Mydło z pumeksem do stóp.

Bardzo lubię drapaki ale takie prawdziwe. Mocno wygładzające choć przyznaję, że trzeba je stosować z uwagą, bo można łatwo zrobić krzywdę skórze.

Dziś przedstawiam mydło z pumeksem o dwóch rodzajach ziarnistości – rozdrobniony grubszy o ziarnistości 1,5 i zmielony na proszek, ziarnistość FFF czyli 0. Ten pierwszy można używać do wymagających części ciała a zmielony ostrożnie też do twarzy (jest łagodniejszy niż korund). Jeśli chodzi o te dwa zastosowania proponuję nie przekraczać 5% masy całego mydła.

dav
Pumeks w proszku i granulkach. Fot. Mila Wawrzenczyk

Pumeks kojarzy się najczęściej z pielęgnacją stóp. Po co więc najpierw myć a potem śierać, skoro można mieć dwa w jednym. Tak powstało mydło z 20% zawartością pumeksu. Część z grubszym ziarnem zetrze skutecznie zbędny naskórek a część z proszkiem pumeksowym dodatkowo wygładzi. Oczywiście nie mogło zabraknąć ziół. Kwiat dziewanny – rozmiękcza naskórek przez co łatwiej go zetrzeć a korzeń żywokostu zadziała wygładzająco i regenerująco. Taką miksturę polecam też do moczenia stóp 🙂

Receptura na ok 1,5 kg gotowego mydła:

216g oleju kokosowego (24%)

216g oliwy z wytłoków (24%)

216g oleju ryżowego (24%)

216g masła shea (24%)

36g oleju rzepakowego (użyłam nierafinowanego) (4%)

270g wody

123g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 5%)

130g pumeksu miałkiego

130g pumeksu w granulkach

kwiat dziewanny i korzeń żywokostu – po dwie łyżki

10g olejku eterycznego z drzewa herbacianego

20g olejku eterycznego bergamotka

Najpierw robimy ług. Potrzebujemy 135g naparu z kwiatów dziewanny i 135g odwaru z korzenia żywokostu. Kiedy jeden i drugi będą gotowe i ostudzone, łączymy razem, przecedzamy, wyciskamy – powinien powstać gęsty ciemny płyn. Ważymy aby razem było 270g i wkładamy do zamrażalnika. Ja z ziołami na ług postępuję podobnie jak z mlekiem. Niekoniecznie czekam aż płyn na ług zamrozi się na kość ale niech chociaż stworzą się płatki lodu na powierzchni. Do tak przygotowanego płynu wsypujemy wodorotlenek i staramy się aby nie osiągnął wysokiej temperatury – możemy wystawić na dwór w bezpieczne miejsce.

hdr
Połączone razem – odwar z korzenia żywokostu i napar z kwiatów dziewanny. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Odmierzamy olejki eteryczne w jednym naczyniu a pumeksy każdy w osobnym. Czekamy aż ług i tłuszcze osiągną temperaturę pokojową. Kiedy to nastąpi łączymy. Blendujemy dosłownie kilka razy – potem już tylko mieszamy dodając olejki eteryczne. Kiedy masa będzie w miarę jednorodna, taka na pograniczu cienkiego śladu (przy użyciu żywokostu to bardzo ważne, bo on zagęszcza masę), dzielimy ją na dwie równe części. Do jednej wsypujemy pumeks miałki do drugiej ziarnisty. Bardzo dokładnie mieszamy. Żeby spowolnić jeszcze to gęstnienie pojemnik z każdą masą można umieścić w miskach z zimną wodą. Dobrze wymieszane masy wylewamy po kolei do formy.

dav
Gruby ślad. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ja niestety masę przekręciłam co doprowadziło do powstania grubego śladu. Było mi trudno dokładnie rozmieszać pumeksy. Powstało trochę dziur. Na szczęście zawsze można ładnie okroić i uformować 🙂 Tzw. gruby ślad gwarantuje powstanie dziur, bo żadne stukanie o blat nie jest już w stanie wyrównać tak sztywnej masy. Polecam zamiast wylewania naraz całej masy do formy przekładanie łyżka po łyżce i stukanie formą po każdej warstwie. Na pewno nie uda się uniknąć dziur w stu procentach ale będą mniejsze i nie w zatrważającej ilości. Jeśli dodatkowo robimy mydło o dwóch kolorach to nakładamy kolory warstwami na przemian – jeden na drugi. To metoda swirla the spoon plop – co daje po pokrojeniu zebrę albo inne widowisko 🙂 Filmiki dostępne w internecie.

Mydło kroi się bez problemu, mimo zawartości pumeksu. Kroiłam po 10 godzinach, bo pozwoliłam aby przeżelowało – choć bez izolowania nie był to widowiskowy moment. Jego fioletowawy odcień powstał dzięki korzeniowi żywokostu. Do świąt dojrzeje.

dav
Górna warstwa zawiera pumeks ziarnisty a dolna miałki pył. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kto odważny?

