Letnie mydło ogórek&aloes.

Lato idzie, ciepłe będzie bo w końcu musi. A jeśli będzie takie sobie to chociaż spróbujmy je przywołać pachnącym i lekkim mydłem.

Lekkim, czyli jakim? Bez wosków, żywic, „ciężkich” maseł z dużą ilością kwasu stearynowego. Pachnące świeżością i delikatne w kolorze. A do tego delikatnie peelingujące, bo nie chcemy zbytnio ścierać naturalnej opalenizny.

Receptura na ok 1,4 kg mydła – wykonujemy metodą na zimno:

400g oliwy z oliwek (40%)

250g oleju kokosowego (25%)

200g masła winogronowego (20%)

100g oleju z pestek winogron (10%)

50g oleju rycynowego (5%)

250g soku ze świeżego ogórka (25%)

50g żelu aloesowego (5%)

134g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 7%)

20g maku

opcjonalnie: aromat kosmetyczny, zielona mika, tlenek cynku

Ogórek ma zastosowanie kosmetyczne, bo świetnie nawilża. Tyle, że jako maseczka, faza wodna w kremie. W mydle działanie jego jest znikome, jednak to nie jest powód aby z niego rezygnować, skoro zbliża się sezon ogórkowy i często będziemy zadawać sobie pytanie, co by tu jeszcze zrobić z tym wiadrem ogórków?

Z umytych, nieobranych ogórków wyciskamy sok. Obojętnie jakim sposobem – ja zblendowałam pokrojone i odcisnęłam przez ścierkę, żeby nie było kawałków. Odmierzamy 150g soczyście zielonego soku i zamrażamy. Od razu w naczyniu na ług. Do takiego zamrożonego krążka wsypujemy odważony wodorotlenek – spokojnie, wszystko się połączy i rozpuści idealnie. Ostrożnie merdamy patykiem.

Wiecie, że mrożenie wody, soków, mleka i reszty płynów na ług zapobiega szkodliwym oparom? Jeśli ktoś nie ma możliwości dobrej wentylacji albo robienia mydła na zewnątrz, polecam. Zresztą bieganie z naczyniem pełnym ługu z jednego miejsca w drugie uważam za tak samo niebezpieczne jak same opary. Do pierwszego potknięcia na kocie albo małym samochodziku…

Resztę soku łączymy z żelem aloesowym i ewentualnie aromatem kosmetycznym – dodamy tą miksturę do budyniu. Ja użyłam gotowego żelu kupionego w sklepie z półproduktami. Zwracajcie uwagę by był bez dodatków. Choć osobiście nie wierzę w jego czystość, bo przecież sok aloesowy jest przydatny przez jakiś tydzień a na moim opakowaniu był roczny termin ważności :/ Cudownie jeśli macie własną roślinę i możecie z niej przygotować żel. Aloes zawiera kwasy organiczne, glikozydy, garbniki i związki antronowe. Także sporo żywicy a miało być bez żywicy 😉 Tutaj głównie zależy nam na glikozydach, które łagodzą podrażnienia. Oczywiście nie otrzymamy skuteczności równej okładom czy maści, jednak jeśli taki problem istnieje (a latem jak najbardziej), to otrzymamy dodatkowy wspomagacz w postaci mydła.

Roztapiamy tłuszcze. Tutaj użyłam wynalazku w postaci masła winogronowego. To nic innego jak uwodorniony czyli utwardzony olej z pestek winogron. I tak jak jestem przeciwnikiem poprawiania natury tak w tym przypadku, nie widzę przeciwwskazań do użycia utwardzonych olejów do mydła. Makadamia, słonecznikowy, awokado i inne można spotkać w postaci masła, którego przecież nie jemy a myjemy się nim a dokładnie powstałymi w czasie zmydlania solami. Masło winogronowe można zamienić w całości na biały olej palmowy z miąższu lub smalec wieprzowy, oczywiście przeliczając recepturę w kalkulatorze, bo zmieni się ilość wodorotlenku.

No dobra ale skoro uwodorniony to znaczy, że skład kwasów tłuszczowych się zmienia, więc jak to ma się do liczby zmydlania. Ma się tak, że nasz płynny olej z pestek winogron składający się głównie z kwasu linolowego, przechodząc w miękkie masło zamienia część kw. linolowego na kwas stearynowy (a miało być bez stearynowego 😉 ). Skoro olej zamienia się w miękkie masło to uwodornienie jest częściowe, więc kwas linolowy nadal jest w naszym maśle winogronowym. Jaka jest proporcja, ja nie wiem, bo jakiż producent wpadłby na to, że taka informacja będzie potrzebna 😉 Na opakowaniu masła winogronowego widnieje informacja, że składa się z tłuszczu uwodornionego i naturalnego. Reasumując. Jeśli przyjdzie nam do głowy użyć uwodornionego tłuszczu, wpisujmy w kalkulator tłuszcz wyjściowy i ustawiajmy przetłuszczenie 7% i więcej. Mnie się nigdy jeszcze nie zdarzyło aby z mydłem było coś nie tak w przypadku użycia tłuszczu utwardzonego.

