Wysalamy mydło potasowe i nie tylko.

Wiecie jak produkuje się mydło marketowe na skalę przemysłową? Łączone zostają tłuszcze z ługiem. Zwykle te najtańsze np. olej palmowy. Gotowe mydło poddaje się wysoleniu, czyli usunięciu niezmydlonych tłuszczów i gliceryny, a więc głównych sprawców pielęgnacji skóry. Potem ten suchy bezwartościowy wysół zostaje barwiony, perfumowany, prasowany w zgrabne kostki, pakowany w kolorowe papierki i trafia na mydelniczki. Właściwie co? Czysta sól sodowa lub potasowa, która czyści bez skrupułów, nie natłuszcza, nie ma właściwości okluzyjnych, nie robi niczego poza myciem. Stąd zła fama mydeł ogółem. Jednak kto spróbował mydła ręcznie robionego, ten widzi różnice 🙂

Ok, więc po co wysalamy? Czasem mydło nie wyjdzie tak bardzo, zjełczeje, nikt nie chce go używać, jest tak nieudanym eksperymentem, że po prostu trzeba je przerobić a samo przetapianie to za mało.

Nigdy, przenigdy nie wyrzucamy nieudanego mydła, bo zawsze jest rozwiązanie! Jeśli nie macie sentymentu dla gniota, to pomyślcie, że wyrzucacie pieniądze do śmietnika 😉

Odkryłam głęboko w szafce potasowe mydło kokosowe z 20% przetłuszczeniem i oznakami jełczenia. O fuuuj.. A za nim bliżej nieokreśloną brązową breję o zapachu lemongrass. W przypadku mydła potasowego niewiele da się poprawić zapachem, dodatkowym tłuszczem, glinką i tym podobnymi. Ani tego rozpuścić ani zabarwić, ale wyrzucić nie godzi się. Pozostaje wysolenie.

dav
Bliżej nieokreślone mydło potasowe do dużej przeróbki. Fot. Mila Wawrzenczyk

I tak jak nie ma dla mnie zmiłuj w przypadku mydła „na oko”, tak tutaj jak najbardziej postępujemy na wyczucie.

Przekładamy mydło do garnka. Ja miałam tej brei jakieś pół kilograma a wybrałam garnek pięciolitrowy dla wygody i bezpieczeństwa.

Pierwszy krok – zalewamy ciepłą wodą aby swobodnie pływało, powiedzmy na pół kilo mydła jakieś półtora litra wody, może być kranówka.

Krok drugi – dosypujemy wodorotlenek potasu – oczywiście do mydła potasowego. Do sodowego mydła, wodorotlenek sodu lub potasu – pamiętacie, że mydła na dualu, czyli mieszanych wodorotlenkach są super. Jednak żeby uzyskać kostkę dobrze aby wodorotlenki były przynajmniej w ilości równoważnej. Dlatego z potasowego wysołu nie otrzymamy zwartej kostki. Natomiast z sodowego wysołu możemy otrzymać super mydło na dualu 🙂

Na pół kilo mydła sypnęłam 30g KOH, dużo, ale pamiętałam o tym nieszczęsnym 20% kokosowym przetłuszczeniu.

dav
KOH na mydle potasowym. Fot. Mila Wawrzenczyk

Proste, prawda? Żadne robienie ługu, wszystko na raz. Co nie zwalnia z ostrożności.

Krok trzeci – podgrzewamy na małym ogniu, mieszając co jakiś czas. Teraz dzieje się zmydlanie pozostałych w mydle wolnych tłuszczów. Jest to etap niezbędny w przypadku rozpoczętego jełczenia, które tak naprawdę nie jest niczym złym z chemicznego punktu widzenia. Po prostu super hiper wielowęglowe kwasy tłuszczowe utleniają się do tych prostszych np. masłowego, który co tu dużo mówić – śmierdzi.

Druga sprawa, wysalanie najczęściej jest polecane jako przerobienie nieudanego mydła na gospodarcze. A ja powiem, że niekoniecznie. Jeśli wysalamy mydło z dużą zawartością frakcji niezmydlanej (żywiczne, shea) to na gospodarcze się nie nada, bo zostawi smugi i plamy na mytej powierzchni lub pranych ubraniach.

mde
Stare mydło+woda+wodorotlenek. Fot. Mila Wawrzenczyk

Kiedy tylko osiągnie mniej więcej jednorodną emulsję, zostawiamy do ostudzenia na kilka godzin, na noc. Niech się zmydla.