🙂

Świąteczne mydło pomarańczowe

Kolejny pomysł na mydło pod choinkę i zarazem jedno z moich ostatnich w roku. Co nie oznacza, że ostatnie na blogu w tym roku 😉

Pomarańcze kojarzą mi się ze świętami, cóż taki nr pesel. Potem zaczęliśmy je dekorować wbijanymi goździkami, których zapachu szczerze nie znoszę. Postawiłam na coś innego 🙂

dav
Anyżowa droga… Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

250g oleju kokosowego (25%)

250g czerwonego oleju palmowego z miąższu (25%)

250g oliwy z wytłoczyn (25%)

250g oleju ryżowego (25%)

300g wody demineralizowanej (30%)

140g NaOH (co da przetłuszczenie na poziomie ok. 5%)

10g aromatu pomarańczowego syntetycznego + 20g olejku eterycznego pomarańczowego

20g miodu naturalnego

pigment perłowy kosmetyczny, użyłam połyskującego złotem

gwiazdki anyżu

suszone rozdrobnione skórki pomarańczy

Olej palmowy, jedna z kontrowersji dzisiejszego świata. Użyłam nierafinowanego, pochodzącego z kontrolowanych ekologicznych gospodarstw w Ekwadorze. Tyle z etykiety. Czy to prawdziwe informacje, ja tego nie sprawdzę. Jednak cena prawie 19zł za 400ml (ok 350g) wskazuje na duże prawdopodobieństwo. A może na chwyt marketingowy? W każdym bądź razie do mydeł używam w wyjątkowych sytuacjach. Tutaj chodziło mi o barwę, którą można uzyskać też innymi sposobami np. olej marchwiowy, barwniki.

dav
Roztapiamy 🙂 Fot. Mila Wawrzenczyk

Robimy ług. Do wody wsypujemy wodorotlenek, mieszamy – nie wdychając oparów. Roztapiamy tłuszcze. Odmierzamy olejki i mieszamy z miodem – dodamy tę miksturę do masy mydlanej (budyniu). Miód podniesie pienistość gotowego mydła. Możecie użyć samego zapachu syntetycznego ok. 20g na tę ilość tłuszczów. Albo tylko olejku eterycznego ok. 30g na kilogram tłuszczów. Kiedy ług i tłuszcze osiągną podobną temperaturę łączymy blendując. Ja poczekałam do okolic 35 stopni. Do gładkiej masy dodajemy olejki z miodem. Jeszcze chwilę blendujemy i mieszamy na przemian – dokładnie rozprowadzając miód i zapach.

Wcześniej na dno formy wysypałam niewielką ilość rozdrobnionej skórki pomarańczowej – dla dekoracji i podkręcenia zapachu. Wylewamy masę mydlaną, stukamy o blat aby pozbyć się ewentualnych bąbelków powietrza. Wygładzamy. Ja na każdą przyszłą kostkę przeznaczyłam jedną gwiazdkę anyżu. Wciskając dosyć głęboko i pilnując aby nie wadziły w krojeniu.

dav
W świetle świec 😛 Fot. Mila Wawrzenczyk

Przeżelowało równomiernie. Nie przykrywałam, ze względu na dodatek miodu – choć przy tak niewielkiej ilości nie powinno być burzliwie. Pokroiłam po około 9 godzinach. Na tyle twarde i jeszcze elastyczne aby dało się uzyskać gładkie kostki i dobrze odbić pieczątkę. Na kartkę papieru wysypałam cienką warstwę miki, obtaczałam w niej suchą pieczątkę, obstukując nadmiar i odciskałam w mydle. Mika bardzo dobrze przytwierdza się do powierzchni, wręcz ciężko ją zmyć. Dlatego nie ma potrzeby niczym smarować pieczątki.

Wszystko zgodnie z planem. Kolor, zapach pomarańczy dominuje, choć i gwiazdki anyżowe też dokładają aromatu. Pod choinkę będzie gotowe 🙂

bty
Pomarańcza i anyż – dobrana para. Fot. Mila Wawrzenczyk

Świąteczne mydło, czekolada z wanilią

Kto twierdzi, że sklepy bombardują nas świątecznym nastrojem zbyt wcześnie, ten nie jest mydlarzem 😉 Aby obdarować mydłem w grudniu, należy je zrobić na początku października. Oczywiście są wyjątki i to zależy od składników. Ja jednak wyznaję zasadę, że dobre mydło to mydło wyleżakowane, bo dojrzewanie to nie tylko parowanie wody i twardnienie.

Ponieważ nie można bez końca robić kostek pachnących sosną czy cynamonem, mam inną propozycję pod choinkę. Mydło różni się od czekolady tylko zawartością ługu i połyskującej miki 😉 Klasyk po 25% każdego tłuszczu.

Zatem do dzieła 🙂

Receptura na ok. 1,5 kg mydła

250g masła kakaowego (25%)

250g oleju kokosowego (25%)

250g oliwy z wytłoczyn (25%)

250g oleju ryżowego (25%)

300g wody (30%)

140g NaOH (otrzymamy przetłuszczenie ok. 5%)

20g kakao

20g aromatu waniliowego syntetycznego (lub 30-40g naturalnego)

pigment perłowy kosmetyczny, użyłam połyskującego złotem

dav
Uwielbiam tę część mydlenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Robimy ług i roztapiamy tłuszcze. Ponieważ tak mi się dzień ułożył, że nie mogłam zrobić mydła naraz. Zostawiłam i ług i tłuszcze w temperaturze pokojowej na 3 godziny – oczywiście w pustym domu! Można i na noc, bo to jest bardzo dobry sposób na samoistne wyrównanie temperatur. Łączymy w temperaturze na tyle niskiej, że zyskujemy czas na zabawę z mydłem, nawet jeśli nie mamy przewagi tłuszczów płynnych.