Ok, róbmy to mydło. Do tłuszczów od razu wsypałam barwniki, malutko na czubku noża. Po to żeby to mydło narzucające nazwą kolor zielony faktycznie takim było, bo niestety ale sam ogórek, mimo soczystego koloru soku i aloes dadzą mydło ledwo zielone przechodzące w beżowe.

dav
Sok ogórkowy do zamrożenia w naczyniu na ług. Fot. Mila Wawrzenczyk

Łączymy w temperaturze 25-30 stopni Celsjusza. Najpierw tylko mieszamy blenderem, następnie kilka razy blendujemy pulsacyjnie. Potem wlewamy pozostały sok ogórkowy z żelem aloesowym i aromatem kosmetycznym. W zależności jaki mamy żel aloesowy może powodować przyspieszenie zagęszczania masy. Ja użyłam zapachu ogórek&aloes, a jakże 😉 Mieszamy dokładnie, znów bzykając blenderem tylko kilka razy. Odstawiamy blender i dosypujemy mak. Rozprowadzamy dokładnie lub trochę mniej dokładnie. Lejemy w formę. Moje nie chciało żelować ale zmusiłam do tego wystawiając owinięte na słońce. Bo ja kocham żelki 🙂

Powinno nadawać się do pokrojenia po 8 – 10 godzinach. Ja walnęłam byka, bo nie odliczyłam tych 50g żelu aloesowego od całej masy soku ogórkowego, więc kroiłam po 14 godzinach, czego nie cierpię. Olej winogronowy i rycynowy sprawiają, że mydło będzie elastyczne przez kilkanaście dni, bez obaw stwardnieje. Generalizując, olej z pestek winogron daje tą elastyczność na stałe, co nie jest tożsame z miękkim mydłem a raczej z bezproblematycznym krojeniem i obrabianiem mydła. Jeszcze mocne grzanie na słońcu + 35% wody wywołało rzeczki glicerynowe. Teraz będzie odparowywać przez lata świetlne 😉

dav
Mydło ogórek&aloes. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Źródło:

Zielarstwo i metody fitoterapii. O ziołach i preparatach ziołowych, dzieje fitoterapii. H. Różański

 

 

Wysalamy mydło potasowe i nie tylko.

Wiecie jak produkuje się mydło marketowe na skalę przemysłową? Łączone zostają tłuszcze z ługiem. Zwykle te najtańsze np. olej palmowy. Gotowe mydło poddaje się wysoleniu, czyli usunięciu niezmydlonych tłuszczów i gliceryny, a więc głównych sprawców pielęgnacji skóry. Potem ten suchy bezwartościowy wysół zostaje barwiony, perfumowany, prasowany w zgrabne kostki, pakowany w kolorowe papierki i trafia na mydelniczki. Właściwie co? Czysta sól sodowa lub potasowa, która czyści bez skrupułów, nie natłuszcza, nie ma właściwości okluzyjnych, nie robi niczego poza myciem. Stąd zła fama mydeł ogółem. Jednak kto spróbował mydła ręcznie robionego, ten widzi różnice 🙂

Ok, więc po co wysalamy? Czasem mydło nie wyjdzie tak bardzo, zjełczeje, nikt nie chce go używać, jest tak nieudanym eksperymentem, że po prostu trzeba je przerobić a samo przetapianie to za mało.

Nigdy, przenigdy nie wyrzucamy nieudanego mydła, bo zawsze jest rozwiązanie! Jeśli nie macie sentymentu dla gniota, to pomyślcie, że wyrzucacie pieniądze do śmietnika 😉

Odkryłam głęboko w szafce potasowe mydło kokosowe z 20% przetłuszczeniem i oznakami jełczenia. O fuuuj.. A za nim bliżej nieokreśloną brązową breję o zapachu lemongrass. W przypadku mydła potasowego niewiele da się poprawić zapachem, dodatkowym tłuszczem, glinką i tym podobnymi. Ani tego rozpuścić ani zabarwić, ale wyrzucić nie godzi się. Pozostaje wysolenie.

dav
Bliżej nieokreślone mydło potasowe do dużej przeróbki. Fot. Mila Wawrzenczyk

I tak jak nie ma dla mnie zmiłuj w przypadku mydła „na oko”, tak tutaj jak najbardziej postępujemy na wyczucie.

Przekładamy mydło do garnka. Ja miałam tej brei jakieś pół kilograma a wybrałam garnek pięciolitrowy dla wygody i bezpieczeństwa.

Pierwszy krok – zalewamy ciepłą wodą aby swobodnie pływało, powiedzmy na pół kilo mydła jakieś półtora litra wody, może być kranówka.

