Wysalamy mydło potasowe i nie tylko.

Wiecie jak produkuje się mydło marketowe na skalę przemysłową? Łączone zostają tłuszcze z ługiem. Zwykle te najtańsze np. olej palmowy. Gotowe mydło poddaje się wysoleniu, czyli usunięciu niezmydlonych tłuszczów i gliceryny, a więc głównych sprawców pielęgnacji skóry. Potem ten suchy bezwartościowy wysół zostaje barwiony, perfumowany, prasowany w zgrabne kostki, pakowany w kolorowe papierki i trafia na mydelniczki. Właściwie co? Czysta sól sodowa lub potasowa, która czyści bez skrupułów, nie natłuszcza, nie ma właściwości okluzyjnych, nie robi niczego poza myciem. Stąd zła fama mydeł ogółem. Jednak kto spróbował mydła ręcznie robionego, ten widzi różnice 🙂

Ok, więc po co wysalamy? Czasem mydło nie wyjdzie tak bardzo, zjełczeje, nikt nie chce go używać, jest tak nieudanym eksperymentem, że po prostu trzeba je przerobić a samo przetapianie to za mało.

Nigdy, przenigdy nie wyrzucamy nieudanego mydła, bo zawsze jest rozwiązanie! Jeśli nie macie sentymentu dla gniota, to pomyślcie, że wyrzucacie pieniądze do śmietnika 😉

Odkryłam głęboko w szafce potasowe mydło kokosowe z 20% przetłuszczeniem i oznakami jełczenia. O fuuuj.. A za nim bliżej nieokreśloną brązową breję o zapachu lemongrass. W przypadku mydła potasowego niewiele da się poprawić zapachem, dodatkowym tłuszczem, glinką i tym podobnymi. Ani tego rozpuścić ani zabarwić, ale wyrzucić nie godzi się. Pozostaje wysolenie.

dav
Bliżej nieokreślone mydło potasowe do dużej przeróbki. Fot. Mila Wawrzenczyk

I tak jak nie ma dla mnie zmiłuj w przypadku mydła „na oko”, tak tutaj jak najbardziej postępujemy na wyczucie.

Przekładamy mydło do garnka. Ja miałam tej brei jakieś pół kilograma a wybrałam garnek pięciolitrowy dla wygody i bezpieczeństwa.

Pierwszy krok – zalewamy ciepłą wodą aby swobodnie pływało, powiedzmy na pół kilo mydła jakieś półtora litra wody, może być kranówka.

Krok drugi – dosypujemy wodorotlenek potasu – oczywiście do mydła potasowego. Do sodowego mydła, wodorotlenek sodu lub potasu – pamiętacie, że mydła na dualu, czyli mieszanych wodorotlenkach są super. Jednak żeby uzyskać kostkę dobrze aby wodorotlenki były przynajmniej w ilości równoważnej. Dlatego z potasowego wysołu nie otrzymamy zwartej kostki. Natomiast z sodowego wysołu możemy otrzymać super mydło na dualu 🙂

Na pół kilo mydła sypnęłam 30g KOH, dużo, ale pamiętałam o tym nieszczęsnym 20% kokosowym przetłuszczeniu.

dav
KOH na mydle potasowym. Fot. Mila Wawrzenczyk

Proste, prawda? Żadne robienie ługu, wszystko na raz. Co nie zwalnia z ostrożności.

Krok trzeci – podgrzewamy na małym ogniu, mieszając co jakiś czas. Teraz dzieje się zmydlanie pozostałych w mydle wolnych tłuszczów. Jest to etap niezbędny w przypadku rozpoczętego jełczenia, które tak naprawdę nie jest niczym złym z chemicznego punktu widzenia. Po prostu super hiper wielowęglowe kwasy tłuszczowe utleniają się do tych prostszych np. masłowego, który co tu dużo mówić – śmierdzi.

Druga sprawa, wysalanie najczęściej jest polecane jako przerobienie nieudanego mydła na gospodarcze. A ja powiem, że niekoniecznie. Jeśli wysalamy mydło z dużą zawartością frakcji niezmydlanej (żywiczne, shea) to na gospodarcze się nie nada, bo zostawi smugi i plamy na mytej powierzchni lub pranych ubraniach.

mde
Stare mydło+woda+wodorotlenek. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kiedy tylko osiągnie mniej więcej jednorodną emulsję, zostawiamy do ostudzenia na kilka godzin, na noc. Niech się zmydla.