Do dwóch misek wlałam po 40g roztopionych wcześniej tłuszczów. Do jednej z nich kakao a do drugiej aromat waniliowy – dokładnie mieszając patyczkami. Ten sposób ułatwi dokładne rozprowadzenie barwnika czy zapachu. Łatwiej rozrobić w niewielkiej ilości oleju niż w całym użytym do mydła.

Połączyłam pozostałe tłuszcze z ługiem, blendując krótko do gładkiej emulsji. Podzieliłam masę mydlaną na dwie mniej więcej równe części. Jedna część do miski z aromatem, druga do miski z kakao. Tutaj proponuję jednak bardziej mieszać niż blendować. Ponieważ olejki waniliowe bywają różne, potrafią zamienić masę mydlaną w twardą bryłę, gotowy do krojenia beton. Kakao też jest zagęszczaczem ale nie w takim stopniu. Dlatego najpierw mieszamy, jeśli nic się nie dzieje to możemy bzyknąć blenderem dla lepszego rozprowadzenia składników. U mnie nic się nie działo. Wiem, że dużo tego wygarniania i łączenia. Jeśli użyjecie łopatek silikonowych to żadna kropelka się nie zmarnuje.

Najpierw wylałam na dno formy masę jasną, tak na około 2 cm. Do pozostałej w misce jasnej masy dolałam brązowej w dwóch punktach – takie oczy na środku miski. Zakręciłam patyczkiem trzy kółka w misce i wylałam całość do formy. Ta technika nazywa się In The Pot, znajdziecie bez trudu filmiki instruktażowe. Masy brązowej zostawiłam tyle aby przykryć mydło z wierzchu. Wyrównałam i posypałam gęsto miką. Użyłam do tego solniczki 🙂

dav
Solniczka ze złotym pyłem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Nie okrywałam. Można kroić już po 6-8 godzinach. Ja pokroiłam po 4, jeszcze w fazie żelowania. Co widać po krążku w środku i smugach, bo mydło jeszcze nie było zwarte. Oczywiście to się „ustoi” a nierówności można ściąć kiedy dobrze stwardnieje 🙂

dav
Mydła z olejkiem waniliowym, mogą ciemnieć ale dotyczy to raczej naturalnego eterycznego. Fot. Mila Wawrzenczyk

Pachnie ciepłą czekoladą i wanilią. Mieni się tylko w blasku świec. Ok, w sztucznym świetle też 😉 Dużej piany po nim nie należy się spodziewać. Za to będzie zwarte i nie popłynie na mydelniczce. Lubię używać masła kakaowego do zimowych kosmetyków, bo świetnie chroni skórę. Utwardza i wygładza strukturę mydła. A jego czekoladowy zapach pozostaje na długo.

dav
Jingle bells, jingle bells, jingle all the way 😀 Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło dziegciowe 4%

Czasem trzeba się poświęcić. W przypadku mydła dziegciowego naprawdę nie ma przesady w tych słowach. Dziegieć brzozowy produkowany jest z drewna, kory nawet korzeni brzozy brodawkowatej (Betula pendula) i brzozy omszonej (Betula pubescens). Działanie keratoplastyczne, keratolityczne, antyseptyczne, przeciwzapalne sprawia, że jest bardzo skuteczny w usuwaniu zewnętrznych wykwitów, plam i placków łuszczycowych. Pomocny w terapii łupieżu tłustego, trądziku, egzemy. Ponieważ niestety mam dla kogo robić takie mydło, wytrzymuję te zapachowe katusze. Właściwie nie chodzi o to, że to brzydki zapach. Trochę smoła, terpentyna, tytoń, naftalina, trochę gaszone ognisko i żywica. Ta mieszanka dzięki węglowodorom cyklicznym daje tak intensywny, przenikliwy, ostry i trwały zapach, że na długo zostaje w nosie. Teraz pisząc wieczorem, wciąż go czuję choć pakowałam mydła dziegciowe wcześnie rano 😉 Dziegieć brzozowy (sosnowy ma bardzo podobne działanie) kupimy w aptece, sklepie zielarskim i oczywiście przez internet.

I druga gwiazda tego mydła, również nie grzesząca niebiańskim aromatem. Korzeń mydlnicy (Radix Saponariae) zawiera ok. 5% saponin, kiedyś używanych jako alternatywa mydła. Saponiny działają przeciwzapalnie, obniżają napięcie powierzchniowe wody i ułatwiają przenikanie substancji przez skórę. Korzeń mydlnicy można kupić w sklepie zielarskim i przez internet, a może własnoręcznie wykopać z trawiastych zarośli.