Krok drugi – dosypujemy wodorotlenek potasu – oczywiście do mydła potasowego. Do sodowego mydła, wodorotlenek sodu lub potasu – pamiętacie, że mydła na dualu, czyli mieszanych wodorotlenkach są super. Jednak żeby uzyskać kostkę dobrze aby wodorotlenki były przynajmniej w ilości równoważnej. Dlatego z potasowego wysołu nie otrzymamy zwartej kostki. Natomiast z sodowego wysołu możemy otrzymać super mydło na dualu 🙂

Na pół kilo mydła sypnęłam 30g KOH, dużo, ale pamiętałam o tym nieszczęsnym 20% kokosowym przetłuszczeniu.

dav
KOH na mydle potasowym. Fot. Mila Wawrzenczyk

Proste, prawda? Żadne robienie ługu, wszystko na raz. Co nie zwalnia z ostrożności.

Krok trzeci – podgrzewamy na małym ogniu, mieszając co jakiś czas. Teraz dzieje się zmydlanie pozostałych w mydle wolnych tłuszczów. Jest to etap niezbędny w przypadku rozpoczętego jełczenia, które tak naprawdę nie jest niczym złym z chemicznego punktu widzenia. Po prostu super hiper wielowęglowe kwasy tłuszczowe utleniają się do tych prostszych np. masłowego, który co tu dużo mówić – śmierdzi.

Druga sprawa, wysalanie najczęściej jest polecane jako przerobienie nieudanego mydła na gospodarcze. A ja powiem, że niekoniecznie. Jeśli wysalamy mydło z dużą zawartością frakcji niezmydlanej (żywiczne, shea) to na gospodarcze się nie nada, bo zostawi smugi i plamy na mytej powierzchni lub pranych ubraniach.

mde
Stare mydło+woda+wodorotlenek. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kiedy tylko osiągnie mniej więcej jednorodną emulsję, zostawiamy do ostudzenia na kilka godzin, na noc. Niech się zmydla.

Krok czwarty – dosypujemy soli. Zwykłej najtańszej soli kuchennej. Na pół kilograma mydła, dosypałam pół szklanki soli. Ponownie podgrzewamy na małym ogniu.

hdr
Mydło potasowe w solance. Fot. Mila Wawrzenczyk

Po jakimś czasie otrzymamy taką jednorodną brejkę. Mimo, że podchodzi wodą nic nie odlewamy, bo to wciąż nie jest oddzielenie mydła od solanki. Dolewamy znów ok. litr wody i pół szklanki soli. Już wiecie po co na pół kilograma mydła potrzebujemy garnek pięciolitrowy. Być może będzie potrzebne powtarzanie tego etapu. Mnie się udało już po dwukrotnym dodaniu solanki.

Zachowajcie ostrożność, od wsypania wodorotlenku do tego etapu nasza masa ma pH w okolicach 12, czyli jest żrąca.

Krok piąty – wysół, czyli pływające po wierzchu czyste mydło. Zostawiamy to wszystko w garnku do ostygnięcia i tym samym zastygnięcia. Wtedy łatwiej wyjąć. Pozostały przejrzysty płyn zawiera glicerynę, dodatki, nadmiar wodorotlenku i solankę.

dav
Wysół do odcedzenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli chodzi o mydło potasowe, które rozpuszcza się o wiele szybciej w wodzie niż sodowe, trzeba wykazać się cierpliwością, bo długo mimo dodawania solanki wszystko pozostaje w fazie żelu. Żeby można było odlać solankę z dna garnka zawsze musi być ona przejrzysta a mydło musi pływać po wierzchu.

Ten etap to koniec wysalania, mydło zdjęte z wierzchu ma pH 7-8. Jest pozbawione większości dodatków. Odzyskało jasny kolor, bo odwar ziołowy przeszedł do solanki, tak samo mika, sól, cukier – wszystkie rozpuszczalne w wodzie dodatki pływają w solance. Pachnie czystym mydłem, zero zapachu jełczenia. Teraz od Was zależy, czy chcecie dalej oczyszczać mydło z substancji niezmydlalnych i pozostałości dodatków aby otrzymać czystą sól potasową lub sodową nadającą się do zastosowania gospodarczego. Czy też taki nie do końca oczyszczony wysół użyć kosmetycznie, po ponownym „dotłuszczeniu” i dosmaczeniu dodatkami.

A jaka jest różnica między mydłem naturalnym a mydłem wysolonym, ano taka:

CollageMaker_20180430_083009403
Mydło naturalne kontra wysolone. Fot. Mila Wawrzenczyk

Po lewej mydło potasowe na zimno – widoczna mieszanina gliceryny i niezmydlonych tłuszczów. Po prawej mydło wysolone – suche, czyste mydło bez gliceryny i niezmydlonych tłuszczów.

I co dalej z takim wysolonym mydłem. Ja użyłam kosmetycznie. Gotowy wysół zalałam gorącą wodą 1:1 aby uzyskać żel. Potem zmieszałam z olejem winogronowym, kawą, algami, glicerytem stokrotkowym, cukrem brązowym solą i otrzymałam pachnący peeling 🙂 Jeśli chodzi o mydło sodowe możemy na nowo uformować je w kostkę, traktując po troszę jak przetapiane a po troszę jak HP. Dodajemy więc do wysołu wody i podgrzewamy. Potem dodatkowy olej, jogurt, glinki, barwniki, olejki, czy co tam jeszcze wymyślicie i przelewamy do formy.

dav
Peeling z wysolonym mydłem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Możecie użyć takiego wysolonego mydła jako bazy do wszystkiego! Ograniczeniem jest tylko Wasza wyobraźnia. Każde zepsute mydło da się naprawić w ten sposób. Utwardzić, rozjaśnić, zrobić od nowa 😉

 

 

 

 

Pszczoła sodowo-potasowa.

