Mydło walentynkowe – last minute.

Znów spóżniona, więc znów potas 😉

Mydło potasowe dla miłośników oleju ze słodkich migdałów, bo mamy go tutaj aż 30%. Dlaczego ten olej jest polecany do pielęgnacji wrażliwców, nie wiem za nic w świecie. W nim jest mniej niż 20% tłuszczowych kwasów wielonienasyconych, czyli tych najbardziej pielęgnujących. Tak, ma to również znaczenie w mydle, bo sole stworzone z tych kwasów i wodorotlenku mają właściwości tożsame z samymi kwasami. I nie, ług niczego tu nie żre – poprostu tworzy się nowa substancja – wysoce pielęgnacyjne mydło. Ja w tej recepturze wykorzystałam też jeden z moich ulubionych tłusczczów, olej z pestek winogron, który zawiera dużo kwasu linolowego, co równa się wysokiej pielęgnacji.

Co jeszcze. Jogurt zamiast wody na ług. Pamiętacie, zawiera kwas mlekowy przekształcony w mydle w mleczan i białka mleka, zamieniające się w proteiny łatwiej przyswajalne. Tlenek cynku, nie wiem jak to się dzieje ale moja skóra cierpi bardzo w trakcie sezonu grzewczego. Powinna się wysuszać ale nie, dzieje się zupełnie na odwrót, więc muszę się ratować a cynk radzi sobie bardzo dobrze z nadmiarem sebum. I gwiazda mydła – jarzębina. Bardzo lubię te łatwodostępne owoce, często używam w mydle i innych kosmetykach.

Receptura na około 700g gotowego mydła:

150g oleju ze słodkich migdałów (30%)

150g oleju z pestek winogron (30%)

150g oleju rydzowego (30%)

25g masła shea (5%)

25g oleju rycynowego (5%)

103g zamrożonego jogurtu (20%)

103g wodorotlenku potasu (przetłuszczenie 1%)

25-50g owoców jarzębiny

dodatki: tlenek cynku, mleczan sodu, korund, glinki, olejki eteryczne, peeling

Tłuszcze na mydło potasowe. Fot. Mila Wawrzenczyk

Przygotowanie

Tłuszcze podgrzewamy, po to aby masło shea się roztopiło i co jest ważne przy mydle potasowym wykonywanym na zimno aby zmydlanie nie trwało wieki. Do tłuszczów wrzucamy owoce jarzębiny i blendujemy je, tylko tyle by rozdrobnić. Następnie ług. Do zamrożonego w kostki jogurtu wsypypujemy wodorotlenek potasu, zostawiamy na kilka minut. Jogurt zacznie się roztapiać pod wpływem KOH. Może to potrwać dłuższą chwilę, ale mieszajcie dopiero gdy zacznie się roztapiać, wcześniej nie ma sensu. Jeśli nic się nie dzieje po kilku minutach, dolejcie łyżkę zwykłej wody, to zainicjuje reakcję i przyspieszy tworzenie ługu. Zamrożone płyny na ług gwarantują brak oparów.

Łączymy ług i tłuszcze

Nie czekamy jak przy sodowym, aż temperatury się wyrównają, w mydle potasowym nie ma to żadnego znaczenia. A przy potasowym na zimno, każde studzenie spowoduje wydłużenie procesu zmydlania. Wlewamy ług do tłuszczów i blendujemy krótką chwilę. Blendowanie przy tym mydle sprzyja rozdrobnieniu owoców jarzębiny. Korzystając z gorącej wody po podgrzaniu tłuszczów, wstawiłam naczynie z masą mydlaną do niego i zostawiłam, bez grzania. Oczywiście standardowo wszystko na początku się rozwarstwia a tłuszcze pływają po wierzchu.

Tuż po połączeniu ługu z tłuszczami. Fot. Mila Wawrzenczyk

Ze względu na dodatek jarzębiny, nie jest to mydło w godzinę. U mnie było gotowe po około trzech godzinach. Tyle co odebranie dzieci ze szkoły i zakupy. Bez blendowania i pilnowania. Owoce pięknie zniknęły w masie mydlanej. Ja tlenek cynku wsypałam od razu przy łączeniu. Tego typu dodatki matują mydło, początkującym może być trudno ocenić czy faza żelowa już zaszła i mydło jest gotowe. Wtedy najłatwiej ratować się wskaźnikami pH.

Gotowe mydło potasowe na jarzębinie. Fot Mila Wawrzenczyk

Gotowe

Jak widzicie, mydło przypomina krem czekoladowy, ale tylko z wierzchu to znaczy brązowy kolor jest tam gdzie mydło ma kontakt z powietrzem i światłem. Jeśli ktoś robił mydło sodowe na jarzębinie to zaobserwował zjawisko przy krojeniu. Tuż po przecięciu kostka ma brązową ramkę a środek żółty, aby po chwili zbrązowieć na całej powierzchni. To jest utlenianie.

Puszczamy wodze fantazji

Kto powiedział, że mydło podarowane z miłości musi być czerwone wizualnie? Tutaj czerwień stanowi moc i wnętrze. Trochę poszalałam i zrobiłam kilka wersji na teraz a resztę mydła schowałam na zaś. To jest właśnie świetne w mydle potasowym, można je doprawiać kiedy się chce. Tak naprawdę wszystkie suche i tłuszczowe dodatki mieszamy na oko a raczej na tak zwaną konsystencję. Mydła z dodatkiem glinek będą bardziej pastą niż galaretką, więc do nich możemy dodać czegoś płynnego. Jednorazowa porcja nie zepsuje się łatwo, tego się nie obawiajcie. Niech poniższe proporcje będą dla Was inspiracją. Zwróćcie uwagę na kosystencję, mydło do stóp jako jedyne nie zawiera żadnego proszku.

Mydło z korundem do twarzy. Do 100g mydła potasowego wmieszałam 40g korundu (grubszej frakcji), 20g oleju macadamia, 10g czerwonej glinki, 10g mleczanu sodu.

Mydło z węglem. Do 200g mydła potasowego dodałam, 40g oleju rycynowego, 20g pumeksu (pył frakcji 000), 5g węgla aktywnego, aromat kosmetyczny męski zapach perfum- kilka kropel.

Mydło peeling do stóp. Do 200g mydła potasowego dosypałam 60g pumeksu (średnia frakcja), 20g oleju avocado, kilka kropel olejku eterycznego z drzewa herbacianego i aromatu kosmetycznego ogórek&aloes.

Mydło do ciała. Do 200g mydła potasowego wkręciłam 40g oleju z pestek winogron, 20g mleka koziego w proszku, 10g glinki czerwonej (miała być żółta 😉 ) i 10g mleczanu sodu, kilka kropel aromatu kosmetycznego sensei.

Różne mydła z jednego potasowego. Fot. Mila Wawrzenczyk

Nie wygląda? Macie jeszcze czas na zrobienie mydłokremu 🙂

5 uwag do wpisu “Mydło walentynkowe – last minute.

  1. Mila a mogę zastąpić jarzębinę mrożonym głogiem lub rokitnikiem bo te owoce akurat mam? U Ciebie suszona czy taki świeży owoc nie zepsuje mydła?

Dodaj komentarz