerwujesz się tak bardzo, że trudno Ci utrzymać naczynia czy mieszadło, proponuję poczekać z robieniem mydła. Może warto znaleźć kogoś doświadczonego aby pierwsze mydło ukręcić razem, pod jego okiem.
  2. Ubranie ochronne. Warto zadbać o takie, które nie będzie krępowało ruchów a jednocześnie na tyle dopasowane aby bez przerwy nie trzeba było go poprawiać. Niektórym potrzebne są tylko rękawiczki i okulary ochronne, innym dodatkowo fartuch i maska. Chodzi o to aby czuć się komfortowo i być bezpiecznym w razie gdy coś pójdzie nie tak.
  3. Wentylacja. Podczas otrzymywania roztworu ługu powstają opary – drażniące skórę, oczy, układ oddechowy. Dlatego należy zadbać o przewietrzenie otwierając okno, włączając wyciąg kuchenny a może macie możliwość i warunki do zrobienia mydła na powietrzu – poza domem. Moje marzenie 🙂
  4. Organizacja. Miejsce pracy powinno być pozbawione zbędnych rzeczy podczas robienia mydła. Durnostojki, kubek z kawą, zagrycha, garnek z zupą – nie ma dla nich miejsca na blacie roboczym czy płycie grzewczej. Zanim cokolwiek zaczniemy mieszać zgromadźmy wszystkie potrzebne rzeczy na blacie – żeby nie biegać po piętrach w poszukiwaniu jakiegoś składnika.
  5. Domownicy. Dobrze jest mieć spokój od przeszkadzaczy pod postacią dzieci i zwierząt. Konieczne jest natomiast żeby dzieci i zwierzęta nie przebywały w pomieszczeniu podczas robienia ługu ze względu na jego opary. Potem jest już bezpiecznie jeśli chodzi o powietrze ale nadal ryzykownie ze względu na ciekawość. Jaką to smakowitą masę mama wylewa do formy 😉 Jeśli robimy mydło kiedy domownicy są w domu, uprzedźmy ich o tym i poprośmy o spokój 🙂
  6. Dużo czasu. Zanim nabierzesz wprawy i będziesz w stanie oszacować potrzebny czas, rób mydła tylko wtedy gdy jesteś w stanie poświęcić im co najmniej trzy godziny. Przy mydle potasowym może to być nawet cały dzień. Pośpiech i chaos są równie niebezpieczne jak same żrące substancje. Kiedy robimy mydło nie zajmujemy się niczym innym i skupiamy swoją uwagę tylko na mydle
  7. Kolejność. Zawsze wsypujemy wodorotlenek do cieczy a ług do tłuszczów – nigdy nie robimy tego na odwrót.
  8. Przechowywanie. Wszystkie składniki potrzebne do robienia mydła powinny być przechowywane poza zasięgiem dzieci, zwierząt i reszty domowników 😉 Nawet jeśli jest to niewinny miętowy olejek eteryczny. Pojemniki muszą być szczelnie zamknięte, podpisane, łącznie z informacją ostrzegawczą – to robi za nas producent lub sprzedawca ale zdarza się, że przesypujemy czy przelewamy coś do innego pojemnika. Po prostu przenieśmy wtedy etykietę lub opiszmy odręcznie.
  9. Sprzęt do wszystkiego. Można używać blendera, łopatek, naczyń naprzemiennie do gotowania i do robienia mydła. Na początku zwykle tak jest, choć naczynie na ług polecam mieć osobne. Musimy być pewni, że są doskonale wymoczone w wodzie, wyczyszczone, wyskrobane z resztek mydła i przepłukane octem czy wodą z kwasem cytrynowym.
  10. Pierwsza pomoc. Trzeba mieć w pogotowiu coś co zneutralizuje silnie zasadowy wodorotlenek do substancji obojętnej i nieszkodliwej. Może to być roztwór kwasu cytrynowego. Najprościej mieć pod ręką butelkę z jakimkolwiek octem.