Krok czwarty – dosypujemy soli. Zwykłej najtańszej soli kuchennej. Na pół kilograma mydła, dosypałam pół szklanki soli. Ponownie podgrzewamy na małym ogniu.

hdr
Mydło potasowe w solance. Fot. Mila Wawrzenczyk

Po jakimś czasie otrzymamy taką jednorodną brejkę. Mimo, że podchodzi wodą nic nie odlewamy, bo to wciąż nie jest oddzielenie mydła od solanki. Dolewamy znów ok. litr wody i pół szklanki soli. Już wiecie po co na pół kilograma mydła potrzebujemy garnek pięciolitrowy. Być może będzie potrzebne powtarzanie tego etapu. Mnie się udało już po dwukrotnym dodaniu solanki.

Zachowajcie ostrożność, od wsypania wodorotlenku do tego etapu nasza masa ma pH w okolicach 12, czyli jest żrąca.

Krok piąty – wysół, czyli pływające po wierzchu czyste mydło. Zostawiamy to wszystko w garnku do ostygnięcia i tym samym zastygnięcia. Wtedy łatwiej wyjąć. Pozostały przejrzysty płyn zawiera glicerynę, dodatki, nadmiar wodorotlenku i solankę.

dav
Wysół do odcedzenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeśli chodzi o mydło potasowe, które rozpuszcza się o wiele szybciej w wodzie niż sodowe, trzeba wykazać się cierpliwością, bo długo mimo dodawania solanki wszystko pozostaje w fazie żelu. Żeby można było odlać solankę z dna garnka zawsze musi być ona przejrzysta a mydło musi pływać po wierzchu.

Ten etap to koniec wysalania, mydło zdjęte z wierzchu ma pH 7-8. Jest pozbawione większości dodatków. Odzyskało jasny kolor, bo odwar ziołowy przeszedł do solanki, tak samo mika, sól, cukier – wszystkie rozpuszczalne w wodzie dodatki pływają w solance. Pachnie czystym mydłem, zero zapachu jełczenia. Teraz od Was zależy, czy chcecie dalej oczyszczać mydło z substancji niezmydlalnych i pozostałości dodatków aby otrzymać czystą sól potasową lub sodową nadającą się do zastosowania gospodarczego. Czy też taki nie do końca oczyszczony wysół użyć kosmetycznie, po ponownym „dotłuszczeniu” i dosmaczeniu dodatkami.

A jaka jest różnica między mydłem naturalnym a mydłem wysolonym, ano taka:

CollageMaker_20180430_083009403
Mydło naturalne kontra wysolone. Fot. Mila Wawrzenczyk

Po lewej mydło potasowe na zimno – widoczna mieszanina gliceryny i niezmydlonych tłuszczów. Po prawej mydło wysolone – suche, czyste mydło bez gliceryny i niezmydlonych tłuszczów.

I co dalej z takim wysolonym mydłem. Ja użyłam kosmetycznie. Gotowy wysół zalałam gorącą wodą 1:1 aby uzyskać żel. Potem zmieszałam z olejem winogronowym, kawą, algami, glicerytem stokrotkowym, cukrem brązowym solą i otrzymałam pachnący peeling 🙂 Jeśli chodzi o mydło sodowe możemy na nowo uformować je w kostkę, traktując po troszę jak przetapiane a po troszę jak HP. Dodajemy więc do wysołu wody i podgrzewamy. Potem dodatkowy olej, jogurt, glinki, barwniki, olejki, czy co tam jeszcze wymyślicie i przelewamy do formy.

dav
Peeling z wysolonym mydłem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Możecie użyć takiego wysolonego mydła jako bazy do wszystkiego! Ograniczeniem jest tylko Wasza wyobraźnia. Każde zepsute mydło da się naprawić w ten sposób. Utwardzić, rozjaśnić, zrobić od nowa 😉

 

 

 

 

Olej ryżowy kontra oliwa. Najprostsze monomydła dla początkujących.

Kiedy ktoś szuka receptury na swoje pierwsze mydło, najczęściej pada odpowiedź, zrób mydło 100% oliwkowe (kastylijskie, bastylijskie – nazwy pochodzą od regionów,w których robi się takie mydła tradycyjnymi metodami). Już pisałam, że nie rozumiem zachwytu nad oliwą jako składnikiem mydła. Mimo redukcji wody, dodania soli i cukru, mydło z oliwy maśli się na mydelniczce i słabo pieni. Dochodzi jeszcze długi czas leżakowania, według mnie aby nadawało się do użytku powinno dojrzewać około roku. W takim razie czy naprawdę jest to najlepszy wybór na pierwsze mydło?

