Pomarańczowy słonecznik na święta.

Receptura dla wszystkich spóźnialskich, którym przypomniało się, że jednak mydło to świetny prezent świąteczny. Zrobione na początku grudnia mydło sodowe w kostce nie będzie już miało szansy dojrzeć na tyle aby stać się dobrym prezentem. Natomiast potasowemu wystarczą jak najbardziej te trzy tygodnie.

Mnie się święta kojarzą z pomarańczami i gwiazdkami. Wzięłam też pod uwagę, że początek grudnia to niekoniecznie dobry czas na zamawianie półproduktów kosmetycznych przez internet, ze względu na szaleństwo świąteczne. Poza wodorotlenkiem potasu nie ma w nim niczego co byłoby niedostępne w sklepie spożywczym.

Receptura na 600g gotowego mydła, metoda na zimno:

400g oleju słonecznikowego – jaki macie, liczba zmydlania jest taka sama dla każdego (100%)

82g wody destylowanej (20%)

82g wodorotlenku potasu (SF ok. 3%)

skórka otarta z 6 dużych pomarańczy (można tą ilość nawet podwoić)

40g ulubionego oleju, ważne żeby był w barwach pomarańczowych (podniesie SF do ok. 13%)

opcjonalnie eteryczny olejek pomarańczowy

Metodę robienia mydła potasowego opisałam dokładnie tutaj. Dlatego nie będę kolejny raz się o niej rozwodzić. Po prostu wlejcie do pojemnika olej słonecznikowy, można go nieco podgrzać, zmydlanie zajdzie szybciej. Ja do potasów na zimno lubię używać słoików typu wek. Zetrzyjcie skórkę z pomarańczy bezpośrednio do oleju, pilnując aby nie zawierała białej części. Zróbcie ług, ostrożnie – tutaj mamy do czynienia ze stężeniem wodorotlenku 50%, czyli jedna część wody i jedna część KOH, więc będzie burzliwiej niż zwykle. Jak tylko wodorotlenek się rozpuści, wlejcie roztwór ługu do oleju. Miałam w planach użyć hydrolatu anyżowego, który zawiera dużo olejku eterycznego ale koniec końców wykorzystałam wodę destylowaną, żeby nie zaburzyć zapachu pomarańczy.

Teraz trzeba zblendować olej z ługiem, głównie chodzi o to aby skórka pomarańczowa nie pozostała w kawałkach a wtopiła się w mydło, oddając kolor i aromat. Mieszamy co jakiś czas i mydło powinno być gotowe po dwóch godzinach. Jeśli zajmie mu to dłużej, nie przejmujcie się. Dodatki wprowadzamy dopiero na drugi dzień, ponieważ każde mydło potasowe bazowe powinno poczekać choćby jeden dzień na dodatki. To pozwoli mu na dokończenie zmydlania i pozbycie się charakterystycznego zapachu wodorotlenku. Ja po zżelowaniu, nakryłam słoik niezbyt szczelnie folią spożywczą i zostawiłam na noc w spokoju.

dav
Potasowe na zimno, robi się samo. Fot. Mila Wawrzenczyk

Na drugi dzień zauważycie, że aromat pomarańczy nabrał mocy. Choć nawet w trakcie zmydlania był dobrze wyczuwalny. Potasowy proces na zimno ma tę przewagę nad grzaniem, że jednak naturalne aromaty utrzymują się w mydle dużo lepiej. Teraz działamy dalej. Dolewamy super oleju i wtłaczamy go w mydło, mieszając łyżką. Napisałam o oleju w barwach pomarańczowych żeby mydło nie zmieniło koloru. Nie brązowy, nie zielony a odcienie pomarańczowego. Ja użyłam oleju rydzowego, inaczej z lnianki siewnej. Na koniec dodajemy 10g eterycznego olejku pomarańczowego dla podbicia aromatu. Przekładamy od razu do słoiczków docelowych, żeby olejek pomarańczowy nie parował a utrzymał się w mydle.

Oczywiście jeśli chcecie i macie inne półprodukty to możecie ich użyć do tego mydła. Tylko pamiętajcie żeby używać takich, które nie zmienią koloru. To ma być pomarańczowe mydło i kropka! Świetnie będzie prezentował się wmieszany w masę peeling z łupin orzecha włoskiego lub pestek moreli. Na tę ilość mydła wystarczy 5-10%.

Jeszcze jedna kwestia. Napisałam, że można użyć jakiegokolwiek oleju słonecznikowego, jednak w sklepach mamy różne rodzaje. Wytłumaczę o co chodzi, bo mimo tej samej liczby zmydlania różnią się własnościami nadawanymi mydłu. Producenci nazywają oleje jak im się żywnie podoba, więc nie zwracajcie uwagi na nazwę, bo skład chemiczny powie nam wszystko. Ja użyłam w tej recepturze dwóch różnych olejów, jeden high oleic a drugi zimnotłoczony, nierafinowany.

dav
Etykieta oleju słonecznikowego, wysokooleinowego (sunflower oil, high oleic). Kwas oleinowy to ten, którego najwięcej ma w sobie oliwa z oliwek i jest on kwasem jednonienasyconym. Jeżeli na etykiecie widzicie jego przewagę, możecie być pewni, że to właśnie wysokooleinowy olej słonecznikowy, nieważne jak go nazwie producent. W tym przypadku mamy zawsze do czynienia z olejem rafinowanym i zmienionym w trakcie produkcji. Taki olej jest bardzo podobny do oliwy z oliwek, napewno nie w kwesti twardości ale trwałość i pielęgnacja są właściwie identyczne.

Czytajcie etykiety, a nie chwytliwe slogany!

dav
Etykieta oleju słonecznikowego, wysokolinolowego (sunflower oil). Kwas linolowy to ten, którego dużo ma w sobie olej z pestek winogron i jest on kwasem wielonienasyconym. Jeżeli na etykiecie widzicie jego przewagę, możecie być pewni, że to właśnie wysokolinolowy olej słonecznikowy, nieważne jak go nazwie producent. W tym przypadku mamy do czynienia z olejem rafinowanym ale nie zmienionym w trakcie produkcji lub z olejem nierafinowanym, zimnotłoczonym. Taki olej jest bardzo podobny do oleju z pestek winogron, więc i takie własności nada mydłu. Jeśli użyjecie pachnącego nierafinowanego słonecznika to w bonusie dostaniecie dużą ilość wit. E i lecytyny.