Krok czwarty – dosypujemy soli. Zwykłej najtańszej soli kuchennej. Na pół kilograma mydła, dosypałam pół szklanki soli. Ponownie podgrzewamy na małym ogniu.

hdr
Mydło potasowe w solance. Fot. Mila Wawrzenczyk

Po jakimś czasie otrzymamy taką jednorodną brejkę. Mimo, że podchodzi wodą nic nie odlewamy, bo to wciąż nie jest oddzielenie mydła od solanki. Dolewamy znów ok. litr wody i pół szklanki soli. Już wiecie po co na pół kilograma mydła potrzebujemy garnek pięciolitrowy. Być może będzie potrzebne powtarzanie tego etapu. Mnie się udało już po dwukrotnym dodaniu solanki.

Zachowajcie ostrożność, od wsypania wodorotlenku do tego etapu nasza masa ma pH w okolicach 12, czyli jest żrąca.

Krok piąty – wysół, czyli pływające po wierzchu czyste mydło. Zostawiamy to wszystko w garnku do ostygnięcia i tym samym zastygnięcia. Wtedy łatwiej wyjąć. Pozostały przejrzysty płyn zawiera glicerynę, dodatki, nadmiar wodorotlenku i solankę.

dav
Wysół do odcedzenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli chodzi o mydło potasowe, które rozpuszcza się o wiele szybciej w wodzie niż sodowe, trzeba wykazać się cierpliwością, bo długo mimo dodawania solanki wszystko pozostaje w fazie żelu. Żeby można było odlać solankę z dna garnka zawsze musi być ona przejrzysta a mydło musi pływać po wierzchu.

Ten etap to koniec wysalania, mydło zdjęte z wierzchu ma pH 7-8. Jest pozbawione większości dodatków. Odzyskało jasny kolor, bo odwar ziołowy przeszedł do solanki, tak samo mika, sól, cukier – wszystkie rozpuszczalne w wodzie dodatki pływają w solance. Pachnie czystym mydłem, zero zapachu jełczenia. Teraz od Was zależy, czy chcecie dalej oczyszczać mydło z substancji niezmydlalnych i pozostałości dodatków aby otrzymać czystą sól potasową lub sodową nadającą się do zastosowania gospodarczego. Czy też taki nie do końca oczyszczony wysół użyć kosmetycznie, po ponownym „dotłuszczeniu” i dosmaczeniu dodatkami.

A jaka jest różnica między mydłem naturalnym a mydłem wysolonym, ano taka:

CollageMaker_20180430_083009403
Mydło naturalne kontra wysolone. Fot. Mila Wawrzenczyk

Po lewej mydło potasowe na zimno – widoczna mieszanina gliceryny i niezmydlonych tłuszczów. Po prawej mydło wysolone – suche, czyste mydło bez gliceryny i niezmydlonych tłuszczów.

I co dalej z takim wysolonym mydłem. Ja użyłam kosmetycznie. Gotowy wysół zalałam gorącą wodą 1:1 aby uzyskać żel. Potem zmieszałam z olejem winogronowym, kawą, algami, glicerytem stokrotkowym, cukrem brązowym solą i otrzymałam pachnący peeling 🙂 Jeśli chodzi o mydło sodowe możemy na nowo uformować je w kostkę, traktując po troszę jak przetapiane a po troszę jak HP. Dodajemy więc do wysołu wody i podgrzewamy. Potem dodatkowy olej, jogurt, glinki, barwniki, olejki, czy co tam jeszcze wymyślicie i przelewamy do formy.

dav
Peeling z wysolonym mydłem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Możecie użyć takiego wysolonego mydła jako bazy do wszystkiego! Ograniczeniem jest tylko Wasza wyobraźnia. Każde zepsute mydło da się naprawić w ten sposób. Utwardzić, rozjaśnić, zrobić od nowa 😉

 

 

 

 

Gospodarcze mydło octowe

Nie samym myciem ciała człowiek żyje. Czasem trzeba też sprzątać i prać.