Wosk pszczeli to jedno z tych dzieł natury, które zmydla się tylko w niewielkiej części. A to ze względu na skład chemiczny, niereagujący z wodorotlenkiem, niewrażliwy na pH i temperaturę. Zmydleniu ulegają tylko kwasy tłuszczowe, stanowiące niewielką część wosku. Oczywiście mam na myśli naturalny wosk o miodowym kolorze i zapachu ula. Woski tworzą warstwę okluzyjną na skórze czyli zapobiegają utracie wilgoci.

Wosk pszczeli ma wysoką temperaturę topnienia 60-70 stopni Celsjusza, dlatego nie jest łatwym w obróbce składnikiem mydła. Oczywiście, jeśli dodajemy go w okolicach 5% nie sprawi problemu. Jednak jak postępować w przypadku 15% (a może i więcej) gdy wcześniej nie miało się do czynienia z taką ilością wosku w mydle?

Receptura na ok. 1,5 kg gotowego mydła sodowo-potasowego w technice prawie HP:

200g masło shea (20%)

200g olej babassu (20%)

150g olej ryżowy (15%)

150g olej rzepakowy nierafinowany (15%)

150g masło kakaowe (15%)

150g wosk pszczeli surowy (15%)

300g wody (30%)

107g NaOH (co stanowi 80%)

30g KOH (co stanowi 20%)

100g oleju rzepakowego nierafinowanego (podniesie przetłuszczenie do ok. 12%)

opcjonalnie kurkuma i propolis

Robimy ług, po kolei wsypując wodorotlenki. Zachowajcie ostrożność wodorotlenek potasu reaguje dużo bardziej burzliwie niż sodowy. Topimy tłuszcze. W tym wypadku dobrze jeśli najpierw stopimy tłuszcze twarde a dopiero potem dolejemy płynne oleje, żeby zbytnio nie podgrzewać nierafinowanego rzepakowego.

dav
Shea, babassu, masło kakaowe i wosk. Fot. Mila Wawrzenczyk

Łączymy w około 50 stopniach. Blender raczej nie będzie potrzebny ale jeśli jesteście od niego uzależnieni, poprzestańcie na kilku bzitach, potem już tylko dobra, sztywna łopatka 😉 Podczas łączenia ługu z tłuszczami temperatura masy zaczyna początkowo spadać, do tego reakcja zmydlania, więc trzeba działać szybko. Przy jednolitym mydle, po prostu wylewamy w formę dobrze zemulgowaną masę mydlaną i po kłopocie.

Mnie się zachciało mydła dwukolorowego. Tłuszcze z ługiem mieszałam krótko, nie były dobrze połączone, z widocznymi smugami wolnego tłuszczu. Nie szkodzi, bo potem podzieliłam masę na dwie równe części, które dalej mieszałam. Dodałam do mas dwie „mikstury”. Do jednej 50g oleju rzepakowego z 50g propolisu, powstał wcześniej przy okazji robienia maści propolisowej (propolis rozpuszczony w alkoholu etylowym). Nawet nie musiałam go blendować, bardzo dobrze rozmieszał się w oleju. Do drugiej 50g oleju rzepakowego i około pół łyżeczki kurkumy w proszku. Aby masa nie stygła i nie tężała zbyt szybko, podczas mieszania z dodatkowym (też ciepłym olejem rzepakowym), wstawiłam naczynie z nią do garnka z ciepłą wodą pozostałą po topieniu tłuszczów. Utrzymanie temperatury i dodatek również podgrzanego oleju rzepakowego z dodatkami, pozwoliło na bezproblemowe przełożenie masy do formy, bo dolanie roztopionego tłuszczu do każdej masy mydlanej – zawsze rozrzedza ją na chwilę. Jeśli robicie mydło jednolite, dodajcie te 100g oleju rzepakowego (a może innego ulubionego) do całej masy, po jej wstępnym połączeniu z ługiem. Dlatego ośmieliłam się nazwać tą technikę prawie HP czyli na gorąco 😉

Kroiłam dość szybko po kilku godzinach, być może trochę za szybko, bo podłożona mata silikonowa imitująca plaster miodu nie odbiła się zbyt dobrze. 8-10 godzin będzie idealne przy tej recepturze. Ze względu na użyty wodorotlenek potasu, mydło będzie elastyczne, nic się nie pokruszy. Tym bardziej, że wyższa temperatura łączenia zapewni równomierne żelowanie.