Wyszło mi sześć pachnących ciepłem słoiczków. Jeden prezent z głowy 😉 Przypominam, że do karotenowych mydeł, czyli z naturalnymi barwnikami pomarańczowymi (olej rokitnikowy, pulpa z marchwi, pomarańcza, olej z czerwonej palmy) – nie wprowadzamy żadnych kwasów, bo utlenią się i znikną. Co do zapachu, ja w tym mydle po dwóch dniach nie czuję niczego poza pomarańczą. Oczywiście ten aromat nie bucha w nozdrza jak oszalały ale mydła potasowe mają to do siebie, że olejki eteryczne i inne zapachy pokazują moc dopiero podczas użycia a nie w słoiku.

dav
Ho, Ho, ho! Fot. Mila Wawrzenczyk

Solne mydło kasztanowe.

Solne mydła słabo się pienią, taki fakt i koniec. Solne mydła wysuszają, najczęściej tak. Po co je robimy w takim razie? Sól, prawdziwa nie warzona, bez dziwnych dodatków jest świetnym pomocnikiem w oczyszczaniu skóry bez użycia peelingu, szczególnie problematycznej. Działa tak zarówno w mydle solankowym, czyli na roztworze soli, jak i w mydle solnym z solą dosypaną do budyniu.

Dlatego żeby nie rezygnować z jej dobroczynnego działania, trzeba tak ułożyć recepturę aby zminimalizować wysuszanie i podbić pianę najbardziej jak tylko się da.

Ja wymyśliłam sobie o takie śmieszne mydło na dualu.

Receptura metodą na zimno CP, około półtora kilograma mydła:

210g olej babassu (35%)

120g olej z pestek winogron (20%)

90g olej lniany nierafinowany (15%)

90g olej kukurydziany (15%)

60g olej rycynowego (10%)

30g masło shea nierafinowane (5%)

180g odwar z owoców (10 sztuk) kasztanowca zamiast wody (30%)

61g NaOH + 24g KOH (przetłuszczenie SF ok. 13%)

700g sól kłodawska albo inna drobna jaką lubicie

20g eteryczne olejki palmaroza, paczuli, pomarańcza – w równych częściach

Najtrudniejszą częścią jest przygotowanie kasztanów. Najlepiej jeśli mamy świeżo zebrane. Są jeszcze niewysuszone, dlatego skórka właściwie sama odskakuje. Kroję je trzy części ale nie do końca, tylko nacinam a potem rozchylam i oddzielam łupinę od środka. Gorzej z kasztanami wysuszonymi, być może namoczenie ich na noc będzie pomocne.

dav
Obieranie kasztanów spala dużo kalorii! Fot. Mila Wawrzenczyk

Obrane kasztany zalewamy wodą, około 300g, blendujemy. Chodzi tylko o ich rozdrobnienie, można też zrobić to w kielichu z ostrzami ale zawsze zalane wodą, tak jest łatwiej. Gotujemy przez 10 minut. Uwaga na pianę, odwar może wykipieć, ponieważ owoc kasztanowca zawiera ogrom saponin i właśnie one będą nam podnosić pienistość mydła. Powstanie nam pieniąco-gluciaste coś i teraz możemy albo przecedzić odwar albo dodatkowo zblendować. Jeden i drugi sposób jest dobry. Ja robię sobie zawsze zapas tej brejki i mrożę ją w kostkach. Przecedzony odwar nadaje się także do mazideł.

Robimy ług. Oczywiście na zamrożonych kostkach odwaru z kasztanów (180g). Wodorotlenki będą działały powoli, zupełnie nie w ich stylu. Potrzeba ostrożnego mieszania i cierpliwości większej niż przy robieniu ługu na wodnistych odwarach. Jeśli jej nie macie to po jakimś czasie można dolać kieliszek wody w temperaturze pokojowej.

Jeśli chodzi o tłuszcze to właściwie tylko shea potrzebuje topienia. Można je lekko podgrzać ale tak naprawdę wystarczy, że będą w temperaturze pokojowej. Babassu podda się blenderowi i sam się roztopi w reszcie tłuszczów. Babassu i rycynowy podniosą pianę a winogronowy, lniany, kukurydziany i shea podwyższą pielęgnację. Nie zwracajcie uwagi na parametry, nic się tutaj nie zepsuje, choćby mydło leżało do końca świat. Przecież dodajemy ogrom soli, która jest potężnym konserwantem. Zastosowanie dwóch wodorotlenków doda kostce nieco mazistości, bo przy takiej ilości soli będzie twarda jak kamień.

No to co, łączymy. Ponieważ ług na mrożonym odwarze, tłuszcze też nie wymagające długiego topienia, chcąc nie chcąc mamy jedno i drugie w temperaturze pokojowej. Blendujemy do emulsji, płynnej. Tu nie bardzo ma co gęstnieć i przyśpieszać ale nie przesadzajcie, bo czeka nas jeszcze wmieszanie soli.

Mamy jednorodną emulsję, więc dolewamy olejki eteryczne (albo aromaty) i dosypujemy sól. Taka ilość to jest proporcja mniej więcej 1:1, soli do masy mydła. Dokładnie, najlepiej łyżką, mieszamy tak długo aż nie będzie żadnych grudek i suchych, solnych miejsc. Wylewamy do formy.

Możecie użyć małych foremek ale bez obaw to mydło da się kroić bez problemu i kruszenia, bo jest dosyć elastyczne. Zrobiłam mydło wieczorem, kroiłam rano.

Ostatnio wszędzie dolewam eteryczny olejek pomarańczowy. Jest rewelacyjny w połączeniu z ostrymi eo typu ylang, lemongrass, cedr, mięta, bo mimo, że nuty cytrusowe z niego ulatują to pozostawia słodki aromat przełamujący ostrości innych olejków eterycznych.

