Mydło solankowe morskie.

Inspiracją do stworzenia tego mydła była receptura Amandy Gail na soleseife i pewna szalona mydlarka z wysp 😉 Właściwie na nazwie się skończyło, ponieważ nie pasowało mi wiele rzeczy. Duuuużo wody, tylko olej kokosowy i za mało soli. Ostatecznie powstało zupełnie inne mydło 😉

Mydło solne zrobić bardzo łatwo. Po prostu dosypujemy ulubioną sól do masy mydlanej z pierwszej lepszej receptury, mieszamy, wylewamy do form i gotowe. Mydło na solance jest nieco bardziej skomplikowane, bo nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych procesów fizykochemicznych. Chodzi o rozpuszczalność soli w wodzie.

Moje założenia były takie. Solanka ma mieć możliwie największe stężenie. Masa rozpuszczonej soli ma stanowić ok. 10% masy tłuszczów. Zawartość wody w gotowym mydle w granicach przyzwoitości, żeby nie schło lata świetlne. Olej kokosowy nie przekraczający 30% MT.

Receptura na około 800g gotowego mydła:

200g masła shea (40% MT)

150g oleju kokosowego (30%MT)

100g oleju ryżowego (20%MT)

50g oleju rycynowego (10%MT)

200g wrzącej wody na solankę (40%)

80g soli morskiej drobnoziarnistej (10% masy gotowego mydła)

60g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 17%)

Najpierw robimy solankę. Wlewamy do naczynia 200g wrzącej wody, wsypujemy 80g soli i mieszamy do rozpuszczenia. Mieszamy i mieszamy, jeśli zostanie jeszcze trochę nierozpuszczonej soli, nie przejmujcie się tym. To będą nasze nieistotne miejsca po przecinku 😉 Otrzymamy solankę o stężeniu 28% i jednocześnie roztwór nasycony czyli taki, w którym nie da rady rozpuścić ani grama soli więcej. Wstawiamy naczynie z solanką do zlewozmywaka. Od razu do gorącej solanki dosypujemy 60g NaOH i mieszamy do rozpuszczenia wodorotlenku. Rozpuści się całkowicie – bez obaw. Ta mikstura będzie miała konsystencję i kolor mleka 🙂

dav
Ług na solance. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Czekamy aż solankowy ług i tłuszcze osiągną podobną temperaturę. Tutaj ta sama zasada jak przy innych mydłach. Sól sama z siebie nie przyspiesza gęstnienia masy mydlanej. Za to doskonale utwardza mydło. Ja łączyłam w jakichś 25 stopniach. Wylewałam do osobnych foremek, bo przy takiej ilości tłuszczów stałych i soli może być ciężko z krojeniem mydła z bloku. Możecie użyć miki do zabarwienia mydła, posypać solą gruboziarnistą dla ozdoby i czego jeszcze dusza zapragnie 😉 Zabarwiłam miką perłową 005 a zapach to olejki eteryczne bergamota i may chang. Ponieważ mydło jest wylewane do małych foremek silikonowych, nie ma większego znaczenia kiedy je z nich wyjmiemy. Po prostu sprawdzajcie czy jest już twarde i da się wyjąć bez uszkodzeń. Ja wyjęłam po około 8 godzinach. Będzie gotowe do użytku za jakieś trzy miesiące, ze względu na wysoką zawartość wody.

hdr
Na szlaku. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mnie osobiście mydła solne wysuszają. Poza tym lubię tłuściochy ze względu na oszczędność czasu, nie muszę po nich balsamować ciała. Stąd tak wysokie przetłuszczenie, które niweluje wysuszanie. Lubię mydło z solą, bo zmniejsza potliwość, więc suma sumarum warto 🙂

mde
Morskie opowieści. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeżeli chcecie użyć innego rodzaju soli, może się okazać, że potrzebna jest inna jej ilość aby otrzymać roztwór nasycony. Po prostu spróbujcie do tych 200g wrzątku dosypywać soli stopniowo. Zaczynając od powiedzmy 60g – jeśli rozpuści się całkowicie – dodajecie kolejne 10g i kolejne. Dotąd aż roztwór solanki nie będzie chciał już rozpuścić więcej soli. Można też użyć gotowych solanek, popularnych w uzdrowiskach. Z tym, że zwracajcie uwagę na ich skład, stężenie. Być może potrzebne będzie podgrzanie przed dodaniem wodorotlenku.