mde
Chwila po pokrojeniu. Fot. Mila Wawrzenczyk

Po co ta kurkuma? Oprócz tego, że skoro pszczoła, więc musi być w paski żółto brązowe 😉 Chciałam Wam pokazać, że kurkuma to wspaniały, naturalny wskaźnik pH. Na powyższym zdjęciu widać (tak słabo, trzeba się przyjrzeć), że świeżo pokrojone kostki mają prawie jednolitą brązową barwę. A na poniższym zdjęciu (zrobionym po trzech dniach) kurkuma przebarwiła się na żółto, bo pH spadło do okolic 8 punktów, więc teoretycznie mydła można już używać.

mde
Kurkuma w mydle jaśnieje i żółknie, więc pH mydła jest już dobre. Fot. Mila Wawrzenczyk

Dlaczego mydło na mieszanych wodorotlenkach? Bo taka kostka jest bardziej kremowa i pienista niż na samym NaOH. Jednak wiąże się z tym także większa mazistość i rozmiękanie na mydelniczce, wszak mydła potasowe to maziste breje. Żeby temu zapobiec receptura zawiera przewagę tłuszczów stałych, a więc także przewagę kwasów tłuszczowych nasyconych. Teraz już nie ma wymówki, nie wiem które to stałe i nasycone, wystarczy sprawdzić w tabeli 🙂

Nie bójcie się użyć większej ilości wosku w recepturze. Kluczem do sukcesu jest utrzymanie odpowiedniej temperatury. Jeśli temperatura będzie zbyt niska tłuszcze stałe – przede wszystkim wosk – zaczną zestalać się na nowo w ciało stałe i fałszywy ślad mydlany gotowy.

Mydło jest już właściwie dojrzałe i cudownie pachnie ciepłym ulem!

mde
Pszczoła w ulu. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Do obliczenia wagi wodorotlenków użyłam kalkulatora Kardamona.

Mydło na owsiance z podbiałem.

Mydła owsiane przeważnie robi się na płatkach. W zależności od ich rodzaju i sposobu obróbki otrzymamy delikatny peeling – ze zmielonych płatków górskich dosypanych na sucho do budyniu. Można też zrobić wcześniej mleko owsiane, zalewając płatki wodą a potem odcedzając. Trzeci wariant to użycie mąki owsianej. Zależy kto czym dysponuje i jaki efekt chce uzyskać. Ja najbardziej lubię zrobić brejkę z otrębów owsianych, która w mydle jest co najwyżej masażem, nigdy peelingiem. Owies jest bardzo delikatny dla skóry, dzięki saponinom, sterolom a przede wszystkim polisacharydom (tutaj betaglukan), które w wodzie zamieniają się w powlekający i ochronny glutek 😉 Żeby jeszcze wzbogacić to mydło dodałam macerat wodny z liści podbiału pospolitego, głównie ze względu na garbniki i śluzy (też polisacharydy). Ździebko kwasu cytrynowego, dodatkowo wydelikaci mydło a tlenek cynku przyspiesza gojenie podrażnień.

Receptura na około półtora kilograma mydła:

250g oliwy pomace (25%)

250g oleju babassu (25%)

250g masła shea nierafinowanego (25%)

150g oleju ryżowego (15%)

50g oleju ze słodkich migdałów (5%)

50g oleju rycynowego (5%)

300g wody (30%)

132g NaOH (co da przetłuszczenie łącznie z kw. cytrynowym ok. 9%)

100g otrębów owsianych

10g kwasu cytrynowego

5g tlenku cynku

około trzech łyżek suszonych liści podbiału

Najpierw, kilka godzin wcześniej zalewamy połową wody (150g) pokruszone liście podbiału. Zostawiamy na co najmniej 6 godzin. Odcedzamy, wyciskając ziele i rozpuszczamy w tym płynie kwas cytrynowy. Wodę można uzupełnić do początkowej wagi ale nie jest to konieczne, bo podbiał bardzo dobrze się odciska i straty będą niewielkie. Całość możemy zamrozić albo tylko schłodzić. Wsypujemy wodorotlenek i odstawiamy.

Topimy tłuszcze, dodając do nich tlenek cynku. Dla dobrego rozprowadzenia możemy zblendować. Robimy brejkę z otrębów. Zalewamy je resztą gorącej wody (150g) i odstawiamy do napęcznienia. Możecie użyć mniej otrębów jeśli chcecie.

dav
Owsianka z otrębów. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli pulpa owsiana będzie zbyt gęsta aby ruszyć łyżką, dolejcie do niej trochę roztopionych wcześniej tłuszczów. I tak wszystko trafi do budyniu a jednak pozwoli na łatwiejsze rozprowadzenie w masie.

Kiedy ług i tłuszcze osiągną temperaturę około 30 stopni Celsjusza, łączymy blendując i mieszając na zmianę. Po uzyskaniu jednorodnej emulsji – nie doprowadzajcie do grubego śladu – dodajemy owsiankę i dokładnie mieszamy. Można też zrobić jeszcze inaczej. Gotową owsiankę blendujemy razem z tłuszczami i dopiero dolewamy ług. Wtedy mydło będzie jeszcze gładsze.