SZCZEGÓŁY SĄ WAŻNE

  • dostęp do bieżącej wody musimy mieć bezwarunkowo – woda to najlepszy rozpuszczalnik czyli „zmywacz” wodorotlenków
  • naczynie do robienia ługu wstawiamy do pustego zlewozmywaka – w przypadku pęknięcia silnie zasadowa zawartość po prostu przeczyści nam rury
  • ruchy z ługiem ograniczamy do minimum – od zlewu do naczynia z tłuszczami i z powrotem do zlewu gdzie natychmiast naczynie po ługu pozostawiamy pod cienkim strumieniem wody na minutkę
  • podczas odważania wodorotlenku pilnujemy jak Cerber aby żaden płatek, żaden granulek nie wymknął się na podłogę czy blat – jeśli tak się stanie łapiemy go w ręcznik papierowy i wyrzucamy razem z papierem do śmietnika
  • nigdy nie zostawiamy ługu, gorących tłuszczów, barwników i reszty składników poza kontrolą, nie opuszczamy miejsca pracy jeśli w domu są dzieci i zwierzęta
  • unikamy wdychania oparów ługu – nigdy nie nachylamy się nad naczyniem – mieszamy roztwór na tzw. wyciągniętych rękach
  • jeśli pochlapiemy odkrytą skórę wodorotlenkiem, ługiem czy świeżym mydłem – najpierw bezwzględnie płuczemy miejsce wodą przez kilka sekund i dopiero wtedy polewamy octem czy roztworem kwasu cytrynowego. Chodzi o to aby skóra była wstępnie oczyszczona z jak największej ilości tych substancji. Reakcja neutralizacji jest bardzo burzliwa i silnie egzotermiczna tzn. że jeśli dopuścimy do niej na skórze podniesiemy tylko temperaturę a to pogłębi oparzenie. Polecam zrobić eksperyment 😉 Do naczynia wstawionego do zlewozmywaka wsypać kilka granulek wodorotlenku i zalać łyżeczką octu – naprawdę nie chcemy mieć tego na skórze
  • wszystkie narzędzia i pojemniki już niepotrzebne od razu wkładamy do zlewozmywaka i zalewamy wodą
  • nie wkładamy naczyń z resztkami mydła do zmywarki – raz to zrobiłam i skończyło się potężnym wyciekiem piany 😛
  • nigdy nie wyciągamy uruchomionego blendera nad powierzchnie masy mydlanej
  • bezpiecznie jest wyrzucić śmieci od razu po skończonej produkcji, żeby ręczniki, patyczki itp. zabrudzone świeżym mydłem były poza zasięgiem ciekawskich
  • wychlapane na blat mydło zbieramy ręcznikiem papierowym a miejsce zalewamy/przecieramy octem
  • formę z mydłem odstawiamy w miejsce niedostępne dla domowników, ponieważ mydła potrafią wyglądać jak smakowite ciacha – dobrze też zostawić kartkę z informacją, że to mydło!
  • miejsce zbrodni sprzątamy od razu, jak najszybciej – choć zalane wodą naczynia, w których mieszaliśmy mydło można zostawić w zlewozmywaku np. na noc pod warunkiem, że dzieci i zwierzęta nie mają do niego dostępu
  • uwaga na rutynę – jest tak samo niebezpieczna jak chaos czy strach!

Być może dla osoby, która jeszcze nie robiła swojego mydła jest tego dużo i ilość informacji przytłacza. Jednak to stan trwający bardzo krótko, właściwie tylko do chwili ukręcenia pierwszego mydła 🙂

Co zrobić z nieudanym mydłem.

Czasem zaliczymy wpadkę i mydło nie wyjdzie jak tego oczekiwaliśmy, okaże się paskudnym gniotem, mamy wiadro okrojonych fragmentów mydła lub mydło zostało zrobione prawidłowo ale ze złej receptury. Pamiętajcie nigdy nie wyrzucamy mydła, zawsze da się uratować każdego stwora i każdy niechciany kawałek 😉

Warto podzielić przerabiane mydła na kolory – jeśli zmieszamy wszystkie naraz, otrzymamy burą masę. Dobrze też wiedzieć jaki był skład tłuszczów płynnych i stałych, żeby mniej więcej przewidzieć twardość przerabiańca. Możemy łączyć różne mydła – inne przetłuszczenie, skład – to nie ma znaczenia, wszystko się ładnie połączy. Istotny jest tylko kolor.