Receptura na około 600g mydła oliwkowego:

600g oliwy z oliwek (100%)

120g wody (20%)

78g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 3%)

10g cukru (na większą pianę)

10g soli (na utwardzenie)

W wodzie na ług najpierw dokładnie rozpuszczamy sól i cukier, dopiero po tym wsypujemy odważony wodorotlenek. Zostawiamy do ostygnięcia. Mamy dwie możliwości. Czekamy aż ług ostygnie i zrówna temperaturę z oliwą albo podgrzewamy nieco oliwę aby skrócić czas stygnięcia ługu. Temperatura łączenia w okolicach nawet 40 stopni Celsjusza będzie w porządku. Krótko blendujemy i wylewamy masę mydlaną do formy. Ze względu na dużą redukcję wody, musimy pilnować czasu krojenia. Mydło stwardnieje w ciągu kilku godzin. Na pewno nie można go pozostawić na noc, bo rano może się okazać, że zamiast krojenia będziemy musieli łupać i kruszyć dłutem 😉

Poniżej 7-miesięczne monomydło oliwkowe, jest już prawie białe. Póki kostka nie ma kontaktu z wodą jest tak twarda jak kamień. Kiedy tylko zaczynasz myć nią ręce, już wiesz, że będzie rozmiękczać.

dav
Mydło 100% oliwkowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ja na pierwsze monomydło polecam recepturę 100% oleju ryżowego, dlatego, że taka kostka ma lepsze parametry – twardość, większa i bardziej kremowa piana, krótsze dojrzewanie. Co ciekawe olej ryżowy ma w składzie kwas mirystynowy, który determinuje parametry mycia i pienistości, w minimalnym stopniu ale zawsze coś 😉

Receptura na około 600g mydła ryżowego:

600g oleju ryżowego, inna nazwa to olej z otrąb ryżowych (100%)

120g wody (20%)

77g NaOH (co da przetłuszczenie ok. 3%)

10g cukru (na większą pianę)

10g soli (na utwardzenie)

Postępujemy dokładnie tak samo jak przy oliwkowym. W wodzie na ług najpierw dokładnie rozpuszczamy sól i cukier, dopiero po tym wsypujemy odważony wodorotlenek. Ze względu na wyższą zawartość kwasu palmitynowego (czyli tego odpowiadającego za twardość), olej ryżowy powoduje nieco szybsze gęstnienie masy mydlanej. Z tego powodu użyjmy mniej blendera a więcej mieszajmy aby bez problemów przelać masę do formy. Również pilnujemy czasu krojenia, po kilku godzinach mydło powinno ładnie się kroić lub bez uszkodzeń dać wyjąć z małych foremek.

Poniżej 3-miesięczne mydło 100% ryżowe. Im dłużej leży tym jest jaśniejsze, choć białe tak jak oliwkowe nie będzie nigdy. Już widać, że mimo krótszego niż oliwkowe, czasu dojrzewania – lepiej się pieni a ja czuję zdecydowanie mniejszą mazistość.

dav
Mydło 100% ryżowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Coraz częściej w recepturach zastępuję oliwę lub zmniejszam jej ilości na korzyść oleju ryżowego. Oczywiście ceną jest finalnie ciemniejsze mydło i nieco przyśpieszone gęstnienie budyniu, jednak dla mnie osobiście to żadna cena za większą twardość i kremową pianę.

Receptury są skomponowane identycznie, różnią się tylko ilością wodorotlenku potrzebnego do zmydlenia poszczególnych olejów. Nie bójcie się redukcji wody, przy mydle z samych olejów to konieczność. Jeśli chodzi o niskie przetłuszczenie, im dłużej mydło leży tym niższe przetłuszczenie ustawiamy, bo nawet tłuszcze trwałe w końcu mogą zjełczeć. A mydło dojrzałe z dobrej receptury nawet z niskim przetłuszczeniem nie wysuszy skóry.

Wybór należy do Was 🙂

Mydło potasowe na zimno. Bazowe.