Dojrzewanie normalne, jakieś półtora miesiąca. Im dłużej poleży tym większą da pianę.

hdr
Kamienne mydło. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli chcecie przeliczyć recepturę na inne tłuszcze, to tutaj użyłam stosunku 80% NaOH i 20% KOH. Przy takim utwardzeniu solą, spokojnie może to być tak jak w mydłokremie pół na pół.

Do miłego 🙂

MydłoKrem

Zabierałam się do tego mydła jak pies do jeża. Analizując przepisy na soap cream aż mnie skręcało na widok ilości dodawanej gliceryny, dwudobowego rozpuszczania bazy i urąbania całego robota kuchennego przy ubijaniu nasadką do piany, przez pół dnia. Tak, dokładnie tak to wygląda, przynajmniej w recepturach które znalazłam.

Demon lenistwa podpowiada najlepsze rozwiązania, słuchajcie go! Da się to zrobić o wiele mniejszym nakładem pracy i finansów.

Film będzie, jak tylko wrócę z III Festiwalu Mydła i Dzikiej Kosmetyki i III edycji Targów Beauty Days. Póki co, musicie zadowolić się opisem 🙂

Będzie długo, bo choć tu nie ma niczego skomplikowanego, to jednak trzeba zachować kilka zasad.

Receptura na ok. 700g bazy mydła potasowo-sodowego:

225g oliwy ekstra virgin (45%)

125g masła shea nierafinowanego (25%)

125g oleju kokosowego (25%)

25g oleju rycynowego (5%)

150g wody destylowanej (30%)

56g KOH

36g NaOH

Następnie potrzebujemy jeszcze:

600g wody

200g gliceryny roślinnej

200g kwasu stearynowego lub mieszanki shea/kakaowego/mango/kwasu stearynowego w ilości 300g

dodatki jakie sobie wymyślimy

Robimy podstawowe mydło na bazę, metodą HP. Do roztopionych tłuszczów wlewamy ług potasowo-sodowy i grzejemy na wolnym ogniu lub low w wolnowarze. Taki ług robimy jak każdy inny, oba wodorotlenki naraz do wody i rozpuszczamy. Wodorotlenki są dodane są w proporcji pół na pół, czyli 50% sodowego i 50% potasowego. Potasowy dla piany i mazistości kremowej a sodowy dla trzymania fasonu.

Możecie blendować (będzie szybciej) lub tylko mieszać albo zostawić w diabły i napić się wina. Byleby nie spalić – stąd niska temperatura. W takim przypadku wolnowar sprawdza się super.

Powinno wyjść mniej więcej coś takiego 🙂 Kolor zależy od użytej oliwy. Tym się nie przejmujcie, z tego będzie jasne mydłokrem.

hdr
Gotowa dwudniowa baza na MydłoKrem Fot. Mila Wawrzenczyk

I teraz zaczyna się zabawa.

Bazy powinno wyjść około 700g, zalewamy ją 600-700g wody i czekamy aż napęcznieje. Trwa  to kilka godzin. Tak, napęcznieje, nie musi się rozpuścić, mogą pozostać kawałki i to nawet duże. Ważne żeby mydło było rozmiękczone, napęczniałe wodą, elastyczne i miękkie. Nie mieszajcie, zostawcie w spokoju. 600g wody da mydło bardziej zwarte, natomiast 700g takie, które będzie trzymać się w słoiku ale i nadawać do pojemnika z pompką. Bazę można zalać wodą od razu po zżelowaniu, nie czekając na drugi dzień.

Oczywiście zamiast wody możecie użyć czego dusza zapragnie – mleko, jogurt, napar, odwar, hydrolat – jednak pamiętajcie co wprowadzacie do mikstury. Być może będzie potrzebna konserwacja naturalna, a może wolicie dodać konserwantu ze sklepu z półproduktami. Ja uważam, że dodatki naturalne i gliceryna całkowicie załatwiają temat mikroorganizmów w tego typu mydłach. Ilość płynu można regulować, jeśli wolicie bardziej lejące mydło do używania w butelce z pompką śmiało można użyć więcej wody. Więcej wody można dodać na każdym etapie robienia mydła.

Kiedy baza mydlana napęcznieje dodajemy do niej kwas stearynowy i masła. Ja użyłam 100g kwasu stearynowego i 200g mango. Topimy wszystko razem, to jeszcze dodatkowo zmiękczy bazę.

dav
Roztapiamy dodatkowe tłuszcze w bazie mydlanej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli tylko kwas stearynowy to 200g. Jeśli tylko masło kakaowe 250g. Mieszanka różnych tłuszczów powinna stanowić około 300g, przykładowo:

100g kwasu stearynowego + 150g masła shea + 50g masła kakaowego

100g kwasu stearynowego + 100g masła shea + 100g masła mango

150g masła kakaowego + 150g masła shea

300-350g shea.

Możecie mieszać jak chcecie byleby poruszać się w wyżej wymienionych tłuszczach. Mydło będziemy ubijać a to właśnie obecny w tych tłuszczach kwas stearynowy sprawia, że konsystencja mydłokremu będzie stabilna. A w gratisie dostaniemy warstwę okluzyjną, która zapobiega wysuszaniu skóry. Pamiętacie, które tłuszcze zawierają kwas stearynowy?

Kiedy tylko masła i/lub kwas stearynowy się roztopią zaczynamy blendować. Och tutaj wielbiciele blendowania mogą się wykazać nadmiernością 😉 Najpierw musimy doprowadzić miksturę do gładkości i jednorodnej struktury. Wszystkie nierozpuszczone kawałki bazy mydlanej załatwi blender. Na początku na wolnych obrotach. Bądźcie cierpliwi, to nie trwa długo ale trzeba patrzeć co się dzieje pod końcówką blendera. Jeżeli zostawicie kawałki bazy mydlanej, to będą one widoczne w słoiku i wyczuwalne podczas użytku. Nie szkodzi to niczemu ale esteci będą zawiedzeni.