Proszek do prania, płyn do mycia szyb, mleczko do usuwania przypaleń, kapsułki, płyn dezynfekujący, tabletki, niezliczona ilość buteleczek i pojemników o zapachu wiosennej łąki czy zimowego lasu podszytych syntetycznym zapachem i detergentem.

Ja mówię temu dość. Opracowałam recepturę mydła sodowego, prawie do wszystkiego. Stworzyłam pogromcę tłuszczu, smug i plam a przede wszystkim miejsce w szafkach i zdrową atmosferę w domu.

Jak je zrobić? Potrzebujemy niewielu składników:

560g oliwy z wytłoczyn – pomace (70%)

240g oleju kokosowego (30%)

132g wody

132g octu spirytusowego 10%

124g NaOH

26g sody oczyszczonej

Wodę i ocet łączymy w naczyniu na ług. Otrzymujemy 5% roztwór octu. Do niego małymi partiami (na końcu łyżeczki) dodajemy sodę oczyszczoną. Bardzo ważne jest stopniowe wsypywanie sody oczyszczonej ze względu na burzliwą (i spektakularną 😉 ) reakcję, w wyniku której tworzy się octan sodu – znany jako psiuczka na problemy żołądkowe po suto zakrapianej nocy 🙂 Ocet w tym mydle zagwarantuje nam brak smug i osadu na powierzchni czyszczonej czy też praniu.

Kiedy roztwór przestanie się burzyć i stanie się klarowny dosypujemy do niego wodorotlenek sodu. Na tym etapie będzie spokojnie, jednak trzeba dokładnie mieszać, nieco dłużej niż zwykle. W ten sposób robimy ług ale i coś jeszcze. To najprostsza metoda otrzymywania sody kalcynowanej czyli węglanu sodu nazywanego też sodą piorącą. Węglan sodu zmiękcza, odplamia i neutralizuje zapachy. Uwaga otrzymamy ług z osadem właśnie sody kalcynowanej, nie trzeba odcedzać – należy wlać do tłuszczów wszystko z naczynia!

Podgrzewamy oliwę i olej kokosowy do temperatury ok. 40 stopni. Kiedy ług osiągnie zbliżoną temperaturę łączymy go z tłuszczami. Na początku mieszamy, potem naprzemiennie blendujemy i mieszamy. Trzeba zachować czujność, bo mydła octowe dość szybko gęstnieją w temperaturze powyżej 40 stopni. Po otrzymaniu jednorodnej emulsji przelewamy do formy. Moja rada część masy mydlanej przelać do dużej formy a część do foremek małych. Małe mydła można wykorzystać do zapierania plam. Pokrojone z dużej formy posłużą do zrobienia żelu.

dav
Do góry nogami już po 30 minutach Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło można wyjąć z form i kroić już po 3-4 godzinach. O ile małymi foremkami nie musimy się przejmować, to mydła w dużej formie należy pilnować, bo zbyt twardego nie da się równo pokroić (mi akurat na tym nie zależy), bo naprawdę bardzo szybko twardnieje. Jest gładkie i pachnące świeżością. Tak bardzo spodobał mi się taki rodzaj mydła, że obmyśliłam recepturę, dzięki której uzyskamy mydło o identycznym wyglądzie i naturalnym zapachu, z tą różnicą, że przeznaczone do mycia rąk 🙂

dav
Fot. Mila Wawrzenczyk

Receptura w wersji potasowej – może być potrzeba dolewania wody w trakcie grzania:

490g oliwy z wytłoczyn – pomace (70%)

210g oleju kokosowego (30%)

150g wody

150g octu spirytusowego 10%

171g KOH

30g sody oczyszczonej

Mamy mydło i co dalej?

  1. małe mydła z pojedynczych foremek wykorzystujemy do odplamiania i zapierania. Zostawiamy je w kawałku i używamy do pocierania plam przed wrzuceniem do pralki.
  2. mydło pokrojone (lub też to z małych foremek) ścieramy na tarce o grubych oczkach (można użyć robota kuchennego).