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

520g oliwy z wytłoczyn oliwek – pomace (52%)

250g oleju babassu (25%)

200g masła shea (20%)

30g oleju rycynowego (3%)

330g wody – użyjemy odwaru z mydlnicy

133g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 7%)

40g dziegciu brzozowego (ok. 50ml buteleczka)

Olej babassu ma właściwości myjące ale nie podrażnia i nie wysusza jak to może robić olej kokosowy w przypadku wrażliwej skóry. Masło shea ma właściwości gojące. Olej rycynowy podniesie pienistość mydła.

dav
Uwaga na gotowanie korzenia mydlnicy, daje pokaźną pianę, która łatwo kipi. Fot. Mila Wawrzenczyk

Zarówno dziegieć jak i mydlnica mają tendencję do przyspieszania gęstnienia masy mydlanej, bez katastrofy ale jednak. Dlatego łączymy w niskiej temperaturze ok. 30 stopni. Można też naczynie z tłuszczami umieścić w większej misce z zimną wodą. Do gotowego odwaru z mydlnicy (korzeń zalewamy zimną wodą – gotujemy na małym ogniu 5 minut, odstawiamy na pół godziny, przecedzamy) wsypujemy wodorotlenek sodu. Zauważycie, że nawet po rozpuszczeniu NaOH pianka nadal się utrzymuje. A to znaczy, że saponiny mają w nosie żrący ług i wysoką temperaturę, więc spełnią swoje zadanie w mydle 🙂 Do rozpuszczonych wcześniej tłuszczów wlewamy ług – jeśli mają zbliżoną temperaturę. Bardziej mieszamy niż blendujemy.

A co z dziegciem? Są dwa sposoby na dodanie go do mydła: do tłuszczów lub do masy mydlanej (tzw. budyniu). Praktycznie nie ma to znaczenia w tym przypadku. Choć dodatki przyspieszające gęstnienie masy mydlanej bezpieczniej dodawać do budyniu, bo zyskujemy czas na przelanie do formy. Masa mydlana jeśli jest jednorodną emulsją stanie się mydłem. Jeśli dodatek zacznie nam zagęszczać masę po trzech ruchach blendera, nie zdążymy z niej zrobić emulsji zdolnej do saponifikacji. Zamiast tego prawie-mydło zostanie nam w naczyniu z dumnie stojącym na środku mieszadłem. Wtedy pozostanie już tylko podlanie wodą i grzanie na ciepło. W przypadku dodania potencjalnego zagęszczacza do budyniu najwyżej, zagęści tylko górną część masy, kilka szybkich ruchów połączy dodatek z mydłem. Wtedy jest szansa nawet na wzory – wymuszone ale jednak. Choć są i takie dodatki tzw. betonujące, że nawet jeden ruch się nie uda 😉

dav
Ja dodaję dziegieć do gładkiego budyniu, zamieniając blender na łopatkę. Fot. Mila Wawrzeńczyk

Przelewamy do formy, stukając nią o blat, żeby wypuścić ewentualne pęcherzyki powietrza tworzące dziury w kostkach. Szczególnie ważne przy wlewaniu gęstej masy. Formę okrywam, by pomóc w całościowym przeżelowaniu mydła.

dav
Podczas żelowania kolor z mlecznej czekolady zmienia się na bardziej demoniczny. Fot. Mila Wawrzenczyk

Można kroić po 16-18 godzinach. Mydło jest zwarte i elastyczne, łatwo się je kroi i odciska pieczątkę. Dojrzewa około dwóch miesięcy. Woń być może nieco słabnie ale niezbyt znacząco. W przypadku dziegciu nie ma co liczyć na zwietrzenie 😉 Jego moc jest trwała, także ta wspomagająca skórę.

dav
Takie połyskujące zostanie, choćby je użyć za dwa lata. Mila Wawrzenczyk

 

 

Źródło:

Dziegcie i smoły pochodzenia roślinnego i mineralnego, H. Różański

Towaroznawstwo zielarskie, W. Walewski

Potasowe do włosów z olejem laurowym

Mydło potasowe krok po kroku, na przykładzie mydła octowego do włosów 🙂

Włosy to trudny temat dla mydła. Jednak nie jest niemożliwe osiągnięcie sukcesu i stworzenie dla siebie dobrego mydła do włosów. Czasem pierwsze jest trafieniem w dziesiątkę, czasem dziesiąte. Czasem trzeba płukać włosy rozcieńczonym octem, czasem samym naparem ziołowym. Sprawdza się mydło z niskim przetłuszczeniem albo to samo, które używamy do ciała. Takie na odwarze z korzenia mydlnicy albo roztworze kwasu octowego. Trzeba szukać i próbować 🙂

Moje włosy są suche, skrzypiące, puszące się i chłonące dużą ilość farb (od kilku lat już tylko hennę i indygo chłoną) oraz olejów, zapewne wysokoporowate. Weźcie to pod uwagę, bo co dobre dla moich włosów niekoniecznie dobre dla Waszych.