Kiedy już osiągniemy emulsję, dodajemy 150-250g gliceryny roślinnej. A po co, przecież mydło zawiera glicerol, bo to produkt uboczny zmydlania? Ano po to żeby mydłokrem zachowało początkową konsystencję. Gliceryna zapobiega wysuszeniu masy mydlanej i dodajemy ją po to aby po miesiącu sięgnąć do słoika i wyjąć mydłokrem a nie wyskrobać zastygłe, wysuszone i ubite mydło. Ja dodałam 200g i to mnie zadowoliło pod względem konsystencji. Do gliceryny jako dodatku podchodzę z rezerwą, bo nigdy mi się nie sprawdziła. Ani w płynie do naczyń ani w mydle żelowym. A tu jest niezbędna, dlatego zanim zaczęłam psioczyć, wypróbowałam to mydło pod prysznicem. No i się zakochałam. Żadnego napięcia skóry, żadnego skrzypienia, tępości. Myjąco – pielęgnujący ideał kremowości. Zamiast gliceryny można śmiało użyć glicerytu ziołowego lub nawet mieszaniny wyciągów na glicerynie i płynie Ringera.

CollageMaker_20180909_185005574
Etapy blendowania masy mydlanej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Od góry – prawie już, ale grudki widocznie. Po środku – mega gładka masa – teraz dodajemy glicerynę. Na dole – masa po dodaniu gliceryny, wyraźnie zaczyna gęstnieć.

Blendujcie dotąd aż osiągniecie pożądaną konsystencję. Krócej jeśli potrzebujecie bardziej lejącego żelu a dłużej jeżeli wolicie przełożyć mydło w słoik. Zaufajcie intuicji i obserwujcie co się dzieje pod blenderem.

A dalej to już tylko fantazja. Glinki, aromaty, olejki eteryczne, pumeks, pestki, barwniki, pielęgnujące oleje, pantenol, witaminy, jedwab.

Jeśli dodajecie proszki – lepiej w początkowej grudkowej fazie. Peelingi, olejki, wszelkie dodatki płynne można wymieszać łyżką, nie trzeba blendować.

Trochę straszna taka ilość dodatkowych tłuszczów. I ja miałam obawy, zupełnie niepotrzebnie. To nadal mydło i nawet z tak dużym przetłuszczeniem myje 🙂

A moje takie. Olej marchwiowy i eteryczny olejek mirt cytrynowy. Tak, ładniejszy i głębszy niż olejek cytrynowy.

dav
MydłoKrem Cytryna. Fot. Mila Wawrzenczyk

Koniecznie podzielcie się wynikami, bo u mnie to mydło wejdzie w powtarzany kanon 🙂

Dziecięce. Mydło pielęgnujące i delikatnie myjące.

Bywa tak, że potrzebujemy mydła dla skóry cienkiej, wrażliwej, delikatnej. Taka skóra nie potrzebuje nadmiernego oczyszczania. Dla niej najważniejsza jest pielęgnacja, a w przypadku dzieci też pianka. I ta pianka jest najtrudniejsza w tym wypadku do osiągnięcia, bo jeśli ma być to najdelikatniejsze mydło świata nie możemy użyć oleju kokosowego ani żadnego, który zawiera kwasy tłuszczowe odpowiedzialne za czyszczenie babassu, laurowy, z nasion palmy (kw. mirystynowy, laurynowy). Jednak jeżeli problem wrażliwości jest mocno nasilony to raczej można darować mydłu tę drobną niedoskonałość.

Długo zastanawiałam się nad wyborem zioła, który podniesie właściwości pielęgnacyjne. Aż nadszedł czas kwitnienia lipy. Najpierw szerokolistnej a po około dwóch tygodniach drobnolistnej. Innej możliwości nie było – będzie lipne mydło!

Dlaczego kwiat lipy (Flos Tiliae)? Zawiera polisacharydy, w tym wypadku śluzy, które w reakcji z zasadą rozłożą się do prostszych cukrów i zadziałają osłaniająco i uwadniająco. Do tego kwasy organiczne, olejek eteryczny i garbniki mają właściwości antyseptyczne. Żadne znane mi źródła nie podają przypadków reakcji uczuleniowej na lipę. Pozostałe składniki. Masło shea ma dużą część niezmydlalną, która zawiera woski, żywice, tokoferole, a one i kwas stearynowy zostawią na skórze warstwę niezmywalną chroniącą przed czynnikami zewnętrznymi. Olej ryżowy daje mydłu większą twardość, jego kwasy tłuszczowe pozwalają uzyskać bardziej wyrównaną pielęgnację (oleinowy i linolowy). Olej rycynowy doda piany a ze słodkich migdałów podniesie pielęgnację. Zarówno zastosowane zioło jak i odpowiedni dobór tłuszczów podniesie pielęgnację wyżej niż wskazuje to kalkulator. Sól utwardzi, cukier stworzy większe bański mydlane. Czymś myć się musimy, więc dlaczego nie zrobić sensownego mydła?!

dav
Napar z lipy. Fot. Mila Wawrzenczyk

Żeby wzmocnić działanie mydła robimy napar z kwiatów lipy, który następnie zamrażamy oraz macerat na oleju ryżowym. Tak, podwójnie, dlatego, że mydło ma dużo krótszy kontakt ze skórą niż mazidła. Poza tym są związki, oddadzą się wodzie np. polisacharydy a są i takie, które rozpuszczą się w tłuszczu. I jeszcze zapach, tutaj nieco przytłumiony przez masło shea ale wciąż wyczuwalny słodko-miodowy zapach kwiatów lipy.

Jeszcze jedno, ja myłam dzieci (jeszcze wanienkowe) w mydle od trzeciego miesiąca życia, jednak nie w sposób standardowy, czyli pocierając skórę kostką. W wanience myłam swoje ręce mydłem przeznaczonym dla dzieci i potem w tak powstałych mydlinach dziecko.