Czy takie mydło jest gorsze? Wręcz przeciwnie – możemy je ulepszyć. Ze względu na obniżone pH i niską temperaturę mamy szansę aby użyć dodatków wrażliwych na te czynniki, co w procesie CP czyli na zimno nie zawsze ma sens. Zupełnie odwrotnie niż logika podpowiada, na zimno wszystkie składniki powinny przetrwać a jednak jest odwrotnie 😉

Przetapianie.

Chyba najpopularniejsza metoda. W ten sposób możemy dać nowe życie każdemu mydłu. Szczególnie tym z za niskim przetłuszczeniem czyli o pH zbyt wysokim aby je używać i tym o nieładnej strukturze, z dziurami, z fałszywym śladem czyli fragmentami wizualnie różniącymi się od reszty mydła. Przetapianie jest bardzo zbliżone technicznie do robienia mydła metodą HP czyli na gorąco.

  1. Ścieramy takie mydło na tarce o drobnych oczkach. To znacznie ułatwi roztapianie i uzyskanie w miarę jednolitej struktury.
  2. Zalewamy wiórki gorącą wodą i zostawiamy na jakiś czas żeby zmiękło – nawet na całą noc (przy mydle dojrzałym naprawdę warto poczekać). Jeśli mamy świeże mydło ten krok można pominąć, bo ono jest jeszcze miękkie.
  3. Woda powinna stanowić około 10% masy mydła. Jeśli roztapiamy mydło z przewagą tłuszczów stałych/maseł możemy dodać do 15% wody.
  4. Zamiast wody można użyć każdego innego płynu, naparu czy odwaru z ziół, mleka..
  5. Kiedy mydło namięknie zaczynamy je podgrzewać. Bezpośrednio w garnku lub w kąpieli wodnej. Na małym ogniu, żeby uniknąć przypalenia. Ja nastawiam płytę na 3.
  6. Mieszamy, mieszamy i mieszamy 🙂 Dotąd aż masa stanie się jednorodna, bez widocznych kawałków nieroztopionego mydła. W zależności od mydła wyjściowego (rodzaj tłuszczów, wiek mydła) czas roztapiania jest różny. Nie zważajcie na to, że się zacznie pienić.
mde
Początek podgrzewania. Fot Mila Wawrzenczyk

7. Wyłączamy ale nie zestawiamy mydła z palnika czy płyty i dodajemy do masy wszystko co sobie zaplanowaliśmy.

  • tłuszcze aby podnieść przetłuszczenie i właściwości pielęgnujące – moja rada dodawajcie raczej maseł niż tłuszczów płynnych. Ja lubię woski, lanolinę i kwas stearynowy.
  • barwniki – masę można podzielić na części barwione na inne kolory
  • zapachy i olejki eteryczne
  • peeling – świetny sposób na nadanie nowego życia przetopom
dav
Pumeks zmielony i mak dla ozdoby. Fot. Mila Wawrzenczyk

8. Masę/masy przekładamy do form jeszcze ciepłą. Stukamy formą o blat aby ubić masę. Ozdabiamy brokatem, suszonymi ziołami i wszystkim co nam jeszcze wyobraźnia podpowie. Jeśli chodzi o przetapianie to wszystkie zioła i kwiatki, które tracą kolor w mydłach CP, tutaj go zachowają. Poza tym „posypki” zniwelują nieco widoczność dziur 😉

bty
Barwnik, EO rozmarynowy i suszony rozmaryn. Fot. Mila Wawrzenczyk

Błędy, wynikają głównie z niecierpliwości 😉

dav
Masa przetapiana za krótko, widoczne nierozpuszczone kawałki mydła. Fot. Mila Wawrzenczyk
dav
Dodane za dużo wody do rozpuszczania, podczas schnięcia kostka odkształca się. Fot. Mila Wawrzenczyk

Zatapianie.