Nie, to nie pomyłka. Wiecie co sprawia, że pasjonuję się mydłem. To, że jakbyśmy nie nazwali procesu jego tworzenia – magia! Jak bardzo byśmy nie starali się nad nim zapanować – niepokorne! A mydło i tak zrobi co trzeba i wykorzysta możliwości przez nas dane zgodnie z niczym innym jak tylko z procesem chemicznym. Tylko i aż 🙂

Nie lubię mieszać, grzać, pilnować. Nie i już, bo to nudne jak diabli. U nas to nowinka, ale nie krajach, gdzie domowi mydlarze robią mydło dużo dłużej. Na początku nic się nie dzieje, potem rozwarstwia się po każdym blendowaniu. Oblepiony blender chlapie po blacie. Potrzeba zbyt dużo uwagi. Zupełnie niepotrzebnie, bo można zrobić mydło potasowe na zimno, bez blendera, grzania i uwagi.

Pokaże Wam dwie receptury. Są identyczne po względem saponifikacji, bo zawierają tylko oleje. Różnią się ilością wody, o tym za chwilę. Otrzymamy jasne, bazowe mydło, które można wykorzystać na wiele sposobów i oczywiście łączyć ze sobą, jak każde potasowe.

Receptura #1

210g oliwy z wytłoków (70%)

45g oleju rycynowego (15%)

45g oleju kokosowego (15%)

75g wody (25%)

65g KOH (co da przetłuszczenie ok. 1%)

 

Receptura #2

210g oliwy z wytłoków (70%)

90g oleju rycynowego (30%)

61g wody (20%)

61g KOH (co da przetłuszczenie ok. 1%)

Postępujemy standardowo. Ług i tłuszcze łączymy kiedy osiągną zbliżoną temperaturę, choć w tym wypadku ług może mieć sporo wyższą. Nie ma to znaczenia jak przy mydle sodowym na zimno. Ja łączyłam w okolicach 45 stopni ługu a tłuszcze były tylko ciepłe. Zawsze w tą stronę, ług cieplejszy niż tłuszcze. Bądźcie ostrożni, bo wodorotlenek potasu jest bardziej reaktywny niż sodowy, co jeszcze pogłębia redukcja wody.

Żadnych blenderów, żadnego grzania i pilnowania. Można zrobić na poczekaniu małą ilość np. ze 100g tłuszczów, bo wystarczy drewniany patyczek do wymieszania.

Po prostu łączymy i odstawiamy w bezpieczne miejsce. Gdziekolwiek, byleby poza zasięgiem ciekawskich. Tylko opary są niebezpieczne, sam proces zmydlania już nie.

A tam się dzieje 🙂 Najpierw gładki budyń.

dav
Po 5 minutach od połączenia. Fot. Mila Wawrzenczyk

Następnie standardowe rozwarstwienie.

dav
Po 30 minutach. Fot. Mila Wawrzenczyk

Potem zaczyna się grzać (samo!) i żelować.

dav
Gotowe. Fot Mila Wawrzenczyk

Po 45 minutach mamy gotowe mydło, pH około 8, które samo sobie poradziło 🙂

Stwórzcie własną recepturę! Jedna bardzo ważna zasada – zawartość wody. Podczas podgrzewania mydła potasowego woda paruje, dlatego potrzeba jej więcej, czasem musimy uzupełnić, bo nie można ruszyć mieszadłem. A tutaj nic nie paruje dlatego wodę należy zredukować. Przy recepturze z olejami płynnymi jest to przedział 21-25%. Wszystko zależy od tego jaką konsystencję chcemy uzyskać. Przy niższej zawartości wody otrzymamy mydło maziste i zwarte, takie jak zwykle. Więcej wody, czyli ta górna granica, da nam mydło galaretkowate i rzadsze. Ja wolę to drugie, szczególnie przy bazowych, bo łatwiej domieszać do niego glinki, peelingi, oleje itp. Jeśli korzystamy z receptury z masłami należy dodać 25-33%. Ilość wody zwiększamy proporcjonalnie do ilości maseł, czyli tłuszczy stałych w temperaturze pokojowej. Oczywiście zamiast wody można użyć wszystkich innych płynów stosowanych w mydle.

Im wyższe przetłuszczenie, tym zmydlanie trwa dłużej. Nawet do kilku dni. Dlatego nie ma sensu ustawiać go wysokim od razu, bo będziemy dłużej czekać, a chodzi o to aby w końcu odczarować złożoność robienia potasówek. Spróbujcie zrobić niskoprzetłuszczone 0-1% a do gotowego mydła dodajcie mega tłuszczów i innych dodatków ale dopiero na drugi dzień. Prościej się nie da 🙂

Czas zmydlania zależy też od rodzaju tłuszczów, więc jeśli nie będzie chciało żelować błyskawicznie, bądźcie cierpliwi, tak ma być. Mimo wydłużonego czasu, dojdzie do skutku.