Receptura na około półtora kilograma mydła, wykonanie metodą na zimno:

600g olej ryżowy (60%)

300g masło shea nierafinowane (30%)

50g oleju rycynowego (5%)

50g oleju ze słodkich migdałów (5%)

280g zamrożonego naparu z kwiatów lipy (28%)

120g  NaOH (co da przetłuszczenie w okolicach 8%)

opcjonalnie 20g soli i 20g cukru

Robimy ług. Ponieważ napar jest zamrożony w kosteczki (odważamy już zamrożony), obędzie się bez szkodliwych oparów i szybciej ostygnie. Jeśli chcemy użyć soli i cukru musimy je rozpuścić w ciepłym jeszcze naparze tuż po odcedzeniu i dopiero wtedy zamrozić. Oczywiście wtedy zmieni się waga po zamrożeniu, bo dojdzie 40g cukru i soli. ale tym się nie przejmujcie, woda jest tutaj tylko rozpuszczalnikiem. Jeśli odważycie zamrożonych kostek naparowych około 300g, będzie dobrze.

Roztapiamy masło shea i do niego dolewamy pozostałe tłuszcze w temperaturze pokojowej, olej rycynowy, olej ze słodkich migdałów i olej ryżowy.

Kiedy ług i tłuszcze wyrównają temperaturę, łączymy. Sprawdzam temperaturę dotykając jednocześnie pojemników na dole, gdy nie odczuwam, że są cieplejsze niż moje dłonie, łączę.

Najpierw mieszamy końcówką blendera, potem bzykamy kilka razy i tak naprzemiennie. Tutaj możemy sobie pozwolić na średni ślad, bo nie kombinujemy z wzorkami. Choć nie jest to potrzebne, wystarczy mieszać do momentu jednorodnej emulsji bez smug. Wiem, że lubicie pobzykać blenderem, więc przy tym mydle pozwalam 😀

Wylewamy do formy. Możemy zaizolować kocem, żeby na pewno przeżelowało. Jeśli nie będzie żelować, dojrzewanie potrwa dwa razy dłużej. Oczywiście w przypadku mydeł dziecięcych chcemy używać wymyślnych pojedynczych foremek w kształcie zwierząt i samochodów. Wtedy należy taką foremkę włożyć do piekarnika w temperaturze 70-90 stopni. Wyłączyć po godzinie lub gdy zacznie żelować. Zostawić do ostygnięcia.

Kroiłam po około 10 godzinach. Nie należało to do przyjemności, bo nieco maziało się na nożu. Być może strunowa krajalnica lub/i późniejsze krojenie zapobiegnie temu. Odkładamy kostki, które na początku są miękkie i elastyczne. Po tygodniu twardnieją.

Mydło można używać po około 6 tygodniach. Tylko pamiętajcie, że im dłużej wytrzymacie tym kostka będzie się lepiej pienić i mniej maziać. Optimum to trzy miesiące.

dav
Dziecięca delikatność. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Źródło:

Chemia żywności. Praca zbiorowa. pod red. E Sikorski i H. Staroszczyk

Kwiat lipy – Flos (Inflorescentia) Tiliae w fitoterapii. H. Różański

Jogurtowy swirl. Dla mydlarza nie ma niemożliwego i ślad mydlany.

Wszystko się da, naprawdę – kwestia receptury i wykonania. Czy są receptury odpowiednie do swirli a inne zagęszczają w w sekundzie i cały misterny plan idzie w diabły? To zależy! Tak, uwielbiam to stwierdzenie, bo ono oddaje kwintesencję mydlarstwa. Nawet mydło marsylskie, czyli 72% oliwy i 28% kokosa, jest w stanie zagęścić masę na tyle aby nie dało się stworzyć żadnego wzoru. Jak to? Ano tak to, jeśli przeblendujemy masę mydlaną do grubego śladu, bo krąży mit, że owa masa musi uzyskać widoczny ślad. Bullshit!

Masa mydlana ma być jednorodną emulsją, bez widocznie oddzielających się faz tłuszczu i ługu. Tylko tyle. A czy ona będzie gęsta czy rzadka to nie ma najmniejszego znaczenia dla samego procesu. Dlatego nie nadużywajcie blendera 🙂

I w drugą stronę czy na mydle z dużą ilością tłuszczów twardych można zrobić swirl? Można, znów pilnując śladu mydlanego i temperatury a najbardziej nie doprowadzając do grubego śladu.

Każdą recepturę da się wykorzystać do swirli, bo one są różne – jedne potrzebują masy prawie jak woda inne nieco bardziej gęstej. Duża zawartość wosków czy żywic (powyżej 20%)? Żaden problem mydło na gorąco HP też daje możliwości wzorkowania.

Do rzeczy, wyłączając typowo betonujące zapachy kosmetyczne (loteria) i olejki eteryczne (głównie kwiatowe), zawsze możemy zrobić swirl. Trzeba tylko dobrego przemyślenia receptury. Jeśli chcemy dodać typowo zagęszczające dodatki, użyjmy rozrzedzających olejów i nie blendujmy do grubego śladu. Ilość wody nie będzie miała znaczenia. Jeśli przeblendujemy masę i tak zrobi się zbyt gęsta, nawet na 40% wody. Naprawdę zwykle wystarczy kilka bzyknięć a potem tylko mieszanie.

Receptura:

250g oleju kokosowego (25%)

250g masła shea nierafinowanego (25%)

250g oliwy z oliwek (25%)

250g oleju z pestek winogron (25%)

300g zamrożonego jogurtu naturalnego (30%)

134g wodorotlenku sodu (co da przetłuszczenie ok. 7%)

opcjonalnie po 5g glinki białej, zielonej i czerwonej

Robimy ług. Zamiast wody użyjemy 300g zamrożonego wcześniej w foremkach do lodu jogurtu naturalnego. Wybierajcie taki bez dodatków typu zagęszczacze. Zasypujemy jogurtowe kostki NaOH i zostawiamy. Jogurt i wodorotlenek same dojdą do porozumienia. Mieszamy dopiero gdy mniej więcej połowa się rozpuści, czyli zobaczymy pływające „kry jogurtowe”. Próby wcześniejszego mieszania mogą skończyć się wyskoczeniem na zewnątrz oblepionej wodorotlenkiem kostki. Bądźcie ostrożni.