Czyli dorzucanie fragmentów gotowego mydła do świeżej masy mydlanej. Znacznie mniej pracochłonne i wizualnie właściwie nie do odróżnienia dla laika. Żeby nowa kostka trzymała się cało i nie kruszyła nie przekraczajmy 50% mydła gotowego i 50% mydła świeżego.

  1. Gotowe mydło tniemy na kawałki – uzyskamy efekt kamieni szlachetnych czy marmuru. Pocięte kawałki wsypujemy do formy na dno, w środek już po wylaniu świeżej masy mydlanej lub dekorujemy wierzch nowego mydła.
dav
Zatopione czerwone fragmenty gotowego mydła w świeżej masie nagietkowej. Fot. Mila Wawrzenczyk

2. Gotowe mydło ścieramy na tarce. Drobnej lub grubej, mieszamy ze świeżą masą mydlaną w całości lub tylko z jej częścią.

dav
Gotowe mydło starte na drobne wiórki, zatopione w części świeżej masy. Fot. Mila Wawrzenczyk

3. Gotowe i wysuszone mydło (to ważne żeby było już dojrzałe i suche) wrzucamy do robota kuchennego z nożem do siekania. Otrzymamy drobne kuleczki, do zatopienia albo posypki.

dav
Posypka. Mila Wawrzenczyk

4. Jeśli mamy niechciane całe kostki mydła, możemy z nich zrobić spiralki za pomocą obieraczki do warzyw.

mde
Spirale układamy na dnie formy i zalewamy świeżą masą mydlaną. Fot. Mila Wawrzenczyk

Błędy. 

Zatapianie jasnych kawałków mydła w ciemnej świeżej masie da efekt salcesonu 😉

Rozpuszczanie mydła.

Ostatecznie, naprawdę jeśli już nic nie da się zrobić można przerobić mydło na płynne. Dlaczego w ostateczności? Mydło sodowe w płynie ma tendencję do rozwarstwiania się. Oczywiście można temu zapobiec stosując emulgatory i zagęszczacze, istnieją nieszkodliwe i naturalne np. guma ksantanowa. Jednak nie są to substancje, które każdy ma pod ręką a kupować tylko po to żeby zrobić mydło w płynie. Kwestia do rozważenia, ja nie używam 🙂 Jeśli jest potrzeba poszukajcie w sklepach z półproduktami. Zasada podobna jak przy przetapianiu mydła, tylko, że nie ma potrzeby podgrzewania – każde mydło w końcu się rozpuszcza w każdym płynie.

Także nie traćcie nadziei 🙂

 

Pierwsze kroki – składniki

Z czego zrobić mydło? Potrzebujemy tylko trzech składników – woda, tłuszcz i wodorotlenek.

Woda. Zwykle tak określamy płyn użyty do rozpuszczenia wodorotlenku. Jeśli będziemy używać wody, polecam kupić w sklepie stacjonarnym wodę demineralizowaną inaczej destylowaną. Jest pozbawiona minerałów, zanieczyszczeń i różnych soli, które mogą mieć wpływ na właściwości mydła np. powodować słabsze pienienie. Oczywiście użycie wody prosto z kranu czy z butelki nie jest przestępstwem ale trzeba pamiętać, że wprowadzamy wtedy do mydła np. związki chloru albo sole nierozpuszczalne obecne w twardej wodzie. Decyzja należy do mydlarza. Zamiast czystej wody można też użyć uwzględniając ich działanie na mydło:

  • napary, odwary czy wyciągi wodne z ziół i roślin
  • soki owocowe i warzywne
  • solanki
  • destylaty – oczywiście nie te alkoholowe 😉
  • hydrolaty
  • mleko, maślankę, jogurt, kefir, serwatkę
  • wody, napoje roślinne np. sojowe czy migdałowe
  • octy
  • piwo, wino, cydr – najpierw pozbawione alkoholu – choć uważam to za świętokradztwo