Mydło nie żelowało, bo wyskoczyło mi coś nagłego, musiałam przerwać tworzenie i łączyłam w naprawdę niskiej temperaturze ok. 20 stopni. Owies nie pomógł rozgrzać masy mydlanej, nad czym strasznie boleję 😀

Kroiłam po jakichś 10 godzinach. Pachnie owsem, osadu brak. Będzie dobre za dwa miesiące.

dav
Nazywam je mydłem naprawczym. Fot. Mila Wawrzenczyk

Olej ryżowy kontra oliwa. Najprostsze monomydła dla początkujących.

Kiedy ktoś szuka receptury na swoje pierwsze mydło, najczęściej pada odpowiedź, zrób mydło 100% oliwkowe (kastylijskie, bastylijskie – nazwy pochodzą od regionów,w których robi się takie mydła tradycyjnymi metodami). Już pisałam, że nie rozumiem zachwytu nad oliwą jako składnikiem mydła. Mimo redukcji wody, dodania soli i cukru, mydło z oliwy maśli się na mydelniczce i słabo pieni. Dochodzi jeszcze długi czas leżakowania, według mnie aby nadawało się do użytku powinno dojrzewać około roku. W takim razie czy naprawdę jest to najlepszy wybór na pierwsze mydło?

Receptura na około 600g mydła oliwkowego:

600g oliwy z oliwek (100%)

120g wody (20%)

78g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 3%)

10g cukru (na większą pianę)

10g soli (na utwardzenie)

W wodzie na ług najpierw dokładnie rozpuszczamy sól i cukier, dopiero po tym wsypujemy odważony wodorotlenek. Zostawiamy do ostygnięcia. Mamy dwie możliwości. Czekamy aż ług ostygnie i zrówna temperaturę z oliwą albo podgrzewamy nieco oliwę aby skrócić czas stygnięcia ługu. Temperatura łączenia w okolicach nawet 40 stopni Celsjusza będzie w porządku. Krótko blendujemy i wylewamy masę mydlaną do formy. Ze względu na dużą redukcję wody, musimy pilnować czasu krojenia. Mydło stwardnieje w ciągu kilku godzin. Na pewno nie można go pozostawić na noc, bo rano może się okazać, że zamiast krojenia będziemy musieli łupać i kruszyć dłutem 😉

Poniżej 7-miesięczne monomydło oliwkowe, jest już prawie białe. Póki kostka nie ma kontaktu z wodą jest tak twarda jak kamień. Kiedy tylko zaczynasz myć nią ręce, już wiesz, że będzie rozmiękczać.

dav
Mydło 100% oliwkowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ja na pierwsze monomydło polecam recepturę 100% oleju ryżowego, dlatego, że taka kostka ma lepsze parametry – twardość, większa i bardziej kremowa piana, krótsze dojrzewanie. Co ciekawe olej ryżowy ma w składzie kwas mirystynowy, który determinuje parametry mycia i pienistości, w minimalnym stopniu ale zawsze coś 😉

Receptura na około 600g mydła ryżowego:

600g oleju ryżowego, inna nazwa to olej z otrąb ryżowych (100%)

120g wody (20%)

77g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 3%)

10g cukru (na większą pianę)

10g soli (na utwardzenie)

Postępujemy dokładnie tak samo jak przy oliwkowym. W wodzie na ług najpierw dokładnie rozpuszczamy sól i cukier, dopiero po tym wsypujemy odważony wodorotlenek. Ze względu na wyższą zawartość kwasu palmitynowego (czyli tego odpowiadającego za twardość), olej ryżowy powoduje nieco szybsze gęstnienie masy mydlanej. Z tego powodu użyjmy mniej blendera a więcej mieszajmy aby bez problemów przelać masę do formy. Również pilnujemy czasu krojenia, po kilku godzinach mydło powinno ładnie się kroić lub bez uszkodzeń dać wyjąć z małych foremek.

Poniżej 3-miesięczne mydło 100% ryżowe. Im dłużej leży tym jest jaśniejsze, choć białe tak jak oliwkowe nie będzie nigdy. Już widać, że mimo krótszego niż oliwkowe, czasu dojrzewania – lepiej się pieni a ja czuję zdecydowanie mniejszą mazistość.

dav
Mydło 100% ryżowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Coraz częściej w recepturach zastępuję oliwę lub zmniejszam jej ilości na korzyść oleju ryżowego. Oczywiście ceną jest finalnie ciemniejsze mydło i nieco przyśpieszone gęstnienie budyniu, jednak dla mnie osobiście to żadna cena za większą twardość i kremową pianę.

Receptury są skomponowane identycznie, różnią się tylko ilością wodorotlenku potrzebnego do zmydlenia poszczególnych olejów. Nie bójcie się redukcji wody, przy mydle z samych olejów to konieczność. Jeśli chodzi o niskie przetłuszczenie, im dłużej mydło leży tym niższe przetłuszczenie ustawiamy, bo nawet tłuszcze trwałe w końcu mogą zjełczeć. A mydło dojrzałe z dobrej receptury nawet z niskim przetłuszczeniem nie wysuszy skóry.