CollageMaker_20180803_155113568
Robimy ług na jogurcie. Fot. Mila Wawrzenczyk

Roztapiamy masło shea i dolewamy resztę tłuszczów. Lipiec 2018 – olej kokosowy trzymany w szafce jest w fazie płynnej. Jeśli macie go w stanie stałym możecie roztopić razem z shea. Dolewamy resztę olejów i łączymy w temperaturze pokojowej. Hmmm lipiec 2018 – temperatura pokojowa ponad 30stopni Celsjusza. Trochę wysoko jak na taiwan swirl. Nic to, wystarczy nie blendować do grubego śladu.

Do zabarwienia poszczególnych mas, podzielonych na trzy równe części użyłam glinki czerwonej, zielonej i białej. Każda po 5g i każda rozprowadzona w 15g wody. Dlatego, że glinki zabierają wodę z masy mydlanej a to też wpływa na szybsze zagęszczenie masy. Poza tym rozprowadzone wodą glinki, miki i inne barwniki łatwiej rozmieszać w masie mydlanej, niż dosypane na sucho. Barwienie zróbcie czym uważacie i lubicie.

Dowodem długo lejącej masy mydlanej poczynionej na ługu jogurtowym, sporej ilości shea i glinkach jest ten oto film —->

Mydło powinno żelować, jeśli nie chce trzeba je zmusić. To dla bezpieczeństwa przed zjełczeniem, bo zawiera aż 25% nietrwałego oleju z pestek winogron. Nie jest to koszmarna ilość ale wiem, że jełczejące mydło spędza sen z powiek mydlarza. Robiłam już mydło z 50% zawartością oleju z pestek winogron, ma się dobrze do dziś dzięki żelowaniu i naturalnej konserwacji. Zabezpieczeniem dodatkowym jest kwas mlekowy obecny w jogurcie, który w reakcji z jonami sodowymi z NaOH przekształca się w mleczan sodu. Ha, przecież mleczan sodu można kupić jako półprodukt do wyrobu mydła. Tylko po co, jeśli po dodaniu mlecznego produktu fermentacji (jogurt, kefir, serwatka) do mydła, otrzymujemy go bez wysiłku. Gotowy mleczan sodu nie podnosi przetłuszczenia, bo jest już solą, a kwas mlekowy jako roztwór czy ten obecny w jogurcie podniesie przetłuszczenie – trzeba o tym pamiętać.

CollageMaker_20180803_155218999
Różnica między mydłem wylanym do formy a żelującym w całości. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kroiłam po 6 godzinach ale najlepsze będzie po 8. Żelujące mydła można przetrzymać, bo mają dużo bardziej elastyczną strukturę niż te zimne – bez fazy żelowej.

dav
Krojone właściwie jeszcze w fazie żelowej. Fot. Mila Wawrzenczyk

Wybaczcie bełkot – jestem jak ten olej kokosowy – w stanie płynnym 😉

 

 

Letnie mydło ogórek&aloes.

Lato idzie, ciepłe będzie bo w końcu musi. A jeśli będzie takie sobie to chociaż spróbujmy je przywołać pachnącym i lekkim mydłem.

Lekkim, czyli jakim? Bez wosków, żywic, „ciężkich” maseł z dużą ilością kwasu stearynowego. Pachnące świeżością i delikatne w kolorze. A do tego delikatnie peelingujące, bo nie chcemy zbytnio ścierać naturalnej opalenizny.

Receptura na ok 1,4 kg mydła – wykonujemy metodą na zimno:

400g oliwy z oliwek (40%)

250g oleju kokosowego (25%)

200g masła winogronowego (20%)

100g oleju z pestek winogron (10%)

50g oleju rycynowego (5%)

250g soku ze świeżego ogórka (25%)

50g żelu aloesowego (5%)

134g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 7%)

20g maku

opcjonalnie: aromat kosmetyczny, zielona mika, tlenek cynku

Ogórek ma zastosowanie kosmetyczne, bo świetnie nawilża. Tyle, że jako maseczka, faza wodna w kremie. W mydle działanie jego jest znikome, jednak to nie jest powód aby z niego rezygnować, skoro zbliża się sezon ogórkowy i często będziemy zadawać sobie pytanie, co by tu jeszcze zrobić z tym wiadrem ogórków?

Z umytych, nieobranych ogórków wyciskamy sok. Obojętnie jakim sposobem – ja zblendowałam pokrojone i odcisnęłam przez ścierkę, żeby nie było kawałków. Odmierzamy 150g soczyście zielonego soku i zamrażamy. Od razu w naczyniu na ług. Do takiego zamrożonego krążka wsypujemy odważony wodorotlenek – spokojnie, wszystko się połączy i rozpuści idealnie. Ostrożnie merdamy patykiem.

Wiecie, że mrożenie wody, soków, mleka i reszty płynów na ług zapobiega szkodliwym oparom? Jeśli ktoś nie ma możliwości dobrej wentylacji albo robienia mydła na zewnątrz, polecam. Zresztą bieganie z naczyniem pełnym ługu z jednego miejsca w drugie uważam za tak samo niebezpieczne jak same opary. Do pierwszego potknięcia na kocie albo małym samochodziku…

Resztę soku łączymy z żelem aloesowym i ewentualnie aromatem kosmetycznym – dodamy tą miksturę do budyniu. Ja użyłam gotowego żelu kupionego w sklepie z półproduktami. Zwracajcie uwagę by był bez dodatków. Choć osobiście nie wierzę w jego czystość, bo przecież sok aloesowy jest przydatny przez jakiś tydzień a na moim opakowaniu był roczny termin ważności :/ Cudownie jeśli macie własną roślinę i możecie z niej przygotować żel. Aloes zawiera kwasy organiczne, glikozydy, garbniki i związki antronowe. Także sporo żywicy a miało być bez żywicy 😉 Tutaj głównie zależy nam na glikozydach, które łagodzą podrażnienia. Oczywiście nie otrzymamy skuteczności równej okładom czy maści, jednak jeśli taki problem istnieje (a latem jak najbardziej), to otrzymamy dodatkowy wspomagacz w postaci mydła.