Do zrobienia ługu użyłam odwaru z kłączy mydlnicy i maceratu wodnego z korzenia prawoślazu. Mydlnica a właściwie jej kłącze (Rhizoma Saponariae) ponieważ potrzebowałam saponin. Saponiny w korzeniu mydlnicy stanowią ok. 10% działają zmiękczająco, rozjaśniająco i oczyszczająco. Tworzy dodatkową piankę w mydle. Korzeń prawoślazu lekarskiego zawiera 10-20% śluzów, to zależy od pory jego zbioru. Do ługu potrzebujemy maceratu wodnego, bo śluzy roślinne mające działanie nawilżające i wygładzające rozpuszczą się dobrze w wodzie.

Mydlnica – łyżkę kłącza zalewamy szklanką zimnej wody i gotujemy 5 minut na wolnym ogniu – uwaga, bo pieni się mocno i potrafi wykipieć. Jeśli pianka utrzymuje się na powierzchni to znaczy, że wszystko jest prawidłowo.

Prawoślaz – łyżkę korzenia zalewamy szklanką zimnej wody i odstawiamy na ok. 2 godziny, potem doprowadzamy do wrzenia i odstawiamy. Z wody powinien zrobić się jakby rzadki glut, to znaczy, że śluzy zostały uwolnione i mamy sukces 🙂

Powinniśmy otrzymać 200g odcedzonego płynu z tych dwóch ziół. Jeśli coś zostanie przyda się do podlewania masy mydlanej w trakcie.

Wszystkie oleje użyte w recepturze są dedykowane szczególnie włosom.

Receptura na ok. 700g gotowego mydła potasowego

160g oleju z pestek winogron (40%)

160g oleju ryżowego – to samo co olej z otrąb ryżowych (40%)

40g masło murumuru (10%) – można zastąpić o. babassu lub o. kokosowym, jednak to wymaga przeliczenia receptury od nowa

20g oleju rycynowego (5%)

20g oleju laurowego (5%)

198g woda – czyli odwar z mydlnicy i macerat z prawoślazu

66g octu spirytusowego 10%

90g KOH (co da ok. 2% przetłuszczenia)

1 żółtko – opcjonalnie

10g olejek eteryczny rozmarynowy – opcjonalnie

Róbmy to potasowe mydło!

Mieszamy odwar z kłącza mydlnicy, macerat z korzenia prawoślazu i ocet. Otrzymamy ok. 2,5% roztwór kwasu octowego na ziołach (około, bo nie tak prawidłowo liczy się stężenia ale różnica jest tak znikoma, że nie ma sensu bawić się w miareczkowanie) Wsypujemy do niego wodorotlenek, którego wagę obliczyłam odpowiednio do ilości kwasu octowego – żeby utrzymać przetłuszczenie na poziomie ok. 2%. Zarówno sam ocet (właściwie powstały w trakcie procesu octan potasu) jak i jego stężenie sprawuje się doskonale na moich włosach. Nie ma osadu, łatwo się rozczesują i błyszczą.

Tłuszcze stałe i płynne podgrzewamy na małym ogniu do rozpuszczenia tych pierwszych. Naczynie w którym to robimy będzie też naczyniem zmydlania. Ja używam garnka ze stali nierdzewnej, więc cała ta instrukcja dotyczy gotowania mydła w garze bez użycia blendera 🙂

Jeśli ług i tłuszcze mają temperaturę nie przekraczającą 60 stopni, wlewamy ług do tłuszczów. Uważajcie by pilnować temperatury, bo zbyt gorące mogą wykipieć.

mde
Początek jest przeważnie gładki. Fot. Mil Wawrzenczyk

Grzejemy naszą miksturę starając się nie przekraczać 70 stopni. Oczywiście wahania się zdarzają, jeśli za wysoka zestawiamy z ognia, jeśli za niska ogień podkręcamy. Przy zbyt wysokiej temperaturze odparuje zbyt dużo wody i mimo przewagi tłuszczów płynnych zrobi nam się betonowy twardziel w słoiku. Z tego też powodu przykrywamy pokrywką szklaną aby móc podglądać.

dav
Zaczyna bulgotać, teraz koniecznie już trzeba mierzyć temperaturę. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło potasowe niestety wymaga więcej czasu i uwagi niż sodowe na zimno. Należy zaglądać do niego co kilkanaście minut, obserwować zmiany, mieszać i pilnować temperatury. Czasem otrzymamy gotowe po dwóch godzinach czasem po kilkunastu – choć to mi się akurat na szczęście jeszcze nie zdarzyło. Mydła octowe generalnie zmydlają się dużo szybciej. Tym razem trwało to niecałe 3 godziny.

mde
Moja najmniej lubiana faza potasowego. Fot. Mila Wawrzenczyk

Na zdjęciu powyżej zaczyna się zmydlanie widoczne dla oka. Tworzą się wulkany, masa jest rozwarstwiona – może pryskać – znów przyda się pokrywka. Mimo mieszania wciąż się rozwarstwia. Cierpliwości, to kłopotliwy początek dobrego końca.

mde
Żelowanie, czyli sekundy do końca. Fot Mila Wawrzenczyk

Teraz można uzupełnić wodę lub odwary jeśli zauważymy, że zbyt dużo odparowało. Uwaga – to nie to samo co rozpuszczanie mydła, więc z umiarem 😉 Ja mam garnek z podziałką, więc widzę ile było masy zaraz po połączeniu ługu z tłuszczami. Potem sprawdzam aby zostało choć 3/4 poziomu początkowego, co przy odpowiedniej temperaturze gotowania nie powinno wymagać dolewania. Wyłączamy palnik i jeszcze ciągle mieszając aby uniknąć przypalenia dopieszczamy masę 😉 . Mydło jest gotowe kiedy przejdzie fazę żelowania. Nie da się jej przeoczyć, bo masa mydlana nabiera przejrzystości, gęstości i połysku. Powinna być doskonale jednorodna.