Wybór należy do Was 🙂

Mydło różane chyba walentynkowe ;)

Róża to bardzo pożądany składnik mydeł. Luksusowy wręcz, niestety różany aromat znika. Jeśli chodzi o kolory również trzeba zapomnieć o różanym różu. Pokażę Wam jak zrobić różane mydło prawie naturalnie, bo jednak zapach musimy użyć syntetyczny.

Receptura na ok. 1,5 kg gotowego mydła:

400g oliwy z oliwek, pomace (40%)

250g oleju babassu (25%)

250g masła shea (25%)

100g oleju ze słodkich migdałów (10%)

300g wody (30%)

133g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 7%)

korzeń rzewienia

cukier

suszone pączki lub płatki róży

20-30g aromatu kosmetycznego o zapachu róży

opcjonalnie węgiel i glukonolakton 😉

Najpierw ług. Chciałam uzyskać delikatny jasny odcień różu. Zrobiłam słaby odwar z korzenia rzewienia, czyli płaską łyżeczkę zalałam zimną wodą i gotowałam 10 minut na wolnym ogniu. Potrzebujecie mocniejszego odcienia użyjcie dwie łyżeczki korzenia rzewienia. Podobnie korzeń rdestowca daje różowy odcień ale bardziej żywy. Zostawiłam do ostygnięcia. Przecedziłam i dodałam cukru dla lepszej piany. Kolor bursztynowy, tak ma być. Do zimnego odwaru dodałam odważony wodorotlenek sodu i magia. Ług zmienia kolor na różowy. Ok, to nie magia to chemia. Dla dociekliwych, jest to reakcja Borntragera.

Co z tym glukonolaktonem? Najczęściej mydlarze robią też swoje kremy i inne mazidła, że o reszcie nie wspomnę 😉 Akurat jestem w posiadaniu owej substancji, a że do terminu ważności zostało jej kilka miesięcy postanowiłam zużyć też do mydła, żeby wykorzystać zamiast wyrzucać. Glukonolakton a właściwie glukono delta lakton (GDL) to polihydroksykwas, podobny do kwasów AHA, jednak ma łagodniejsze działanie złuszczające. W kremach i maseczkach robi różne cuda – złuszcza, likwiduje przebarwienia, nawilża, napina skórę. Glukonolakton po dodaniu do wody hydrolizuje w kwas glukonowy. W mydle reaguje z wodorotlenkiem i zamienia się w sól sodową o nieco innych właściwościach. W gotowej kostce otrzymamy glukonian sodu, który zachowuje się trochę jak połączenie różnych kwasów organicznych. Ja użyłam tego wynalazku pierwszy raz i już widzę, że daje wykwity jak kwas octowy, nieco rozmiękcza mydło jak kwas cytrynowy i czego nie widać ale można go o to podejrzewać wydelikaca i obniża nieco pH.  Co ciekawe występuje on w miodzie, winie i innych produktach poddanych fermentacji, więc nie jeden mydlarz go używał nieświadomie! Dodajemy go do wody na ług przed wsypaniem wodorotlenku. W tym wypadku razem z cukrem. Jego dodanie podniesie też przetłuszczenie, w mydle do rąk czy twarzy to zaleta.

Nie piszę o tym po to abyście kupili glukonolakton tylko po to abyście wiedzieli, że do mydła można wykorzystać różne substancje, niekoniecznie sztampowe i polecane 🙂

dav
Moment po wylaniu w formę. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Ług i tłuszcze doprowadzamy do zbliżonej temperatury. Okolice 30 stopni Celsjusza, będzie w porządku. Po krótkim zblendowaniu dodajemy aromat kosmetyczny i mieszamy łopatką. Ja użyłam aromatu o nazwie angielska róża, bardzo przyjemny i trwały.

Łączymy, wylewamy do formy dekorujemy suszonymi pączkami lub płatkami róży. Ja dodatkowo, niewielką część masy zabarwiłam szczyptą węgla, żeby nie było tak potwornie cukierkowo 😉 i wylewałam warstwami. Ze względu na dodatek oleju ze słodkich migdałów podczas krojenia mydło je elastyczne, nie kruszy się. Kroiłam po około 10 godzinach. Jeśli dekorujecie wierzch mydła suszonymi kwiatami, najlepiej kroić je wzdłuż boku a nie z góry na dół. Wtedy nóż czy struna nie będzie ciągnęła za sobą suszków i nie zostaną po nich ślady.

dav
Różane słońce. Fot. Mila Wawrzenczyk

Olej babassu używam, bo mam go dużo, natomiast kokosowego niewiele. Jeśli macie kokosowy to śmiało go podmieńcie. Wiem, dodatkowa robota z kalkulatorem, za to zmuszająca do własnej pracy 🙂

Mydło potasowe na zimno. Bazowe.