Już po kilku dniach leżakowania uzyskamy przepiękny retro efekt spękania. Spokojnie to tylko powierzchowne 🙂

dav
Ala crackle 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Mleczne shea czyli mydło – krem.

Jedna z moich ulubionych receptur. Dzięki wysokiej zawartości masła shea mydło jest twarde, o kremowej pianie. Nie rozmięka na mydelniczce. Zastąpienie wody mlekiem dodaje wartości pielęgnacyjnych.

Mydła na mleku wcale nie są takie straszne do wykonania jak się je maluje 😉

Najczęściej używanymi do mydła są mleko krowie i kozie. Mleko kozie jest częściej wybierane, bo zawiera więcej dobroczynnych substancji – trójglicerydy, krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Białka obecne w mleku (kazeina, laktoglobulina, albumina) działają wygładzająco i zatrzymują utratę wody przez skórę. Laktoza, witamina D, E, dodatkowe tłuszcze – to wszystko pielęgnuje skórę.

Świetnie, więc o co chodzi z tym mlekiem? Głównie o to aby nie przegrzać ługu, łączyć w w najniższej możliwej temperaturze i nie opatulać w formie. Najczęściej też nie dopuszcza się do żelowania. Wszystko nie tylko po to aby ładnie wyglądało a też dlatego żeby zachować cenne składniki. Białka są wrażliwe na temperaturę i wysokie pH. O ile na poziom pH nie mamy wpływu, to nad temperaturą możemy zapanować.

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

500g masła shea (50%)

250g oleju kokosowego (25%)

250g oliwy z wytłoczyn (25%)

300g mleko krowie/kozie (30%)

130g NaOH (co da około 9% niezmydlonych tłuszczów)

Mleko do zrobienia ługu musi być zamrożone. Najlepiej zrobić to w foremkach na kostki lodu. Dodatkowo możemy naczynie na ług wstawić do pojemnika z zimną wodą i wymieniać ją po nagrzaniu się. Zobaczycie, że będzie potrzeba robić to kilka razy. Zamrożone kostki mleka wrzucamy do naczynia na ług i zasypujemy wodorotlenkiem, który zacznie rozpuszczać zamrożone mleko. Mieszamy i pilnujemy aby cały wodorotlenek się dobrze rozpuścił. Ług powinien mieć jasnokremowy lub jasnożółty kolor. Można też naczynie z ługiem wstawić do zamrażalnika albo wynieść na dwór – odpowiednio zabezpieczając. Jeśli jest ciemniejszy to znaczy, że temperatura została przekroczona – cukry uległy karmelizacji a białka denaturacji (w jeszcze większym stopniu niż po spotkaniu z zasadowym ługiem). Mydło bez względu na to wyjdzie.

Rozpuszczone tłuszcze łączymy z ługiem w temperaturze maksymalnie pokojowej. Jeśli czujecie, że naczynia są ciepłe, poczekajcie. Wystawcie na dwór, niech osiągną możliwie niską jednakową temperaturę. Bardziej mieszamy niż blendujemy. Jednak robimy to w miarę szybko, energicznie i bardzo dokładnie, żeby uzyskać doskonałą emulsję. To ważne przy tej recepturze, bo używamy aż 75% tłuszczów stałych, które mogą zacząć zestalać się na nowo (uwaga na fałszywy ślad). Pisząc o szybkości nie chodzi mi o gęstnienie. Chodzi o to, że jeśli chcemy zatrzymać żelowanie, czas od wlania ługu do przelania masy mydlanej powinien być jak najkrótszy. Etap żelowania w mydłach na mleku zaczyna się bardzo szybko, czasem już w naczyniu do łączenia.

