Mydło do włosów. pokrzywa-prawoślaz-neem

Mydło do włosów to temat niełatwy dla początkujących. Uwierzcie, że to mija. Trzeba tylko znaleźć składniki, które polubią nasze włosy. Ustalić jakie zioła, tłuszcze, dodatki i przetłuszczenie są dobre dla włosów. Najważniejsza jest skóra głowy, bo włosy można pielęgnować na znacznie więcej sposobów niż skórę głowy. Jeśli po umyciu swędzi, łuszczy się to znaczy, że trzeba szukać dalej. Na początku efekty nie są zadowalające, bo najpierw musimy zmyć ze skóry i włosów wszystkie silikony, parabeny i resztę komercyjnego szajsu. Tego nie da się zrobić za jednym myciem. Potrzeba cierpliwości aby osiągnąć sukces.

Włosy i skóra głowy lubią trzy rodzaje ziół – krzemionkowe (skrzyp, pokrzywa), śluzowe (prawoślaz, dziewanna) i saponinowe (mydlnica, tatarak). Jeśli chodzi o tłuszcze – wszystkie wielonienasycone oleje schnące są zbawienne dla skóry głowy i włosów – winogronowy, lniany, wysokolinolowy słonecznikowy. Glinki, dobierane według działania na skórę. Olej neem, mimo odrzucającego zapachu warto dodać choć kapkę. Niewielkie ilości żywic i wosków. Jedwab i keratyna. Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz to pozbyć się ewentualnego osadu dodając kwasy organiczne – mlekowy, octowy lub cytrynowy.

Receptura na ok. 700g mydła potasowego do włosów:

  • 125g oleju słonecznikowego (25%)
  • 125g oleju winogronowego (25%)
  • 125g oleju lnianego (25%)
  • 75g oleju rycynowego (15%)
  • 50g oleju kokosowego (10%)
  • 180g woda destylowana (36%)
  • 118g wodorotlenku potasu (co da przetłuszczenie na poziomie 2%)
  • po 20g ziela pokrzywy, korzenia prawoślazu i proszku neem
  • 15g kwasu cytrynowego (3% MT)
  • 15g eterycznego olejku rozmarynowego
  • 5g dodatkowego oleju (podniesie przetłuszczenie do 3%)
Pokrzywa, prawoślaz, neem. Fot. Mila Wawrzenczyk

Z korzenia prawoślazu robimy macerat wodny. Zalewamy zioło zimną wodą i odstawiamy na kilka godzin, potem można jeszcze podgrzać ale nie jest to konieczne. Następnie rozpuszczamy w nim kwas cytrynowy i zamrażamy w foremkach do lodu. Niczego nie cedzimy.

Z ziela pokrzywy robimy macerat olejowy. Podobno pokrzywa przyciemnia włosy, szczerze mówiąc nie zauważyłam. Na szybko, na ciepło. Ziele spryskujemy alkoholem i odstawiamy na pół godziny. Następnie zalewamy wszystkimi olejami, które użyjemy do receptury i blendujemy. Podgrzewamy przez godzinę na małym ogniu. Ja wsadziłam zakręcony słoik do zmywarki na krótki program. To jest świetna metoda. Jestem zwolenniczką suszenia ziół, zamiast robienia maceratów latem, bo potem się okazuje, że nie wiadomo do czego je upchnąć. Maceratu pokrzywowego też nie cedzimy, tylko zwróćcie uwagę, żeby nie było twardych łodyg – mogą zostać w mydle.

A dalej jak zwykle. Zasypujemy wodorotlenkiem nasz macerat z prawoślazu, mieszamy do rozpuszczenia i wlewamy do ciepłych olejów, nie czekając aż ostygnie. Blendujemy, pamiętajcie że mamy tutaj kawały zielska – trzeba co jakiś czas zblendować. Ilość wody jest odpowiednia do grzania, tak żeby nie trzeba było czekać wieki. Pilnujcie temperatury, żeby nie przekroczyła 70 stopni Celsjusza. Dosypujemy sproszkowany neem – obojętnie w której fazie ale jeszcze przed żelowaniem.

Zioła krzemionkowe utrudniają zmydlanie, pokrzywa w szczególności. Dlatego nie przejmujcie się, że masa mydlana będzie długo rozdzielona. Niby już żelować zaczyna ale oleje ciągle po wierzchu pływają (olej lniany też potrzebuje cierpliwości). Jeśli połączycie ług i tłuszcze wieczorem, zostawicie wyłączone na noc (oczywiście wcześniej zblendowane i podgrzane) to rano powinno być gotowe. Saponifikacja byłaby łatwiejsza gdyby nie dodatek całości ziela pokrzywy, ale ja wolę się przemęczyć a w nagrodę mieć mydło dobrze wysycone. Kolor też byłby bardziej zielony, bo chlorofilowe barwniki nie lubią długiego grzania ale nie one są kluczowe w tym mydle.

No dobra ale najpierw mrozić prawoślaz na ług a potem grzać? Tak, bo grzanie jesteśmy w stanie kontorolować, a reakcję tworzenia ługu słabo. Jeśli wsypiemy wodorotlenek na jakiekolwiek zielsko w postaci odwaru, naparu czy maceratu, w temperaturze pokojowej – osiągnie ponad 100 stopni Celsjusza. Zamrożone nawet nie wytworzy oparów.

Jak już ten uparciuch zżeluje, zostawiamy do ostygnięcia i stabilizacji, chociaż na jeden dzień. Nie obawiajcie się to, naprawdę jest krnąbrne mydło i gotowe wygląda nieco inaczej niż zwykle potasowe.  Nie jest typowo ciągnące się za łyżką, tylko takie oddzielające się od łyżki. Przynajmniej na początku, bo na drugi dzień już nie widać różnicy. Jeśli macie wątpliwości zmierzcie pH. Po tym czasie dolewamy olej i eteryczny olejek. Jeśli chcecie dodajcie też jedwab hydrolizowany albo keratynę.

Mydło do włosow. Fot. Mila Wawrzenczyk

Mydło wyjdzie ostatecznie bardzo zwarte. Żeby go wygodnie używać, bez łamania łyżki, mamy dwie możliwości. Używamy więcej wody do zrobienia ługu lub dolewamy więcej wody w trakcie grzania. Nawet więcej niż drugie tyle. Pamiętajmy jednak, że jeszcze dodatkowo opóźni saponifikację. Druga możliwość to rozcieńczenie gotowego mydła ciepłą wodą, aż do uzyskania pożądanej konsystencji. Ja zalałam ciepłą wodą (200g) i pozwoliłam samemu się rozpuścić 🙂

Mydło do włosów po rozcieńczeniu. Fot Mila Wawrzenczyk.

 

 

5 myśli na temat “Mydło do włosów. pokrzywa-prawoślaz-neem”

    1. Mila, przepraszam…. Ze wstydem, ale muszę sie zapytać, ten kwas cytrynowy to jakiś specjalny czy taki zwykły spożywczy kwasek cytrynowy 😅?

    2. Może być zwykły ze sklepu, byleby bez jakichś dziwnych antyzbrylaczy czy cóś 😉 To jest ta sama substancja, tylko jeśli kupisz kilogram od razu, to masz i masz i taniej 🙂

  1. Dostałam słoik szamponu od autorki, jest totalnie boski dla moich cienkich niskoporowych włosów. Dodał objętości, nie elektryzują się i pięknie błyszczą. Autorka twierdzi, że przy twardej wodzie, jaka mam w kranie, robotę robi właśnie kwas cytrynowy. Róbcie,bo mniodzio <3

Dodaj komentarz