Kiedy gotowe mydło osiągnie temperaturę ok. 30 stopni możemy dodać żółtko i olejek eteryczny rozmarynowy. Lecytyna z żółtka zapewni natłuszczenie dzięki zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych, które włosy bardzo lubią, bo nie pozostawiają tłustej warstewki. Żółtko dobrze zblendować najpierw z niewielką ilością oleju ukradzionego z całości (już po zważeniu), inaczej mogą powstać duże ścięte kawałki jajecznicy. EO rozmarynowy jest pomocny przy wypadaniu i łamliwości włosów.

dav
Gotowe, pachnące olejem laurowym i rozmarynem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeszcze słowo o wodzie. W recepturach mydeł potasowych przeważnie podwajam ilość wody w stosunku do mydeł sodowych. Tutaj jest jej 66%, odparuje przy prawidłowym grzaniu może 15-20%. To co zostanie da nam mydło bez problemu dające się wyjąć ze słoika i łatwo rozpuścić – jeśli będziemy chcieli zrobić je w formie płynu/szamponu. Na dodatek jeżeli wpadniemy na pomysł aby coś jeszcze do niego dorzucić, łatwo rozmieszamy dodatkowy olej czy nawet proszek.

Mydło potasowe można zrobić w wolnowarze a nawet w piekarniku. Żadne wymówki nie wchodzą w grę!

 

 

Źródło:

Surowce kosmetyczne i ich składniki, A. Jabłońska-Trypuć, R. Czerpak

Poradnik zielarski, H. Różański

 

Jarzębinowe

Moje ulubione jesienne mydło. Kto nie zna owoców jarzębiny. Korale, nalewki, herbata, konfitura. A ja mydło. Mazidło zresztą też 🙂

IMG_20170908_174207.jpg
Fot. Mila Wawrzenczyk

Jarząb, to drzewo traktowane jako ozdobne, wydaje owoce (Fructus Sorbi) bogate w substancje aktywne. Nie ma znaczenia jaką odmianę oskubiemy z owoców, bo mają bardzo podobny skład chemiczny. W procesie zmydlania interesuje nas kilka z nich, tych które pozostaną w gotowym mydle i będą dobrze oddziaływać na skórę. Sorbitol pomoże w nawilżeniu. Kwasy jabłkowy, winowy, cytrynowy – wygładzą skórę. Te same kwasy pomogą wybielić plamy po opalaniu ale tylko jako maseczka lub składnik kremu, w mydle przereagują z wodorotlenkiem w sole. Garbniki i kwas sorbowy – zakonserwują.

Receptura (około 1,5 kg gotowego mydła)

350g olej ryżowy (35%)

260g olej kokosowy rafinowany (26%)

200g masło shea rafinowane (20%)

150g oliwy z wytłoczyn oliwek (15%)

20g olej rycynowy (2%)

20g kwas stearynowy (2%)

330g wody (33%) – część zastąpimy odwarem z owoców jarzębiny

135g NaOH – co da nam przetłuszczenie ok. 7%

200g owoców jarzębiny

Robimy ług. Łączymy 130g wody ze 135g wodorotlenku sodu. Ług zrobi się gęsty ze względu na redukcję wody, to nie ma znaczenia. Owoce jarzębiny zalewamy 200g wody, blendujemy i gotujemy na wolnym ogniu (powoli, lekkie bulgotanie) przez 5 minut. Odstawiamy na 30 minut. W tym czasie rozpuszczamy tłuszcze. Najpierw stałe czyli kwas stearynowy, masło shea i olej kokosowy. Po rozpuszczeniu dolewamy oleje – ryżowy, rycynowy i oliwę.

A po co ten kwas stearynowy? To nasycony kwas tłuszczowy, który ma swoją liczbę zmydlania. Daję go do ulubionych mydeł, bo trzyma w ryzach pianę i strukturę mydła tzn. mydło tak szybko nie znika z mydelniczki a bąbelki utrzymują się dłużej podczas mycia. Oczywiście można go pominąć zastępując masłem shea – lecz koniecznie przeliczając recepturę! Zwracajcie też uwagę jakiego jest pochodzenia roślinnego czy zwierzęcego.