Często po pokrojeniu mydła mlecznego, widać wyraźne kółko w środku, mimo, że forma z mydłem została włożona do zamrażalnika. To efekt zatrzymanego żelowania, które zaczyna się od środka mydła a dochodzi do jego brzegów. Potem zaczyna stygnąć i jaśnieć w drugą stronę, czyli do środka. Zatem jeśli żelowanie już się rozpoczęło a formę umieścimy w chłodnym miejscu – ono po prostu się zatrzyma – pozostawiając ciemniejsze kółko. Można takie pokrojone kostki mydła z kółkiem włożyć do piekarnika na 30-60 minut, w temperaturze 50-70 stopni i obserwować wyrównanie koloru. Niewielkie kółko lub nieznacznie odbiegające kolorem od reszty mydła, po czasie samoistnie się wyrówna i będzie prawie niezauważalne.

dav
Kółka brak 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Ja z zasady mydłom pozwalam robić co chcą, bo uważam, że procesy chemiczne są mądrzejsze od ludzi 😛 Dlatego, każde moje mydło jest przeżelowane, również mleczne. Jak widzicie nie wpływa to na karmelkowy kolor wyjściowy. Jest jasne, tak jak powinno, bo łączyłam w 20 stopniach Celsjusza. Kroić można po 8-10 godzinach, Szybciej jeśli mydło nie żelowało. Dodałam jeszcze 20g olejku eterycznego z drzewa sandałowego. Mydło nadaje się do skóry suchej i szorstkiej a ze względu na wysokie przetłuszczenie również do twarzy.

dav
Dla ozdoby ziarenka maku. Fot. Mila Wawrzenczyk

Nie bójcie się mydeł na mleku i przetworach. Wystarczy panować nad temperaturą i wszystko się uda 🙂

Źródło:

Chemia żywności, Katedra Analizy Środowiska UG

 

 

Mydło z pumeksem do stóp.

Bardzo lubię drapaki ale takie prawdziwe. Mocno wygładzające choć przyznaję, że trzeba je stosować z uwagą, bo można łatwo zrobić krzywdę skórze.

Dziś przedstawiam mydło z pumeksem o dwóch rodzajach ziarnistości – rozdrobniony grubszy o ziarnistości 1,5 i zmielony na proszek, ziarnistość FFF czyli 0. Ten pierwszy można używać do wymagających części ciała a zmielony ostrożnie też do twarzy (jest łagodniejszy niż korund). Jeśli chodzi o te dwa zastosowania proponuję nie przekraczać 5% masy całego mydła.

dav
Pumeks w proszku i granulkach. Fot. Mila Wawrzenczyk

Pumeks kojarzy się najczęściej z pielęgnacją stóp. Po co więc najpierw myć a potem śierać, skoro można mieć dwa w jednym. Tak powstało mydło z 20% zawartością pumeksu. Część z grubszym ziarnem zetrze skutecznie zbędny naskórek a część z proszkiem pumeksowym dodatkowo wygładzi. Oczywiście nie mogło zabraknąć ziół. Kwiat dziewanny – rozmiękcza naskórek przez co łatwiej go zetrzeć a korzeń żywokostu zadziała wygładzająco i regenerująco. Taką miksturę polecam też do moczenia stóp 🙂

Receptura na ok 1,5 kg gotowego mydła:

216g oleju kokosowego (24%)

216g oliwy z wytłoków (24%)

216g oleju ryżowego (24%)

216g masła shea (24%)

36g oleju rzepakowego (użyłam nierafinowanego) (4%)

270g wody

123g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 5%)

130g pumeksu miałkiego

130g pumeksu w granulkach

kwiat dziewanny i korzeń żywokostu – po dwie łyżki

10g olejku eterycznego z drzewa herbacianego

20g olejku eterycznego bergamotka

Najpierw robimy ług. Potrzebujemy 135g naparu z kwiatów dziewanny i 135g odwaru z korzenia żywokostu. Kiedy jeden i drugi będą gotowe i ostudzone, łączymy razem, przecedzamy, wyciskamy – powinien powstać gęsty ciemny płyn. Ważymy aby razem było 270g i wkładamy do zamrażalnika. Ja z ziołami na ług postępuję podobnie jak z mlekiem. Niekoniecznie czekam aż płyn na ług zamrozi się na kość ale niech chociaż stworzą się płatki lodu na powierzchni. Do tak przygotowanego płynu wsypujemy wodorotlenek i staramy się aby nie osiągnął wysokiej temperatury – możemy wystawić na dwór w bezpieczne miejsce.