Ja wymyśliłam sobie peeling z glinką czerwoną, olejem macadamia, olejkiem eterycznym jagodlin i korundem. Jagodlin to piękniejsza wersja popularnego ylang ylang, pozyskiwana z pierwszej frakcji destylacji. Ma najbardziej kwiatowy zapach.

dav
Propozycja podania 😉 Fot. Mila Wawrzenczyk

Do dzieła :*

Potasowe do włosów z olejem laurowym

Mydło potasowe krok po kroku, na przykładzie mydła octowego do włosów 🙂

Włosy to trudny temat dla mydła. Jednak nie jest niemożliwe osiągnięcie sukcesu i stworzenie dla siebie dobrego mydła do włosów. Czasem pierwsze jest trafieniem w dziesiątkę, czasem dziesiąte. Czasem trzeba płukać włosy rozcieńczonym octem, czasem samym naparem ziołowym. Sprawdza się mydło z niskim przetłuszczeniem albo to samo, które używamy do ciała. Takie na odwarze z korzenia mydlnicy albo roztworze kwasu octowego. Trzeba szukać i próbować 🙂

Moje włosy są suche, skrzypiące, puszące się i chłonące dużą ilość farb (od kilku lat już tylko hennę i indygo chłoną) oraz olejów, zapewne wysokoporowate. Weźcie to pod uwagę, bo co dobre dla moich włosów niekoniecznie dobre dla Waszych.

Do zrobienia ługu użyłam odwaru z kłączy mydlnicy i maceratu wodnego z korzenia prawoślazu. Mydlnica a właściwie jej kłącze (Rhizoma Saponariae) ponieważ potrzebowałam saponin. Saponiny w korzeniu mydlnicy stanowią ok. 10% działają zmiękczająco, rozjaśniająco i oczyszczająco. Tworzy dodatkową piankę w mydle. Korzeń prawoślazu lekarskiego zawiera 10-20% śluzów, to zależy od pory jego zbioru. Do ługu potrzebujemy maceratu wodnego, bo śluzy roślinne mające działanie nawilżające i wygładzające rozpuszczą się dobrze w wodzie.

Mydlnica – łyżkę kłącza zalewamy szklanką zimnej wody i gotujemy 5 minut na wolnym ogniu – uwaga, bo pieni się mocno i potrafi wykipieć. Jeśli pianka utrzymuje się na powierzchni to znaczy, że wszystko jest prawidłowo.

Prawoślaz – łyżkę korzenia zalewamy szklanką zimnej wody i odstawiamy na ok. 2 godziny, potem doprowadzamy do wrzenia i odstawiamy. Z wody powinien zrobić się jakby rzadki glut, to znaczy, że śluzy zostały uwolnione i mamy sukces 🙂

Powinniśmy otrzymać 200g odcedzonego płynu z tych dwóch ziół. Jeśli coś zostanie przyda się do podlewania masy mydlanej w trakcie.

Wszystkie oleje użyte w recepturze są dedykowane szczególnie włosom.

Receptura na ok. 700g gotowego mydła potasowego

160g oleju z pestek winogron (40%)

160g oleju ryżowego – to samo co olej z otrąb ryżowych (40%)

40g masło murumuru (10%) – można zastąpić o. babassu lub o. kokosowym, jednak to wymaga przeliczenia receptury od nowa

20g oleju rycynowego (5%)

20g oleju laurowego (5%)

198g woda – czyli odwar z mydlnicy i macerat z prawoślazu

66g octu spirytusowego 10%

90g KOH (co da ok. 2% przetłuszczenia)

1 żółtko – opcjonalnie

10g olejek eteryczny rozmarynowy – opcjonalnie

Róbmy to potasowe mydło!

Mieszamy odwar z kłącza mydlnicy, macerat z korzenia prawoślazu i ocet. Otrzymamy ok. 2,5% roztwór kwasu octowego na ziołach (około, bo nie tak prawidłowo liczy się stężenia ale różnica jest tak znikoma, że nie ma sensu bawić się w miareczkowanie) Wsypujemy do niego wodorotlenek, którego wagę obliczyłam odpowiednio do ilości kwasu octowego – żeby utrzymać przetłuszczenie na poziomie ok. 2%. Zarówno sam ocet (właściwie powstały w trakcie procesu octan potasu) jak i jego stężenie sprawuje się doskonale na moich włosach. Nie ma osadu, łatwo się rozczesują i błyszczą.