Wodorotlenek. NaOH czyli wodorotlenek sodu i KOH wodorotlenek potasu. Najważniejszą rzeczą na jaką musimy zwrócić uwagę to czystość substancji. Ja używam wodorotlenków oznaczonych symbolami cz. czysty (co najmniej 99% to wodorotlenek, a 1% to zanieczyszczenia powstałe przy produkcji) i cz.d.a. czysty do analizy (co najmniej 99,9% to wodorotlenek). Podaję też procenty, bo są one często stosowane naprzemiennie z symbolami. Jeśli chodzi o KOH to spotkacie się z zawartością 90%. Bez obaw, jeśli widzimy oznaczenie czysty lub czysty do analizy, te 10% to woda, bo wodorotlenek potasu jest silnie reaktywną substancją, bardziej niż NaOH. Ze względów bezpieczeństwa w handlu dostępny jest tylko KOH o stężeniu 90%. Czystość oczywiście jak zwykle cz. lub cz.d.a.

Wodorotlenki można kupić stacjonarnie w sklepach chemicznych, sklepach dla miłośników pirotechniki czasem zdarzy się, że w sklepach budowlanych (tu uwaga, bo przeważnie mają czystość techniczną tzn, że do mydła nie nadają się). Nie robimy mydła także na udrażniaczu do rur, bo on zawiera zbyt małą ilość wodorotlenku, reszta to wypełniacze i substancje nie nadające się do kontaktu ze skórą. Ja kupuję przez internet.

Tłuszcze. Większość dostępnych w sklepie spożywczym nadaje się do robienia mydeł. Choć wiele tylko jako dodatek. Mogą mieć czystość spożywczą, kosmetyczną lub farmaceutyczną. Mogą być rafinowane, nierafinowane, surowe, wyciskane na zimno lub ciepło. Dla domowego mydlarza nie ma to większego znaczenia choć różne sposoby pozyskiwania i przetwarzania tłuszczów mają wpływ na ich własności i właściwości a co za tym idzie na gotowe mydło. Panuje przekonanie, że do mydła należy używać tylko tłuszczów rafinowanych, bo te nieoczyszczone są zbyt drogie, więc szkoda skoro ług wszystko zeżre. Nie jest to tak jednoznaczne i w 100% prawdziwe, na szczęście. Wszystko zależy od tego jakiego efektu oczekujemy i jaki jest skład chemiczny danego tłuszczu. Nieważne czy użyjemy łatwo dostępnych oliwy z oliwek i oleju kokosowego czy trudniejszych do zdobycia oleju babassu i masła mango – mydło i tak nam wyjdzie 🙂 Może z wyjątkiem masła z mleka krowiego, nie polecam ze względu na odrzucający zapach gotowego mydła 😉

Dodatki. Ze względu na różnorodność płynów użytych do zrobienia ługu, mamy już mnóstwo możliwości. Jednak rozczaruję Was, na tym się nie skończy – daję słowo 😉 1, 2, 5, 10 – gładkich, pastelowych mydeł i zapragniecie zapachów, wzorów, skuteczniejszego zaradzenia problemom skórnym i wyrazistych kolorów! Zatem co jeszcze można „włożyć w mydło”:

  • barwniki naturalne – przyprawy, kakao, węgiel w proszku, annato, owoce, warzywa, rośliny, np. henna, indygo
  • barwniki syntetyczne – ultramaryny, perłowe na bazie miki, tlenki metali, dwutlenek tytanu
  • olejki eteryczne EO – uzyskane z roślin, mogą być 100% lub rozcieńczone w oleju nośnikowym
  • zapachy syntetyczne/aromaty kosmetyczne – kompozycje stworzone w laboratorium – wybierajcie te, które są dopuszczone do kontaktu ze skórą
  • glinki – też nadają barwę
  • peelingi – zmielone pestki, pumeks, piasek, korund
  • błota i borowiny
  • musy/zblendowane owoce i warzywa
  • sól
  • cukier
  • miód i produkty pszczele
  • skrobia
  • terpentyna
  • jajko, żółtko
  • kawa, kakao, karob
  • zioła, kwiaty – suszone lub świeże
  • kwas cytrynowy, mlekowy, mleczan sodu
  • jedwab Tussah, jedwab owsiany
  • lanolina
  • gliceryna
  • mleko, jogurt, maślanka w proszku
  • kwas stearynowy
  • płatki owsiane, otręby, siemię lniane
  • mocznik
  • algi
  • wit. E
  • ekstrakty i wyciągi roślinne, owocowe
  • woski i żywice
  • suszone plastry luffy – trukwy…
dav
Właściwie czego dodać nie można?! Można wszystko jednak nie wszystko ma sens 🙂 Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli macie problem ze znalezieniem jakiegoś składnika potrzebnego do zrobienia mydła, wpiszcie po prostu jego nazwę w wyszukiwarkę internetową. W ten sposób można znaleźć wszystko, porównać oferty sklepów i w końcu znaleźć swojego ulubionego dostawcę półproduktów 🙂