hdr
Połączone razem – odwar z korzenia żywokostu i napar z kwiatów dziewanny. Fot. Mila Wawrzenczyk

Rozpuszczamy tłuszcze. Odmierzamy olejki eteryczne w jednym naczyniu a pumeksy każdy w osobnym. Czekamy aż ług i tłuszcze osiągną temperaturę pokojową. Kiedy to nastąpi łączymy. Blendujemy dosłownie kilka razy – potem już tylko mieszamy dodając olejki eteryczne. Kiedy masa będzie w miarę jednorodna, taka na pograniczu cienkiego śladu (przy użyciu żywokostu to bardzo ważne, bo on zagęszcza masę), dzielimy ją na dwie równe części. Do jednej wsypujemy pumeks miałki do drugiej ziarnisty. Bardzo dokładnie mieszamy. Żeby spowolnić jeszcze to gęstnienie pojemnik z każdą masą można umieścić w miskach z zimną wodą. Dobrze wymieszane masy wylewamy po kolei do formy.

dav
Gruby ślad. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ja niestety masę przekręciłam co doprowadziło do powstania grubego śladu. Było mi trudno dokładnie rozmieszać pumeksy. Powstało trochę dziur. Na szczęście zawsze można ładnie okroić i uformować 🙂 Tzw. gruby ślad gwarantuje powstanie dziur, bo żadne stukanie o blat nie jest już w stanie wyrównać tak sztywnej masy. Polecam zamiast wylewania naraz całej masy do formy przekładanie łyżka po łyżce i stukanie formą po każdej warstwie. Na pewno nie uda się uniknąć dziur w stu procentach ale będą mniejsze i nie w zatrważającej ilości. Jeśli dodatkowo robimy mydło o dwóch kolorach to nakładamy kolory warstwami na przemian – jeden na drugi. To metoda swirla the spoon plop – co daje po pokrojeniu zebrę albo inne widowisko 🙂 Filmiki dostępne w internecie.

Mydło kroi się bez problemu, mimo zawartości pumeksu. Kroiłam po 10 godzinach, bo pozwoliłam aby przeżelowało – choć bez izolowania nie był to widowiskowy moment. Jego fioletowawy odcień powstał dzięki korzeniowi żywokostu. Do świąt dojrzeje.

dav
Górna warstwa zawiera pumeks ziarnisty a dolna miałki pył. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kto odważny?

🙂

Mydło dziegciowe 4%

Czasem trzeba się poświęcić. W przypadku mydła dziegciowego naprawdę nie ma przesady w tych słowach. Dziegieć brzozowy produkowany jest z drewna, kory nawet korzeni brzozy brodawkowatej (Betula pendula) i brzozy omszonej (Betula pubescens). Działanie keratoplastyczne, keratolityczne, antyseptyczne, przeciwzapalne sprawia, że jest bardzo skuteczny w usuwaniu zewnętrznych wykwitów, plam i placków łuszczycowych. Pomocny w terapii łupieżu tłustego, trądziku, egzemy. Ponieważ niestety mam dla kogo robić takie mydło, wytrzymuję te zapachowe katusze. Właściwie nie chodzi o to, że to brzydki zapach. Trochę smoła, terpentyna, tytoń, naftalina, trochę gaszone ognisko i żywica. Ta mieszanka dzięki węglowodorom cyklicznym daje tak intensywny, przenikliwy, ostry i trwały zapach, że na długo zostaje w nosie. Teraz pisząc wieczorem, wciąż go czuję choć pakowałam mydła dziegciowe wcześnie rano 😉 Dziegieć brzozowy (sosnowy ma bardzo podobne działanie) kupimy w aptece, sklepie zielarskim i oczywiście przez internet.

I druga gwiazda tego mydła, również nie grzesząca niebiańskim aromatem. Korzeń mydlnicy (Radix Saponariae) zawiera ok. 5% saponin, kiedyś używanych jako alternatywa mydła. Saponiny działają przeciwzapalnie, obniżają napięcie powierzchniowe wody i ułatwiają przenikanie substancji przez skórę. Korzeń mydlnicy można kupić w sklepie zielarskim i przez internet, a może własnoręcznie wykopać z trawiastych zarośli.