Roztapiamy tłuszcze. Tutaj użyłam wynalazku w postaci masła winogronowego. To nic innego jak uwodorniony czyli utwardzony olej z pestek winogron. I tak jak jestem przeciwnikiem poprawiania natury tak w tym przypadku, nie widzę przeciwwskazań do użycia utwardzonych olejów do mydła. Makadamia, słonecznikowy, awokado i inne można spotkać w postaci masła, którego przecież nie jemy a myjemy się nim a dokładnie powstałymi w czasie zmydlania solami. Masło winogronowe można zamienić w całości na biały olej palmowy z miąższu lub smalec wieprzowy, oczywiście przeliczając recepturę w kalkulatorze, bo zmieni się ilość wodorotlenku.

No dobra ale skoro uwodorniony to znaczy, że skład kwasów tłuszczowych się zmienia, więc jak to ma się do liczby zmydlania. Ma się tak, że nasz płynny olej z pestek winogron składający się głównie z kwasu linolowego, przechodząc w miękkie masło zamienia część kw. linolowego na kwas stearynowy (a miało być bez stearynowego 😉 ). Skoro olej zamienia się w miękkie masło to uwodornienie jest częściowe, więc kwas linolowy nadal jest w naszym maśle winogronowym. Jaka jest proporcja, ja nie wiem, bo jakiż producent wpadłby na to, że taka informacja będzie potrzebna 😉 Na opakowaniu masła winogronowego widnieje informacja, że składa się z tłuszczu uwodornionego i naturalnego. Reasumując. Jeśli przyjdzie nam do głowy użyć uwodornionego tłuszczu, wpisujmy w kalkulator tłuszcz wyjściowy i ustawiajmy przetłuszczenie 7% i więcej. Mnie się nigdy jeszcze nie zdarzyło aby z mydłem było coś nie tak w przypadku użycia tłuszczu utwardzonego.

Ok, róbmy to mydło. Do tłuszczów od razu wsypałam barwniki, malutko na czubku noża. Po to żeby to mydło narzucające nazwą kolor zielony faktycznie takim było, bo niestety ale sam ogórek, mimo soczystego koloru soku i aloes dadzą mydło ledwo zielone przechodzące w beżowe.

dav
Sok ogórkowy do zamrożenia w naczyniu na ług. Fot. Mila Wawrzenczyk

Łączymy w temperaturze 25-30 stopni Celsjusza. Najpierw tylko mieszamy blenderem, następnie kilka razy blendujemy pulsacyjnie. Potem wlewamy pozostały sok ogórkowy z żelem aloesowym i aromatem kosmetycznym. W zależności jaki mamy żel aloesowy może powodować przyspieszenie zagęszczania masy. Ja użyłam zapachu ogórek&aloes, a jakże 😉 Mieszamy dokładnie, znów bzykając blenderem tylko kilka razy. Odstawiamy blender i dosypujemy mak. Rozprowadzamy dokładnie lub trochę mniej dokładnie. Lejemy w formę. Moje nie chciało żelować ale zmusiłam do tego wystawiając owinięte na słońce. Bo ja kocham żelki 🙂

Powinno nadawać się do pokrojenia po 8 – 10 godzinach. Ja walnęłam byka, bo nie odliczyłam tych 50g żelu aloesowego od całej masy soku ogórkowego, więc kroiłam po 14 godzinach, czego nie cierpię. Olej winogronowy i rycynowy sprawiają, że mydło będzie elastyczne przez kilkanaście dni, bez obaw stwardnieje. Generalizując, olej z pestek winogron daje tą elastyczność na stałe, co nie jest tożsame z miękkim mydłem a raczej z bezproblematycznym krojeniem i obrabianiem mydła. Jeszcze mocne grzanie na słońcu + 35% wody wywołało rzeczki glicerynowe. Teraz będzie odparowywać przez lata świetlne 😉

dav
Mydło ogórek&aloes. Fot. Mila Wawrzenczyk

 

Źródło:

Zielarstwo i metody fitoterapii. O ziołach i preparatach ziołowych, dzieje fitoterapii. H. Różański

 

 

Wysalamy mydło potasowe i nie tylko.

Wiecie jak produkuje się mydło marketowe na skalę przemysłową? Łączone zostają tłuszcze z ługiem. Zwykle te najtańsze np. olej palmowy. Gotowe mydło poddaje się wysoleniu, czyli usunięciu niezmydlonych tłuszczów i gliceryny, a więc głównych sprawców pielęgnacji skóry. Potem ten suchy bezwartościowy wysół zostaje barwiony, perfumowany, prasowany w zgrabne kostki, pakowany w kolorowe papierki i trafia na mydelniczki. Właściwie co? Czysta sól sodowa lub potasowa, która czyści bez skrupułów, nie natłuszcza, nie ma właściwości okluzyjnych, nie robi niczego poza myciem. Stąd zła fama mydeł ogółem. Jednak kto spróbował mydła ręcznie robionego, ten widzi różnice 🙂

Ok, więc po co wysalamy? Czasem mydło nie wyjdzie tak bardzo, zjełczeje, nikt nie chce go używać, jest tak nieudanym eksperymentem, że po prostu trzeba je przerobić a samo przetapianie to za mało.

Nigdy, przenigdy nie wyrzucamy nieudanego mydła, bo zawsze jest rozwiązanie! Jeśli nie macie sentymentu dla gniota, to pomyślcie, że wyrzucacie pieniądze do śmietnika 😉

Odkryłam głęboko w szafce potasowe mydło kokosowe z 20% przetłuszczeniem i oznakami jełczenia. O fuuuj.. A za nim bliżej nieokreśloną brązową breję o zapachu lemongrass. W przypadku mydła potasowego niewiele da się poprawić zapachem, dodatkowym tłuszczem, glinką i tym podobnymi. Ani tego rozpuścić ani zabarwić, ale wyrzucić nie godzi się. Pozostaje wysolenie.

dav
Bliżej nieokreślone mydło potasowe do dużej przeróbki. Fot. Mila Wawrzenczyk

I tak jak nie ma dla mnie zmiłuj w przypadku mydła „na oko”, tak tutaj jak najbardziej postępujemy na wyczucie.