Odwar gotowy. Odcedzamy, wyciskając owoce. Odważamy 200g odwaru/płynu potrzebne jeszcze do receptury, dodajemy dopiero do masy mydlanej!

dav
Odciśnięte owoce jarzębiny i czysty odwar. Fot. Mila Wawrzenczyk

Łączymy w temperaturze ok. 40 stopni. Wlewamy ług do tłuszczów – więcej mieszając niż blendując. Kiedy masa stanie się mętna dodajemy brakujące 200g wody czyli nasz odwar z owoców jarzębiny. Znów bardziej mieszamy niż blendujemy. Piękny różowo-pomarańczowy odwar zmieni kolor na blado-pomarańczowy gęsty budyń. Niestety ług nie ma litości dla różowych antocyjanów :/ Na szczęście karoteny ocaleją!

dav
Tuż po przelaniu do formy, taki kolor będzie miało też zaraz po pokrojeniu ale przeobrazi się błyskawicznie. Fot. Mila Wawrzenczyk

Przelewamy do formy. Żeluje pięknie – pomóżmy, okrywając ręcznikiem czy kocem. Zaskakuje innym kolorem w każdej fazie. Po przeleżakowaniu purpura ustępuje brązowi. Jako, że jesienią trzeba się rozgrzewać, posypałam mydło w formie goździkami suszonymi – to jeden z tych dodatków, który nie traci zapachu po czasie 😉

mde
Żelowanie na całego! Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli chcecie możecie dodać też te odciśnięte owoce do budyniu. Struktura się zmieni, bo pestki i skórki ale cóż to szkodzi. Ja użyłam je do maski na twarz 🙂

Kroimy po 16-18 godzinach. Mydło można używać już po 6 tygodniach. Nie będzie się „maślić” na mydelniczce.

dav
Brązowo-purpurowe zaskoczenie. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rwijcie jarzębinę, warto!

 

Źródło:

Jarzębina – Sorbus w ziołolecznictwie, dr Henryk Różański

internetowyogrod.xaa.pl/_data/ogrodnictwo/rosliny/s/sorbusaucuparia.php

O ziołach i zwierzętach, Simona Kossak

 

 

 

 

 

Gospodarcze mydło octowe

Nie samym myciem ciała człowiek żyje. Czasem trzeba też sprzątać i prać.

Proszek do prania, płyn do mycia szyb, mleczko do usuwania przypaleń, kapsułki, płyn dezynfekujący, tabletki, niezliczona ilość buteleczek i pojemników o zapachu wiosennej łąki czy zimowego lasu podszytych syntetycznym zapachem i detergentem.

Ja mówię temu dość. Opracowałam recepturę mydła sodowego, prawie do wszystkiego. Stworzyłam pogromcę tłuszczu, smug i plam a przede wszystkim miejsce w szafkach i zdrową atmosferę w domu.

Jak je zrobić? Potrzebujemy niewielu składników:

560g oliwy z wytłoczyn – pomace (70%)

240g oleju kokosowego (30%)

132g wody

132g octu spirytusowego 10%

124g NaOH

26g sody oczyszczonej

Wodę i ocet łączymy w naczyniu na ług. Otrzymujemy 5% roztwór octu. Do niego małymi partiami (na końcu łyżeczki) dodajemy sodę oczyszczoną. Bardzo ważne jest stopniowe wsypywanie sody oczyszczonej ze względu na burzliwą (i spektakularną 😉 ) reakcję, w wyniku której tworzy się octan sodu – znany jako psiuczka na problemy żołądkowe po suto zakrapianej nocy 🙂 Ocet w tym mydle zagwarantuje nam brak smug i osadu na powierzchni czyszczonej czy też praniu.

Kiedy roztwór przestanie się burzyć i stanie się klarowny dosypujemy do niego wodorotlenek sodu. Na tym etapie będzie spokojnie, jednak trzeba dokładnie mieszać, nieco dłużej niż zwykle. W ten sposób robimy ług ale i coś jeszcze. To najprostsza metoda otrzymywania sody kalcynowanej czyli węglanu sodu nazywanego też sodą piorącą. Węglan sodu zmiękcza, odplamia i neutralizuje zapachy. Uwaga otrzymamy ług z osadem właśnie sody kalcynowanej, nie trzeba odcedzać – należy wlać do tłuszczów wszystko z naczynia!

Podgrzewamy oliwę i olej kokosowy do temperatury ok. 40 stopni. Kiedy ług osiągnie zbliżoną temperaturę łączymy go z tłuszczami. Na początku mieszamy, potem naprzemiennie blendujemy i mieszamy. Trzeba zachować czujność, bo mydła octowe dość szybko gęstnieją w temperaturze powyżej 40 stopni. Po otrzymaniu jednorodnej emulsji przelewamy do formy. Moja rada część masy mydlanej przelać do dużej formy a część do foremek małych. Małe mydła można wykorzystać do zapierania plam. Pokrojone z dużej formy posłużą do zrobienia żelu.

dav
Do góry nogami już po 30 minutach Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło można wyjąć z form i kroić już po 3-4 godzinach. O ile małymi foremkami nie musimy się przejmować, to mydła w dużej formie należy pilnować, bo zbyt twardego nie da się równo pokroić (mi akurat na tym nie zależy), bo naprawdę bardzo szybko twardnieje. Jest gładkie i pachnące świeżością. Tak bardzo spodobał mi się taki rodzaj mydła, że obmyśliłam recepturę, dzięki której uzyskamy mydło o identycznym wyglądzie i naturalnym zapachu, z tą różnicą, że przeznaczone do mycia rąk 🙂

dav
Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura w wersji potasowej – może być potrzeba dolewania wody w trakcie grzania:

490g oliwy z wytłoczyn – pomace (70%)

210g oleju kokosowego (30%)

150g wody

150g octu spirytusowego 10%

171g KOH

30g sody oczyszczonej

Mamy mydło i co dalej?