Tłuszcze stałe i płynne podgrzewamy na małym ogniu do rozpuszczenia tych pierwszych. Naczynie w którym to robimy będzie też naczyniem zmydlania. Ja używam garnka ze stali nierdzewnej, więc cała ta instrukcja dotyczy gotowania mydła w garze bez użycia blendera 🙂

Jeśli ług i tłuszcze mają temperaturę nie przekraczającą 60 stopni, wlewamy ług do tłuszczów. Uważajcie by pilnować temperatury, bo zbyt gorące mogą wykipieć.

mde
Początek jest przeważnie gładki. Fot. Mil Wawrzenczyk

Grzejemy naszą miksturę starając się nie przekraczać 70 stopni. Oczywiście wahania się zdarzają, jeśli za wysoka zestawiamy z ognia, jeśli za niska ogień podkręcamy. Przy zbyt wysokiej temperaturze odparuje zbyt dużo wody i mimo przewagi tłuszczów płynnych zrobi nam się betonowy twardziel w słoiku. Z tego też powodu przykrywamy pokrywką szklaną aby móc podglądać.

dav
Zaczyna bulgotać, teraz koniecznie już trzeba mierzyć temperaturę. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło potasowe niestety wymaga więcej czasu i uwagi niż sodowe na zimno. Należy zaglądać do niego co kilkanaście minut, obserwować zmiany, mieszać i pilnować temperatury. Czasem otrzymamy gotowe po dwóch godzinach czasem po kilkunastu – choć to mi się akurat na szczęście jeszcze nie zdarzyło. Mydła octowe generalnie zmydlają się dużo szybciej. Tym razem trwało to niecałe 3 godziny.

mde
Moja najmniej lubiana faza potasowego. Fot. Mila Wawrzenczyk

Na zdjęciu powyżej zaczyna się zmydlanie widoczne dla oka. Tworzą się wulkany, masa jest rozwarstwiona – może pryskać – znów przyda się pokrywka. Mimo mieszania wciąż się rozwarstwia. Cierpliwości, to kłopotliwy początek dobrego końca.

mde
Żelowanie, czyli sekundy do końca. Fot Mila Wawrzenczyk

Teraz można uzupełnić wodę lub odwary jeśli zauważymy, że zbyt dużo odparowało. Uwaga – to nie to samo co rozpuszczanie mydła, więc z umiarem 😉 Ja mam garnek z podziałką, więc widzę ile było masy zaraz po połączeniu ługu z tłuszczami. Potem sprawdzam aby zostało choć 3/4 poziomu początkowego, co przy odpowiedniej temperaturze gotowania nie powinno wymagać dolewania. Wyłączamy palnik i jeszcze ciągle mieszając aby uniknąć przypalenia dopieszczamy masę 😉 . Mydło jest gotowe kiedy przejdzie fazę żelowania. Nie da się jej przeoczyć, bo masa mydlana nabiera przejrzystości, gęstości i połysku. Powinna być doskonale jednorodna.

Kiedy gotowe mydło osiągnie temperaturę ok. 30 stopni możemy dodać żółtko i olejek eteryczny rozmarynowy. Lecytyna z żółtka zapewni natłuszczenie dzięki zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych, które włosy bardzo lubią, bo nie pozostawiają tłustej warstewki. Żółtko dobrze zblendować najpierw z niewielką ilością oleju ukradzionego z całości (już po zważeniu), inaczej mogą powstać duże ścięte kawałki jajecznicy. EO rozmarynowy jest pomocny przy wypadaniu i łamliwości włosów.

dav
Gotowe, pachnące olejem laurowym i rozmarynem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Jeszcze słowo o wodzie. W recepturach mydeł potasowych przeważnie podwajam ilość wody w stosunku do mydeł sodowych. Tutaj jest jej 66%, odparuje przy prawidłowym grzaniu może 15-20%. To co zostanie da nam mydło bez problemu dające się wyjąć ze słoika i łatwo rozpuścić – jeśli będziemy chcieli zrobić je w formie płynu/szamponu. Na dodatek jeżeli wpadniemy na pomysł aby coś jeszcze do niego dorzucić, łatwo rozmieszamy dodatkowy olej czy nawet proszek.

Mydło potasowe można zrobić w wolnowarze a nawet w piekarniku. Żadne wymówki nie wchodzą w grę!

 

 

Źródło:

Surowce kosmetyczne i ich składniki, A. Jabłońska-Trypuć, R. Czerpak

Poradnik zielarski, H. Różański