 

 

 

Pierwsze kroki – sprzęt

Do zrobienia mydła nie potrzeba wiedzy tajemnej. To jedna z najprostszych reakcji chemicznych, choć niektórzy nazywają ją magią. Kwas+zasada=sól. Wystarczy połączyć 😉

Nieprawdą jest, że potrzebujemy specjalistycznego sprzętu, przeważnie wystarczą naczynia, pojemniki, mieszadła, foremki itp. które mamy w domu. Oto one:

Naczynie do robienia ługu.

Najwygodniejsze będzie o pojemności 400-500ml. Tyle ługu nie zdarzy nam się raczej zrobić na jeden raz 😉 Ze względu na żrące właściwości roztworu wodorotlenku bezpieczniej zostawić duży zapas wolnego miejsca w naczyniu np. w razie przechyłu czy też wygodnego przenoszenia. Najlepiej żeby miało ucho do przenoszenia.

Jeśli wybierzemy naczynie szklane możemy użyć słoika. Nie jest to najlepszy wybór, bo słoiki są wykonane ze szkła mało odpornego na substancje chemiczne i wahania temperatur, wykonane z wadami – bąbelki powietrza, łączenia, rysy. Po kilku użyciach może po prostu pęknąć i narobić szkód. Dlatego jeśli zdecydujemy się na szkło wybierzmy zlewkę laboratoryjną. Są wykonane z odpornego szkła borokrzemowego i posłużą długo. Można je kupić za kilkanaście złotych w sklepie internetowym albo stacjonarnym.

Można też użyć naczynia z PP polipropylenu lub PE polietylenu. To popularne plastiki w gospodarstwie domowym. Oba odporne na temperaturę ale słabo odporne na ług i jego temperaturę. PP lepiej radzi sobie z roztworem wodorotlenku sodu, a PE lepiej z roztworem wodorotlenku potasu. Jednak podobnie jak słoiki są nietrwałe i co najwyżej do kilkukrotnego użycia. Nie polecam – niech odmierzają mąkę i mleko 😉

250_8567681775953f5532a0f1
Mój wybór zlewka niska z uchem (alchemik.pl)

Mieszadło do ługu.

Polecam bagietkę szklaną, bo jest niezniszczalna. Oczywiście można użyć drewnianych pałeczek do sushi czy bambusowego patyczka ale będzie to użycie jednorazowe. Pamiętajcie aby kupić bagietkę choć w 1/3 wystającą poza naczynie. Dostępne w tych samych sklepach co zlewki.

19896
alchemik.pl

Waga.

Elektroniczna waga na baterie, z dokładnością do 1g. Bez wagi nie może być mowy o robieniu mydła. Żadne odmierzanie na szklanki, wiadra i  kieliszki nie wchodzi w grę. Wodorotlenek sodu wymaga precyzji, dlatego bez wagi nie zrobimy prawidłowo mydła.

Naczynie do topienia tłuszczów.

Będzie jednocześnie naczyniem, w którym powstanie mydło, czyli wlejemy do niego ług. Możemy użyć miski czy garnka emaliowanych, stalowych, naczynia plastikowego z uchwytem (analogicznie do naczynia na ług – nie wytrzyma zbyt długo, choć dłużej). Ważne żeby było odpowiednio duże aby pomieścić tłuszcze i ług oraz było dla nas wygodne przy przelewaniu masy mydlanej do formy. Nie można używać naczyń teflonowych, z metali innych niż stal, szczególnie aluminiowych. Szkła również nie polecam, bo po pierwsze skąd wziąć takie duże a po drugie może pęknąć podczas blendowania. W przypadku wybrania metody HP czyli na gorąco lub robienia mydła potasowego można pokusić się o zakup wolnowaru ale nie jest to niezbędnik.