  1. małe mydła z pojedynczych foremek wykorzystujemy do odplamiania i zapierania. Zostawiamy je w kawałku i używamy do pocierania plam przed wrzuceniem do pralki.
  2. mydło pokrojone (lub też to z małych foremek) ścieramy na tarce o grubych oczkach (można użyć robota kuchennego).

Potem wiórki możemy wykorzystać na dwa sposoby:

  • suche wiórki mydlane mielimy na proszek w robocie kuchennym.
  • wiórki mydlane od razu po starciu rozpuszczamy w gorącej wodzie na żel. Zaczynamy od proporcji 1 część wagowa wody i jedna część wagowa wiórek. Rozpuszczanie mydła zajmuje nawet kilkanaście godzin. Żeby przyspieszyć nieco proces i otrzymać gładką konsystencję można zblendować miksturę. Miarodajny efekt otrzymamy po ostygnięciu żelu. Jeśli okaże się zbyt gęsty możemy dolać więcej gorącej wody. Jednak nie więcej niż 1 część mydła i 1,5 wody.
dav
Rozpuszczanie wiórków Fot. Mila Wawrzenczyk

Praktyczne wykorzystanie.

Ja osobiście preferuję mydlany żel. Jest praktyczniejszy w użyciu, bo i tak zawsze używam formy płynnej do sprzątania/prania a nie proszku.

dav
Żel mydlany, czyli rozpuszczone mydło Fot. Mila Wawrzenczyk
  • pasta do prania – żel mydlany łączymy z boraksem i sodą kalcynowaną: 500g żelu, 50g sody kalcynowanej, 25g boraksu. Otrzymujemy pastę nadal niezbyt zwartą aby dała się rozpuścić w dozowniku pralki. Do prania białego dodajemy też nadwęglanu sodu ale dopiero do dozownika pralki (to taki koncentrat popularnego środka odplamiającego). Jak dozować? Mam pralkę o wsadzie 6kg. Do prania białego 3 łyżki pasty i łyżeczka nadwęglanu sodu. Pranie kolorowe (u mnie głównie dziecięce ubrania) 3 łyżki pasty. Pranie ciemnie dwie łyżki pasty. Zawsze dodaję olejku eterycznego ok. 2% masy otrzymanej pasty. Drzewo herbaciane nie da szans grzybom i pleśni a lawenda napełni wnętrze zapachem lata.
dav
Pasta do prania Fot. Mila Wawrzenczyk
  • pasta uniwersalna do czyszczenia/szorowania – żel mydlany łączymy z sodą oczyszczoną w proporcji 1:1. Doskonale czyści piekarnik, płyty kuchenne, kafle, fronty kuchenne, blaty. Można dodać ulubionego olejku eterycznego – miętowy, cytrynowy, lawendowy. Można dolać wody aby otrzymać mleczko.
  • pasta odkażająca do toalet – żel mydlany łączymy z boraksem i sodą oczyszczoną w proporcjach 50% żelu, 40% boraksu, 10% sody oczyszczonej. Efekt antyseptyczny boraksu wzmacniamy dodaniem ok. 2% olejku eterycznego goździkowego lub z drzewa herbacianego.
  • płyn do mycia szyb/luster – wystarczy 10% roztwór żelu mydlanego żeby skutecznie umyć szyby i lustra. 100g żelu mydlanego i 900g wody da nam płyn nie pozostawiający smug. Można przelać do spryskiwacza i używać wedle potrzeby.
  • płyn do podłóg – roztwór 80% wody, 10% żelu mydlanego i 10% sody oczyszczonej umyje podłogę z tłuszczu, plam i kurzu. Soda jest opcjonalna przy mocno zabrudzonej podłodze. Ja rozrabiam ok. 5 litrów w misce.
  • płyn do naczyń – rozrabiamy żel mydlany w proporcji 3/4 do 1/4 wody, możemy wlać w dozownik.
  • żel do zmywarki – owszem używam awaryjnie żelu mydlanego zamiast tabletek Ludwika w objętości odpowiadającej podwójnej wielkości tabletki. Jednak główne zastrzeżenie dotyczy nieradzenia sobie z osadem po herbacie/kawie. Kwestia rozwojowa 😉

Mydło pachnie świeżością, dzieciństwem, powietrzem, czystością i jest gotowe do użytku po tygodniu, dwóch – czego chcieć więcej?

Nie jestem w stanie podać Wam dokładnych miar wagowych (a już na pewno nie w szklankach i łyżkach), bo nie wiem jak duże macie powierzchnie do mycia i pojemności pralki – należy je samemu opracować żeby osiągnąć zamierzony efekt. Mogę tylko podać proporcje i służyć odpowiedzią na pytania 🙂

 

Źródło:

Wytwórczość chemiczna w Polsce, Związek Przemysłu Chemicznego Rzeczypospolitej Polskiej

Soda i produkty towarzyszące : praca zbiorowa (aut.: Andrzej Bukowski et al.)

Saponi e Detersivi Naturali, Liliana Paoletti