Nie, to nie pomyłka. Wiecie co sprawia, że pasjonuję się mydłem. To, że jakbyśmy nie nazwali procesu jego tworzenia – magia! Jak bardzo byśmy nie starali się nad nim zapanować – niepokorne! A mydło i tak zrobi co trzeba i wykorzysta możliwości przez nas dane zgodnie z niczym innym jak tylko z procesem chemicznym. Tylko i aż 🙂

Nie lubię mieszać, grzać, pilnować. Nie i już, bo to nudne jak diabli. U nas to nowinka, ale nie krajach, gdzie domowi mydlarze robią mydło dużo dłużej. Na początku nic się nie dzieje, potem rozwarstwia się po każdym blendowaniu. Oblepiony blender chlapie po blacie. Potrzeba zbyt dużo uwagi. Zupełnie niepotrzebnie, bo można zrobić mydło potasowe na zimno, bez blendera, grzania i uwagi.

Pokaże Wam dwie receptury. Są identyczne po względem saponifikacji, bo zawierają tylko oleje. Różnią się ilością wody, o tym za chwilę. Otrzymamy jasne, bazowe mydło, które można wykorzystać na wiele sposobów i oczywiście łączyć ze sobą, jak każde potasowe.

Receptura #1

210g oliwy z wytłoków (70%)

45g oleju rycynowego (15%)

45g oleju kokosowego (15%)

75g wody (25%)

65g KOH (co da przetłuszczenie ok. 1%)

 

Receptura #2

210g oliwy z wytłoków (70%)

90g oleju rycynowego (30%)

61g wody (20%)

61g KOH (co da przetłuszczenie ok. 1%)

Postępujemy standardowo. Ług i tłuszcze łączymy kiedy osiągną zbliżoną temperaturę, choć w tym wypadku ług może mieć sporo wyższą. Nie ma to znaczenia jak przy mydle sodowym na zimno. Ja łączyłam w okolicach 45 stopni ługu a tłuszcze były tylko ciepłe. Zawsze w tą stronę, ług cieplejszy niż tłuszcze. Bądźcie ostrożni, bo wodorotlenek potasu jest bardziej reaktywny niż sodowy, co jeszcze pogłębia redukcja wody.

Żadnych blenderów, żadnego grzania i pilnowania. Można zrobić na poczekaniu małą ilość np. ze 100g tłuszczów, bo wystarczy drewniany patyczek do wymieszania.

Po prostu łączymy i odstawiamy w bezpieczne miejsce. Gdziekolwiek, byleby poza zasięgiem ciekawskich. Tylko opary są niebezpieczne, sam proces zmydlania już nie.

A tam się dzieje 🙂 Najpierw gładki budyń.

dav
Po 5 minutach od połączenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Następnie standardowe rozwarstwienie.

dav
Po 30 minutach. Fot. Mila Wawrzenczyk

Potem zaczyna się grzać (samo!) i żelować.

dav
Gotowe. Fot Mila Wawrzenczyk

Po 45 minutach mamy gotowe mydło, pH około 8, które samo sobie poradziło 🙂

Stwórzcie własną recepturę! Jedna bardzo ważna zasada – zawartość wody. Podczas podgrzewania mydła potasowego woda paruje, dlatego potrzeba jej więcej, czasem musimy uzupełnić, bo nie można ruszyć mieszadłem. A tutaj nic nie paruje dlatego wodę należy zredukować. Przy recepturze z olejami płynnymi jest to przedział 21-25%. Wszystko zależy od tego jaką konsystencję chcemy uzyskać. Przy niższej zawartości wody otrzymamy mydło maziste i zwarte, takie jak zwykle. Więcej wody, czyli ta górna granica, da nam mydło galaretkowate i rzadsze. Ja wolę to drugie, szczególnie przy bazowych, bo łatwiej domieszać do niego glinki, peelingi, oleje itp. Jeśli korzystamy z receptury z masłami należy dodać 25-33%. Ilość wody zwiększamy proporcjonalnie do ilości maseł, czyli tłuszczy stałych w temperaturze pokojowej. Oczywiście zamiast wody można użyć wszystkich innych płynów stosowanych w mydle.

Im wyższe przetłuszczenie, tym zmydlanie trwa dłużej. Nawet do kilku dni. Dlatego nie ma sensu ustawiać go wysokim od razu, bo będziemy dłużej czekać, a chodzi o to aby w końcu odczarować złożoność robienia potasówek. Spróbujcie zrobić niskoprzetłuszczone 0-1% a do gotowego mydła dodajcie mega tłuszczów i innych dodatków ale dopiero na drugi dzień. Prościej się nie da 🙂

Czas zmydlania zależy też od rodzaju tłuszczów, więc jeśli nie będzie chciało żelować błyskawicznie, bądźcie cierpliwi, tak ma być. Mimo wydłużonego czasu, dojdzie do skutku.

Ja wymyśliłam sobie peeling z glinką czerwoną, olejem macadamia, olejkiem eterycznym jagodlin i korundem. Jagodlin to piękniejsza wersja popularnego ylang ylang, pozyskiwana z pierwszej frakcji destylacji. Ma najbardziej kwiatowy zapach.

dav
Propozycja podania 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Do dzieła :*