Przekładamy mydło do garnka. Ja miałam tej brei jakieś pół kilograma a wybrałam garnek pięciolitrowy dla wygody i bezpieczeństwa.

Pierwszy krok – zalewamy ciepłą wodą aby swobodnie pływało, powiedzmy na pół kilo mydła jakieś półtora litra wody, może być kranówka.

Krok drugi – dosypujemy wodorotlenek potasu – oczywiście do mydła potasowego. Do sodowego mydła, wodorotlenek sodu lub potasu – pamiętacie, że mydła na dualu, czyli mieszanych wodorotlenkach są super. Jednak żeby uzyskać kostkę dobrze aby wodorotlenki były przynajmniej w ilości równoważnej. Dlatego z potasowego wysołu nie otrzymamy zwartej kostki. Natomiast z sodowego wysołu możemy otrzymać super mydło na dualu 🙂

Na pół kilo mydła sypnęłam 30g KOH, dużo, ale pamiętałam o tym nieszczęsnym 20% kokosowym przetłuszczeniu.

dav
KOH na mydle potasowym. Fot. Mila Wawrzenczyk

Proste, prawda? Żadne robienie ługu, wszystko na raz. Co nie zwalnia z ostrożności.

Krok trzeci – podgrzewamy na małym ogniu, mieszając co jakiś czas. Teraz dzieje się zmydlanie pozostałych w mydle wolnych tłuszczów. Jest to etap niezbędny w przypadku rozpoczętego jełczenia, które tak naprawdę nie jest niczym złym z chemicznego punktu widzenia. Po prostu super hiper wielowęglowe kwasy tłuszczowe utleniają się do tych prostszych np. masłowego, który co tu dużo mówić – śmierdzi.

Druga sprawa, wysalanie najczęściej jest polecane jako przerobienie nieudanego mydła na gospodarcze. A ja powiem, że niekoniecznie. Jeśli wysalamy mydło z dużą zawartością frakcji niezmydlanej (żywiczne, shea) to na gospodarcze się nie nada, bo zostawi smugi i plamy na mytej powierzchni lub pranych ubraniach.

mde
Stare mydło+woda+wodorotlenek. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kiedy tylko osiągnie mniej więcej jednorodną emulsję, zostawiamy do ostudzenia na kilka godzin, na noc. Niech się zmydla.

Krok czwarty – dosypujemy soli. Zwykłej najtańszej soli kuchennej. Na pół kilograma mydła, dosypałam pół szklanki soli. Ponownie podgrzewamy na małym ogniu.

hdr
Mydło potasowe w solance. Fot. Mila Wawrzenczyk

Po jakimś czasie otrzymamy taką jednorodną brejkę. Mimo, że podchodzi wodą nic nie odlewamy, bo to wciąż nie jest oddzielenie mydła od solanki. Dolewamy znów ok. litr wody i pół szklanki soli. Już wiecie po co na pół kilograma mydła potrzebujemy garnek pięciolitrowy. Być może będzie potrzebne powtarzanie tego etapu. Mnie się udało już po dwukrotnym dodaniu solanki.

Zachowajcie ostrożność, od wsypania wodorotlenku do tego etapu nasza masa ma pH w okolicach 12, czyli jest żrąca.

Krok piąty – wysół, czyli pływające po wierzchu czyste mydło. Zostawiamy to wszystko w garnku do ostygnięcia i tym samym zastygnięcia. Wtedy łatwiej wyjąć. Pozostały przejrzysty płyn zawiera glicerynę, dodatki, nadmiar wodorotlenku i solankę.

dav
Wysół do odcedzenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli chodzi o mydło potasowe, które rozpuszcza się o wiele szybciej w wodzie niż sodowe, trzeba wykazać się cierpliwością, bo długo mimo dodawania solanki wszystko pozostaje w fazie żelu. Żeby można było odlać solankę z dna garnka zawsze musi być ona przejrzysta a mydło musi pływać po wierzchu.

Ten etap to koniec wysalania, mydło zdjęte z wierzchu ma pH 7-8. Jest pozbawione większości dodatków. Odzyskało jasny kolor, bo odwar ziołowy przeszedł do solanki, tak samo mika, sól, cukier – wszystkie rozpuszczalne w wodzie dodatki pływają w solance. Pachnie czystym mydłem, zero zapachu jełczenia. Teraz od Was zależy, czy chcecie dalej oczyszczać mydło z substancji niezmydlalnych i pozostałości dodatków aby otrzymać czystą sól potasową lub sodową nadającą się do zastosowania gospodarczego. Czy też taki nie do końca oczyszczony wysół użyć kosmetycznie, po ponownym „dotłuszczeniu” i dosmaczeniu dodatkami.

A jaka jest różnica między mydłem naturalnym a mydłem wysolonym, ano taka:

CollageMaker_20180430_083009403
Mydło naturalne kontra wysolone. Fot. Mila Wawrzenczyk

Po lewej mydło potasowe na zimno – widoczna mieszanina gliceryny i niezmydlonych tłuszczów. Po prawej mydło wysolone – suche, czyste mydło bez gliceryny i niezmydlonych tłuszczów.

I co dalej z takim wysolonym mydłem. Ja użyłam kosmetycznie. Gotowy wysół zalałam gorącą wodą 1:1 aby uzyskać żel. Potem zmieszałam z olejem winogronowym, kawą, algami, glicerytem stokrotkowym, cukrem brązowym solą i otrzymałam pachnący peeling 🙂 Jeśli chodzi o mydło sodowe możemy na nowo uformować je w kostkę, traktując po troszę jak przetapiane a po troszę jak HP. Dodajemy więc do wysołu wody i podgrzewamy. Potem dodatkowy olej, jogurt, glinki, barwniki, olejki, czy co tam jeszcze wymyślicie i przelewamy do formy.

dav
Peeling z wysolonym mydłem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Możecie użyć takiego wysolonego mydła jako bazy do wszystkiego! Ograniczeniem jest tylko Wasza wyobraźnia. Każde zepsute mydło da się naprawić w ten sposób. Utwardzić, rozjaśnić, zrobić od nowa 😉