Blender.

Oczywiście bez niego da się zrobić mydło, tylko przy pomocy łyżki (z pewnymi wyjątkami) będzie to trwało godzinami 😉 Może mieć niską moc, ale dobrze żeby miał stopniowaną prędkość. Polecam stalowe końcówki – łatwo jest je umyć i zneutralizować. Nie wchodzą w reakcję z niczym, czego o plastikowych powiedzieć nie można. Zmyć marchewkę z białej plastikowej końcówki – graniczy z cudem, a co dopiero barwniki używane do mydeł 😉

Formy.

Temat rzeka 🙂 Nada się wszystko co jest drewniane (te należy wyłożyć papierem do pieczenia, grubą folią), silikonowe, z mocnego plastiku, pleksi. Użyj pudełka po lodach, skrzynki po winie, kartonu po soku lub kup dedykowaną formę dla mydlarzy. Forma nie może być metalowa, szczególnie aluminiowa, bo wejdzie w reakcję z mydłem. Przy używaniu kartonów po sokach (tetra pak) trzeba zwrócić uwagę czy warstwa powlekająca, oddzielająca produkt od warstwy aluminium nie jest uszkodzona. Forma drewniana pozwala oddychać mydłu i szybciej odparowywać wodę. Silikonowe dają mnóstwo możliwości dekoracyjnych.

dav
Fot. Mila Wawrzenczyk

Krajalnica.

Jeśli jako formy użyjemy kartonu albo dużej skrzynki drewnianej czy keksówki silikonowej – mydło trzeba będzie pokroić. Niezbyt gruby, duży nóż tzw. szefa i linijka wystarczy 😀 Można też użyć falowanego noża do warzyw, kupić krajalnicę do mydła, w której częścią tnącą jest struna lub ostrze, skrzynkę uciosową w sklepie budowlanym. Ograniczeniem, tak jak w przypadku form jest wyobraźnia.

Ajustable-de-múltiples-funciones-prácticos-de-madera-fabricación-de-jabón-jabón-cortador-herramientas-font-b-pro
aliexpress.com
skrzynka-uciosowa-drewniana-300-x-65-x-60-mm
e-rolmet.pl

Ubiór ochronny.

Okulary – zwykłe okulary ochronne do kupienia w sklepie budowlanym. Dobrze jest je przymierzyć żeby pasowały i nie zsuwały się z głowy. Rękawice – wybór jest ogromny. Trzeba szukać takich, które są odporne na alkalia. Jednorazowo wystarczą te używane do sprzątania. Bardzo ważne żeby były dobrze dopasowane do dłoni, lepiej zbyt ciasne niż za luźne. Można też zaopatrzyć się w fartuch laboratoryjny 🙂

Pomocnicy.

Nieocenionymi są szpatułki silikonowe – genialnie wygarniają resztki masy mydlanej z naczynia. Termometr taki ze szpikulcem jak do wędzenia lub pieczenia w piekarniku – do mierzenia temperatury roztworu wodorotlenku i tłuszczów. Patyki do szaszłyków, pałeczki do sushi, zagięty drut – do robienia wzorów. Butelki z dziubkiem, rękawy z końcówkami – te do kremów – do dekoracji. Pieczątki gotowe do ciastek lub na zamówienie, literki do odciskania w mydle napisów. Nawet elementy od ciastoliny czy inne skarby z pokoju dziecięcego 🙂 Paski do mierzenia pH gotowego mydła.

dav
Uwaga na pomyłki w kolejności liter 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Najważniejszy sprzęt potrzebny do mydlenia to SPOKÓJ. Jeśli nim dysponujemy nie stanie się nic złego i mydło zawsze wyjdzie.

Tak to wygląda pokrótce. Tak naprawdę sami dobieramy sobie sprzęt według potrzeb i możliwości. W starożytności blenderów nie znano a jednak mydła powstawały, więc do dzieła!