Potem wiórki możemy wykorzystać na dwa sposoby:

  • suche wiórki mydlane mielimy na proszek w robocie kuchennym.
  • wiórki mydlane od razu po starciu rozpuszczamy w gorącej wodzie na żel. Zaczynamy od proporcji 1 część wagowa wody i jedna część wagowa wiórek. Rozpuszczanie mydła zajmuje nawet kilkanaście godzin. Żeby przyspieszyć nieco proces i otrzymać gładką konsystencję można zblendować miksturę. Miarodajny efekt otrzymamy po ostygnięciu żelu. Jeśli okaże się zbyt gęsty możemy dolać więcej gorącej wody. Jednak nie więcej niż 1 część mydła i 1,5 wody.
dav
Rozpuszczanie wiórków Fot. Mila Wawrzenczyk

Praktyczne wykorzystanie.

Ja osobiście preferuję mydlany żel. Jest praktyczniejszy w użyciu, bo i tak zawsze używam formy płynnej do sprzątania/prania a nie proszku.

dav
Żel mydlany, czyli rozpuszczone mydło Fot. Mila Wawrzenczyk
  • pasta do prania – żel mydlany łączymy z boraksem i sodą kalcynowaną: 500g żelu, 50g sody kalcynowanej, 25g boraksu. Otrzymujemy pastę nadal niezbyt zwartą aby dała się rozpuścić w dozowniku pralki. Do prania białego dodajemy też nadwęglanu sodu ale dopiero do dozownika pralki (to taki koncentrat popularnego środka odplamiającego). Jak dozować? Mam pralkę o wsadzie 6kg. Do prania białego 3 łyżki pasty i łyżeczka nadwęglanu sodu. Pranie kolorowe (u mnie głównie dziecięce ubrania) 3 łyżki pasty. Pranie ciemnie dwie łyżki pasty. Zawsze dodaję olejku eterycznego ok. 2% masy otrzymanej pasty. Drzewo herbaciane nie da szans grzybom i pleśni a lawenda napełni wnętrze zapachem lata.
dav
Pasta do prania Fot. Mila Wawrzenczyk
  • pasta uniwersalna do czyszczenia/szorowania – żel mydlany łączymy z sodą oczyszczoną w proporcji 1:1. Doskonale czyści piekarnik, płyty kuchenne, kafle, fronty kuchenne, blaty. Można dodać ulubionego olejku eterycznego – miętowy, cytrynowy, lawendowy. Można dolać wody aby otrzymać mleczko.
  • pasta odkażająca do toalet – żel mydlany łączymy z boraksem i sodą oczyszczoną w proporcjach 50% żelu, 40% boraksu, 10% sody oczyszczonej. Efekt antyseptyczny boraksu wzmacniamy dodaniem ok. 2% olejku eterycznego goździkowego lub z drzewa herbacianego.
  • płyn do mycia szyb/luster – wystarczy 10% roztwór żelu mydlanego żeby skutecznie umyć szyby i lustra. 100g żelu mydlanego i 900g wody da nam płyn nie pozostawiający smug. Można przelać do spryskiwacza i używać wedle potrzeby.
  • płyn do podłóg – roztwór 80% wody, 10% żelu mydlanego i 10% sody oczyszczonej umyje podłogę z tłuszczu, plam i kurzu. Soda jest opcjonalna przy mocno zabrudzonej podłodze. Ja rozrabiam ok. 5 litrów w misce.
  • płyn do naczyń – rozrabiamy żel mydlany w proporcji 3/4 do 1/4 wody, możemy wlać w dozownik.
  • żel do zmywarki – owszem używam awaryjnie żelu mydlanego zamiast tabletek Ludwika w objętości odpowiadającej podwójnej wielkości tabletki. Jednak główne zastrzeżenie dotyczy nieradzenia sobie z osadem po herbacie/kawie. Kwestia rozwojowa 😉

Mydło pachnie świeżością, dzieciństwem, powietrzem, czystością i jest gotowe do użytku po tygodniu, dwóch – czego chcieć więcej?

Nie jestem w stanie podać Wam dokładnych miar wagowych (a już na pewno nie w szklankach i łyżkach), bo nie wiem jak duże macie powierzchnie do mycia i pojemności pralki – należy je samemu opracować żeby osiągnąć zamierzony efekt. Mogę tylko podać proporcje i służyć odpowiedzią na pytania 🙂

 

Źródło:

Wytwórczość chemiczna w Polsce, Związek Przemysłu Chemicznego Rzeczypospolitej Polskiej

Soda i produkty towarzyszące : praca zbiorowa (aut.: Andrzej Bukowski et al.)