Receptura na około 1,5 kg gotowego mydła:

520g oliwy z wytłoczyn oliwek – pomace (52%)

250g oleju babassu (25%)

200g masła shea (20%)

30g oleju rycynowego (3%)

330g wody – użyjemy odwaru z mydlnicy

133g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 7%)

40g dziegciu brzozowego (ok. 50ml buteleczka)

Olej babassu ma właściwości myjące ale nie podrażnia i nie wysusza jak to może robić olej kokosowy w przypadku wrażliwej skóry. Masło shea ma właściwości gojące. Olej rycynowy podniesie pienistość mydła.

dav
Uwaga na gotowanie korzenia mydlnicy, daje pokaźną pianę, która łatwo kipi. Fot. Mila Wawrzenczyk

Zarówno dziegieć jak i mydlnica mają tendencję do przyspieszania gęstnienia masy mydlanej, bez katastrofy ale jednak. Dlatego łączymy w niskiej temperaturze ok. 30 stopni. Można też naczynie z tłuszczami umieścić w większej misce z zimną wodą. Do gotowego odwaru z mydlnicy (korzeń zalewamy zimną wodą – gotujemy na małym ogniu 5 minut, odstawiamy na pół godziny, przecedzamy) wsypujemy wodorotlenek sodu. Zauważycie, że nawet po rozpuszczeniu NaOH pianka nadal się utrzymuje. A to znaczy, że saponiny mają w nosie żrący ług i wysoką temperaturę, więc spełnią swoje zadanie w mydle 🙂 Do rozpuszczonych wcześniej tłuszczów wlewamy ług – jeśli mają zbliżoną temperaturę. Bardziej mieszamy niż blendujemy.

A co z dziegciem? Są dwa sposoby na dodanie go do mydła: do tłuszczów lub do masy mydlanej (tzw. budyniu). Praktycznie nie ma to znaczenia w tym przypadku. Choć dodatki przyspieszające gęstnienie masy mydlanej bezpieczniej dodawać do budyniu, bo zyskujemy czas na przelanie do formy. Masa mydlana jeśli jest jednorodną emulsją stanie się mydłem. Jeśli dodatek zacznie nam zagęszczać masę po trzech ruchach blendera, nie zdążymy z niej zrobić emulsji zdolnej do saponifikacji. Zamiast tego prawie-mydło zostanie nam w naczyniu z dumnie stojącym na środku mieszadłem. Wtedy pozostanie już tylko podlanie wodą i grzanie na ciepło. W przypadku dodania potencjalnego zagęszczacza do budyniu najwyżej, zagęści tylko górną część masy, kilka szybkich ruchów połączy dodatek z mydłem. Wtedy jest szansa nawet na wzory – wymuszone ale jednak. Choć są i takie dodatki tzw. betonujące, że nawet jeden ruch się nie uda 😉

dav
Ja dodaję dziegieć do gładkiego budyniu, zamieniając blender na łopatkę. Fot. Mila Wawrzeńczyk

Przelewamy do formy, stukając nią o blat, żeby wypuścić ewentualne pęcherzyki powietrza tworzące dziury w kostkach. Szczególnie ważne przy wlewaniu gęstej masy. Formę okrywam, by pomóc w całościowym przeżelowaniu mydła.

dav
Podczas żelowania kolor z mlecznej czekolady zmienia się na bardziej demoniczny. Fot. Mila Wawrzenczyk

Można kroić po 16-18 godzinach. Mydło jest zwarte i elastyczne, łatwo się je kroi i odciska pieczątkę. Dojrzewa około dwóch miesięcy. Woń być może nieco słabnie ale niezbyt znacząco. W przypadku dziegciu nie ma co liczyć na zwietrzenie 😉 Jego moc jest trwała, także ta wspomagająca skórę.

dav
Takie połyskujące zostanie, choćby je użyć za dwa lata. Mila Wawrzenczyk

 

 

Źródło:

Dziegcie i smoły pochodzenia roślinnego i mineralnego, H. Różański

Towaroznawstwo zielarskie, W. Walewski